Jak zarobić przynajmniej 11,7 proc. (albo stracić 33,3 proc.).

Na giełdę powróciła zmienność – to taki eufemizm określający największy od 4 miesięcy jednodniowy spadek wartości głównych indeksów – pora więc ponownie przyjrzeć się sytuacji próbują określić perspektywy na przyszłość. Najpierw wypada zastanowić się nad znaczeniem owego ponad 5 proc. spadku WIG-u 20, do którego doszło podczas poniedziałkowej sesji.  Być może zabrzmi to dziwacznie, ale wydaje się, że jest to jeden z bardziej znaczących w ostatnim okresie sygnałów kupna. Tę karkołomną tezę starałem się zilustować na poniższym rysunku:

 

  

Powyżej wykresu WIG-u 20 przedstawiony został przebieg 1-dniowych zmian wartości indeksu w ujęciu procentom w okresie minionych 2 lat. Zaznaczone zostały analogiczne do poniedziałkowej sesje kończące się wyróżniającymi się in minus spadkami wartości WIG-u 20. Jak wyraźnie widać, za wyjątkiem podobnych 1-sesyjnych załamań z końca września i października ub. r., wszystkie pozostałe przypadki wyznaczały z dużą dokładnością dna lokalnych fal spadkowych. 

Przyjrzyjmy się tej zależności dokładniej zaczynając od sesji 16 sierpnia, która zakończyła się 5,4 proc. spadkiem wartości WIG-u 20. Tego dnia WIG-20 ustanowił na poziomie 3329,9 dno trwającej od 6 lipca pierwszej fali bessy, po czym zwyżkował do 29 października osiągając tego dnia poziom 3917,9 o 17,7 proc. wyższy niż w dołku sprzed 2,5 miesięcy. Kupując na zamknieciu sesji 16 sierpnia, która zakończyła się 1-dniowym minikrachem analogicznym do tego z poniedziałku, mogliśmy więc maksymalnie zarobić w krótkim terminie 17,7 proc., „niczym nie ryzykując” – oczywiście w krótkim terminie, bo w średnim horyzoncie czasowym czekała nas wtedy dalsza część bessy. WIG-20 spadł jednak poniżej poziomu owego panicznego minimum z 16 sierpnia dopiero 9 stycznia, a więc więc ponad 4,5 miesiąca później.

Weźmy następny przykład takiego 1-sesyjnego załamania z 21 stycznia. Tego dnia WIG-20 stracił 6,7 proc. Był to zarazem ostatni akord fali spadkowej trwającej od 29 października 2007. Co było później? Później indeks zyskał w ciągu miesiąca 11,7 proc. pozostając w trendzie bocznym powyżej poziomu z 21 stycznia aż do końca pierwszej dekady czerwca, czyli przez ponad 4,5 miesiąca.  A więc krótkoterminowy potencjał wzrostowy wynosił 11,7 proc. przy krótkoterminowym ryzyku równym – co wiemy ex post – oczywiście zero.

Przeskoczę w tym miejscu jednodniowe mini-krachy z 29 września, 6, 10, 15 i 17 października, do których wrócę później, by dotrzeć do sesji 22 października, na której WIG-20 stracił 7,6 proc. osiągając poziom 1683,7. W tym przypadku dalszy krótkoterminowych potencjał spadkowy jeszcze istniał: w ciągu kolejnych 2 sesji indeks stracił dalsze 7,6 proc., po czym wszedł w trend boczny, którego maksymalny pułap został osiągnięty 6 stycznia na poziomie 1920,4, wyższym niż w apogeum panicznej sesji z 22 października o 14,1 proc. Tu więc proporcje „nagrody” do „ryzyka” były już znacznie mniej atrakcyjne, bo  wynosiły już tylko 1,7:1.  

Lepiej wyglądała sytuacja na sesji z 20 listopada (WIG-20 -5,8 proc.). Tym razem ponownie był to dołek (1547,2), wiec ex post możemy oszacować krótkoterminowe ryzyko na zero a potencjalną nagrodę na 24,1 proc. Rynek spadł poniżej poziomu tej „sesji paniki” z listopada na początku lutego 2009 roku.

I wreszcie ostatni przykład takiej „sesji paniki” (spadek WIG-20 większy niż 5 proc.) analogicznej do tej z poniedziałku. 17 lutego WIG 20 traci 7,5 proc. osiągajac tego dnia na zamknięcie wartość 1327,6 punktów. Od tamtej pory minęły już ponad 4 miesiące. WIG-20 od 17 lutego do 12 czerwca zyskał 53,8 proc. nigdy nie zamykając się niżej. Ponownie więc krótkoterminowe ryzyko 0, potencjalna nagroda +53,8 proc.

Co więc na podstawie powyższej wyliczanki możemy powiedzieć o stanie i perspektywach rynku? Po pierwsze wynika z niej jednoznacznie, że duży – ponad 5-proc, spadek wartości WIG-u 20 na jednej sesji – NIE MUSI automatycznie zapowiadać dalszych spadków w krótkim terminie.

Co więcej na 5 opisanych przypadków „sesji paniki” – zdefiniowanych jako sesje, na których WIG-20 traci ponad 5 proc. – 4 wyznaczyły dokładnie lokalny dołek rynku, a tylko grupa 6 tego typu sygnałów rozpoczęta paniką na sesji 29 września a kulminująca ponad 5 proc. wyprzedażą 22 października nie spełniła tego warunku.

Zakupy dokonywane na zamknięciu tych 4 „sesji paniki”, które dokładnie wyznaczyły lokalne dołki 16 sierpnia 2007, 21 stycznia 2008, 20 listopada 2008 oraz 17 lutego 2009 dały krótkoterminowe zyski w wysokości kolejno: 17,7 proc., 11,7 proc. 24,1 proc. oraz 53,8 proc. Średnia z tych wielkości to 26,8 proc. (gdyby WIG-20 rzeczywiście tyle urósł sięgnąłby poziomu 2337,2 pkt. najwyższego od początku października 2008). Na tyle możemy oszacować oczekiwany maksymalny zysk z zakupu dokonanego na zamknięcie „sesji paniki” następującej po okresie względnej stabilizacji cen akcji. Jakie jest prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku? Oczywiście 80 proc. Pozostałe 20 proc. to ryzyko, że poniedziałkowa sesja jest analogiczna do tej z 29 września 2008, która była pierwszą w większej sekwencji krachowej, która przyniosła do 22 października dalszą łączną stratę w wysokości 33,3 proc.

Czas trwania zwyżki, która miałaby przynieść ten zysk można oszacować jako średnią z czasu trwania opisanych powyżej krótkoterminowych ruchów wzrostowych (74, 28, 47 i 115 dni) czyli 66 dni (to dawałoby szczyt pod koniec sierpnia). Na materializację scenariusza krachowego trzeba by zaś czekać zaledwie 3 tygodnie.

Oczekiwaną krótkoterminową stopę zwrotu z zakupów dokonanych na zamknięcie wczorajszej sesji można oszacować więc na:

80% * 26,8 proc. + 20% * -33,3 proc. = 21,4% – 6,7% = 14,7 proc.  

Kusi mnie by tu napisać Q.E.D., ale niestety rynki finansowe, to nie jest miejsce, gdzie można kiedykolwiek uzyskać całkowitą pewność i wyeliminować ryzyko.

Być może powyższe rozumowanie przekona nastawionych ostrożnie do rynku spekulantów do tego, że ktokolwiek lub cokolwiek był(o) przyczyną poniedziałkowej wyprzedaży, niekoniecznie musi być traktowany(e) nadmiernie poważnie.

Dla bardzie agresywnie nastawionych do rynku „risk takers” mam jeszcze dwie poufne informacje. Pierwsza brzmi tak: październik to „miesiąc krachów”. Druga zaś tak: „obecnie mamy dopiero czerwiec„…

Dodaj komentarz