Przeżyjmy to jeszcze raz.

W komentarzach z 17 kwietnia (Historia nauczycielką spekulanta) i z 26 czerwca (Nowa synchronizacja) zabawiałem się już dwukrotnie w próbami synchronizacji obecnej trwającej od pół roku fali wzrostowej z podobnymi zwyżkami, które w historii GPW pojawiały się po silnych bessach podobnych do tej, która rozegrała się pomiędzy lipcem 2007 a lutym 2009. Pierwsza – kwietniowa – próba oparta była na mocno arbitralnym i jeszcze bardziej ryzykownym założeniu, że dołek z 17 lutego to odpowiednik takich historycznych dołków cen krajowych akcji jak marzec 1995, październik 1999 oraz październik 2001. Przy następnej – tej z czerwca – poziom arbitralności był już mniejszy, gdyż synchronizacja oparta została na stosunkowo rzadko występującym sygnale technicznym określanym szumnie jako golden cross a polegającym po prostu na przecięciu opadającej dłuższej średniej (tu 200-sesyjnej) przez rosnącą krótszą średnią (tu 45-sesyjną).

A tak obie te synchronizacje wyglądają obecnie (wersje dla WIG-u 20, na czerwono zaznaczono odchylenie wartości WIG-u 20 od „historycznego wzorca” uzyskanego przez uśrednienie trzech ścieżek indeksu z przeszłości):

 

 

 

Jak widać w pierwszym przypadku mamy już do czynienia z wyraźnym – choć nie rekordowym podczas tej zwyżki – odchyleniem w górę od „historycznego wzorca”, zaś w przypadku drugim rynek znajduje się obecnie mniej więcej na poziomie sugerowanym przez zachowanie rynku w analogicznych do obecnej fazach z lat 1995, 1999 i 2002. W obu przypadkach jednak ewidentny jest brak dalszego potencjału wzrostowego rynku w najbliższych miesiącach. Przy pierwszej metodzie WIG-20 osiąga minimum za 3 miesiące (w listopadzie) na poziomie 1782,7, przy drugim sposobie synchronizacji dno wypada dopiero za ponad 5 miesięcy (pod koniec stycznia 2010) na poziomie 1804.

Pora jednak na kolejną synchronizację, jako że rynek wygenerował kolejny interesujący sygnał. Na ostatniej sesji lipca wzrosła powiem – po raz pierwszy od 1,5 roku – średnia 200-sesyjna. Tym samym zaczęło być spełnione jedno z najbardziej klasycznych technicznych kryteriów hossy: przebywanie indeksu ponad rosnącą średnią 200-sesyjną.

 

 

 

Sprawdźmy zatem co robił WIG-20 w przeszłości, gdy podobne zjawisko pojawiało się po długiej przerwie spowodowanej głęboką bessą. Na poniższym wykresie „celownik” przecinający osie w sesji z numerem 0 przy wartości 100 reprezentuje momenty pojawienia się omawianego sygnału:

 

 

Gdy średnia 200-sesyjna WIG-u 20 wzrosła 31 lipca po raz pierwszy od początku stycznia 2008 indeks miał wartość 2137,56 pkt. Trzy historyczne sygnały podobnego typu miały miejsce 9 stycznia 2002, 21 maja 1999 oraz 3 sierpnia 1995. Pomimo historycznie optymistycznej wymowy na krótką metę każdy z tych sygnałów poprzedzał ponad 20 proc. spadek wartości WIG-u 20. Pojawienie się tego sygnału (początku wzrostu średniej 200-sesyjnej) wyprzedzało uformowanie lokalnego szczytu cen akcji o 16 dni (na poziomie o 4 proc. wyższym) w 2002 roku, o 54 dni (na poziomie o 12 proc. wyższym) w 1999 roku i o 42 dni (na poziomie o 13,8 proc. wyższym).

Można próbować ten fenomen tłumaczyć masowymi zakupami akcji czynionymi przez spóźnialskich, którzy czekali na „oficjalne” potwierdzenie trwania hossy. Ich decyzje oparte o ten średnioterminowy sygnał techniczny w tygodniach następujących tuż po wygenerowaniu tego typu sygnały podnosiły ceny akcji do poziomów trudnych do utrzymania w krótką metę.

Uśredniając tę ubogą „statystykę” otrzymujemy wniosek, że szczyt obecnej zwyżki poprzedzający ponad 20 proc. korektę cen akcji wypadnie w okolicach 6 września na poziomie 2349,9 pkt. dla WIG-u 20. Indeks uśredniony na podstawie przedstawionych wyżej trzech historycznych ścieżek WIG-u 20 wokół tego sygnału przedstawiono na poniższym rysunku. Tu szczyt zostaje ustanowiony na 30-tej sesji od momentu wygenerowania sygnału (pierwszej sesji wzrostu średniej 200-sesyjnej WIG-u 20). W piątek mieliśmy 15-tą sesję od sygnału. To sugerowałoby szczyt cen za 3 tygodnie czyli na początku II dekady września. Wartość tego uśrednionego wzorca w szczycie to 2278,1, a więc nie tak wiele więcej niż 2234,6 pkt. z piątku. Oczywiście w szczycie należy liczyć się z możliwością pojawienia się wyraźnego odchylenia w górę od przedstawionego historycznego wzorca. Warto zwrócić uwagę, że wtórny szczyt poprzedzający ostateczne załamanie cen akcji pojawia się na 41 sesji, która w naszym przypadku wypadłaby gdzieś pod koniec września. „Mini-krach” cen akcji rozpoczynający się na przełomie września i października idealnie pasowałby do schematu wynikającego z „efektu bazy” – w zeszłym roku ostra faza krachu rozpoczęła się właśnie na przełomie III i IV kw.

W tej wersji spadki kończą się za 4 miesiące (czyli w grudniu) na poziomie 1984,1. Trzy metody synchronizacji z przeszłością dają daty minimum w listopadzie, grudniu i styczniu wypadające na poziomach 1782,7, 1804 i 1984,1 (średnio 1856,9).

 

 

 

Jak widać z powyższego wiele wskazuje na to, że powoli trzeba zacząć przygotowywać się mentalnie do przynajmniej częściowej ewakuacji z rynku akcji za 3 do 5 tygodni w oczekiwaniu na jesienną korektę o przynajmniej 20 proc. Dla mnie osobiście kolejnym sygnałem ostrzegającym przez bliskością szczytu będzie wzrost WIG-u 20 do najwyższego poziomu od roku. Jeszcze trochę do tego brakuje.

 

Dodaj komentarz