Game over.

 

Czas się skończył. Taki przynajmniej wniosek płynie z analizy zachowania większości narzędzi, które w okresie minionych kilku kwartałów sugerowały wzrosty cen akcji. Tym razem dosyć jednoznacznie sugerują nadejście silnej przynajmniej miesięcznej korekty (WIG-20 1900 pod koniec pierwszej dekady listopada?).

Obecna prognoza jest obarczona o tyle dużym ryzykiem, że w przeciwieństwie do poprzednich dotyczy krótkoterminowego ruchu korekcyjnego następującego wbrew dominującej średnioterminowej tendencji wzrostowej mającej związek z trwającą od wiosny fazą ożywienia gospodarczego. 

Ze swej natury prognoza krótkoterminowego ruchu rynku musi opierać się przede wszystkim na narzędziach analizy technicznej i analizy sentymentu. Narzędzia analizy makroekonomicznej nie mogą tu być zbyt pomocne.

Konsekwencja wymaga jednak, by wyciągać wnioski z sygnałów płynących ze stosowanych narzędzi nie tylko wtedy, kiedy sugerują wzrosty, lecz również gdy podpowiadają spadki cen akcji.

Ze swej natury korekcyjny ruch krótkoterminowy rynku ma charakter odreagowania wcześniejszego ruchu rynku, który nastąpił „we właściwą” – z punktu widzenia zjawisk zachodzących w gospodarce – stronę. W obecnej sytuacji takim średnioterminowym ruchem był wzrost cen akcji od lutego/marca związany z rozpoczętym jakiś czas później odreagowaniem gospodarczym. Ten ruch był bardzo silny. Dopiero wykorzystując mające długą historię dane z amerykańskiego rynku akcji możemy natrafić na okres o zbliżonej zmienności – tak jak ostatnio w obie strony! – cen akcji. Jest to oczywiście nasz dobry znajomy rok 1938-y:

 

 

Istnieje ryzyko, że tak potężny ruch cen akcji w górę był przesadny w stosunku do skali odreagowania gospodarczego, które nastąpi w najbliższej przyszłości. 

Proponuję zacząć od odwiedzenia starej dobrej analogii obecnej sytuacji na rynkach światowych do tej z lat 1938 i 1975. Na poniższym wykresie przedstawiono synchronizację indeksu S&P 500 z jego uśrednioną ścieżką z lat 1938-1940 i oraz 1974-1976. Synchronizacji obu wykresów dokonano w minimum ostatniej korekty z czerwca i lipca:

 

 

Czekałem z umieszczeniem na blogu w miarę jednoznacznie  w krótkoterminowej perspektywie pesymistycznego tekstu do momentu osiągnięcia przez powyższy historyczny wzorzec swego maksimum poprzedzającego spadek do poziomu odpowiadającemu w dzisiejszych warunkach S&P 500 na poziomie 900 pkt. Ten moment właśnie nadszedł. Amerykański rynek może oczywiście nadal jeszcze przez kilka dni błądzić na obecnych wysokich poziomach, ale sądzę, że ryzyko jest obecnie już zbyt duże, by na to na poważnie liczyć.

Ponieważ ta analogia służyła nam tu wiernie od marca, byłoby nieelegancko porzucać ją teraz.
 

Teraz pora na zestaw podobnych synchronizacji dokonanych dla WIG-u 20 w trzech różnych punktach (dołkach bessy, punktach „golden cross” czyli przecięciach średnich 45-cio i 200-sesyjnych, oraz minimach średniej 200-sesyjnej) pomiędzy tegoroczną ścieżką rynku a uśrednionymi przebiegami indeksu z lat 1994-1995, 1998-1999 i 2001-2002:

 

 

Obecne odchylenia WIG-u 20 od tych wzorców nie są duże. Wynoszą odpowiednio: +14,8 proc., +6,7 proc. oraz +3,5 proc. Problem polega na tym, że gdyby indeks chciał pozostać na obecnych poziomach dłużej, to za 30 sesji w pierwszym przypadku, 79 sesji w drugim przypadku i 52 sesje w trzecim przypadku odchylenie od wzorca wzrosłoby odpowiednio do +24,1 proc, +22,6 proc. oraz +11,4 proc. Wynika to stąd, że owe „historyczne wzorce” albo już weszły albo lada moment wejdą w okres korekt kulminujących odpowiednio na poziomach 1782, 1804 i 1984 dla WIG-u 20 (średnio 1857).

Powyższa metoda sugeruje koniec korekty gdzieś za ok. 10-11 tygodni (średnia z 30, 79 i 52 sesji) czyli dopiero na Boże Narodzenie. Przedstawiona powyżej historyczna analogia dla S&P sugerowała koniec korekty za 3 miesiące, czyli w dopiero styczniu.

 

Inne metody podpowiadają znacznie bliższe terminy. Dominująca od 2 lat ok. 4-miesięczna cykliczność sugeruje termin odległy o dokładnie miesiąc.

Poniżej ten sam cykl przedstawiony na wykresie wskaźnika A/D-Line dla giełdy nowojorskiej. Jego uśredniona od 2007 roku długość sugeruje nadejście kolejnego ważnego dołka cen akcji już na Wszystkich Świętych:

 

 

 Podobny wiosek płynie z analizy sezonowości cen akcji:

  

 

 

Jasno z tego wynika, że od przełomu kwietnia i maja (sesja nr. 81) do początku listopada (sesja nr. 215) od rynku akcji nie należy specjalnie oczekiwać jakichś rewelacji (poza wiosenno-letnimi dywidendami oczywiście). W ramach tego „martwego sezonu” WIG-20 najgorszy okres przeżywa – w takim „uśrednionym” roku oczywiście – pomiędzy 181 a 215 sesją. Dla porządku należy zauważyć, że piątkowa sesja była już 196-ta. To sugeruje, że sezon na zbieranie akcji zaczyna się za niecały miesiąc.

Przez wiele tygodni przeszkodą dla ewentualnego spadku rynku była dosyć powszechna świadomość ryzyka związanego z wejściem rynku w najsłabszy z sezonowego punktu widzenia okres (wrzesień i październik to najgorsze dla cen akcji miesiące w roku) oraz możliwością pojawienia się „echa” ubiegłorocznego krachu wynikającego z „efektu bazy”. Ten argument wydaje się być już nieaktualny. Co prawda ceny akcji  nie rosną od 25 sierpnia, ale sentyment się od tego wcale nie pogorszył. Co więcej doszło do eksplozji pozytywnych nastrojów do najwyższego poziomu od października 2007 roku. Tak to przynajmniej wygląda w cotygodniowym badaniu Consensus Bullish Sentiment:

Pamiętam, że pierwszy „Wykres dnia”, który zrobiłem 9 marca po  przejściu do CDM Pekao dotyczył właśnie nastrojów amerykańskich inwestorów. Tyle, że wtedy – dokładnie w dołku  1,5-rocznej fali bessy – na rynku panowały najgorsze nastroje od 18 lat. Teraz mamy do czynienia z sytuacją w dużej mierze odwrotną.

Podsumowując te rozważania: uważam, że od poniedziałku pełne animuszu „byki” zostaną zaskoczone niespodziewanym atakiem „niedźwiedzi”. Ten  atak powinien wyglądać mniej więcej tak, a po miesiącu efekt na giełdach europejskich przypominać to: 

 

 

 

Dodaj komentarz