„Game over” – 3 tygodnie później.

Od czasu opublikowania komentarza buńczucznie zatytułowanego „Game over” minęło już ponad 3 tygodnie. Zawartą tam prognozę trudno uznać za udaną. Co prawda ceny akcji w Europie osiągnęły szczyt i zaczęły spadać już w 2 dni po prognozowanej przeze mnie dacie „niespodziewanego ataku niedźwiedzi” (w środę 14-tego października zamiast w poniedziałek 12-tego), ale nasz rynek nabrał spóźnionego wigoru i WIG-20 (bo już nie sWIG-80 i mWIG-40) i zwyżkował 9 dni dłużej aż do 23 października.

Zgodnie z zasadą, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” tę rozbieżność pomiędzy polskim a europejskim rynkiem akcji chętnie wykorzystałbym do potwierdzenia tezy o trwaniu korekty. Dokładnie tak samo bowiem zachował się rynek w czerwcu tuż przed poprzednią korektą związaną z fazą spadkową dominującego na rynku od 3 lat 4-miesięcznego cyklu. Wtedy ceny największych akcji w krajach strefy euro ustanowiły szczyt 1 czerwca, gdy tymczasem WIG-20 rósł jeszcze do 12 czerwca. 11 dni różnicy. Obecnie szczyt indeksu Euro Zone STOXX Blue Chip 50 wypadł 14 października wobec 23 października w przypadku WIG-u 20. 9 dni różnicy.

Na poniższym rysunku zaznaczone zostały obie dywergencje:

 

  

 

Co intrygujące oba szczyty uformowały się mniej więcej w czasie trwania dwu największych w tym roku na polskim rynku IPO.

Powyższa obserwacja zdaje się potwierdzać wnioski płynące z tezy, którą zilustrowałem wykresem dnia z czwartku. Zgodnie z tą analogią poniedziałkowa i wtorkowa sesja mają kluczowe znaczenie. Odpowiadają ona sesjom z 22 i 23 czerwca, na trakcie których silny spadek WIG-20 (ponad 6 proc.) poniżej poziomu poprzedniego lokalnego szczytu (z maja) doprowadził do przełamania kilkumiesięcznej linii średnioterminowego trendu wzrostowego. Wywołało to gwałtowne pogorszenie nastrojów wśród aktywnych spekulantów – to wtedy wszyscy zaczęli się nawzajem straszyć groźnymi „głowami z ramionami” zapowiadającymi, jeśli nie powrót bessy, to przynajmniej dalsze silne spadki. Wtedy dno korekty wypadło niecałe 3 tygodnie później na mniej więcej 2,5-miesięcznym minimum indeksu. Dokładna powtórka tamtej sytuacji w obecnych realiach dałaby dno korekty 20 listopada na poziomie niższym – nie wiadomo o ile – niż wrześniowe minimum (2099).

Należy pamiętać, że właśnie 20 listopada przypada rocznica ubiegłorocznego szczytu paniki. Tego dnia wygaśnie aktualność koncepcji „echa krachu”. Dla śledzących analogię obecnej sytuacji do tej z 2003 roku: również wtedy dzień 20 listopada wyznaczył koniec trwającej od 1 września korekty silnej fali hossy rozpoczętej 6 marca 2003.

Co ciekawe ostatni spadek na giełdach strefy euro okazał się największy właśnie od czerwca:

 

 

 

Jak widać wyraźnie rozpoczęty 10 lipca wzrost cen po długim okresie utraty dynamiki zaczyna zmieniać zwrot. Co ciekawe na podstawie powyższego wykresu analogię tę można rozciągnąć na sytuację, która na giełdach ukształtowała się od 17 lutego po przełamaniu w dół minimów z 20 listopada ub. r. Wtedy w lutym do ustanowienia na światowych rynkach dołka z 9 marca brakowało jeszcze niecałych 3 tygodni.

A tak wygląda przedstawiona przed ponad 3 tygodniami prognoza rozwoju sytuacji na giełdach europejskich (na czerwono ówczesna prognoza):

 

 

Oczywiście – mówiąc brutalnie – „wszystko się zgadza, poza kasą”. W ledwo tydzień po poczynieniu odkrycia, że w okresie minionych lat indeksem zagranicznym, który najlepiej korelował z WIG-iem 20 jest MDAX czyli niemiecki odpowiednik mWIG-u 40, oba indeksy całkiem się „rozjechały”. MDAX zanurkował do najniższych poziomów od początku września, gdy tymczasem WIG-20 z godnością bronił poziomów wrześniowych szczytów (również dziś, czyli na sesji, która w przedstawionej analogii była odpowiednikiem skrajnie słabej sesji z 22 czerwca):

 

 

 

Po dzisiejszej sesji, w trakcie której – po publikacji dobrych danych z USA – WIG-20 obronił prawie 9-miesięczną linię trendu wzrostowego, sytuacja „oportunistycznych niedźwiedzi” takich jak jak stała się ponownie niezbyt komfortowa. Większość indeksów zagranicznych zeszła do pierwszych wsparć wyznaczonych przez dołki z początku października i z tych poziomów może zacząć budować korektę („prawe ramię” już 2-miesięcznej formacji?). Tymczasem my dyndamy o 100 punktów wyżej, nie przebiwszy żadnych istotnych wsparć. „Sprężyna” jest bardzo mocno napięta, ale ciągle nie ma pewności, czy pęknie. A czas przeznaczony na spadki się nieubłaganie kurczy… 

Dodaj komentarz