Za wcześnie na bessę.

Jednym z prostych narzędzi analizy, które w ostatnich latach wielokrotnie okazywało się niezwykle użyteczne, jest złożony indeks wskaźników wyprzedzających (IWW) koniunktury gospodarczej liczony dla Polski przez OECD. Wiosną 2008 roku zachowanie tego wskaźnika jednoznacznie ostrzegało   przed nadejściem silnego spowolnienia gospodarczego zwykle przekładającego się na bessę na rynku akcji:

 

Także dynamika indeksu wskaźników wyprzedzających dla polskiej gospodarki – publikowanego nawiasem mówiąc również przez OECD – sugeruje najsilniejsze od 7 lat spowolnienie i spadek w IV kw. dynamiki PKB w Polsce bliżej 2 proc. niż notowanych w IV kw. 2007 6,1 proc.” 

 

W rzeczywistości dynamika PKB obliczana przez GUS spadła do 3 proc. r/r w IV kw. 2008 i zaledwie 0,8 proc. w I kw. 2009.

Z kolei rok temu w apogeum kryzysu zakręcenie w górę dynamiki rocznej indeksu sugerowało, że pora zacząć myśleć o początku nowej fazy ożywienia gospodarczego:

 

„W przeszłości okres wyprzedzenia pomiędzy zmianami wartości IWW a zmianami PKB wynosił średnio 10 miesięcy. Jeśli do obecnej sytuacji zastosować to średnie wyprzedzenie otrzymujemy prognozę dołka tempa wzrostu gospodarczego – czyli apogeum obecnego spowolnienia – w lipcu tego roku.

(…)

Na tej podstawie można spekulować, że faza ożywienia gospodarczego, które nadejdzie po obecnym spowolnieniu potrwa przynajmniej do czerwca 2010 roku, a jej „najbardziej prawdopodobną” datą zakończenia jest – na podstawie tej ubogiej statystyki – jesień 2010 roku.

(…)

Pozostaje odnieść to do rynku akcji, który sam jest jednym z najlepszych wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej. Na szczęście konstrukcja OECD-owskiego wskaźnika daje również pewne wyprzedzenie względem rynku akcji. Wynosiło ono w przeszłości średnio ok. 6 miesięcy. Przyjmując to średnie wyprzedzenie otrzymujemy prognozę początku fazy wzrostu dynamiki rocznej WIG-u w marcu. Ponieważ w zeszłym roku rynek akcji pozostawał względnie płaski od połowy stycznia do początku czerwca, to II kw. ponownie pojawia się jako okres, który powinien przynieść wyraźniejszy wzrost cen akcji. Dalsze losy rynku zależeć będą od siły tego ożywienia gospodarczego, które powinno rozpocząć się w III kw.”

Prognozowanie nadejścia ożywienia gospodarczego rok temu  – w apogeum najpoważniejszego od dziesięcioleci globalnego kryzysu – na podstawie zachowanie lokalnego – opartego na polskich danych – wskaźnika mogło się wydawać maniactwem, ale o dziwo okazało się, że stopniowo OECD-owskie indeksy wskaźników wyprzedzających dla innych krajów zaczęły podążać za polskim przewodem w górę, a z czasem powieliły te ruchy realne statystyki makroekonomiczne. W rzeczywistości dołek dynamiki PKB wypadł już w I kw., a dno bessy ustanowione zostało nie w marcu, lecz już w lutym.

Dzisiaj chciałbym zaproponować pewne uogólnienie tych opisanych powyżej przypadków relatywnie skutecznego wnioskowania na temat przyszłego zachowania gospodarki i rynku akcji na podstawie analizy OECD-owskiego indeksu wskaźników wyprzedzających dla polskiej gospodarki. Na podstawie doświadczeń minionych kilkunastu lat można sformułować „warunek konieczny” hossy i „warunek konieczny” bessy, czyli kryteria, które „muszą” być spełnione, by na rynku akcji doszło do – odpowiednio – „rynku byka” i „rynku niedźwiedzia”. Podstawą do skonstruowania takiej formułki będzie poniższy wykres, na którym na tle WIG-u 20 przedstawiono zachowanie dynamiki rocznej omawianego OECD-owskiego indeksu wskaźników wyprzedzajacych dla polskiej gospodarki.

 

 

Jak widać „warunkiem koniecznym bessy”, czyli kryterium, które „musi” być NAJPIERW spełnione (choć może być niewystarczające), by można było myśleć o zakończeniu hossy i rozpoczęciu bessy jest spadek rocznej dynamiki indeksu wskaźników wyprzedzających dla gospodarki.

I podobnie „warunkiem koniecznym hossy”, czyli kryterium, które „musi” być NAJPIERW spełnione (choć może być niewystarczające), by można  było myśleć o zakończeniu bessy i rozpoczęciu hossy jest wzrost rocznej dynamiki indeksu wskaźników wyprzedzających dla gospodarki.

Innymi słowy, jeśli mamy bessę na rynku akcji a dynamika IWW nadal spada, to nie należy specjalnie oczekiwać rychłego końca bessy. Dopiero sytuacja, w której ceny akcji JESZCZE spadają a dynamika IWW JUŻ zaczyna rosnąć, powinna być interpretowana jako sygnał zapowiadający zmianę trendu (najpierw spadkowego na wzrostowy na rynku akcji, a kilka – zwykle ok. 5 – miesięcy później zakończenie spowolnienia gospodarczego – spadku dynamiki rocznej PKB – i początek ożywienia gospodarczego, czyli okresu wzrostu dynamiki rocznej PKB).

I analogicznie, jeśli na rynku akcji mamy hossę a dynamika IWW dla gospodarki nadal rośnie, to nie należy specjalnie oczekiwać rychłego końca owej hossy. Dopiero sytuacja, w której ceny akcji JESZCZE rosną a dynamika IWW JUŻ zaczyna spadać, powinna być interpretowana jako sygnał zapowiadający zmianę trendu (najpierw wzrostowego na spadkowy na rynku akcji, a kilka – zwykle ok. 5 – miesięcy później zakończenie ożywienia gospodarczego – wzrostu dynamiki rocznej PKB – i początek spowolnienia gospodarczego, czyli okresu spadku dynamiki rocznej PKB).

W okresie minionych kilkunastu lat średnie wyprzedzenie dynamiki rocznej OECD-owskiego IWW w stosunku do dynamiki roczne PKB wynosiło ok. 10 miesięcy. Średnie wyprzedzenie dynamiki rocznej cen na rynku akcji w stosunku do dynamiki PKB wynosiło w przeszłości średnio ok. 5 miesięcy. Uwzględniając ok. 2-miesięczne opóźnienie, z którym OECD publikuje te dane, otrzymujemy ok. 3-miesięczną „przewagę informacyjną” na rynkiem akcji. W praktyce taka „przewaga informacyjna” to potencjalna możliwość zarobienia pieniędzy dzięki średnioterminowej (o horyzoncie czasowym liczonym w miesiącach) spekulacji na rynku akcji.

Przeanalizujmy poszczególne przypadki z przeszłości. W latach 1997-1998 spadająca dynamika IWW (ostrzegała przed spowolnieniem, rozpoczętym kryzysem azjatyckim i kulminującym kryzysem rosyjskim) osiągnęła minimum w maju 1998 i rozpoczęła wzrost w czerwcu 1998. Ktoś kto śledziłby dane OECD uzyskałby informację o tym 2 miesiące później, czyli w sierpniu 1998. Akurat był to miesiąc paniki wywołanej bankructwem Rosji. Bessa skończyła się w październiku, czyli 2 miesiące później. Podczas następnego spowolnienia dołek dynamiki IWW ustanowiony został w kwietniu 2001. Inwestor dowiedziałby się więc o początku fazy wzrostowej w lipcu 2001, czyli na 2 miesiące przed początkiem hossy (ta zaczęła się 3 października, a więc 3 tygodnie po panice spowodowanej atakami z 11 września). Podczas następnego spowolnienia – „bezkryzysowych” lat 2004-2005 – wskaźnik nieco zawiódł: średnioterminowy spekulant dowiedziałby się o zmianie trendu dynamiki IWW na wzrostowy w miesiąc po rozpoczęciu zwyżki cen akcji związanych z nową fazą ożywienia (ważne jest by rozumieć, że fale wzrostów cen akcji 2001-2004 i 2005-2007, to DWIE hossy przedzielone „niedorozwiniętą” bessą z lat 2004-2005). I wreszcie w ostatnim cyklu dołek dynamiki rocznej IWW wypadł we wrześniu 2008, wzrost rozpoczął się w październiku, informacja ta została opublikowana 2 miesiące później, czyli na niecałe 2 miesiące przed końcem bessy, który wypadł 17 lutego 2009. Jak widać w praktyce to „okienko” ma maksymalnie 2 miesiące.

Co ciekawe w przypadku szczytów hossy wyprzedzenie jest znacznie większe. W 1997 roku dynamika IWW zaczęła spadać po czerwcu, a rynek akcji jeszcze w marcu 1998 ustanawiał nowe cykliczne maksima. W następnym cyklu szczyt dynamiki IWW wypadł w kwietniu 1999, a szczyt cen akcji w marcu 2000. Na początku poprzedniej dekady dynamika IWW zaczęła ostrzegać przed następną bessą zanim większość uświadomiła sobie, że trwa już hossa: szczyt dynamiki IWW w listopadzie 2002, szczyt hossy związanej z trwającym od początku 2002 roku ożywieniem gospodarczym w marcu 2004 (w apogeum boom-u wywołanego zakupami poprzedzającymi wejście naszego kraju do UE). Ostatni szczyt hossy na WIG-u 20 z października 2007 (czy też lipca 2007 na WIG-u i rynku MIŚ-ów) poprzedzony został szczytem dynamiki rocznej IWW już w czerwcu 2006. Jak widać „przewaga informacyjna” jest tu znacznie większa – co niekoniecznie jest aż tak bardzo pozytywne! – i w przeszłości wynosiła kolejno 6 miesięcy, 8 miesięcy, 11 miesięcy i 13 miesięcy (10 miesięcy jeśli uwzględnimy lipcowy termin szczytu hossy w 2007 roku).

Co z tego wszystkiego wynika obecnie? No cóż, wniosek zawarty został w tytule tego komentarza. Na razie dynamika roczna indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej liczonego dla Polski przez OECD sobie rośnie w ujęciu rok do roku – już od 14-miesięcy. To znaczy rosła jeszcze w listopadzie ub. r., bo to są ostatnie dane, którymi dysponujemy. Nawet jeśli założymy, że w grudniu nastąpił spadek tej dynamiki (a jest raczej wątpliwe, by tak się stało), to doświadczenie minionych 4 cykli gospodarczych i 4 związanych z nimi „rynków byka” poucza nas, że gdy się o tym ewentualnie dowiemy w lutym, to będziemy mieli może 6, może 8, może 10, a może nawet 11 miesięcy na przygotowanie się do trwałej ewakuacji z rynku akcji przed nadejściem cyklicznej bessy.

Oczywiście padające powyżej sformułowania „warunek konieczny” czy też „musi” należy rozumieć w „praktycznym” a nie „bezwzględnym” sensie, to znaczy jako określenie pretekstu to podjęcia działań na rynku opartego na wewnętrznym przekonaniu o jego sensowności, choć przy pełnej świadomości ryzyka wynikającego z okresowego zawodzenia nawet najdoskonalszych strategii spekulacyjnych. Idealny spekulant powinien dysponować zestawem kilkudziesięciu tego typu relatywnie wiarygodnych i w miarę niezależnych od siebie narzędzi angażując w związku z generowanymi przez każde z nich sygnałami kupna i sprzedaży zaledwie kilka procent swego kapitału.  Nie należy powyższego również rozumieć jako prognozy całkowitego braku jakichkolwiek spadków w najbliższych miesiącach. Porządna korekta w hossie może mieć na polskim rynku akcji nawet 25 proc…

Dodaj komentarz