Epizod IV: Gaz z łupków.

Od 10 kwietnia uczestnicy krajowego rynku skonfrontowani zostali najpierw z tragiczną informacją o katastrofie prezydenckiego samolotu, śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej i całej towarzyszącej mu delegacji na uroczystość obchodów 70-lecia zbrodni katyńskiej, a następnie z reakcją rynków na to wydarzenie. Pod koniec grudnia ub. r. w komentarzu zatytułowanym „Cykl pokoleniowy” sugerowałem, że:

 

 Oczywiście z punktu widzenia właśnie ochrzczonego „cyklu pokoleniowego” rok 2010 będzie odpowiednikiem lat 1976, 1939 i 1909.

 

Ta teza była ilustrowana następującym wykresem:

 

 

Makabryczny rym pomiędzy dwiema katyńskimi masakrami tej z 1940 i tej z 2010 roku niepokojąco – choć zapewne przypadkowo – wpisał się w przedstawioną w grudniu ideę cyklu pokoleniowego. Niepokojąco, bo przecież ma ona swój pozarynkowy wymiar:

 

„Cykl pokoleniowy” nie jest zjawiskiem, które można obserwować na jedynie na rynkach finansowych. Ma on również wymiar geopolityczny. Widać to wyraźnie na powyższym wykresie, na którym każdej kolejnej pokoleniowej bessie towarzyszy kolejny konflikt geopolityczny zwykle  kulminujący wojną: czy to  I Wojną Światową, czy to II Wojną Światową, czy to Zimną Wojną.”

 

Rynki najwyraźniej nie przejęły się tymi ponurymi skojarzeniami. Być może przyczyną był sobotni termin, który dał czas na uspokojenie emocji. Zachowanie naszego rynku po smoleńskiej katastrofie można porównać do reakcji Wall Street na zamach na prezydenta Kennedy’ego w 1963 roku. Wtedy w dniu  zamachu indeks S&P 500 stracił 2,8 proc., by następnego dnia zanotować wzrost o 4 proc.

 

  

 

Na wykresie dla danych tygodniowych moment zamachu jeszcze można wyparzyć:

  

 

Na wykresie z danymi miesięcznymi nie widać już nic…

 

 

Można rynki postrzegać jako bezduszne, ale warto zdawać sobie sprawy z ich specyficznego sposobu reagowania na informacje. W przypadku GPW w tygodniu po tragiczniej śmierci Prezydenta i towarzyszących mu osób padł nowy rekord „uporczywości” wzrostów WIG-u 20. Jak wytłumaczyć takie dziwne zachowanie naszego rynku? Czy dzieje się coś, co uzasadnia ustanawianie – w tygodniu żałoby narodowej – tego typu rekordów? Chciałbym zaryzykować i podjąć próbę udzielenia na to pytanie twierdzącej odpowiedzi. Wydaje się, że znalazłem ją w tekście rosyjskiej dziennikarki Julii Łatyniny opublikowanym w „The Moscow Time” a zatytułowanym „The scent of shale gas hangs over Katyn”. W polskim tłumaczeniu prezentującego tę samą myśl innego komentarza tej autorki (dziękuję panu arnigo, za zwrócenie uwagi na ten tekst) czytamy między innymi:

 

„Jednak, rzecz jasna, najważniejszą kwestią w stosunkach dwóch państw pozostawał Katyń. (…)media kontrolowane przez Kreml prowadziły natarcie w dwóch kierunkach. Rosyjskim czytelnikom sugerowano, że, po pierwsze, pytanie, kto rozstrzelał Polaków, „wciąż pozostaje otwarte”, wzywano do „nieprzyklejania etykietek” i „rozpoczęcia poważnej dyskusji” o tym, kto miał rzekomo rozstrzelać polskich oficerów, Stalin czy Hitler. Po drugie, piarowcy Kremla forsowali tezę, że Katyń to historyczny odwet za czerwonoarmistów zamorzonych głodem w obozach dla jeńców wojennych po wojnie z „Białopolakami”.(…) To znaczy, po pierwsze, że my Polaków nie zabijaliśmy, a po drugie – było za co.

I nagle, na wiosnę 2010 roku, wszystko to, jak na komendę, skończyło się. W telewizji zamiast Narocznickiej pokazano „Katyń” Wajdy, a Putin pojechał do Katynia razem z Donaldem Tuskiem.

Co się stało?

Odpowiedź na to pytanie łatwo da ten, kto przeczyta The Wall Street Journal z 8 kwietnia 2010 roku – to znaczy z następnego dnia po wizycie Putina i Tuska w Katyniu.

„Cały gazowy przemysł Polski i specjalny przedstawiciel USA ds. energetyki zebrali się na konferencję na temat gazu łupkowego sponsorowanej przez Chevron, ExxonMobil i Halliburton. Gazowi giganci z USA rozpoczną badawcze odwierty gazu łupkowego w Polsce w ciągu najbliższych kilku tygodni. W razie ich sukcesu energetyka Polski, jej problemy ekologiczne, a nawet polityka zagraniczna mogą się całkowicie zmienić.

I taka właśnie jest odpowiedź na to pytanie. Całość nowej imperialnej polityki Rosji budowana była na fakcie, że my mamy nasz światowy Gazprom i rurę naszego światowego gazociągu wsadzimy Polakom to samo miejsce, co i Ukraińcom.

A wiosną 2010 r. na Kremlu nagle zrozumiano, że gaz łupkowy powoduje zerwanie ze światowym gazociągiem (…)”

 

Przesada? Nie wydaje mi się. Oddajmy głos Ministerstwu Środowiska:

 

„W naszym kraju już kilku naftowych potentatów bada podziemne struktury szukając potwierdzenia, że Polska, tak jak Stany Zjednoczone, może mieć swój gazowy Teksas! 

  Czy mamy szansę być drugim gazowym Teksasem? (…) – Nie mogę jeszcze powiedzieć jak duże są zasoby gazu w Polsce, natomiast oczekiwania są bardzo wysokie.” 

 

A to opinia doradcy premiera do spraw bezpieczeństwa energetycznego:

  

Wszystko prowadzi do konkluzji, że za cztery- pięć lat, potrzebnych do przygotowania projektów, Polska może stać się krajem posiadającym spore ilości gazu.

 

Głosy na specjalistycznych blogach bywają mniej ostrożne:

 

Poland will be massive. That’s our view.  East Texas?  Perhaps more like Haynesville East.  This will be the biggest event in European energy since the North Sea.”

 

„Największe wydarzenie w europejskiej energii od czasu odkryć na Morzu Północnym”. Czyżby najciemniej było przed świtem?

 

Dodaj komentarz