Ile zysku z zamiany akcji na dolary?

Wrzesień 2010 roku okazał się być na Wall Street najlepszym wrześniem od 71 lat. Tak, tak – od września 1939 roku.  W minionym miesiącu S&P 500 zyskał +8,8 proc. wobec +14,4 proc. w pierwszym miesiącu II Wojny Światowej. Tę reakcję rynku można uznać za całkowicie irracjonalną. W przeciwieństwie do września 1939 nie mamy przecież obecnie do czynienia w Europie z początkiem wojny światowej, która mogłaby wypłoszyć za Ocean szukające bezpiecznej przystani kapitały, czy też podnieść wycenę akcji amerykańskich przedsiębiorstw w nadziei na zyski ze sprzedaży walczącym Europejczykom materiałów wojennych lub też uzyskanie przez USA w wyniku zwycięstwa w wojnie światowej dominacji. Co prawda jeszcze pod koniec sierpnia pesymizm indywidualnych inwestorów osiągnął poziom sugerujący oczekiwania początku przynajmniej III Wojny Światowej, ale  jak to zwykle z tego typu ekstremami nastrojów bywa, zamiast wojny światowej dostaliśmy zwykłą „letnią zwyżkę”. 

Zresztą optymizm inwestujących na Wall Street we wrześniu 1939 roku też chyba był jednak – w średnioterminowej perspektywie – kosztowną pomyłką. Co prawda wszystko się ostatecznie dobrze skończyło, ale nastąpiło to dopiero ponad 5 lat później:

 

 

Kupując amerykańskie akcje na ostatniej sesji września 1939 roku można było zarobić w ciągu następnego miesiąca maksymalnie 3,3 proc., a stracić w ciągu następnych 3 lat do 41,6 proc. Maksymalny poziom strat wystąpił pod koniec kwietnia 1942 roku. Od tamtej pory Wall Street zaczęła dyskontować sukcesy sił alianckich w bitwie o Midway (3-7 czerwca 1942), pierwszej bitwie pod El Alamein (1-31 lipca 1942) i bitwie pod Stalingradem (17 lipca 1942 – 2 lutego 1943).

A może teraz też jednak toczy się już jakaś wojna światowa, której przełomowe bitwy rozegrane zostaną w 2013 roku…?

Tak czy siak rynek zdaje się po raz kolejny dawać nam znak potwierdzający wcześniejszą identyfikację obecnej sytuacji na rynkach w ramach „cyklu pokoleniowego”, na której temat tak pisałem pod koniec ub. r.:

 

Oczywiście z punktu widzenia właśnie ochrzczonego „cyklu pokoleniowego” rok 2010 będzie odpowiednikiem lat 1976, 1939 i 1909.”

  

Z ciekawości możemy sobie odświeżyć płynącą z tej identyfikacji synchronizację obecnego trwającego od marca 2009 roku wzrostu cen akcji na Wall Street z wzorcem wynikającym  z uśrednionej ścieżki pokryzysowych odbić:

 

 

Ze względu na to, że przyszły rok jest trzecim – najlepszym dla akcji – rokiem „cyklu prezydenckiego” w USA przedstawiona projekcja jest prawdopodobnie zbyt pesymistyczna w odniesieniu do 2011 roku, ale – inaczej niż jeszcze niewiele ponad miesiąc temu – obecny potencjał wzrostowy w stosunku do tego historycznego wzorca ponownie uległ redukcji.

Zgodnie ze znanym powiedzeniem „rynek wspina się po ścianie strachu”. Wybuch entuzjazmu wobec akcji, który nastąpił ponad 2 tygodnie temu wśród indywidualnych inwestorów w USA, raczej nie pasuje do tej formuły. Wręcz odwrotnie. Uśrednienie ścieżek S&P 500 20 w tygodniach następujących po podobnych sytuacjach w okresie minionych 3 lat sugeruje, że ceny akcji w USA przez kilka następnych tygodni powinny teraz odchorowywać wrześniową euforię. To samo rozumowanie zastosowane do WIG-u prowadzi do wniosku, że gdzieś pomiędzy okolicami Wszystkich Świętych a Świętem Niepodległości WIG-20 można będzie zbierać – przed hipotetycznym kończącym rok „rajdem świętego Mikołaja” – w okolicach sierpniowego dołka (czyli ciut poniżej poziomu 2400 pkt.).

 

 

 

Podobny wniosek płynie z analizy sezonowości krajowego rynku akcji:

 

 

 

Wzorzec sezonowy oparty na doświadczeniach z lat 1995-2009 osiąga minimum na 215 sesji roku. Piątkowa sesja była 191-ą. Do sezonowego minimum – w którym każda osoba szanująca tradycję powinna kupić sobie trochę akcji – pozostały więc jeszcze 24 sesje. To najgorszy dla akcji okres w roku. Być może w tym roku nie będzie tak źle. A być może będzie.

Zgodnie z występującymi ostatnio korelacjami taki scenariusz dla akcji oznaczałby według wszelkiego prawdopodobieństwa wzrost kurs dolara względem złotego również w okolice poziomów z końca sierpnia, czyli do mniej więcej 3,17 zł z obecnych 2,85 zł:

 

 

Co jednak, gdy ten scenariusz zawiedzie? Już przed rokiem zdarzyło się, że próba „wymuszenia” na silnym rynku sezonowej jesiennej korekty w dużej mierze zawiodła. Co jeśli i w tym roku będzie podobnie? Wtedy oczywiście WIG-20 najpierw przełamie opór na 2600, a późniejszy spadek cen akcji będzie miał już charakter wyłącznie „ruchu powrotnego”.

 

  

 

W takim scenariuszu spodziewany krótkoterminowy zysk z zamiany akcji na dolary wzrośnie z obecnych 2-3 proc. do 10 proc. dopiero po przekroczeniu przez WIG-20 poziomu 2700 i spadku kursu dolara w okolice poziomu 2,70 zł.

Dodaj komentarz