Noli turbare, Ben, noli turbare.

Ostatnie zachowanie rynków całkowicie sprzeczne z prognozą sprzed miesiąca powodowało, że w ostatnich tygodniach raz po raz przychodziły mi do głowy – adresowane w tym przypadku do szefa Rezerwy Federalnej Bena Bernanke – słowa, które kiedyś podobno wypowiedział Archimedes. Warta 600 mld nowo „wydrukowanych” dolarów interwencja FED całkowicie zburzyła bowiem wcześniejszy plan oparty między innymi na sezonowej cykliczności rynku akcji. Zawiodła również kompletnie kontrariańska koncepcja „zagrania” przeciwko indywidualnym inwestorom z USA, która w przeszłości wielokotnie dawała spektakularnie dobre rezultaty. Zza pleców drobnych inwestorów w USA, którzy podobnie jak 3 miesiące wcześniej, wydawali się łatwą ofiarą, wyłonił się bowiem przewodniczący FED trzymając w ręku wielką „pałkę” w postaci zapowiedzi druku kolejnych 600 mld USD. Oczywiście interwencja FED nie może być żadnym wytłumaczeniem dla błędnej prognozy: przewidywanie zaburzeń jakie w mechanizmy rynkowe wprowadzają dyskrecjonalne działania rządów i banków centralnych to jedno z podstawowych zadań analityka mającego ambicje przewidywania przyszłych zachowań rynku.

Z dwóch scenariuszy dla cen akcji i dolara przedstawionych przed miesiącem jedynie ten „awaryjny” – przedstawiony poniżej – zachował jeszcze jakieś podobieństwo do rzeczywistości, choć oczywiście i tu skala korekty – spadkowej WIG-u 20 i wzrostowej USD/PLN – okazała się znacząco przeszacowana.

 

 

Istnieją teraz dwie opcje. Według pierwszej należy uznać, że korekta się odbyła a jedynie okazała się – wskutek interwencji FED – karłowata, i pora już na drugą cześć prognozy, czyli „rajd św. Mikołaja” trwający do stycznia. Druga zakłada, że perturbacja spowodowana przez posiedzenie FOMC i jego wynik, niejako „przeniosła” korektę o kilka tygodni w czasie z okresu kiedy – z racji sezonowej cykliczności – „powinna” się ona odbyć (październik), na – zapewne – listopad. W pierwszym przypadku należy się poddać, kupowane na początku października dolary sprzedać godząc się z sięgającą 3 proc. stratą, a uzyskane środki ponownie ulokować na rynku akcji kupując je po cenach 3-4 proc. wyższych niż te z początku października. W drugim należy odczekać aż zarówno WIG-20 jak i w dalszym ciągu silnie z nim ujemnie skorelowany dolar wykonają z opóźnieniem swoje korekcyjne ruchy w obrębie przedstawionych na powyższym wykresie kanałów trendów (wzrostowego dla WIG-u 20, spadkowego dla USD/PLN).

Wybór pomiędzy tymi opcjami nie jest łatwy ani oczywisty, ale osobiście skłaniam się ku wersji drugiej. Ta preferencja wynika z porównania obecnej sytuacji z tą, która na rynkach miała miejsce 2 lata temu 25 listopada 2008, kiedy to po raz pierwszy FED podjęła próbę pobudzenia rynków do wzrostów ogłaszając warty 600 mld USD (sic!) program skupu obligacji (wtedy chodziło o MBS – Mortgage Backed Securities).

  

 

 

Wtedy bezpośrednią reakcją na tę wiadomość był kilkusesyjny wzrost cen akcji trwający do 28 listopada, po którym nadeszła szybka korekta kasująca z pokaźną nawiązką całość zysków uzyskanych po 25 listopada. Po tej fali spadków wzrosty uległy – na miesiąc – wznowieniu. Sezonowa zwyżka określana jako „rajd św. Mikołaja” czy też „window dressing” trwała do 6 stycznia. Po zamknięciu roku oczywiście z szaf zaczęły wypadać trupy i do 9 marca (u nas do 17 lutego) na rynkach akcji rozegrała się ostatnia fala bessy. Powtórzenie się tego scenariusza obecnie dałoby następującą ścieżkę S&P 500:

 

 

Czy spadek wartości S&P 500 kasujący nie tylko całość wzrostów z minionego tygodnia, ale sprowadzający ten indeks do najniższego poziomu od połowy października jest realny? Otóż wydaje się, że tak, a wsparcia takiemu scenariuszowi przewidujacego rychłe nadejście na rynkach akcji fali realizacji zysków udziela zachowanie kursu EUR/USD, który w poniedziałek naruszył 2-miesięczną linię trendu wzrostowego.

 

  

 

Ktoś najwyraźniej próbuje wykorzystać perturbacje wywołane przez FED do zamknięcia pozycji w euro i do zakupów dolarów. Jak widać jakkolwiek lekceważenie zasady „don’t fight the FED” okazało się w minionym miesiącu sporym błędem, to jednak równie dużym błędem może okazać się zapomnienie o zasadzie „kupuj plotki, sprzedawaj fakty”.

Dlaczego ktoś miałby wykorzystywać zasłonę dymną wytwarzaną przez aktywność FED do wycofywania się z euro? Ano być może dlatego, że przecież słaby dolar oznacza mocne euro, które stanowi duże obciążenie dla peryferyjnych krajów strefy euro zadłużonych w tej walucie a uzyskujących część wpływów z eksportu w słabym dolarze.

Jednym z takich krajów jest Hiszpania, gdzie rozegrał się jeden z najbardziej spektakularnych boomów spekulacyjnych na rynku nieruchomości ostatnich lat. Zachowanie tamtejszego rynku akcji daje nam jednoznaczny sygnał, że finansowa kondycja tego kraju nie jest obecnie najlepsza:

  

 

 

Ten sygnał jest potwierdzany przez rynek CDS (Credit Default Swaps) czyli ubezpieczeń przed ryzykiem bankructwa. Premia, którą trzeba płacić za ubezpieczenie się przed bankructwem Hiszpanii, cały czas rośnie i jest o krok przed przełamaniem wiosennego szczytu:

 

 

W ostatnich dniach rosły stawki CDS również w innych krajach strefy takich jak Irlandia czy Portugalia. Nasz kraj, który właśnie został przez ONZ przeklasyfikowany do grona najbardziej rozwiniętych krajów świata jest obecnie postrzegany przez rynek CDS jako mniej ryzykowny od Grecji, Irlandii, Portugali, Hiszpanii, Włoch i Belgii.

Należy cały czas pamiętać, że koncepcja „letniej zwyżki” opracowana późną wiosną w apogeum niepokojów związanych z kondycją finansową Grecji oparta była na historycznych analogiach z kryzysami w Azji z 1997 i Rosji z 1998 roku.  Z analogii tych wynikało silne odbicie cen akcji w górę w III kw. tego roku, ale gdyby nadal traktować je poważnie, to należy również uwzględniać fakt, że w 7 miesięcy po tym jak w styczniu 1998 uratowany przed niewypłacalnością został ostatni dotknięty kryzysem kraj Azji w sierpniu 1998 zbankrutowała Rosja, a z kolei w 5 miesięcy po bankructwie Rosji do dewaluacji swojej waluty została w styczniu 1999 zmuszona Brazylia. Innymi słowy mniej więcej w pół roku po terminie akcji ratunkowej dla Grecji (maj-lipiec) należy spodziewać się nadejście kolejnej fali kłopotów.

To wszystko daje szansę na realizację scenariusza, w którym kończące rok odbicie cen akcji w górę rozpocznie się dopiero po rozegraniu się na rynkach korekcyjnej fali realizacji zysków, która została przesunięta w czasie przez interwencję Rezerwy Federalnej.

Dodaj komentarz