Cykl pokoleniowy na rynku surowców.

Gdyby obecny cykl koniunkturalny miał się ostatecznie charakteryzować typową „Kitchinowską” długością 40 miesięcy, to – zgodnie ze „standardowym” schematem rotacji aktywów – osiągania kolejnych punktów zwrotnych na rynkach finansowych należałoby spodziewać się mniej więcej w 40 miesięcy po datach mijania analogicznych punktów zwrotnych w poprzednim cyklu. Czyli szczytu hossy na rynku akcji można by oczekiwać mniej więcej w 3 lata i 4 miesiące po podwójnym szczycie z lipca 2007 (WIG, mWIG-40, sWIG-80) i października 2007 (WIG-20) – a więc pomiędzy listopadem 2010 a styczniem 2011 (ups!), analogicznie szczytu hossy na rynku surowców (po przeliczeniu ich cen na złote) w okolicach listopada 2011 (czyli ten rok prawie do końca należałby do rynków towarowych), a szczytu rentowności obligacji skarbowych gdzieś w okolicach lutego 2012. W tym schemacie apogeum następnego spowolnienia gospodarczego wypadałoby w ok. 40 miesięcy po dołku poprzedniego kryzysu z I kw. czyli w okolicach czerwca 2012 roku i gdzieś tam kończyłaby się cykliczna bessa na rynku akcji i zaczynał nowy cykliczny „rynek byka” na GPW.

Osobiście skłaniam się jednak ku myśli, że obecny cykl okaże się ostatecznie dłuższy niż średnia, co już zdeterminowane zostało przez rekordowo długi okres utrzymywania przez Radę Polityki Pieniężnej podstawowych stóp procentowych na poziomie historycznego minimum. W przeszłości Rada/NBP trzymała poziom oficjalnych stóp procentowych na cyklicznym dołku średnio przez niecały rok (kolejno ok. 10, 12, 10, 12, 14 miesięcy). W obecnym cyklu ten okres trwał aż 19 miesięcy.

Oczywiście podobny charakter na przebieg obecnego cyklu powinien mieć wpływ polityki amerykańskiej Rezerwy Federalnej w praktyce zdeterminowany przez przebieg 4-letniego „cyklu prezydenckiego”. Ten ostatni czynnik powinien sprzyjać utrzymywaniu się inflacyjnego środowiska – sprzyjającego wzrostom cen surowców – aż do czasu następnych wyborów prezydenckich w USA, które zaplanowane są na listopad 2012 roku.

Czy dla obecnej konfiguracji gospodarczo-rynkowo-politycznej można znaleźć jakąś historyczną analogię? Czy jest jakiś okres w historii, rozgrywający się w trakcie ożywienia następującego po największym od czasu Wielkiego Kryzysu załamaniu gospodarczym na świecie, moment, w którym – dzięki „miękkiej” polityce FED – ceny surowców odrabiają poniesione w trakcie załamania straty rosnąc już drugi rok z rzędu, a zarazem moment, w którym „dobry” – uhonorowany pokojową nagrodą Nobla – demokratyczny prezydent, który nastąpił po „złym” – prowadzącym niepopularną wojnę – prezydencie republikańskim przygotowuje się do reelekcji? Dodajmy – okres w historii, w którym do zaburzeń o charakterze rewolucyjnym dochodzi w jednym z kluczowych krajów muzułmańskich?

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest oczywiście twierdząca dla każdego, kto zapoznał się z koncepcją „cyklu pokoleniowego”. Okresem współczesnej historii dokładnie odpowiadającym obecnemu z punktu widzenia powyższych kryteriów jest rok 1979. W tej analogii odpowiednikiem obecnego prezydenta USA jest Jimmy Carter, a analogiem ostatnich wydarzeń w Egipcie jest rewolucja islamska w Iranie, które zwyciężyła właśnie w 1979 roku.

W odniesieniu do rynku surowców ostatnia teza została zilustrowana na poniższym rysunku:

 

  

W lutym 1979 roku – czyli pokolenie temu (miałem wtedy 10 lat, tyle samo ile w tym roku skończy moje najstarsze dziecko…) – do  końca drugiego ramienia surowcowej hossy brakowało jeszcze 1 roku i 9 miesięcy. Jeśli za miarę wziąć indeks Goldman Sachs Commodity Index skończyła się ona wtedy 20 listopada 1980 roku, a więc nieco ponad 2 tygodnie po ówczesnych wyborach prezydenckich w USA. Ceny surowców nie przekroczyły poziomów z końca 1980 roku przed kolejne 24 lata…

Ówczesne wybory zakończyły się klęską demokratycznego prezydenta, a zwycięstwem znanego wcześniej z ról w westernach Ronalda Reagana, który przez następne 8 lat odegrał rolę prezydenta USA lepiej niż zdecydowana większość swoich poprzedników. Carter przegrał wybory z wielu powodów, ale wystarczy wymienić trzy: 1) nie udało mu się doprowadzić do uwolnienia zakładników przetrzymywanych w amerykańskiej ambasadzie w zrewoltowanym Teheranie (Irańczycy „złośliwie” przetrzymali zakładników do czasu zakończenia wyborów); 2) Amerykanie jechali do lokali wyborczych spalając paliwo zrobione z ropy naftowej kilkanaście razy droższej niż 10 lat wcześniej; 3) kolejny wzrost cen ropy z lat 1978-1980 będący konsekwencją „utraty Iranu” i inwazji Sowietów na Afganistan wepchnął gospodarkę USA ponownie w recesję, czego skutkiem był wtórny wzrost stopy bezrobocia do poziomu 7,5 proc. w momencie wyborów (wobec 9 proc. w apogeum kryzysu w 1975 roku i 5,6 proc. w dołku z 1978 roku). Jak się wydaje również obecnie cena ropy naftowej – a więc i rozwój sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie – w latach 2011-2012 będzie miała kluczowe znacznie dla wyniku wyborów prezydenckich w USA.

Jeśli przedstawiona analogia historyczna oparta na idei cyklu prezydenckiego jest poprawna, to końca trwającej od 2 lat hossy na rynku surowców i początku pokoleniowej bessy należy się spodziewać dopiero za 21 miesięcy w okolicach wyborów prezydenckich w USA z listopada 2012 (ciekawe kto zostanie obsadzony w roli aktora, który gra rolę kandydata na prezydenta?). GSCI powinien być wtedy na poziomie o 1/3 wyższym niż obecnie. Gdyby ta koncepcja okazała się poprawna, to oznaczałoby, że przez najbliższe półtora roku każde krótkoterminowe osłabienie na rynku surowców można będzie bezpiecznie wykorzystywać do zakupów na rynkach towarowych.

W poponowanym przeze mnie schemacie rotacji aktywów akcje „wyprzedzają” surowce. To wyprzedzenie można było obserwować na szczycie poprzedniego cyklu kiedy to ceny akcji ustanowiły podwójny szczyt w lipcu-październiku 2007, gdy tymczasem ceny surowców parły do góry przez kolejne 9-12 miesięcy do lipca 2008. Powtórka tego scenariusza przy założeniu szczytu cen surowców w listopadzie 2012 produkowałaby oczekiwania końca cyklicznej hossy na rynku akcji na przełomie tego i następnego roku, co ładnie współgra z różnymi wcześniejszymi projekcjami zachowania cen akcji na GPW.

Oczywiście jednym z poważniejszych czynników ryzyka dla przedstawionego scenariusza jest polityka pieniężna chińskich władz finansowych systematycznie od roku zaostrzana poprzez podwyżki stopy rezerw obowiązkowych od bankowych depozytów a od października również podwyżki stóp procentowych. Być może wydarzenia w Chinach będą przyczyną ewentualnych krótkoterminowych korekt spadkowych na rynku surowców. Jak widać na powyższym rysunku, nawet jeśli teza o hossie na rynkach surowcowych do listopada 2012 jest prawdziwa, to po drodze możemy liczyć na dwie korekty całkiem sporych rozmiarów (GSCI -13,9 proc. w 3 miesiące i -19,4 proc. w 2 miesiące).

Drugim czynnikiem ryzyka jest oczywiście ryzyko deflacyjnych (czytaj: obejmujących mniej lub bardziej wymuszoną „restrukturyzację” długów poszczególnych krajów) scenariuszy w Europie. Najbliższy test tego typu scenariuszy nastąpi 25 lutego w Irlandii, gdzie wyborcy będą mieli okazję zakomunikować swą opinię na temat perspektyw spędzenia następnych kilkudziesięciu lat na spłacaniu długów zaciągniętych przez krajowe banki  wobec zagranicznych banków w okresie boomu na „Zielonej Wyspie”…

 

 

 

Dodaj komentarz