BoJ contra FED.

Reakcja władz finansowych Japonii na ostatnie tragiczne w skutkach trzęsienie ziemi, tsunami i katastrofę w elektrowni jądrowej doprowadziła do powstania na rynkach interesującej sytuacji. Otóż w momencie, w którym uczestnicy rynku zastanawiali się na tym czy i kiedy dojdzie w USA do zakończenia polityki „ilościowego luzowania” (quantitative easing) i jakie będę rynkowe skutki ewentualnej decyzji o nieprzedłużania QE2, w Japonii doszło w trakcie minionych dwóch tygodni niespodziewanie do zasilenia systemu finansowego zawrotną suma ponad 20 tysięcy miliardów jenów (ponad 270 miliardów USD). Oczekuje się, że saldo rezerw w banku centralnym dostępnych dla banków komercyjnych wzrośnie do ponad 40 tysięcy miliardów jenów z mniej niż 15 na początku marca. 

  

 

Jak widać na powyższym wykresie skala tej interwencji już przekroczyła tę z lat 2001-2006. Proponuję przyjrzeć się z bliska reakcjom giełdy w Tokio na wprowadzenie „oryginalnego” „quantitative easing” w 2001 roku oraz na zakończenie tego programu wiosną 2006 roku:

 

 

 

Gdyby z powyższych wykresów próbować wyciągać jakiś wniosek, to – przynajmniej dla mnie – brzmiałby on tak: inicjacja i terminacja programów typu QE wpływa trwale na rynki z opóźnieniem wynoszącym kilkanaście miesięcy. Popatrzmy: BoJ rozpoczyna ratunkowe zasilanie systemu we wrześniu 2001 roku reagując na panikę wywołaną atakami na USA  z 11 września. Początkowo wydaje się, że interwencja jest skuteczna – panika na Nikkei trwa tylko tydzień, po czym indeks zwyżkuje do marca-maja 2002. Potem jednak bessa ulega wznowieniu i kulminuje dopiero w kwietniu 2003, a więc w ponad 1,5 roku od rozpoczęcia zmasowanej interwencji przez bank centralny. A teraz odwrotna sytuacja z 2006 roku: tu decyzja o zakończeniu programu wypada w lokalnym dołku cen, po czy Nikkei rośnie jeszcze przez miesiąc. Potem zaczyna się dynamiczny spadek cen akcji – mogłoby wydawać się, że wycofanie płynności z systemu już zaczyna działać. Nie tak szybko. Od czerwca trend wzrostowy cen akcji ulega wznowieniu i jest kontynuowany do lutego-lipca 2007. Dopiero później okazuje się, że zabranie przez bank centralny tych zasilających globalny rynek środków staje się jedną z przyczyn późniejszego załamania na światowych rynkach.

Wydaje się, że FED postanowił wykorzystać powstałą nieoczekiwanie sytuację do bardziej otwartego zakomunikowania rynkom swej gotowości do rozpoczęcia zaostrzania polityki pieniężnej. W piatek serwisy podały informację o ujawnionym przez szefa filadejfijskiego odziału FED Charlesa Plossera planie sprzedaży aktywów i podniesienia poziomu podstawowych stóp do 2,5-3,5 proc. w przeciągu roku-półtora. Plan miałby zostać wdrożony w „nie tak dalekiej przyszłości” („not-too-distant-future„).

Mamy tu więc do czynienia z przygotowaniami do rozpoczęcia działań będących dokładnym odpowiednikiem kroków podjętych w poprzednim cyklu przez BoJ począwszy od marca 2006. Silna korekta cen akcji na światowych rynkach związana z zakończeniem przez BoJ polityki „luzowania ilościowego”  w marcu 2006 nastąpiła dopiero w 2 miesiące później po rozpoczęciu zaostrzania polityki pieniężnej w Japonii. WIG 20 stracił wtedy w maju-czerwcu 2006 24 proc. w przeciągu zaledwie 5 tygodni. Gdyby mechanicznie przenosić na obecną sytuację te zależności równocześnie przyjmując koniec czerwca jako moment zakończenia QE2 dałoby to prognozę podobnego tąpnięcia we wrześniu i październiku. Czy taki silny spadek cen akcji jest w ogóle możliwy w trzecim roku cyklu prezydenckiego? No cóż, rok 1987 był właśnie takim – najlepszym dla akcji – 3-im rokiem „cyklu prezydenckiego”, co nie przeszkodziło w spadku wartości S&P 500 o jedną trzecią pomiędzy sierpniem a październikiem tego roku (oczywiście wcześniej indeks wzrósł o prawie 40 proc. od początku roku).

Możliwy jest też inny scenariusz, w którym – jak jak w 2006 roku i tak jak w zeszłym roku – spadki nastąpią późną wiosną po jeszcze jednej fali wzrostowej:

 

 

Czy z powyższego można wyciągnąć jakieś praktyczne wnioski na najbliższą przyszłość? No cóż, trudno równocześnie kupować akcje licząc na pozytywny wpływ trwającego zastrzyku finansowego wykonywanego obecnie przez BoJ, a zarazem sprzedawać je bojąc się zakończenia QE w USA. Ponieważ jednak interwencja w Japonii jest już faktem, a QE2 w USA wygaśnie dopiero w przyszłości, to opierając się na opisanych powyżej precedensach można dojść do wniosku, że można obecnie liczyć na wzrosty cen akcji analogiczne do tych, które rozpoczęły się we wrześniu 2001. Na razie proponuję więc uznać, że hiobowe wieści, które miały wyznaczyć marcowy dołek są już za nami (trzęsienie ziemi, tsunami, katastrofa jądrowa i wojna), a przed nami wzrosty cen akcji będące po części reakcją na monetarną stymulację wprowadzaną przez bank centralny Japonii.

 

 

Dodaj komentarz