Co chce nam powiedzieć srebro?

W ramach koncepcji cyklu pokoleniowego w wydarzeniach rozgrywających się na rynkach finansowych i w gospodarce światowej można wyczuć wyraźne nieco ponad 30-letni rytm (czy też może raczej rym), którego długość odpowiada mniej więcej czasowi trwania jednego pokolenia” (rozumianego tu jako średnia odległość pomiędzy wiekiem ojca a wiekiem jego dzieci, co daje 3 pokolenia na stulecie). Do idei tej jestem dosyć mocno przywiązany, bo jej „odkrycie” 2,5 roku temu było jednym z istotnych argumentów przemawiających w apogeum ówczesnego kryzysu finansowego za nadejściem późniejszej cyklicznej hossy na rynkach akcji i odpowiadającej jej fali gospodarczego ożywienia na świecie.

W tym kontekście najsilniejsza od 1980 roku fala wyprzedaży na rynku srebra, która rozegrała się pomiędzy 28 kwietnia a 5 maja przestaje być przypadkowym wydarzeniem spowodowanym lokalnym czynnikiem (w tym przypadku podniesieniem poziomu depozytów zabezpieczających przez Comex), a potencjalnie nabiera znaczenia ważnego punktu orientacyjnego. Na temat szerszego kontekstu załamania na rynku srebra sprzed 31 lat można sobie poczytać w tekście Łukasza Wróbla z Noble Securities (Od ropy do srebra – największa manipulacja w historii”), a tak wygląda wykres ceny srebra w dolarach na przestrzeni minionego półwiecza:

 

 

 

 

Na powyższym rysunku zaznaczono 5-sesyjną zmianę ceny srebra w dolarach. Pomiędzy 28 kwietnia a 5 maja wyniosła ona -28,4 proc. Jedynym okresem w historii minionego półwiecza, kiedy obserwowana była podobna dynamika spadku, był 1980 roku. Z ciekawości można zerknąć na ówczesne zachowanie ceny srebra:

 

 

 

 

Gdyby ta historia miała się powtórzyć, to teraz czekałoby nas korekcyjne odbicie ceny srebra, po czym gdzieś w czerwcu spadek uległby wznowieniu, a okazja do spekulacyjnych zakupów srebra pojawiłaby się w okolicach połowy roku w przypadku zejścia ceny tego metalu do poziomu półrocznego minimum (obecnie znajduje się ono na poniżej 26,8 USD), gdzie znajduje się dolne ograniczenie kanału wzrostowego fali hossy trwającej na tym rynku od końca 2008 roku. W tej analogii całe drugie półrocze stałoby pod znakiem – zapewne już jedynie korekcyjnego – wzrostu ceny srebra.

Czy ten sygnał z rynku srebra oznacza, że pokoleniowa bessa na rynku surowców już się rozpoczęła? Taka teza stałaby w jasnej sprzeczności z wcześniejszymi wnioskami z analizy obecnej pozycji rynku surowców w ramach cyklu Kitchina, cyklu prezydenckiego i cyklu pokoleniowego, które jednoznacznie sugerowały, że końca hossy na rynku surowców należy spodziewać się dopiero w 2012 roku (i to bardziej w drugiej jego połowie). Oczywiście taki początek pokoleniowej bessy na rynku surowców można próbować wiązać z oczekiwanym w przyszłości rozpoczęciem przez FED zaostrzania polityki pieniężnej (podwyżek stóp i wyprzedaży skupowanych obecnie w ramach polityki „ilościowego luzowania” aktywów).

Paradoksalnie jednak ostatniej słabości srebra można użyć jako argumentu potwierdzającego wcześniejsze wnioski na temat kontynuacji surowcowej hossy aż do 2012 roku. Tak się bowiem składa, że pokolenie temu szczyt szerokiego (choć zdominowanego przez surowce energetyczne) koszyka cen surowców reprezentowanego przez Goldman Sachs Commodity Index ustanowiony został dopiero 20 listopada 1980 roku (tuż po wyborach prezydenckich w USA, które wygrał Republikanin Ronald Reagan – ten historyczny rym musi z pewnością dręczyć sztab wyborczy Baracka Obamy, choć podejmowane ostatnio próby przełamania tego historycznego fatum wydają się być w miarę udane…).

 

 

 

 

Gdyby i w obecnym „cyklu pokoleniowym” wyprzedzenie rynku srebra wobec Goldman Sachs Commodity Index miało również wynieść 10 miesięcy, to szczytu surowcowej hossy należałoby oczekiwać w okolicach końca lutego 2012 roku. To wcześniejsza data niż dotychczasowe szacunki sugerujące terminy bliższe połowie roku, ale generalnie dająca się od biedy wpasować w preferowany scenariusz.

Ewentualne „ustalenie” oczekiwanego terminu końca hossy na rynku surowców może być użyteczne również dla średnioterminowych spekulantów aktywnych na rynku akcji. Dwie największe bessy minionego pokolenia na S&P 500 – ta rozpoczęta w marcu 2000 roku i ta rozpoczęta w październiku 2007 roku – wyprzedziły szczyty wzrostów Goldman Sachs Commodity Indeks o kolejno 8 i 9 miesięcy:

 

 

 

 

Warto przy okazji zauważyć, że w naszym kraju średnie „przesunięcie w fazie” pomiędzy dynamiką PKB a dynamiką CPI wynosiło w okresie minionych kilkunastu lat ok. 11 miesięcy (dla szczytów średnio 10 miesięcy).

  

 

 

 

Od pół roku wiadomo, że dynamika roczna złożonego indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej liczonego dla Polski przez OECD sugeruje szczyt fazy ożywienia gospodarczego w naszym kraju w okolicach czerwca tego roku. Oczywiście to tylko jedno z wielu możliwych oszacowań, ale gdyby potraktować je poważnie, to otrzymalibyśmy na podstawie przedstawionej powyżej zależności kwiecień 2012 roku jako oczekiwany termin osiągnięcia maksimum inflacyjnego cyklu w naszym kraju. Można to porównać z szacunkami robionymi w tym miejscu  pół roku temu: „Tempo inflacji w 2012 roku powyżej 5 proc.?”.

 

 

Dodaj komentarz