Jak wywołać recesję w USA?

W poprzednim wpisie przedstawiłem długoterminową prognozę dla WIG-u, którą ponad tydzień temu miałem przyjemność prezentować na konferencji „Wall Street” w Zakopanem. Obiecałem też stopniowo umieszczać na blogu slajdy zawierające uzasadnienie przedstawionych tez. Pora na pierwsze z nich.

Na poniższym wykresie widać dynamikę PKB w USA wraz z ceną ropy naftowej w dolarach. Jak widać – i to jest bardzo ważna obserwacja – spośród 6 ostatnich recesji gospodarczych w USA 5 zostało poprzedzone jakąś formą „szoku naftowego”. Opisy kilku z nich można znaleźć w WIKIPEDII. I tak recesję z lat 1974-1975 poprzedził „pierwszy szok naftowy” z przełomu 1973 i 1974 rokuspowodowany skokiem ceny ropy po nałożeniu przez kraje OPEC embarga na eksport ropy na USA i Wielkiej Brytanii oraz podwyżce ceny ropy o 70%. Analogicznie recesja z 1980 roku poprzedzona została „drugim szokiem naftowym” z 1979 roku, którego przyczyną było dla odmiany zwycięstwo rewolucji islamskiej w Iranie (późniejsze wkroczenie Sowietów do Afganistanu z pewnością miało swój udział we wzroście niepokoju na rynku ropy naftowej). Podobnie skok ceny ropy naftowej latem 1990 roku wywołany aneksją Kuwejtu przez Irak poprzedził nadejście recesji w USA trwającej do I kw. 1991 roku. Również recesja w USA z 2001 roku nadeszła po zwyżce ceny ropy naftowej z 10$ na 37$ za baryłkę w latach 1999-2000, a ostatni kryzys z lat 2008-2009 był zapowiadany przez wzrost ceny ropy naftowej z 50$ na początku 2007 roku do prawie 150$ w połowie 2008 roku.

 

 

Jedynie recesja w USA z 1982 roku nie była poprzedzona przez taki „szok naftowy”, ale tym przypadkiem proponuję zająć się innym razem. Tu przyczyna recesji również jest dobrze znana, a casus 1982 roku jest dla nas potencjalnie bardzo interesujący w kontekście spekulacji na temat przyszłej reakcji gospodarki amerykańskiej i rynków finansowych na oczekiwane w przyszłości zaostrzenie polityki pieniężnej FED (wycofanie się FED z „quantitative easing).

Jak widać z tego zestawienia gospodarka amerykańska jest stosunkowo prostym urządzeniem, do którego – by wyprodukować wzrost gospodarczy – należy po prostu wlać paliwo w postaci ropy naftowej po w miarę godziwej – niekoniecznie niskiej, ale za to stabilnej – cenie.

Tak więc odpowiedź na tytułowe pytanie brzmi: „należy zrobić szok naftowy”. Ta odpowiedź brzmi interesująco w kontekście wcześniejszych rozważań na temat pozycji rynku surowców w ramach różnych cykli gospodarczo-rynkowych. W ramach „cyklu pokoleniowego” ulokowałem rynek surowców w sytuacji analogicznej do tej z 1979 roku (patrz również tu: Co chce nam powiedzieć srebro?”). 32 lata temu cena ropy naftowej szykowała się właśnie do skoku z 15$ na 40$.

Warto w tym miejscu zauważyć, że obecna fala niepokojów społeczno-politycznych w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie przeradzających się lokalnie w konflikty militarne określana jako „Arabska Wiosna Ludów” to dosyć oczywisty odpowiednik wydarzeń, które pokolenie wcześniej uruchomiły procesy rewolucyjne w Iranie. Wojna w Libii, walki w Syrii i Jemenie, wcześniejsze niepokoje w Tunezji i Egipcie, kto wie, co nas jeszcze może czekać zanim sytuacja w regionie zostanie w taki czy inny sposób spacyfikowana…

Próba identyfikacji 12-miesięcznego okresu w ramach 4-letniego „cyklu prezydenckiego” najlepszego dla rynku surowców doprowadziła do następującego wniosku:

 

Analizując wartości średnie widzimy, że w latach 1970-2006 nadal najbardziej opłacało się trzymać przez rok surowce pomiędzy połową roku przedwyborczego a połową roku wyborczego (+13,3 proc.).”

 

Jak widać niebawem wkroczymy w taki optymalny z punktu widzenia „cyklu prezydenckiego” okres dla rynków surowców.

Również zawarta w kwartalnych Raportach na temat alokacji aktywów projekcja wartości Goldman Sachs Commodity Index w złotych sugeruje istnienie w ciągu najbliższego roku prawie 30 proc. potencjału wzrostowego cen surowców:

 

 

Taki wzrost wyniósłby zapewne dolarową wartość GSCI powyżej poziomu historycznego szczytu z połowy 2007 roku, które znajduje się ok. 28 proc. powyżej obecnego poziomu indeksu. Ponieważ indeks ten jest zdominowany przez surowce energetyczne, to wydaje się, że taki wzrost musiałby obejmować również cenę ropy naftowej. W mojej interpretacji przedstawionej poniżej cena ropy znajduje się obecnie w podobnej sytuacji technicznej jak pod sam koniec 2004 roku. Jeśli ta interprtetacja jest poprawna, to cenę ropy naftowej czeka w II półroczu dalszy wzrost.

 

 

Tak więc trzy cykle gospodarczo-rynkowe, którymi się tu zwykle posługuję – cykl pokoleniowy, cykl prezydencki i cykl Kitchina prowadzą do tego samego wniosku: w ciągu najbliższego roku ceny surowców powinny wzrosnąć. Jeśli tak się rzeczywiście stanie i jeśli ten wzrost obejmie rynek ropy naftowej i przyjmie w miarę gwałtowną postać, którą można by określić mianem „szoku naftowego”, to w przyszłym roku dostaniemy w USA recesję a przynajmniej silne spowolnienie gospodarczego skutkujące wzrostem stopy bezrobocia. W takim scenariuszu prezydent Obama okaże się zapewne podobnym pechowcem co inny noblista z Partii Demokratycznej czyli Jimmy Carter, który pokolenie temu w listopadzie 1980 roku – dokładnie w szczycie hossy na rynku surowców – przegrał z genialnie odgrywającym rolę kandydata na prezydenta USA Republikaninem Ronaldem Reaganem.

Ostatnia recesja w USA rozpoczęła się spadkiem PKB kw./kw. w I kw. 2008. S&P 500 ustanowił poprzedzający tę recesję cykliczny szczyt w IV kw. 2007 (ale pierwszszy szczyt hossy ustanowiony został już na początku III kw. 2007). Wcześniejsza o 8 lat recesja – ten 8-11 lat to typowy okres rozdzielający gospodarcze recesje noszący miano „cyklu Juglara” – rozpoczęła się spadkiem PKB w USA kw./kw. w I kw. 2001 roku. W tym przypadku S&P 500 ustanowił poprzedzające tę recesję dwa szczyty hossy w I kw. oraz III kw. 2000.

Jak z tego widać generalnie w dwu poprzednich cyklach dobrym pomysłem była sprzedaż amerykańskich akcji na pół roku przed początkiem recesji. Czy to już? Trudno powiedzieć, ale ponieważ na razie „szok naftowy”, o którym spekuluję się jeszcze nie zmaterializował (choć w WIKIPEDII stosowne hasło już się jednak pojawiło: „2011 energy crisis” ), to być może nie należy się z tym jakoś specjalnie spieszyć (choć poważniejszy potencjał wzrostowy na Wall Street też jest pewnie już od dosyć dawna wyczerpany). W ostatnim Raporcie tygodniowym zamieściłem poniższy wykres przedstawiający na tle dynamiki PKB w USA poziom zaufania szefów tamtejszych firm (Conference Board CEO Confidence). W przeszłości ten wskaźnik wyprzedzał dynamikę PKB o średnio pół roku. Jak widać wzrost jego wartości z I kw. 2011 do najwyższego poziomu od II kw. 2004 zapowiada raczej dobry III kw. w amerykańskiej gospodarce:

 

 

Dodaj komentarz