Co cieszy amerykańskich konsumentów?

W zeszłym tygodniu (jeszcze przed ostatnim najsilniejszym od 3 lat kilkudniowym wystrzałem cen akcji w górę) opublikowane zostały w USA bardzo interesujące dane. Otóż obliczany przez Conference Board wskaźnik poziomu zaufania konsumentów („Consumer Confidence Index”) wzrósł w USA w listopadzie o ponad 15 punktów. Ponieważ był to największy tego typu skok w górę nastrojów Amerykanów od 8 lat zostało to raczej powszechnie zinterpretowane jako pozytywny sygnał dla rynków akcji. Proponuję przejrzeć się bliżej temu zjawisku, bo wnioski, które z tej analizy wypłyną, okażą się mocno zaskakujące. Na poniższym rysunku przedstawiono wykres Conference Board Consumer Confidence Index w okresie minionych 20 lat:

 

 

Jak widać w przedstawionym okresie miały miejsce wcześniej jedynie trzy wystrzały w górę z miesiąca na miesiąc poziomu zaufania amerykańskich konsumentów o skali porównywalnej do tej z listopada tego roku (czyli o ponad 15 pkt.). Ponieważ od połowy od 70-tych do końca lat 80-tych z takim zjawiskiem nie mieliśmy do czynienia, więc można powiedzieć, że w okresie minionego pokolenia zdarzyły się jedynie 4 tego typu przypadki. Ich daty to marzec 1991, marzec 2002, kwiecień 2003 oraz listopad 2011. Czy dla tych dat można znaleźć jakiś wspólny mianownik? Otóż tak i nie trzeba się nawet specjalnie wysilać. To co łączy te daty to oczywiście fakt, że każda znich wyznaczała zwycięstwo wojska USA w jakiejś kampanii wojennej. 

Marzec 1991 – I wojna w Zatoce Perskiej:

 

„28 lutego 1991 roku prezydent George H. W. Bush ogłosił zwycięskie zakończenie wojny i wyzwolenie Kuwejtu, w którym jednak nie wprowadzono demokratycznych reform. 3 marca Saddam Husajn przyjął warunki rozejmu.”

 

Marzec 2002 – Inwazja na Afganistan:

 

„Po zakończeniu działań wojennych na początku 2002 roku wojska NATO w liczbie 150 tys. żołnierzy pozostały w Afganistanie.”

 

Kwiecień 2003 – II wojna w Zatoce Perskiej:

 

„9 kwietnia  2003 r. Bagdad znajdował się już formalnie pod kontrolą sił amerykańskich i ogłoszono oficjalnie przejęcie władzy w całym kraju.”

 

Jak jednak wytłumaczyć wybuch optymizmu Amerykanów sprzed miesiąca? Ależ też oczywiście wojennym zwycięstwem tym razem odniesionym w jeszcze innym muzułmańskim kraju – Wojna w Libii:

 

„Oficjalnie nowe władze wyzwolenie Libii ogłosiły w Bengazi 23 października 2011. Ten dzień uznaje się za zakończenie wojny domowej.”

  

Dla giełdowego spekulanta z tej zależności niewiele raczej wynika na przyszłość, gdyż w tych 3 wcześniejszych przypadkach późniejsze ścieżki cen akcji w USA były różne (po 1991 i po 2003 roku zaczynały się wieloletnie hossy, ale po marcu 2002 ceny akcji spadły jeszcze o 30 proc.):

 

 

Jeśli jednak któremuś z szacownych Czytelników tego blogu kiedyś zdarzy się doradzać któremuś z przyszłych prezydentów USA, to wiedza, że nic tak nie poprawia Amerykanom humoru jak jakaś zwycięska kampania wojenna w którymś z muzułmańskich krajów, może okazać się użyteczna.

Komuś myśl o amerykańskich gospodyniach domowych tańczących z radości pod wpływem doniesień wojennych i w przypływie entuzjazmu wywołanego zwycięstwem nad kolejnym muzułmańskim krajem robiących rekordowe zakupy może się niezbyt spodobać. Amerykanów trzeba jednak zrozumieć. Ciągle najwyraźniej przeżywają traumę wywołaną pierwszymi zagranicznymi wojnami, z którymi młoda republika została skonfrontowana na samym początku swego istnienia:

 

I wojna berberyjska (toczona w latach 1801–1805), zwana również wojną trypolitańską, była pierwszą z dwóch wojen, do jakich doszło pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a muzułmańskimi państwami Afryki Północnej nazywanymi potocznie państwami berberyjskimi. Znajdowały się wśród nich Sułtanat Maroka i Trypolis, quasi-niepodległe miasto-państwo, nominalnie należące do Imperium osmańskiego.”

II wojna berberyjska (1815-1816), w historiografii znana również jako wojna algierska, była drugim z dwóch konfliktów zbrojnych do jakich doszło na początku XIX wieku między Stanami Zjednoczonymi a nominalnie podległymi imperium osmańskiemu północnoafrykańskimi miastami-państwami: Algierem, Trypolisem i Tunisem, ogólnie nazywanymi państwami berberyjskimi.”

 

Nie przez przypadek do tej pory hymn amerykańskich marines, którzy 200 lat temu na wybrzeżach Afryki Północnej po raz pierwszy wkroczyli do akcji, zaczyna się od słów:

 

From the Halls of Montezuma,

To the shores of Tripoli”

 

 

EDIT. W powyższym komentarzy napisałem, że „dla giełdowego spekulanta z tej zależności niewiele raczej wynika na przyszłość”, ale być może nie miałem racji. Jak zwrócił mi bowiem uwagę pan darkh(est) autor bardzo interesujących analiz statystycznej wymowy różnych rynkowych i okołorynkowych zdarzeń

 

„a wystarczy pkt zmienic na % a rok 2002 na 2009, w ktorym to USA wygralo z kryzysem ;)”

  

– a otrzymamy już całkiem interesujący rezultat. I rzeczywiście jeśli kryterium miesięcznego wzrostu indeksu zaufania konsumentów zmienimy ze „wzrostu o przynajmniej 15 punktów” na „wzrost o ponad 20 proc.”, to sygnał z wiosny 2002 znika, a pojawiają się sygnały z listopada 1992 roku oraz kwietnia 2009 roku:

 

 

 

Ścieżki S&P 500 po tak zdefiniowanych sygnałach wyglądają dosyć jednoznacznie pozytywnie – historyczne ryzyko w perspektywie 2 lat po takich sygnałach właściwie nie istnieje:

 

 

 

… a projekcja wartości S&P 500 uzyskana poprzez uśrednienie przebiegu tych ścieżek prowadzi do wniosku, który ostatnio raz po raz powraca: za mniej więcej 2 lata S&P 500 powinien być w okolicach poziomu historycznych szczytów z lat 2000 i 2007:

 

 

Warto również zwrócić uwagę, że z tej projekcji wynika, że w przeszłości takie jak listopadowy wystrzały nastrojów Amerykanów w górę pojawiały się średnio w ok. 2 miesiące po dnie bessy.

 

Dodaj komentarz