Bezrobotny prawdę ci powie.

W listopadzie 2009, gdy stopa bezrobocia w USA znajdowała się na najwyższym poziomie od 1983 roku, pozwoliłem sobie zasugerować, że pora już na zmianę trendu. Trwający od tamtej pory spadek stopy bezrobocia w Stanach Zjednoczonych był oczywiście bardzo powolny – w ciągu 26 miesięcy stopa bezrobocia spadła ledwie o 1,5 pkt. proc. z 10 proc. na 8,5 proc. – ale też nie ma co przesadnie dramatyzować: w poprzednim cyklu w 26 miesięcy po szczycie stopy bezrobocia z czerwca 2003 jej spadek wyniósł jedynie 1,4 pkt. proc. Podobne dane dla 4 wcześniejszych cykli stopy bezrobocia z okresu minionych 40 lat to -1,8 pkt. proc., -3,6 pkt. proc., -2,1 pkt. proc. -1,1 pkt. proc.

Warto w tym miejscu dla porządku napomknąć, że cykl oscylacji stopy bezrobocia można zidentyfikować z trwającym zwykle od 7 do 11 lat „cyklem Juglara” będącym cyklem inwestycji w środki trwałe (spadkowe fale tego cyklu powodują gospodarcze recesje), a na „cykl pokoleniowy” składają się 4 takie cykle (o średniej długości ok. 7,6 roku):

 

 

Jak to chyba wyraźnie widać na powyższym wykresie obecna sytuacja odpowiada – z punktu widzenia „cyklu pokoleniowego” – tej z lata 1977 roku. Pesymiści wieszczący nieunikniony „Armagedon” mają więc o tyle rację, że cały czas znajdujemy się w fazie „późnego Gierka”, tyle że najprawdopodobniej na materializację swoich złowieszczych wizji przyjdzie im jeszcze trochę poczekać (a w międzyczasie zostaną optymistami). W okresie minionego pokolenia 4 fazy spadku stopy bezrobocia w USA trwały kolejno: 4 lata, 6 lat i 4 miesiące, 7 lat i 10 miesięcy oraz 3 lata i 11 miesięcy, a więc średnio ponad 5 lat. Od ostatniego szczytu stopy bezrobocia z października 2009 minęły dopiero 2 lata. Nawet jeśli odrzucimy bardzo silne cykle z lat 80-tych i 90-tych i zostawimy tylko słabe cykle z lat 70-tych i 2000-nych, to i tak otrzymamy prognozę początku wzrostu stopy bezrobocia dopiero począwszy od jesieni 2013 roku (zabawa liczbami dała mi poziom 7,5 proc. jako cel stopy bezrobocia w USA, który wtedy powinien zostać osiągnięty). Idealnie w ten nawrót słabości powinien wpasować się FED, który po ostatnim posiedzeniu FOMC dał w środę inwestorom do zrozumienia, że warunki dla podwyżek stóp powstaną dopiero w 2014 roku. Jeśli wzorzec sugerowany przez cykl pokoleniowy nie kłamie, to w połowie w tej dekadzie czekałaby Amerykanów jeszcze jedna fala osłabienia gospodarczego, które wyniosłaby wysokość stopę bezrobocia powyżej szczytu z 1982 roku (10,8 proc.), a więc do najwyższego poziomu od czasów Wielkiego Kryzysu lat 30-tych.

Tymi wizjami proponuję na razie się jednak nie martwić. Chciałbym natomiast powrócić do spekulacji na temat perspektyw amerykańskiego rynku akcji opartych właśnie na zachowaniu tamtejszego rynku pracy. W sierpniu 2010 roku w tekście zatytułowanym „Wall Street: stracone 2 lat?” przedstawiłem projekcję wartości S&P 500, opartą na uśrednieniu zachowania tego indeksu w okresach po cyklicznych szczytach stopy bezrobocia:

  

 

Można obecnie zweryfikować użyteczność tej projekcji porównując ją z rzeczywistym zachowaniem S&P 500 w okresie minionego 1,5 roku:





Jak widać przedstawiona w sierpniu 2010 projekcja okazała się nieco nadmiernie zachowawcza, jako że w rzeczywistości S&P 500  w najwyższym punkcie przekroczył poziom wyznaczony na podstawie projekcji jako maksymalny w okresie następnych 2 lat o ok. 7 proc. Ponieważ jednak później S&P 500 spadł poniżej poziomu projekcji, to można stwierdzić, że rynek w okresie minionego 1,5 roku „oplatał się” wokół ścieżki wyznaczonej przez tą projekcję.

Projekcja z sierpnia 2010 obecnie sięga jeszcze jakieś pół roku do przodu. Jeśli rynek chciałby nadal „oplatać się” wokół tej projekcji, to fajnie byłoby się dowiedzieć, co czekać nas może w dalszej przyszłości. Rozciągnijmy więc sobie zakres projekcji o kolejne prawie 2 lata w przyszłość, tak by sięgała do połowy 2014 roku:

 

  

Powyższy obrazek może z pewnością zaskakiwać, jako że wizja wzrostu wartości S&P 500 w okolice poziomu 1800 punktów w 2014 roku z pewnością nie jest czymś, z czym się można się było ostatnio spotkać na co dzień. O ile bowiem wyjście S&P 500 w 2014 ponad szczyt w 2007 roku byłoby bardzo naturalnym zachowaniem z punktu widzenia dynamiki kształtującego się od 2000 roku domniemanego „rozbieżnego trójkąta” „pokoleniowej” bessy:

 

… o tyle ewentualne osiągniecieu przez S&P 500 okolic poziomu 1800 byłoby znacznym przekroczeniem takiego programu jazdy obowiązkowej.

Oczywiście przedstawionej projekcji nie należy traktować całkiem dosłownie, gdyż w końcu nie możemy mieć gwarancji, że amerykański rynek akcji w obecnym cyklu nadal będzie zachowywać się standardowo. Osobiście proponuję jednak przyjąć tę projekcję jako ważny element bazowego scenariusza dla Wall Steet na następne 2 lata.

Dodaj komentarz