Zaczyna się zmiana paradygmatu?

W oparciu o koncepcję 16-letniego cyklu amerykańskiego dolara wyłożoną w jednym z poprzednich wpisów („Historyczny rym: Obama, Clinton, Carter”) można pokusić się o próbę wyobrażenia sobie zachowania różnych klas aktywów i instrumentów finansowych w w warunkach nadejścia w latach 2012-2017 fali umocnienia dolara analogicznej do tej sprzed 16 lat (1996-2001) czy tej sprzed 32 lat (1980-1985). Proponuję zacząć od najbardziej oczywistych w tym kontekście projekcji dla kursów EUR/USD, USD/CHF oraz USD/JPY:

 

 

Na powyższych wykresach na czerwono zaznaczono ścieżki kursów po 31 grudnia 1995, na niebiesko analogiczne ścieżki po 31 grudnia 1979,  na czarno ich uśrednienie stanowiące projekcję na następne mniej więcej 6 lat, a na zielono ścieżki tegoroczne,

Wszystkie wartości zostały przeskalowane do dzisiejszych poziomów. Na osi odciętych widać numer kolejnych sesji (ostatnia sesja ub. r. to sesja zerowa).

Wniosek jest oczywisty i wynika z samej idei 4-kadencyjnego czyli trwającego połowę pokolenia cyklu USD: najbliższe kilka lat powinno przynieść potwierdzenie zmiany dominującego na rynku walutowym trendu. Samych poziomów kursu – EUR/USD na 0,75, USD/CHF na 1,50 i JPY/USD na 97 – nie należy traktować dosłownie podobnie jak sugerowanych przez te projekcje dat osiągnięcia szczytów dolara. Tendencja jest jednak jasna. Szczególnie wrażenie wywiera porównanie ścieżek USD/CHF od 1980 roku i od 1996 roku: były niemalże identyczne. To sugeruje, że cała koncepcja 16-letniego cyklu może nie być aż tak ezoteryczna, jak by się to mogło komuś wydawać.

Zresztą czy fakt, że USD/JPY właśnie złamał wieloletni trend spadkowy w sposób identyczny do tego sprzed ponad 16 laty może być przypadkowy?

Ceny surowców wyrażane są tradycyjnie w dolarach, nie będzie więc chyba niespodzianką, jeśli okaże się, że projekcje cen surowców na lata 2013-2017 oparte na ich zachowaniu z lat 1997-2001 i 1981-1985 przewidują ich głębokie załamanie:

 

 

 

 

 

Drugi z tych wykresów przedstawiający projekcję cen miedzi na najbliższe lata jest nieco przerażający. Czyżby decyzja o międzynarodowej ekspansji KHGM i wprowadzenie w życie przez rząd planów podatku od kopalin rzeczywiście wyznaczyły istotny szczyt cen miedzi? Jeśli tak, to rząd nie powinien się zbyt przywiązywać do wizji kokosów, które w przyszłości budżet zbije na tym podatku. Być może rozpoczęcie prac nad systemem dopłat z budżetu do sektora wydobywczego byłoby bardziej wskazane…

By zrozumieć jaka może być fundamentalna przyczyna takiej drastycznej zmiany tendencji rynkowych, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić w okresie minionych ponad 10 lat wystarczy rzut oka na poniższy wykres produkcji ropy naftowej i gazu ziemnego w USA:

 

… i poczytać sobie o dramatycznych problemach, które firmy z Północnej Ameryki już teraz mają z nadmiarem gazu, który jest tam 6-krotnie tańszy niż ten który my kupujemy od Rosji. Kapitalizm jest rzeczywiście okrutny!

Na zakończenie dwie projekcje zachowania indeksów giełdowych:

 

 

 

I znowu ani DAX-a na 15000 ani S&P 500 na poziomie 2500 pkt. w 2017 roku nie należy traktować dosłownie. Osobiście stawiałbym na znacznie niższe poziomy. Ważna jest natomiast sama tendencja, która w obu przypadków jest oczywista i co więcej – jeśli kupimy tezę o rewolucji związanej z gazem z łupków i ropą z łupków – dosyć zrozumiała od strony fundamentalnej: rozwiązanie problemu drogiej energii stanowiłoby dla jej importerów netto czyli krajów rozwiniętych rozwiązanie dużej części trapiących je obecnie problemów.

Ciekawa w tym kontekście jest kwestia zachowania się – w przypadku materializacji przedstawionego scenariusza – „wschodzących” rynków akcji, w szczególności takich eksporterów netto energii jak np. Rosja (ta ostatnio albo całkiem się rozpadała albo bankrutowała, gdy ceny surowceów energetycznych spadały). Jest chyba oczywiste, że taka zmiana trendu dla wielu z nich oznaczałaby prawdziwą katastrofę. Jak zachowałby się w takiej sytuacji – boomu na rynkach rozwiniętych i silnego osłabienia koniunktury w krajach peryferyjnych czyli sytuacją, z którą mieliśmy do czynienia w połowie latach 80-tych i później w drugiej połowie lat 90-tych – nasz rynek akcji? Proponuję rozważania na ten temat zostawić na inną okazję. Warto jednak zastanowić się, czy uporczywa słabość WIG-u 20 w stosunku do S&P 500 nie ma jakiegoś związku z postawionymi powyżej tezami…

 

Dodaj komentarz