Wyjaśnienie przyczyny ostatniej słabości naszego rynku.

Gdyby na początku października ub. r., gdy S&P 500 znalazł się na najniższym poziomie od roku, ktoś powiedział, że już w lutym 2012 wyjdzie na nowe wieloletnie maksimum, to z pewnością zostałby wyśmiany (nawet ja ze swoim optymizmem nie sądziłem, że odrobienie całości strat pójdzie Amerykanom tak szybko). Taka sztuka udaje im się bowiem stosunkowo rzadko – średnio raz na dekadę:

 

 

Gdyby jednak pół roku temu przyjęto taką śmiałą tezę za dobrą monetę, to z kolei z pewnością wyszydzone zostałoby ewentualne stwierdzenie, że pomimo rekordów S&P WIG-20 pozostanie na poziomach o ponad 20 proc. niższych od szczytów z 2011 roku. Tak rzecz nie zdarzyła się bowiem od 13 lat:

 

 

Pojawiło się wiele różnych prób wyjaśnienia tego fenomenu. Ja chciałbym zaproponować hipotezę, że głównym odpowiedzialnym za nieoczekiwane pozostanie WIG-u 20 w blokach startowych odpowiedzialna jest taka a nie inna struktura sektorowa tego indeksu. Tak na ten temat pisałem w komentarzu w ubiegłotygodniowym „Parkiecie”:

 

„Interesującym przyczynkiem do prób wyjaśnienia źródeł frustrującej słabości naszego rynku w okresie minionych 2 miesięcy może być tabela stosownych stóp zwrotu globalnych sektorowych indeksów S&P 700. Spośród 10 głównych sektorów (w klasyfikacji GICS) 4-y z najniższymi stopami zwrotu w tym okresie to Meterials (-7,7 proc.), Energy (-5,3 proc.), Telecommunication Services (-2,5 proc.) oraz Financials (-2,5 proc.). Analogicznie 4 najlepsze pod względem 2-miesięcznej stopy zwrotu indeksy sektorowe to IT (+9 proc.), Consumer Staples (+4,1 proc.), Consumer Discretionary (+3,4 proc.) oraz Health Care (+0,3 proc.). W tym czasie zmiana WIG-u 20 wyniosła -4,9 proc. Teraz wystarczy zadać sobie pytanie o to, jaką wagę w WIG-u 20 mają spółki zaliczane to 4 najgorszych od początku lutego sektorów, a jaką te należące do 4 najlepszych globalnych sektorów w tym okresie…”

 

Skonstruujmy sobie indeks złożony z 4 najsłabszych w okresie minionych 2 miesięcy globalnych indeksów sektorowych S&P – Materials, Telecommunication Services, Financials i Energy (to klasyfikacja GICS) oraz porównajmy sobie jego zachowanie z wykresem WIG-u 20:

 

 

 

A teraz porównanie zachowania WIG-u 20 z wykresem indeksu „mocnych” w ostatnim okresie globalnych sektorów:

 

 

Jeśli zsumujemy udziały „słabych” ostatnio na świecie sektorów w WIG-u 20 – 40,4 proc. finanse (PKO BP, PZU, Pekao, BRE, Handlowy), 20,4 proc. surowce (KGHM, Bogdanka, JSW, Synthos), 6,7 proc. telekomunikacja (TPSA) i 13,3 proc. paliwowy (potraktowany jako „Energy”; PKNOrlen, PGNiG, Lotos), to otrzymamy 80,8 proc. Dodając IT (czyli Asseco Poland) i spółki konsumpcyjne czyli TVN i Kernel (przyjmując łaskawie, że nie jest to kolejna spółka surowcowa) dostajemy dla odmiany 5,6 proc. udział w WIG-u 20. Ta rażąca dysproporcja jednoznacznie pokazuje, że ciągle jesteśmy jeszcze rynkiem niezbyt rozwiniętym, co w okresie minionej dekady było maskowane korzystnymi dla „tradycyjnych” sektorów inflacyjnymi tendencjami na świecie.

Zerknijmy jeszcze dla porównania jak być może wyglądałby wykres WIG-u 20, gdyby miał w sobie więcej tego, co cieszy się ostatnio na świecie największym wzięciem (patrz wykres Nasdaq Composite) czyli IT:

 

 

Jedyna nadzieja posiadaczy polskich akcji w tym, że „sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu” i teraz, gdy przyczyna naszej ostatniej słabości stała się zrozumiała, niekorzystny ostatnio dla polskiego rynku układ globalnych preferencji sektorowych ulegnie rychłej zmianie. Wykres względnej siły indeksów obu grup sektorów, który właśnie spadł do wieloletniego minimum sugeruje, że ten niekorzystny dla polskiego rynku trend – trwający de facto od połowy 2008 roku ma dużą siłę, a obecna sytuacja przypomina pod tym względem tę z połowy lat 90-tych.

 

 

 

Dodaj komentarz