Akcje małych spółek zaczynają przełamywać 5-letnią słabość

Indeks cen akcji małych spółek w USA Russell 2000 odrabiając całość strat poniesionych od 2007 roku ustanowił niedawno nowy historyczny rekord jako bodajże pierwszy z głównych benchmarków amerykańskiego rynku akcji.  Wygląd wykresu względnej siły indeksu Russell 2000 (2000 najmniejszych spółek spośród 3000 największych na amerykańskim rynku wchodzących w skład indeksu Russell 3000) do indeksu Russell 1000 (1000 największych spółek w USA; 90 proc. kapitalizacji Russella 3000) nie wygląda jakoś szczególnie zniechęcająco. Przy odrobinie wyobraźni można się na nim w okresie minionych 6 lat dopatrzyć istnienia szerokiego kanału trendu wzrostowego, od którego dolnego ograniczenia wykres odbił się po raz ostatni w połowie listopada ub. r. przełamując następnie linię trendu spadkowego rozpoczętego w kwietniu 2011. Oczywiście akcje małych spółek w USA umacniały się w stosunku do dużych już od 1999 roku, więc trudno je obecnie uznać za jakąś życiową okazję, ale na poniższym wykresie widać miejsce dla ewentualnego wzrostu relatywnej siły akcji małych spółek w USA korygującego słabość z ostatnich lat.

 

 

Wykres względnej siły sWIG-u 80 do WIG-u 20 wygląda inaczej niż wykres względnej siły kursów akcji małych spółek względem dużych z USA, ale prowadzi do tych samych relatywnie optymistycznych dla akcji małych spółek wniosków. Z tego punktu widzenia sytuacja na GPW wydaje się być kopią tej z 2003 roku (kłania się wzorzec dekadowy):

 

 

Oczywiście po ostatnim trwającym od połowy listopada umocnieniu sWIG-u względem WIG-u 20 można oczekiwać stabilizacji względnej siły (np. analogicznej do tej z okresu sierpień-grudzień 2003), ale wydaje się, że w średnioterminowej perspektywie przewaga akcji małych spółek nad dużymi powinna być kontynuowana do końca cyklu („zasada zmienności” sugeruje, że ten cykl powinien być dobry dla akcji małych spółek w przeciwieństwie do poprzedniego, ale podobnie do tego z lat 2005-2007). Opinię tę można będzie zmienić na bardziej negatywną w stosunku do akcji małych spółek po osiągnięciu przez wykres względnej siły sWIG-80/WIG-20 poziomów szczytów z lat 2007, 2009 i 2010 w strefie 5,2-5,7).

Względna siła względną siłą, ale przecież może się zdarzyć, że małe spółki umocnią się relatywnie podczas ogólnej bessy na rynku. Na razie jednak niewiele wskazuje, by coś takiego nas w najbliższym czasie czekało. Na poniższym wykresie sWIG-u 80 na czerwono zaznaczono momenty spełniające dwa proste kryteria: 1) sWIG-u jest ponad swoją średnią 50-sesyjną a ta jest ponad średnią 200-sesyjną indeksu oraz 2) sWIG-u robi roczne maksimum. Jak widać te dwa banalne kryteria hossy spełniane są od ok. 3 tygodni. Wystarczy rzut oka na poniższy wykres by zorientować się, że pojawianie się takich sygnałów po okresie bessy zawsze było bardzo dobrym okresem do zakupów akcji małych spółek. W najgorszym przypadku – sierpień 2009 – można było zarobić jedynie 22 proc. (ale za to wzrost trwał aż 21 miesięcy), lub też – koniec grudnia 1999 – wzrost kończył się już po niecałych 7 miesiącach od pojawienia się sygnału (ale sWIG-80 – dawniej WIRR – zyskał w tym czasie 50 proc.). Wystarczy powiedzieć, że w najgorszym przypadku strata po zakupie sWIG-u w momencie pojawienia się takiego sygnału pojawiała się najwcześniej po ok. 19 miesiącach.

 

 

Siłą rzeczy projekcja wartości sWIG-u oparta na opisanych powyżej sygnałach musi wyglądać rewelacyjnie. Wynika z niej – przy braku jakiegokolwiek historyrcznego ryzyka – wzrost wartości indeksu do nowych historycznych rekordów (powyżej szczytu z lipca 2007 roku) kulminujący gdzieś w okolicach lata 2014 roku:

 

 

Oczywiście nawet zrealizowanie drobnej części potencjału wzrostowego sugerowanego przez tę projekcję oznaczałoby wielce przyzwoite zyski dla posiadaczy akcji. To że jakoś mało kto ma obecnie odwagę wspominać pojęcie „MiŚ” dodaje wiarygodności przedstawionej tezie. Równie atrakcyjny statystycznie techniczny sygnał kupna rzadko się zdarza, więc oczywiście grzechem byłoby go całkowicie zlekceważyć, tym bardziej, że wydaje się być idealnie spójny z sytuacją w gospodarce. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że ktoś kto nie zwiększa zaangażowania w akcje małych spółek (np. kosztem dużych spółek, czy też kosztem obligacji skarbowych będących po 2 latach hossy) w takiej sytuacji jak obecna (oczywiście za sumę, której strata – w przypadku pomyłki – nie przyprawi o bezsenność), nie powinien tego robić w ogóle. Niekupowanie akcji, gdy należy to robić, kończy się zwykle kupowaniem ich, gdy robić tego nie należy…

 

 

Dodaj komentarz