Nie wierzę w hipotezę zamachu.

Znane powiedzenie głosi, że „gdy rozum śpi, budzą się demony”. To oczywiście nieprawda, bo demony tak naprawdę budzą się, gdy tanieją akcje. Nie inaczej jest i teraz, gdy przeciągająca się słabość polskiego rynku akcji spowodowała pojawienie się różnych teorii spiskowych mających na celu wyjaśnić jej przyczyny. Najbardziej popularnej z nich uległy ostatnio szerokie masy uczestników i obserwatorów rynku. Głosi ona, że rząd szykuje się jakoby to dokonania zamachu na oszczędności emerytalne Polaków zgromadzone na kontach OFE.

Dla każdego przytomnego obserwatora jest jasne, że jest to oczywista bzdura, bo jakkolwiek obecny rząd można oskarżać o różne rzeczy, ale z pewnością nie o to, że tworzony jest przez polityków o skłonnościach samobójczych. Nie można ich również podejrzewać o to, że nie znają na wyrywki „Księcia” Niccolo Machiavellego, gdzie wyraźnie jest stwierdzone, że „Ludzie prędzej puszczają w niepamięć śmierć ojca niż stratę ojcowizny”. Dokładnie w zgodzie z tą formułą obywatele Polski niezbyt się przejęli nieudolnością obecnego rządu wykazaną przy wywiązywaniu się ze swego obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa najwyższym władzom państwowym, ale z pewnością odkrycie, że zostali przez rząd pozbawieni kilkunastoletnich oszczędności emerytalnych zrobiłoby na dużej części Polaków znacznie większe wrażenie.

Ewentualna konfiskata prawie 100 miliardów dolarów oszczędności emerytalnych obywateli naszego kraju byłaby działaniem bez precedensu w post-transformacyjnej historii naszego kraju. Zaiste można się zadumać nad stanem psychiki osób, które dały wiarę teorii zamachu rządu na OFE.  A zresztą nawet gdyby powyższe rozumowanie było błędne, to przecież politycy rządzącej koalicji z pewnością mają na tyle instynktu samozachowawczego, by zdawać sobie sprawę, że obywatele obrabowami przez rząd z majątku gromadzonego na czas emerytury, w instynktownym odruchu ślepej złości po stracie wartej prawie 300 mld złotych „ojcowizny”, który by potem nastąpił, zainteresowaliby się majątkami polityków mających cokolwiek wspólnego z taką konfiskatą. Z pewnością większość polityków by czegoś takiego nie chciała. O ile z punktu widzenia „cyklu pokoleniowego” poprzedni bunt społeczny sprzed 33 lat był głównie protestem robotników (na siłę w procesach sprzed dwu pokoleń można dopatrzyć się emancypacji chłopstwa), o tyle następny bunt społeczny w ramach tego cyklu powinien już mieć charakter buntu klasy średniej. Pozbawienie tejże klasy średniej – dotychczas głosującej chętnie na PO – z nadziei na nie to, że wysoką, ale jakąkolwiek emeryturę, z pewnością mogłoby przyczynić się do rozbudzenia świadomości politycznej w tej grupy społeczniej.

Rozprawiwszy się z „teorią zamachu” można zastanowić się nad rzeczywistą przyczyną trwającej już ponad 3,5 miesiąca słabości polskiego rynku akcji. Przynajmniej dwa aspekty tego zjawiska wydają się jasne. Najpierw chciałbym pokazać, że jest to zjawisko jak bardziej naturalne na tym etapie cyklicznej hossy. Zacznijmy od określenia tego etapu. Po pierwsze mamy do czynienia z trwającym od początku stycznia spadkiem cen akcji. Po drugie spadek ten nastąpił po trwającym 7 miesięcy wzrośnie WIG-u o 30 proc. I wreszcie po trzecie ten 7-miesięczny wzrost cen akcji nadszedł po bessie na GPW, w trakcie której taka sama 7-miesięczna dynamika spadała przynajmniej do poziomu -25 proc.

Na poniższym wykresie WIG-u zaznaczono jedynie 5 epizodów z ostatnich 19 lat odpowiadających temu rysopisowi w tym obecny:

 

 

Czarne strzałki na górze wykresu pokazują maksima takiej 7-miesięcznej wzrostowej dynamiki WIG-u (analogiczne do ostatniego z 7 stycznia) pojawiające się po wyjściach z bessy. Ich daty to 28 września 2009, 26 kwietnia 2002, 6 lipca 1999 oraz 5 września 1995. Na poniższym rysunku widać ścieżki WIG-u wokół tych dat:

 

 

Jak widać obecna – zaznaczona na czarno – niczym się szczególnie nie wyróżnia. Jest wręcz silniejsza od 3 pinnych (słabsza od tej z 2009 roku), chociaż pewnie wynika to po prostu z tego, że wcześniejszy wzrost był mniej okazały niż w typowym przypadku, więc i presja ze strony spekulantów realizujących zyski była obecnie mniejsza. Widać to szczególnie, jeśli uśrednimy te 4 ścieżki z przeszłości. Gdyby potraktować ją dosłownie, to otrzymalibyśmy wniosek, że WIG wczoraj minął dołek trwającej od stycznia korekty i rozpoczął drugą falę wzrostową.

 

 

Oczywiście należy pamiętać, że ta projekcja została uzyskana przez uśrednienie 4 różnych scenariuszy przerabianych na GPW w przeszłości, z których niektóre były bardzo zyskowne (1995/1996), niektóre przyzwoite (1999, 2009), a niektóre relatywnie słabe (2002). Same zabawy historią nie dają oczywiście możliwości odgadnięcia, który konkretnie wariant zostanie rozegrany obecnie, a mogą jedynie podpowiadać prawdopodobieństwo wystąpienia w obecnych warunkach poszczególnych scenariuszy.

Słabość GPW ma jednak i drugi wymiar, o którym wspominałem już od dłuższego czasu („Zaczyna się zmiana paradygmatu?”), a który najlepiej ilustruje rysunek poniżej:

 

 

 

Tłumaczenie powyższego wykresu na ludzki język brzmiałoby pewnie mniej więcej „Ludzie z rynków wschodzących, ukorzcie się albowiem nadchodzi dzień sądu!” czy jakoś tak. Do dyskusji pozostaje jedynie czas ewentualnego „Emergineddonu” analogicznego do tego z lat 1997-1998. Względna siła rynków „wschodzących” w stosunku do rynków „rozwiniętych” jest w niecały rok po przełamaniu domniemanej linii trendu wzrostowego, co wygląda jak sytuacja z końca 1995 roku, spadła do 4-letniego minimum, co jest analogicznym zachowaniem do tego z jesieni 1996, i spada już 2,5 roku, co czyni obecną sytuację podobną do tej z wiosny 2007. Dla przypomnienia ostra faza kryzysu azjatyckiego rozpoczęła się w październiku 1997 roku, choć WIG przestał rosnąć już w lutym 1997 (indeks małych spółek WIRR zwyżkował do września 1997). Uśredniając te wskazania – „koniec 1995”, „jesień 1996”, „wiosna 1997” – otrzymamy sugestię, że do rozpoczęcia ostrej fazy kryzysu zostało nam jeszcze 4-5 kwartałów. To wystarczająco dużo czasu by zmieścić się z dokończeniem rozpoczętej w czerwcu ub. r. cyklicznej zwyżki (najkrótsza hossa na GPW trwała raptem 17 miesięcy).

By ocenić stan polskiego rynku akcji na tle szerokiego uniwersum rynków „wschodzących” należałoby przyjrzeć się względnej sile WIG-u do MSCI Emerging Markets:

 

 

Niestety okazuje się, że przyglądanie się temu wykresowi niewiele nam daje, bo możemy uznać, że polskie akcje są prawie tak tanie w stosunku do innych rynków „wschodzących” jak w pierwszej połowie 2009 roku, na początku 2012 roku czy wiosną 2012 nie mówiąc już o roku 1995, a więc lada moment ktoś się po nie schyli tak jak w poprzednich przypadkach, albo też fakt uporczywego utrzymywania się względnej siły na niskich poziomach uznać za zapowiedź przyszłych kłopotów. Ja proponuję uznać, ze ta niechęć względnej siły WIG-u do innych rynków wschodzących do podążenia tam gdzie docierała choćby w 1998 czy 2007 roku wynika z faktu europejskiego położenia Polski, co czyni ją – na tle azjatyckich czy amerykańskich rynków „wchodzących” – bardziej wrażliwą na przeciągający się kryzys strefy euro. Biorąc jednak pod uwagę 2,5-letnie minima ustanawiane przez rentowności włoskich czy hiszpańskich obligacji skarbowych, w miarę silne zachowanie wiele indeksów giełdowych z krajów strefy euro i ostatnie sugestie, że pora kończyć politykę zaciskania pasa, można pocieszać się, że w najbliższym czasie negatywny wpływ tego regionalnego czynnika na polski rynek zacznie słabnąć.

Oczywiście stanie się tak pod warunkiem, że w ostatniej chwili rząd nie zrobi jakiego błędu typu „zamach na OFE”. Z drugiej strony z punktu widzenia cyklu pokoleniowego mamy obecnie koniec lat 70-tych (ostatnie spadki cen metali szlachetnych czy sukcesy Roberta Lewandowskiego sugerują wręcz, że już wkraczamy w lata 80-te). Analogia ta traktowana naiwnie sugeruje powolne wkraczanie naszego kraju w okres politycznej niestabilności. Być może więc z racji „pokoleniowego” fatum obecny rząd nie ma szans by oszukać przeznaczenie i w obecnej konfiguracji globalnej koniunktury gospodarczo-finansowej skazany jest na popełnienie jakiegoś błędu o poważnych długoterminowych konsekwencjach.

Dodaj komentarz