Zagadka zachowania rynku metali szlachetnych

Na rynku surowców, a w szczególności metali szlachetnych doszło w minionym tygodniu do niezwykłych wydarzeń, które wymagają jakiejś próby wyjaśnienia. Muszę przyznać, że nie jest to łatwe, bo pojawienie się tego typu wyprzedaży metali szlachetnych już teraz jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Raptem 2 tygodnie temu w komentarzu „Cykl pokoleniowy – uaktualnienie”  starałem się uzasadnić tezę, że obecne sytuacja najbardziej odpowiada tej z końca 1978 roku, co sugerowało, że początku pokoleniowej bessy na rynku surowców należy się spodziewać dopiero począwszy od przyszłego roku. Tydzień temu ten sam wniosek otrzymałem komentując ostatni antydeflacyjny plan banku centralnego Japonii i zachowanie kurs jena do dolara („Mane, tekel, fares dla rynków obligacji”). Tymczasem w parę dni po tym jak Japończycy ogłosili plan zakładający osiągnięcie 2-proc. celu inflacyjnego „tak szybko jak to możliwe” ceny złota i srebra załamały się poniżej poziomów kluczowych wsparć i spadły na kilkuletnie minima, co odbierać można jako klasyczny sygnał zwycięstwa trendów dezinflacyjnych czy wręcz deflacyjnych. Z perspektywy czasu decyzję sprzed 3 miesięcy o zwiększeniu udziału surowców w portfelu modelowym aktywów z 5 proc. na 15 proc. trzeba uznać za błędną a przynajmniej przedwczesną. Wyjątkowo nietrafione okazały się również ostatnie spekulacje na temat przyszłości złota („Kiedy zaświeci złoto?”). Te błędy w ocenie skłaniają do ponawiania prób zrozumienia obecnej sytuacji na rynkach.

W historii minionych dziesięcioleci złoto notowało równie silny co w ostatnich dniach 2-sesyny spadek w ujęciu procentowym jedynie 2-krotnie. Miało to miejsce 23 stycznia 1980 oraz 28 lutego 1983. W obu przypadkach takie spadki sygnalizowały początki ponad 2-letnich silnych trendów spadkowych ceny złoto:

 

 

Co ciekawe podobny sygnał wygenerowało już prawie 2 lata temu srebro („Co chce nam powiedzieć srebro?„), co oczywiście jeszcze bardziej nie pasuje do wniosku, który zaakceptowałem, że w ramach cyklu pokoleniowego rynki są w sytuacji bardziej odpowiadającej tej z końca lat 70-tych niż początku lat 80-tych.

Intryguje fakt, że w tydzień po tym jak zachowanie japońskiego rynku obligacji doprowadziło do wygenerowania klasycznego sygnału końca hossy, otrzymujemy podobny sygnał na rynku metali szlachetnych. I obligacje skarbowe krajów rozwiniętych i metale szlachetne często wykorzystywane bywają przez inwestorów jako „bezpieczne schronienie na ciężkie czasy”. Warto zauważyć, że ostatni historyczny szczyt ceny złota wypadł we wrześniu 2011 roku, a więc w apogeum lęków związanych z kryzysem strefy euro. Od tamtej pory spore grono indeksów giełdowych krajów rozwiniętych wyszło na nowe historyczne rekordy sygnalizując tym samym, że „koniec świata” został ponownie odwołany. Porównując zachowanie S&P 500 i ceny złota na poniższym rysunku aż prosi się wniosek, że złoto taniało w okresie minionego 1,5 roku w reakcji na spadek popytu generowanego wcześniej przez „eurogeddoniczne” oczekiwania, a przyspieszenie tego trendu w ostatnich dniach oznacza przede wszystkim kapitulację tych inwestorów, którzy całkowicie stracili nadzieje na „nieuchronne” załamanie światowego systemu finansowego, na które cały czas czekali:

 

 

To kusząca interpretacja spójna z obserwacją, że bessa na rynku metali szlachetnych z lat 80-tych i 90-tych towarzyszyła spektakularnej hossie na rynkach akcji w krajach rozwiniętych. Obecna sytuacja z S&P 500 wybijającym się na historyczny szczyt i względną siłą złota do S&P 500 testującą 13-letnią linię trendu wzrostowego przypomina to, co działo się na rynkach właśnie na początku lat 80-tych. Dla rynków rozwiniętych to kusząca wizja, dla rynków „wschodzących” niekoniecznie. Pokolenie temu takie kraje jak Polska czy Meksyk zbankrutowały w 1982 roku.

 

 

 

Skracając nieco perspektywę można uznać, że złoto po raz ostatni naruszało rosnącą kilkunastoletnią linię wsparcia, wychodząc dołem z formacji szczytowej na 2-letnie minima na przełomie 1996 i 1997 roku. W poprzednim cyklu dolara był to zarazem ostatni moment, w którym dolar pozostawał względnie słaby w stosunku do walut europejskich:

 

 

 

Tu oczywiście kłania się cykliczność rynku dolara amerykańskiego, którą opisywałem ponad rok temu („Zaczyna się zmiana paradygmatu?”. Z powyższej zależności wynika, że i złoto i EUR/USD są obecnie w podobnej sytuacji jak na przełomie 1996 i 1997 roku, co sugeruje, że za 3 kwartały powinniśmy być może otrzymać jakiś odpowiednik „kryzysu azjatyckiego” z jesieni 1997 (Chinageddon?). Mój problem polega na tym, że o ile bardzo „chętnie” powitałbym jakiś „Chinageddon” w przyszłym roku, o tyle obecnie zupełnie nie pasowałby on do scenariusza, w którym akcje wznawiają hossę wraz z wejściem gospodarki na ścieżkę cyklicznego ożywienia. Na razie nasze akcje pozostają beznadziejnie słabe, a WIG stopniowo zmierza w stronę wsparcia wyznaczonego przez szczyt z lutego-marca i dołek z października-listopada ub. r. „Obciążony” obecnością w swym składzie „największego producenta srebra na świecie” WIG-20 był w środę najsłabszym indeksem na świecie…

 

 

Philadelphia Gold&Silver Index odzwierciedlający zachowanie 16 spółek wydobywających złoto i srebro notowanych na giełdzie w Filadelfii zachowywał się ostatnio równie źle jak w okolicach bankructwa Lehman Brothers i właśnie w trakcie trwania kryzysu azjatyckiego, co zupełnie nie pasuje to przedstawionej wyżej optymistycznej interpretacji, w której wyprzedaż na rynku metali szlachetnych to oznaka utraty nadziei inwestorów na nadejście jakiegoś poważniejszego systemowego kryzysu. Z drugiej strony nie mieliśmy do czynienia w ostatnim okresie z umocnieniem dolara, co sugeruje, że ostatnia wyprzedaż metali szlachetnych nie jest objawem jakiegoś deflacyjnego kryzysu jak jesienią 2008 czy jesienią 1997. Wskazuje na to również zachowanie indeksów rynków rozwiniętych. Dobrym przykładem może tu być brytyjski FTSE 250, który odpoczywa po wybiciu się w tym roku na poziom nowego historycznego maksimum. Na poniższym wykresie strzałkami zaznaczono podobne wybicia do historycznych szczytów po dłuższych okresach słabości oraz liniami pionowymi układające się w rytm cyklu 7-letniego (podwójnego 40-miesięcznego Kitchina) maksima indeksu z 1987, 1994, 2000 i 2007 roku. Ta cykliczność sugeruje, że istotny szczyt na rynkach rozwiniętych ustanowiony zostanie w przyszłym roku. W dwu dekadach mieszczą się 3 takie cykle, obecną sytuację można więc porównywać do tej z 1993 roku. Wtedy rynki przygotowywały się do rozpoczęcia przez FED kampanii zaostrzania polityki pieniężnej, co nastąpiło w lutym 1994 roku, choć z racji opisanej 17-letniej (?) cykliczności dolara bardziej adekwatna wydaje się analogia z 1996 rokiem.

 

 

Ostatnie załamanie cen surowców przełożyło się na wyraźnie słabszą niż wcześniej przeze mnie oczekiwana ścieżkę złotowych cen surowców. Na niedawnej konferencji Fund Forum zogranizowanej po raz kolejny przez Analizy Online zakończyłem swą prezentację zatytułowaną asekurancko „Jak nie przegapić – ostatniej – hossy na surowcach (o ile nadejdzie)?” poniższą prognozą GSCI w PLN. Już teraz widać, że ścieżka złotowych cen surowców będzie pewnie słabsza niż ta przedstawiona poniżej na czerwono, ale na razie nie ma chyba jeszcze wystarczających argumentów za tym, by zrezygnować z dalszego części prognozy zakładającej wyjście w 2014 roku złotowych cen surowców na historyczne maksima:

 

Dodaj komentarz