S&P 500 a zmiana na stanowisku szefa FED

Federalny Komitet Otwartego Rynku amerykańskiej FED nie odważył się w środę na rozpoczęcie redukowania skali skupu aktywów prowadzonego w ramach polityki „quantitative easing„. Można odnieść wrażenie, że członkowie komitetu chętnie przerzuciliby większą część oczekiwanego zaostrzenia polityki pieniężnej na nowe kierownictwo Rezerwy Federalnej. Kadencja Bena Bernanke kończy się 31 stycznia przyszłego roku i od 1 lutego FED powinien być już kierowany przez nową osobę. W minionym tygodniu z kandydowania zrezygnował Lawrence Summers, który kiedyś podpadł środowiskom feministycznym kilkoma swymi uwagami na temat roli kobiet w nauce, co ostatecznie wpłynęło na utratę przez niego stanowisk prezydenta uniwersytetu Harvarda i sekretarza skarbu w rządzie Obamy. Po rezygnacji Summersa główną kandydatką na następcę Bena Bernanke stała się Janet Yellen. Nie bardzo widać, czym – poza płcią – pani Żanetka różni się od Summersa, ale podobno uważana jest na Wall Street się za „gołębicę”, wiec jej kandydatura odbierana jest przez rynki akcji pozytywnie.

Pomijając personalia sama zmiana szefa FED może kojarzyć się posiadaczom akcji niezbyt dobrze. Powodem jest zbiegnięcie się początku kadencji Alana Greenspana w sierpniu 1987 roku ze szczytem 5-letniej zwyżki cen akcji na Wall Street poprzedzającym o 2 miesiące październikowe załamanie, w trakcie którego amerykańskie indeksy straciły jednego dnia ponad 20 proc. Można spekulować, że mogą istnieć psychologiczne mechanizmy powodujące, że ustępujący szef Rezerwy Federalnej może wykazywać tendencję do kształtowania polityki pieniężnej USA w taki sposób, by jej negatywne dla rynków skutki pojawiły się dopiero po jego ustąpieniu. Proponuję sprawdzić, czy to podejrzenie jest uzasadnione przyglądając się zachowaniu cen akcji na Wall Street w okolicach 3 poprzednich zmian wachty na stanowisku szefa FED z okresu minionego pokolenia.

Interesować nas będą trzy daty: 6 sierpnia 1979 (początek kadencji Paula Volckera), 11 sierpnia 1987 (początek kadencji Alana Greenspana) oraz 1 lutego 2006 (początek kadencji Bena Bernanke):

 

 

Zobaczmy najpierw jak zachowywał się S&P 500 na 4,5 miesiąca przed zmianą na stanowisku szefa FED i po tej zmianie:

 

 

 

Z powyższego obrazka wynika, że w przeszłości w okresie na 4,5 miesiąca przed zmianą na stanowiska szefa FED S&P 500 generalnie zwyżkował i w pół roku od momentu odpowiadającego obecnej sytuacji był zawsze o przynajmniej 5 proc. wyżej. Po drodze ryzyko straty nie przekraczało 6,1 proc. Uśrednienie tych 3 powyższych ścieżek daje następującą projekcję wartości S&P 500 w najbliższym czasie:

 

 

Projekcja powyższa sugeruje, że generalnie S&P 500 w ciągu najbliższych 37 sesji powinien korygować ostatnie wzrosty (dołek na początku listopada na poziomie 1645 pkt.), po czy powinien ruszyć do kolejnej zwyżki kulminującej podwójnym szczytem w okolicach poziomu 1843 pkt. za 105-130 sesji (luty-marzec 2014). Późniejsze tąpnięcie to oczywiście wpływ krachu z października 1987 roku, który nastąpił w 2 miesiące po zmianie na stanowisku szefa FED. Ani po rozpoczęciu kadencji Paula Volckera w 1979 roku ani po początku urzędowania Bena Bernanke załamań aż o takiej skali nie było, wiec teza o lutowo-marcowym szczycie S&P 500 nie musi być traktowana przesadnie poważnie. Warto jednak zauważyć, że w tych trzech historycznych sytuacjach sprzedając akcje mniej więcej w 1,5 miesiąca po zmianie przewodniczącego Rezerwy Federalnej mogliśmy je odkupić taniej w ciągu następnych 3-4 miesięcy.

 

 

Co niezwykłe zmiana na stanowisku przewodniczącego FED następowała w okresie minionego pokolenia zawsze w mniej więcej 5 lat po recesji w gospodarce USA i związanej z nią bessie na Wall Street: Volcker przychodzi w 1979 rok w 4-5 lat po recesji 1974-1975, Greenspan 1987 roku w 5 lat po recesji z 1982 roku, Bernanke w 2006 roku po recesji z 2001 roku. Ostatnia recesja skończyła się w 2009 roku, więc – zgodnie z tym schematem – 5 lat później – 1 lutego 2014  – pora na roszadę personalną.

Równocześnie następna recesja – 1982, 1990-1991 i 2008-2009 – przychodzi w 2-3 lata po początku kadencji nowego szefa FED, a bessa na S&P 500 z tą recesją związana kończy się zawsze w 3 lata -3 lata 2 miesiące po takiej zmianie.

Równocześnie S&P 500 zawsze był wyżej w 2-2,5 roku później niż w momencie odpowiadającemu obecnej sytuacji.

To wszystko sugeruje, że nowy szef FED pojawia się w sytuacji, w której jego poprzednik zdołał w ciągu poprzednich 4-5 lat poradzić sobie ze skutkami ostatniego załamania gospodarczego, a jego zadaniem jest schłodzenie koniunktury gospodarczej. Rynek to wie, więc zwykle w ciągu kilku następnych miesięcy po takiej zmianie reaguje profilaktycznie mniej lub bardziej gwałtowną wyprzedażą (luty-marzec 1980, sierpień-październik 1987, maj-czerwiec 2006). Zaostrzenie polityki pieniężnej zajmuje jednak sporo czasu, więc po drodze rynek jeszcze raz wchodzi w hossę kulminującą 1,5-2,5 roku po początku nowej kadencji (listopad 1980, październik 1989, październik 2007). Potem przychodzi następna bessa (1980-1982, 1989-1990, 2007-2009) związana z kolejną recesją.

W obecnych realiach przekłada się to na oczekiwania wzrostu cen akcji w USA do lutego-marca 2014. Później czekałoby nas tąpnięcie na rynkach. Osobiście obstawiam krach a la 1987 rok pomiędzy marcem a październikiem przyszłego roku. Potem przyszłaby fala hossy kulminująca na przełomie 2015 i 2016 roku, a następnie kolejna bessa. Ten scenariusz wywiedziony z oczekiwanej zmiany na  stanowisku  przewodniczącego Rezerwy Federalnej w latach 2016-2017 rozjeżdża się z moim bazowym scenariuszem, w którym fala hossy, kóra ma najdeść po przyszłorocznym tąpnięciu potrwa do lat 2016-2017, a późniejsze załamanie (domniemana „fala E” kształtującego się od 2000 roku na S&P 500 rozbieżnego trójkąta) potrwałoby nawet do końca dekady. Proponuję jednak tą rozbieżnością zacząć martwić się dopiero za 2 lata.

Dodaj komentarz