Déjà vu 2.

W grudniu ubiegłego roku bawiłem się w tym miejscu w wyszukiwanie okresów z historii GPW o najbardziej podobnych do ówczesnego przebiegach WIG-u (Deja vu). Jako miarę podobieństwa zaproponowałem wartość współczynnika korelacji. Zgodnie z otrzymanym wtedy wnioskiem ścieżka WIG-u w 2012 roku była najbardziej podobna do tej z 2005 roku. Przyjmując – ryzykowne – założenie, że ta prawidłowość nie jest całkiem przypadkowa i będzie się nadal otrzymywać otrzymalibyśmy wniosek, że przebieg WIG-u w 2013 roku powinien być podobny do tej z roku 2006-tego. Na poniższym rysunku można ocenić poprawność tego wniosku w okresie 10 miesięcy od jego sformułowania:

 

 

WIG miał rosnąć w 2013 roku tak jak rósł w 2006-tym i ostatecznie wzrósł więc ocena po pierwszych 10 miesiącach od otrzymania tego wnioski generalnie musi być pozytywna. Z drugiej strony skala wzrostu jak na razie jest ponad dwukrotnie niższa niż ta sugerowana przez przedstawioną w połowie grudnia 2012 analogię (we wtorek to było +15,1 proc. od 12 grudnia wobec +37,1 proc. w analogicznym okresie 6 lat wcześniej), a i do podobieństwa punktów zwrotnych rynku można mieć zastrzeżenia. Osobiście oceniłbym wynik zastosowania tej metody w okresie minionych 10 miesięcy na 4-kę.

Co ciekawe ta sama metoda zastosowana do WIG-u obecnie wyróżniła zdecydowanie dwa historyczne epizody najbardziej podobne do obecnego: październik 2003 i październik 2005. Trochę dziwi ponowne pojawienie się 2005 roku – 10 miesięcy temu ta metoda też wskazała końcówkę 2005 roku jako najbardziej podobną do ówczesnej sytuację. Natomiast analogia z październikiem 2003 ma przynajmniej sens z punktu widzenia „wzorca dekadowego”.

Oczywiście główny problem z tą metodą to obawa, że podobieństwo zachowania indeksu w dwu okresach może być czysto przypadkowe. Proponuję dziś ponowne podejście do tematu, ale teraz z nieco bardziej ambitnie wyznaczonym celem znalezienia epizodów z okresu minionych kilkunastu lat najbardziej podobnych do obecnego nie tylko pod względem zachowania rynku akcji, ale również przy uwzględnieniu podobieństwa przebiegu koniunktury na rynku pieniężnym, rynku obligacji, rynku surowców i rynku walutowym. Innymi słowy będę tym razem szukał okresów najbardziej podobnych do minionych 12 miesięcy łącznie na 5 rynkach. Do analizy posłużyły mi WIG, rentowność 5-letnich obligacji skarbowych, GSCI w złotych, 3-miesięczny WIBOR oraz USD/PLN.

Okazuje się, że suma wartości współczynników korelacji pomiędzy przebiegiem tych 5 serii danych w okresie minionych 12 miesięcy a ich zachowaniem w przeszłości osiąga maksima przy porównaniach z okresami sprzed października 2003 i sprzed czerwca 2009 roku (najmniej podobne były okresy sprzed października 2011 i sprzed października 2008):

 


 

Tak wygląda porównanie przebiegu wspomnianych 5 serii w ostatnim okresie do ich zachowania w obu najbardziej podobnych okresach historycznych (czyli wokół końca października 2003 i wokół końca czerwca 2009):

 

 

 

Uwzględniając obie historyczne analogie łączne można dojść do wniosku, że krótkoterminowe stopy procentowe pozostaną generalnie stabilne przez przynajmniej 8 miesięcy, podobnie zresztą jak rentowności obligacji, dolar będzie raczej słaby względem złotego, a akcje i surowce będą rosły i rosły (i na WIG-u i na GSCI w złotych potencjał wzrostowy wynosi przynajmniej 20 proc.).

Muszę przyznać, że niezbyt mi sie te rezultaty podobają – nie widać na nich bowiem żadnego tąpnięcia na rynkach akcji w okresie II-III kw. przyszłego roku. Co prawda uzyskana analogia z końcem października 2003 roku sugeruje, że obecna cykliczna hossa zakończy się za ok. 6 miesięcy, ale problem polega na tym, że bessa, która później nastąpiła miała charakter 13-miesięcznej pędzącej korekty, która z pewnością  nie przypominała żadnego gwałtownego załamania. W drugiej uzyskanej analogii – tej z czerwcem 2009 – o żadnym poważny załamaniu cen na rynku akcji nie ma mowy przez kolejne 2 lata. Zaskoczył mnie również zaskoczył mnie brak sugestii wyraźnego wzrostu rentowności obligacji (chociaż w analogii z październikiem 2003 jednak nieco rosną aż do lipca 2004), co jest raczej sprzeczne w moją „wizją” przyszłorocznego pęknięcia bańki na peryferyjnych rynkach obligacji. Być może wynika to po prostu z ograniczonej próbki historycznej – po prostu nasz rynek w ciągu minionych 14 lat „nie widział jeszcze wszystkiego”.

Będę musiał z tego narzędzia skorzystać ponownie wiosną przyszłego roku, by sprawdzić czy nadal generować będzie ono te relatywnie optymistyczne dla posiadaczy akcji analogie historyczne czy też zachowanie stóp procentowych, rentowności obligacji, kursu złotego, cen akcji i surowców zacznie przypominać historyczne okresy poprzedzające jakieś poważniejsze załamania cen.

Dodaj komentarz