Logika cyklu koniunkturalnego nadal pcha w górę ceny akcji

Wyjście WIG-u na nowe cykliczne maksimum  a zarazem najwyższy poziom od ponad 5 lat potwierdza hipotezę, zgodnie z którą obecny cykl znajduje się w fazie bezpośrednio następującej po dnie spowolnienia gospodarczego najbardziej sprzyjającej wzrostom cen akcji:

 

 

Najkrótsza z historycznych faz ożywienia gospodarczego w naszym kraju trwała ledwie 3 kwartały (ożywienie po kryzysie rosyjskim I kw. 1999-IV kw. 1999), a ówczesna hossa skończyła się w marcu 2000 roku. Jeśli obecne ożywienie następujące po kryzysie strefy euro (przynajmniej z punktu widzenia geografii symetrycznego dla Polski do kryzysu rosyjskiego) byłoby podobnie krótkotrwałe to skończyłoby się w IV kw. tego roku (a WIG ustanowiły szczyt w marcu 2014).

Co prawda odbicie w górę dynamiki CPI z czerwcowego historycznego minimum (+0,2 proc.) może być odbierane jako sygnał świadczący o wejściu cyklu w inflacyjną fazę ożywienia gospodarczego najbardziej zwykle sprzyjającą wzrostom cen surowców, ale na razie brak silniejszych przesłanek przemawiających za trwalszym przyspieszeniem tempa inflacji, a cały czas rosnąca względna siła WIG-u wobec przeliczonego na złote Goldman Sachs Commodity Index nie sugeruje by surowcowa faza cyklu już się zaczęła:

 

 

Poprzednią fazą obecnego cyklu była zakończona w I kw. tego roku dezinflacyjna faza spowolnienia gospodarczego:

 

 

 

Taki okres po szczycie dynamiki inflacji jest zwykle najbardziej korzystny dla posiadaczy długoterminowych obligacji skarbowych o stałym oprocentowaniu i tak było w obecnym cyklu. Obligacje skarbowe kupione w szczycie dynamiki wskaźnika inflacji z poprzedniego cyklu czyli w maju 2011 drożały wraz ze spadającą rentownością równo przez 2 lata:

 

 

Ta hossa na rynku obligacji skończyła się w maju tego roku („Mane, tekel, fares dla rynków obligacji”). Proponuję przyjrzeć się jak taki koniec hossy wygląda (Dlaczego Polacy uciekają od funduszy obligacji?” ):

 

Jeszcze miesiąc temu fundusze obligacyjne były rynkowym hitem inwestycyjnym. Teraz gwałtowny spadek cen obligacji wyraźnie zniechęcił klientów do inwestowania na rynku długu. – Odpływ środków z tych funduszy przekroczył w czerwcu -850 mln zł. Pomimo słabej koniunktury na rynku akcji klienci po raz kolejny wpłacali środki do funduszy akcyjnych (+376 mln zł) – informują Analizy Online.

(…)

Od stycznia 2012 r. do końca maja 2013 r. Polacy wpłacili do funduszy dłużnych 11,6 mld zł netto – podają Analizy Online. Powód? Stopy zwrotu niektórych funduszy przekraczały 10 proc. w skali roku! W ostatnich tygodniach trend się odwrócił i koniunktura na rynku wyraźnie się pogorszyła. „Rentowności 10-latek w czerwcu wzrosły o 70 punktów bazowych do 4,3 proc., a indeks cen obligacji skarbowych stracił ok. 2 proc. W konsekwencji średni wynik funduszy polskich papierów skarbowych i uniwersalnych wyniósł odpowiednio minus 2 proc. i minus 1,5 proc. w czerwcu – informują Analizy Online.”

 

Kiedy z podobną sytuacją będziemy mieli do czynienia na rynku akcji? Średnia długość podstawowego cyklu gospodarczego czyli cyklu Kitchina to 40 miesięcy. Podchodząc do tego mechanicznie można by założyć, że każda z 4 „ćwiartek” tego cyklu („obligacyjna”, „akcyjna”, „surowcowa” i ” gotówkowa”) powinna trwać średnio ok. 10 miesięcy. To sugerowałoby, że szczyt hossy na akcjach poprzedzony masowymi nabyciami jednostek uczestnictwa akcyjnych funduszy inwestycyjnych powinien wypaść w około 10 miesięcy po szczycie hossy na rynku obligacji a więc w okolicach marca 2014. O dziwo najwyższy współczynnik korelacji pomiędzy roczną zmianą rentowności 10-latek polskiego rządu a roczną zmianą WIG-u występuje właśnie przy takim 10-miesięcznym wyprzedzeniu ze strony obligacji:

 

 

 

Jeśli powyższa zależność będzie zachowana również w obecnym cyklu, to najwyższą roczną dynamikę wzrostu WIG notować powinien w okolicach marca przyszłego roku, a później ta dynamika powinna zacząć ulegać dosyć szybkiego ograniczeniu. W takim przypadku być może już późną wiosną przyszłego roku a być może dopiero latem w mediach pojawią się teksty zadające pytanie: „Dlaczego Polacy uciekają z funduszy akcji?”.

Na razie do marca przyszłego roku mamy jeszcze 5 miesięcy. Podczas ostatnich 5 miesięcy hossy, która nastąpiła po kryzysie rosyjskim, WIG wzrósł o +62 proc. Pewnie teraz przyspieszenie o podobnej skali nie jest prawdopodobne. Wtedy rynek ogarnęła na chwilę „internetowa” mania, a teraz jakiegoś tego typu pretekstu do silnych wzrostów trudno się dopatrzyć. Co więcej ponieważ WIG zanotował w tym roku dołek w kwietniu, to wiosną przyszłego roku roczna dynamika indeksu niejako sama z siebie powinna być wysoka („efekt bazy”). Do tego obecna zwyżka trwająca od kwietnia osiągnęła już czas trwania prawie równy długości poprzedniej fazy wzrostowej cyklu 40-tygodniowego, która rozegrała się pomiędzy czerwcem 2012 i styczniem 2013, co sugeruje, że okres listopad-styczeń może przynieść jakąś formę rozczarowanie. Pomimo tych zastrzeżeń można oczekiwać, że wspomagana przez logikę cyklu koniunkturalnego tradycyjna sezonowa zwyżka – po ewentualnej korekcie do sezonowego minimum w listopadzie – statystycznie trwająca do kwietnia powinna wynieść wiosną ceny akcji do poziomów wyraźnie wyższych niż obecne.  

Dodaj komentarz