Jeszcze raz o końcu hossy na Wall Street

Przedstawiane w ostatnich miesiącach w tym miejscu oparte na danych historycznych różnego rodzaju projekcje wartości S&P 500 („Ile mamy czasu do końca hossy na Wall Street?”, „S&P 500 a zmiana na stanowisku szefa FED”, „Poprojektujmy sobie trochę przyszłość Amerykanom i Japończykom”) generalnie sugerowały, że potencjał wzrostowy cen akcji na Wall Street po ponad 4,5 latach zwyżki powoli ulega wyczerpaniu. Pojawiające się w tych projekcjach poziomy szczyt hossy S&P 500 – 1814, 1662, 1764, 1843, 1901 czy 1875 pkt. – czy też jego terminy – lipiec 2014, maj 2014, listopad 2013, luty-marzec 2014, luty/marzec 2014, grudzień 2013/styczeń 2014 – po uśrednieniu dają okolice poziomu 1810 punktów i marca przyszłego roku jako orientacyjny termin końca hossy. Potraktowany dosłownie szacunek ten sugeruje istnienie raptem nieco ponad 2 proc. potencjału wzrostowego na Wall Street w okresie następnych 4 miesięcy.

Nie są to parametry, które powinny zachęcać do jakichś szalonych zakupów akcji w USA. Wprost przeciwnie powinny one skłaniać do coraz większej ostrożności, choć być może jest jeszcze za wcześnie by na większą skalę szukać okazji po krótkiej stronie.

Do podobnych wniosków prowadzą przedstawiane wcześniej „rysowanki” takie jak dwie poniższe, z których pierwsza sugeruje szczyt hossy w USA w okresie luty-kwiecień 2014 a druga w okresie luty-marzec 2014:

 

 

 

Ostatnim przykładem sygnału, który potraktowany kontrariańsko, potwierdzałby powyższe skłaniające do ostrożności wnioski, była informacja o tym, że indeksowy fundusz akcji Vanguarda wyprzedził w październiku pod względem wielkości zgromadzonych aktywów największy fundusz obligacji Pimco. Tak się składa, że fundusz Pimco wyszedł na pozycję lidera pod względem wielkości aktywów w listopadzie 2008 roku, a ówczesna hossa na rynku obligacji skarbowych w USA skończyła się już miesiąc później:

 

 

 

 

Ta analogia dosłownie potraktowana sugerowałaby, że koniec hossy na rynku akcji w USA nastąpi już w tym miesiącu, ale ponieważ hossa na rynku akcji zdominowana jest przez nieco inne emocje niż hossa na rynku obligacji skarbowych – bardziej chciwość w pierwszym przypadku, raczej strach w drugim – to zmiana trendu na przeciwny powinna potrwać nieco dłużej.

Zresztą na powyższym wykresie można zobaczyć, że w 2007 rok bessa na rynku akcji rozpoczęła się w październiku 2007 dopiero w 2 lata i 4 miesiące po początku bessy na rynku obligacji skarbowych z czerwca 2005. Odpowiadająca ówczesnej bessa na rynku obligacji skarbowych w USA już trwa od lipca 2012, a powtórzenie się przesunięcia w czasie sprzed 7 lat obecnie dałoby szczyt hossy dopiero w listopadzie przyszłego roku.

Oczywiście i tu aż 28-miesięcznego opóźnienia początku bessy na rynku akcji w stosunku do początku bessy na rynku obligacji skarbowych nie należy traktować przesadnie poważnie. Np. w latach 1986-1987 wyniosło ono tylko 16 miesięcy (co w obecnych realiach dałoby szczyt S&P 500 w listopadzie 2013 czyli po prostu teraz):

 

 

…, a w latach 1998-2000 – 17 miesięcy (co daje obecnie szczyt hossy w przyszłym miesiącu):

 

 

Ewentualny koniec hossy na amerykańskim rynku akcji byłby bardzo istotnym wydarzeniem dla wszystkich rynków akcji na świecie i jakkolwiek nie musi precyzyjnie wyznaczać końca wzrostów cen akcji na wszystkich pozostałych giełdach, to jednak w praktyce w przeszłości zwykle tak mniej więcej bywało.

Ostatnia konkluzja sugerowałaby ostrożność również w stosunku do polskiego rynku akcji, ale „niestety” wizja stosunkowo bliskiego końca hossy na Wall Street nie za bardzo pasuje do projekcji wywiedzionych z historii polskiego rynku, z których nie za bardzo można wydusić początek cyklicznej bessy w najbliższych miesiącach. Ale o tym w następnym komentarzu.

Dodaj komentarz