Jak odróżnić korektę hossy od pierwszej fali bessy?

Ostatnia fala spadkowa na krajowym rynku akcji wywołała u części obserwatorów obawy przed nadejściem bessy. W ciągu 27 sesji WIG stracił prawie 10 proc. Niby tego typu korekty zdarzały się w przeszłości podczas cyklicznych „rynków byka” na GPW, ale z drugiej strony takie spadki to oczywiście typowe zjawisko w bessie:

 

 

Na gruncie czystej analizy technicznej trudno jest odróżnić z dużą wiarygodnością korektę w hossie od pierwszej fali bessy. Można oczywiście wprowadzić do formuły dodatkowe (spełniane obecnie) warunki – np. pozostawanie indeksu powyżej średniej 200-sesyjnej:

 

 

 

 

… albo trend wzrostowy średniej 200-sesyjnej:

 

 

 

– co pozwala wyeliminować większość sygnałów generowanych przez tego typu spadki w bessie.

Niestety to czysto „techniczne” podejście ma spore wady. W pierwszym przypadku eliminuje część wartościowych sygnałów kupna w sytuacjach, gdy podczas korekty indeks spada poniżej (rosnącej) średniej 200-sesyjnej. Wadą drugiego podejścia jest to, że średnia 200-sesyjna rośnie jeszcze przez jakiś czas po rozpoczęciu bessy, więc pierwsza fala spadkowa bessy jest traktowana jako dobry moment do zakupów.

Dziś chciałbym zaproponować nieco inny sposób rozwiązania problemu „korekta czy bessa”: posłużenie się dodatkowym kryterium pozwalającym ocenić fazę cyklu koniunkturalnego w gospodarce, w której się w danym momencie znajdujemy. Założenie jest proste: podczas fazy cyklu sprzyjającej wzrostom cen akcji spadki WIG-u powinny być jedynie korektami hossy, jeśli zaś spadek WIG-u pojawia się w fazie cyklu gospodarczego niekoniecznie pozytywnie zwykle działającej na ceny akcji, to istnieje duże ryzyko, że ten spadek jest elementem bessy.

Zacznijmy od OECD-owskiego złożonego indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla Polski. Tu nasze dodatkowe kryterium będzie brzmiało: „OECD-owski CLI dla Polski (w wersji „amplitude adjusted„) robi 1,5-letnie maksimum” i podobne do ostatniego spadki na WIG-u będą nas interesowały jedynie, jeśli to dodatkowe kryterium będzie spełnione. Założenie jest takie, że jako sygnały kupna traktować będziemy jedynie te spadki WIG-u, które rozgrywają się w fazie ożywienia gospodarczego sugerowanej przez zachowanie wskaźnika wyprzedzającego koniunktury gospodarczej. Jeśli CLI przestaje ustanawiać nowe maksima (na horyzoncie pojawia się groźba nadejścia spowolnienia gospodarczego), albo jeszcze nie zaczął ich robić (ożywienia jeszcze nie widać na horyzoncie, albo jest w bardzo początkowej fazie), to uznajemy, że ryzyko przekształcenia się krótkoterminowego spadku w średnioterminową bessę jest zbyt duże i sygnał pomijamy. Rezultat wygląda tak:

 

 

Jak widać za pomocą takiego prostego zabiegu cel został osiągnięty – sygnały, które pozostały są poprawnymi sygnałami kupna – za cenę znaczącego ograniczenia ich liczby do raptem 6-iu w okresie 19 lat. To ostanie nas nie martwi, bo akurat z takim sygnałem mamy obecnie do czynienia (czy też mieliśmy w zeszłym tygodniu).

Zamiast CLI można zastosować inne kryterium, które można w miarę racjonalnie podejrzewać o zdolność do poprawnego wskazywania fazy cyklu koniunkturalnego. Weźmy np. agregat pieniężny M1 i zażądajmy by jego roczna dynamika wynosiła ponad 10 proc. i rosła (znajdowała się ponad 200-sesyjną średnią):

 

 

Tu mamy 7 sygnałów w ciągu 15 lat, ale podobnie jak w poprzednim przypadku 6 pierwszych zawsze pojawiało się w trakcie korekty hossy, można więc w miarę racjonalnie założyć, że i obecny sygnał ma podobny charakter.

Można też jako korekty traktować tylko te spadki WIG-u, które pojawiają się, gdy spełnione jest następujące dodatkowe kyterium: „stopa referencyjna RPP jest na 2-letnim minimum”. Tu sygnałów od 1998 roku jest 9:

 

 

 

Najpiękniejszy rezultat uzyskałem jednak jako dodatkowe kryterium przyjmując mniejszą niż 0,9 ale rosnącą roczną dynamikę WIBOR-u:

 

 

Jak widać po przyjęciu tego dodatkowego kryterium – które spełniane jest obecnie – zostają nam tylko spadki, które nieodmiennie pojawiały się w trakcie korekty przed ostatnią falą cyklicznej hossy. Kusi myśl, że i obecnie jest podobnie.

Ścieżki WIG-u po 6-iu tego typu sygnałach od 1996 roku mają jedną cechę wspólną: w mniej więcej 10 miesięcy po sygnale wszystkie są przynajmniej 26 proc. powyżej poziomu, na którym był indeks w momencie wygenerowania sygnału:

 

 

Nie jest to wniosek, który mi się specjalnie podoba, bo z różnych względów widzę początek cyklicznej bessy najpóźniej w październiku tego roku, ale wniosek podaję, bo być może okaże się przydatny w przyszłości. Uśrednienie tych 6 historycznych ścieżek po takich jak wygenerowany w minionym tygodniu sygnałach daje następującą projekcję wartości WIG-u w ciągu następnych 2 lat:

 

 

Tu WIG kończy hossę za mniej więcej 10 miesięcy na poziomie 66730 punktów, a potem nadchodzi ok. 13 miesięcy cyklicznej bessy.

Jak powyższy wniosek będzie się miał do rzeczywistości przekonamy się w przyszłości. Nie można go oczywiście traktować jako nieodwołalnego wyroku, bo przecież jakieś nieoczekiwane zjawiska globalne czy też zmiany, które rząd wprowadził w ustawie o OFE, mogą wprowadzić w obecnie trwającym cyklu znaczące zaburzenia, które spowoduję, że wyciągnięte z historii naszego rynku wnioski okażą się mało wartościowe.

Jeśli jednak traktować giełdową spekulację jako formę hazardu, w której chcemy na różne sposoby zmaksymalizować nasze szanse przystępując do rozgrywki z naprawdę mocnymi kartami, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w średnioterminowej (liczonej w miesiącach) perspektywie profil zysk/ryzyko uzyskanych powyżej sygnałów stanowi wyraźną zachętę do podjęcia takiego – skrojonego na własną miarę – ryzyka.

 

Dodaj komentarz