Jaki styczeń taki cały rok?

Amerykański rynek akcji wygenerował nowy interesujący sygnał: w styczniu S&P 500 stracił 3,6 proc. Ze względu na sezonowość rynku akcji, która powoduje, że styczeń jest zwykle raczej pozytywnym miesiącem dla posiadaczy akcji („efekt stycznia” itp.), tej wielkości strata na początku roku nie jest częstym zjawiskiem. W okresie minionego pokolenia ponadtrzyprocentowy spadek S&P 500 w styczniu zdarzył się wcześniej jedynie 6-krotnie: w 1981, 1990, 2000, 2008, 2009 i 2010 roku. Co intrygujące pierwsze 4 z tych sygnałów poprzedzały 4 ostatnie recesje w gospodarce USA, które rozegrały się w latach 1982, 1990-91, 2001 oraz 2008-09:

 

 

Te 4 sygnały (1981, 1990, 2000, 2008) łączy to, że pojawiały się – podobnie jak obecny – podczas hossy na Wall Street, która wynosiła S&P 500 na historyczne rekordy. Dwa ostatnie sygnały ze stycznia 2009 i stycznia 2010 mają z tego punku widzenia nieco odmienny charakter. Pierwszy pojawił się prawie w dnie gwałtownej bessy, więc proponuję nie uwzględniać go w porównaniach z obecną sytuacją. Drugi jest bardziej interesujący, bo pojawił się po silnych wzrostach, tak jak sygnał ze stycznia tego roku.

Sprawdźmy sobie jak wyglądałby przebieg S&P 500, gdyby ścieżka indeksu w tym roku przypominała ścieżki z lat, które rozpoczynały się od równie dużego co w tym roku spadku wartości indeksu w styczniu, który następował tuż po ustanowieniu przez S&P 500 historycznego rekordu (1981, 1990, 2000, 2008). Synchronizacji dokonałem na koniec stycznia:

 


 

 

Uśrednienie tych 4 ścieżek daje następujący rezultat:

 

 

A oto 5-ty przypadek słabego stycznia – sygnał z 2010 roku:

 

 

Po uwzględnieniu sygnału ze stycznia 2010 projekcja S&P 500 nieco zmienia wygląd i bessa kończy się już w listopadzie tego roku:

 

 

W krótkoterminowej perspektywie najbliższy lokalny dołek po tak słabym styczniu pojawiał się kolejnio 20 lutego 1981 (+8,3 proc. do marca), 30 stycznia 1990 (+14,2 proc. do lipca), 25 lutego 2000 (+14,6 proc. do marca), 10 marca 2008 (+12 proc. do maja), 9 marca 2009 (+40 proc. do końca półrocza) i 8 lutego 2010 (+15,2 proc. do kwietnia). Uśredniając to wszystko (poza przypadkiem z 2009 roku) otrzymamy wniosek, że po ustanowieniu gdzieś w lutym lokalnego dołka na S&P 500 (idealnie to pasuje do oczekiwanego w okolicach lutego minimum cyklu 40-tygodniowego) powinna zmieścić się jeszcze jedna trwająca mniej więcej 2 miesiące (?) ok. 13 proc. (?) zwyżka.  

Z punktu widzenia cyklu pokoleniowego najbardziej adekwatna do obecnej sytuacji jest analogia ze styczniem 1981, ale osobiście najbliższa mi jest analogia z 1990 rokiem. Przyczyny są dwie. Po pierwsze jeszcze w 2011 roku przyjąłem równanie „2011=1987”, z którego oczywiście wynika równanie „2014=1990”, po drugie latem 1990 mieliśmy do czynienia z silnym skokiem cen ropy naftowej będącym konsekwencją inwazji Iraku na Kuwejt, więc analogia z 1990 rokiem obecnie rozwiązywałaby problem „inflacyjnej” fazy cyklu, po trzecie wzrost cen akcji w USA do lipca dawałby się uzgodnić z oczekiwaną na podstawie analizy sytuacji makroekonomicznej w kraju ostatnią falą hossy na GPW, po czwarte wreszcie ówczesna bessa skończyła się już po ok. 20 proc. spadku w październiku 1990, co również pasuje do moich wyobrażeń na temat najbliższej przyszłości.

Dodaj komentarz