Lęki deflacyjne w Europie, zagrożenia inflacyjne w USA

Mijający tydzień rozpoczął się od wyjścia szeregu kluczowych indeksów w USA i strefie euro na poziomy nowych historycznych rekordów, a zakończył od tych rekordów odpadnięciem. Wydaje się, że początkowo pozytywny rozwój wydarzeń na rynkach akcji był konsekwencją odbicia się kursu EUR/USD od poziomu 1,40. Poziom ten był atakowany w poprzednim tygodniu w czwartek podczas posiedzenia ECB i dopiero obietnica kolejnego poluzowania polityki pieniężnej na czerwcowym posiedzeniu (5-tego) złożona przez szefa banku centralnego strefy euro spowodowała gwałtowną zmianę krótkoterminowego trendu i przecenę euro o 3 centy w ciągu tygodnia.

Porównując zachowanie kursu euro wobec dolara z zachowaniem DAX-a (niemieccy eksporterzy powinni być bardzo wrażliwi na kurs euro) można dojść do wnioski, że to 1,40, które zdołał tydzień temu obronić Mario Draghi to rzeczywiście istotny poziom. Dwie ostatnie cykliczne hossy na DAX-ie kończyły się w 2007 i 2011 roku, gdy euro umacniało się względem dolara powyżej poziomu 1,40:

 

 

Można zaryzykować hipotezę, że i w obecnych cyklu ewentualne wyjście EUR/USD powyżej poziomu 1,40 wywołałoby prędzej czy później podobny efekt czyli przełożyło się na koniec hossy na rynkach akcji w strefie euro. Ewentulna niezdolność ECB do zadowolenia oczekiwań rynkowych na posiedzeniu 5 czerwca mogłoby zaowocować takim właśnie umocnieniem euro.

Oczywiście sugerowana powyżej prawidłowość wcale nie zadziałała w opisany sposób w drugiej połowie 2010 roku, kiedy EUR/USD też wzrosło powyżej poziomu 1,40 a na rynkach akcji nic specjalnego się nie wydarzyło. Tak więc mamy tu do czynienia jedynie z pewną domniemaną tendencją, chociaż wydaje się, że w kontekście odżywających ostatnio w strefie euro (i poza nią – patrz deflacja na Węgrzech i nasze +0,3 proc. dynamika CPI w maju) deflacyjnych lęków taka ewentualna dalsza aprecjacja europejskiej waluty zostałaby odebrana rzeczywiście negatywnie przez rynki.

Zupełnie inaczej prezentowała się sytuacja po drugiej stronie Atlantyku. Tu zmiana roczna PPI (dla wyrobów gotowych „finished goods„) skoczyła +3,1 proc. na 2-letnie maksimum, a dynamika CPI wyniosła 2 proc. czyli tyle ile ostatnio w lipcu ub. r. Ta rosnąca stopniowo od października dynamika wskaźników inflacji wydaje się być typowym objawem przegrzewania się koniunktury w gospodarce USA podobnie jak wcześniejsze sygnały z rynku pracy. Trudno się temu specjalnie dziwić – o ile ożywienie po kryzysie z lat 2007-2009 w Europie zostało brutalnie przerwane w latach 2011-2012 przez kryzys strefy euro, z którego nasz kontynent dopiero stopniowo wychodzi o tyle w USA ożywienie gospodarcze kontynuowane było przez 5 minionych lat.

 

Na powyższym obrazku zaznaczyłem poziomy dynamiki CPI i PPI w USA osiągane w marcu 2000, październiku 2007 i kwietniu 2011, czyli w momentach, w których rynek akcji w USA ustanawiał najistotniejsze szczyty hossy minionych kilkunastu lat. Przyglądając się temu obrazkowi zaryzykowałbym stwierdzenie, że na podstawie ostatnich doświadczeń minionych kilkunastu lat sygnałem do spadków cen akcji na Wall Street w obecnym byłoby ewentualne wyjście dynamiki CPI powyżej 3 proc. lub skok dynamiki PPI („finished goods„) powyżej 6 proc.

Z 2 na 3 proc. w przypadku CPU i z 3 na 6 proc. w przypadku PPI to długa droga, ale przy pojawieniu się jakiegoś niespodziewanego szoku na rynku surowców ten dystans wskaźniki inflacji mogłyby pokonać w bardzo krótkim czasie. I tu oczywiście ewentualne umocnienie dolara  działałoby hamująco na dynamikę wskaźników inflacji opóźniając ich wejście w rejony wywołujące nerwowość w FED i wśród inwestorów. 

Oczywiście i tu zaproponowana przeze mnie formuła zawiodłaby dekadę temu, kiedy to dynamika wskaźników również była wysoka, a nie wywołało to poważniejszych spadków cen akcji (ówczesna cykliczna bessa przyjęła postać fali „pędzącej”).

Gdyby w obecnym cyklu surowce zachowały się w typowy sposób, czyli zaczęły w najbliższym czasie silnie zwyżkować, to oczywiście pojawiłaby się równoczesna presja na osłabienie dolara (czyli umocnienie euro) i wzrost dynamiki wskaźników inflacji. Oba zjawiska jak starałem się pokazać w obecnych warunkach prawdopodobnie doprowadziłby do „klasycznych” spadków na giełdach pojawiających się w okolicach szczytu ożywienia gospodarczego.

Dodaj komentarz