2-ka z przodu dobrze, 3-ka – niedobrze

We wtorek S&P 500 po raz pierwszy w historii zamknął się powyżej poziomu 2000 pkt. Osiągnięcie takiego „okrągłego” poziomu wywołało u niektórych obserwatorów rynku lekkie podekscytowanie i pojawiły się sugestie, że jest do dobry poziom do otwierania krótkich pozycji. Może być, choć raczej trudno podejrzewać, by rynek jakoś specjalnie przejmował się nominalną wartości jednego z indeksów choćby i ważnego. Z ciekawości postanowiłem jednak sprawdzić, jak się sprawy z S&P 500 miały po osiągnięciu dwukrotności poprzednich potęg 10-tki czyli po dotarciu do poziomu 20 pkt. i poziomu 200 pkt. Ale zanim do tego przejdę proponuję zobaczyć jako zachował się indeks po ustanawianiu rekordów kolejno na  poziomach 10, 100 i 1000 pkt. Zaznaczyłem te momenty na poniższym obrazku:

 

 

Jakkolwiek trzeba pamiętać, że poruszamy się tu trochę poza granicą racjonalności, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że osiągnięcie „okrągłego” poziomu równego jednej z potęg 10-tki jednak nie jest dobrym „omenem” dla S&P 500. Nie znaczy to, że indeks zawsze zaraz zawraca na południe. Niemniej jednak po tym jak we wrześniu 1906 roku S&P 500 po raz pierwszy dotarł do poziomu 10 pkt. jeszcze w 1921 roku czyli 15 lat później ustanawiał dno bessy na poziomie 6,45 pkt. (dane miesięczne). Kupując S&P 500 w momencie pierwszego osiągnięcia poziomu 10 pkt. można było w ciągu następnych 15 lat stracić ponad 35 proc. Jeszcze 18 lat później było się na zero. Poziom 20 pkt. został osiągnięty dopiero 22 lata później.

Podobnie było po osiągnięciu poziomu 100 pkt. 4 czerwca 1968 roku. W tym przypadku 6 lat później można było spotkać indeks na poziomie 63,5 pkt., a więc 36,5 proc. niżej. Jeszcze 12 lat później było się na zero. Poziom 200 pkt. został osiągnięty dopiero 17 lat później.

S&P 500 po raz pierwszy dodarł do poziomu 1000 pkt. w 2 lutego 1998. I znowu jeszcze 11 lat później miał w dołku ostatniego kryzysu wartość jedynie 676,5 pkt. a więc o 33,5 proc. niższą. Jeszcze 11 lat później było się na zero. Poziom 2000 pkt. został osiągnięty dopiero wczoraj, a więc po 16 latach.

Z powyższego wynika, że droga z 10 na 20 pkt., ze 100 na 200 pkt. i z 1000 na 2000 pkt. była zawsze niezwykle ciernista: jeszcze 6-15 lat później traciło się 33,5-36,5 proc., na zero było się ciągle jeszcze po odpowiednio 18, 12 i 11 latach, a podwojenie kwoty zainwestowanej przy takim okrągłym rekordzie w postaci potęgi 10-tki następowało dopiero po 16-22 latach.

Dla osiąganej po raz pierwszy przez S&P 500 dwukrotności potęgi 10-tki mamy tylko dwa wcześniejsze przypadki: osiągnięcie poziomu 20 pkt. 4 maja 1928 roku oraz rekord na 200 pkt. 21 listopada 1985 roku.

 

 

 

W oby przypadkach zachowanie S&P 500 później było podobne. W oby przypadkach następował dalszy wzrost o +59-68 proc. do odpowiednio 31,83 pkt. we wrześniu 1929 i 336,7 pkt. w sierpniu 1987 trwający 16-21 miesięcy. Potem nadchodził krach -86,2 proc. w jednym przypadku lub i -33,5 proc. w drugim przypadku.

Jeśli więc drogi czytelniku tych słów przywiązujesz do numerologii dużą wagę, to zaprawdę powiadam Ci: nie lękaj się osiąganych po raz pierwszy zdublowanych potęg 10-tki na S&P 500, boć zawżdy niegroźne une som, a wprost przeciwnie na podstawie dawnych dziejów możesz imaginować sobie, że pomiędzy grudniem 2015 a majem 2016 obaczysz jeszcze S&P 500 gdziesik w okolicy 3183-3367 pkt., zaś dopiero potem nadejdzie skaranie boskie w postaci spadku o 33,5-86,2 proc. Innymi słowy: dwójka z przodu – poszczęści Ci się na Wall Street, trójka z przodu – przygotuj się na Armageddon.

Dodaj komentarz