USA: świetna koniunktura przy braku presji cenowej

Lipcowa wartość wskaźnika ISM Non-Manufacturing odzwierciedlającego opinie na temat koniunktury gospodarczej przedsiębiorców z sektora usług w USA osiągnęła najwyższy poziom od końca 2005 roku. Kilka dni wcześniej podano informację o wzroście w lipcu ISM Manufacturing Index – reprezentującego koniunkturę w sektorze przetwórczym – do najwyższego poziomu od kwietnia 2011. Dane te świadczą o tym, że gospodarka amerykańska szybko wydobyła się z zapaści z pierwszego kwartału, kiedy to wartość realnego PKB spadła najbardziej od czasu apogeum ostatniego kryzysu z początku 2009 roku. Równocześnie tak wysokie odczyty obu wskaźników można by interpretować jako sygnały przegrzania koniunktury gospodarczej w Stanach Zjednoczonych, które może powodować wzrost ryzyka wystąpienia silnych spadków cen akcji.

 

 

Bardzo wysokie odczyty wskaźników koniunktury gospodarczej nie są jednak wystarczającym sygnałem przegrzania. W typowym cyklu taka bardzo dobra koniunktura z czasem spowoduje wzrost popytu do poziomu, który przełoży się na wystąpienie w gospodarce silnej presji cenowej. Dopiero taka presja powodująca wzrost cen czynników produkcji i wskaźników tempa inflacji jest zwykle powodem zwyżki stóp procentowych, która z czasem dławi wzrost gospodarczy a wcześniej powoduje bessę na rynku akcji.

Gdyby wyciągać wnioski jedynie na podstawie wyników sondaży ISM, to z taką silną i narastającą presją cenową nie mamy obecnie w USA do czynienia. O ile wskaźniki koniunktury – indeksy PMI dla sektora przetwórczego i NMI/PMI dla sektora usług – znalazły się w lipcu znacznie powyżej swoich średnich z okresu minionych 17 lat (ISM dla sektora usług liczony jest od lipca 1997 roku), o tyle wskaźniki tendencji cenowych („Prices”) dla obu działów gospodarki znajdują się albo dokładnie na poziomie średniej (ISM Manufacturing Prices) albo niewiele powyżej (ISM Non-manufacturing Prices). Ewidentnie na razie bardzo dobra koniunktura gospodarcze nie przekłada się zdaniem amerykańskich przedsiębiorców na nasilanie się presji na wzrost cen w gospodarce.

 

 

 

Próbując zintegrować wskazania 4 wspomnianych wskaźników w jeden syntetyczny indeks, który mógłby być wykorzystywany do oceny stanu przegrzania koniunktury w gospodarce USA, dodałem do siebie wartości indeksów ISM Manufacturing i ISM Non-manufacturing i od tej sumy odjąłem sumę ISM Manufacturing Prices i ISM Non-manufacturing Prices. W ten sposób poprawiająca się koniunktura przy spadającej presji cenowej powodować będzie wzrost wartości wskaźnika (zjawiska pożądane), a spadająca koniunktura gospodarcza przy nasilającej się presji cenowej przekładać się będzie na spadek wartości wskaźnika (zjawisko niepożądane). Rezultat można zobaczyć w górnej części poniższego rysunku.

 

 

Na wykresie S&P 500 zaznaczyłem kolorem czerwonym momenty, kiedy wspomniany wskaźnik spada do poziomu -35 pkt. lub niższego, którego osiągnięcie arbitralnie uznałem za ostrzeżenie przed zagrażającym rynkowi akcji przegrzaniem koniunktury objawiającym się presją cenową znacznie przekraczającą (w kategoriach sondaży ISM) poziom koniunktury gospodarczej.

Jak widać tak zdefiniowany sygnał ostrzegawczy pojawia się w marcu 2000 roku (czyli opublikowany został w pierwszym tygodniu kwietnia 2000), a więc kilka dni po bardzo ważnym szczycie ówczesnej hossy związanej z boomem w sektorach informatycznym i telekomunikacyjnym. Również nieznacznie spóźniony był sygnał z listopad 2007, który pojawił się ponad miesiąc po październikowym szczycie S&P 500 poprzedzającym późniejsze załamanie trwającej do marca 2009. Z kolei sygnał ostrzegający przed przegrzaniem koniunktury w 2011 roku pojawił się z prawie 3-miesięcznym wyprzedzeniem w stosunku do szczytu S&P 500 z końca kwietnia 2011. Te 3 sygnały można jednak ocenić wysoko jako wartościowe ostrzeżenia.

Znacznie gorzej jest z grupą sygnałów generowanych wielokrotnie w okresie kwiecień 2004-sierpień 2006. Co prawda mieliśmy wtedy do czynienia z wyraźnym spowolnieniem tempa wzrostu cen akcji w porównaniu do tego co działo się wcześniej i później (ja w tym okresie umieszczam cykliczną bessę w postaci fali „pędzącej”), ale z pewnością nie doszło wtedy do poważniejszego załamania cen akcji, na które można by liczyć obserwując zachowanie opisanego wskaźnika.

Niezależnie od tych zastrzeżeń widać, że w okresie minionych 17 lat 3 najpoważniejsze spadki S&P 500 (2000-2002, 2007-2009 i 2011) poprzedzone były takim sygnałem ostrzegawczym, którego obecnie brak. Można to potraktować jak argument za tym, że niezależnie od ogromnego potencjału realizacji zysków istniejącego na Wall Street „przegrzanie” koniunktury gospodarczej nie jest obecnie czymś, co mogłoby uruchomić poważniejsze spadki cen akcji na Wall Street (choć może się to zmienić w przyszłości).

Dodaj komentarz