Dług, deficyt i wybory

Na początku tego roku dług publiczny Polski spadł o 130 mld zł wskutek konfiskaty przez rząd połowy oszczędności emerytalnych zgromadzonych w OFE. Teoretycznie można było wtedy argumentować, że nic się wtedy istotnego nie wydarzyło: co prawda zniknęła część oszczędności obywateli, ale równocześnie o tą właśnie sumę spadł dług publiczny. Niestety od lutego do sierpnia dług publiczny wrócił na ścieżkę wzrostu zwiększając się w ciągu pół roku o 22 miliardów. Utrzymanie tego tempa w przyszłości oznaczałoby, że rządzące pokolenie „dzieci kwiatów (znanych również jako „baby boomers„) ukształtowane przez dzieciństwo i młodość spędzone w ustroju komunistycznym ma zamiar bez skrupułów przepuścić owe 130 mld zł czyli całość zabranych młodszemu pokoleniu oszczędności emerytalnych w ciągu zaledwie 3 lat:

 

 

Po lipcu wyglądało to naprawdę fatalnie z najwyższym od 3 lat 12-miesięcznym deficytem budżetu (-42,6 mld zł) i niepewnością co do skali rozpoczętego wiosną spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego, gospodarczych skutków agresji Rosji wobec Ukrainy i wprowadzanych sankcji gospodarczych.

Tymczasem w ciągu następnych 3 miesięcy 12-miesięczne saldo budżetu rządu skurczyło się niespodziewanie do 30 mld zł czyli najniższego poziomu od 2 lat (to mniej niż 2 proc. PKB):

 

 

Przyczyną ten nagłej zmiany był najsilniejszy w okresie minionych przynajmniej 18 lat spadek dynamiki wydatków rządu. W ciągu minionych 3 miesięcy średnia zmiana roczna wydatków budżetu wyniosła -14,2 proc. przy analogicznej średniej dynamice przychodów na minimalnie dodatnim poziomie +0,4 proc. (realnie jest to więcej, ze względu na trwającą rekordową deflację):

 

 

Nie bardzo potrafię wytłumaczyć to nagłe naciśnięcie przez rząd fiskalnego hamulca. Chciałoby się wierzyć, że oto nadszedł moment opamiętania i od tej pory fiskalna odpowiedzialność wynikająca z międzypokoleniowej solidarności w sytuacji rozpoczynającego się kryzysu demograficznego stanie się normą prowadzonej w naszym kraju polityki. 

Niestety za rok mamy wybory do Sejmu i Senatu, a tak się składa, że w przeszłości, czy to wskutek zbiegu okoliczności (mniej prawdopodobne), czy też celowej manipulacji kolejnych rządów (bardziej prawdopodobne) skala wydatków budżetu zawsze rosła w okresie poprzedzającym kolejne wybory:

 

 

12-miesięczne wydatki budżetu urosły przed wyborami z października 2011 o 15,9 mld zł, przed wyborami z października 2007 o 16 mld zł, przed wyborami z września 2005 o 20,9 mld zł a przed wyborami z września 2001 o 2,1 mld zł. Z tego punktu widzenia rządząca w 2001 roku AWS zachowała się najbardziej przyzwoicie i … sromotnie przegrała, chociaż odwrotne zachowanie SLD 4 lata później nie przyniosło mu sukcesu). 

Na podstawie tych doświadczeń można niestety obawiać się, że rząd przejdzie niebawem do „fiskalnej ofensywy” zwiększając w ciągu następnych 12 miesięcy wydatki o kilkanaście miliardów złotych, co nie pozwoli na zejście z wzrostowej ścieżki długu publicznego. 



Dodaj komentarz