Kryzysy i wojny

Na zakończonej w niedzielę konferencji krajowego Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych „Profesjonalny Inwestor” przedstawiłem w piątek prezentację zatytułowaną „Wojna, hossa na Wall Street i Chinageddon”. Sądząc po silnej reakcji kilku portali, który wzmianki na ten temat umieściły na pierwszych stronach, wątek wojenny poruszony w prezentacji wzbudził spore zainteresowanie w przeciwieństwie do hossy na Wall Street i Chinagedonnu. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo wolałbym być kojarzony w prognozami rynkowymi, ale wypada tezę postawioną na konferencji opisać i na blogu. 

Była ona bardzo prosta i da się ją zrekapitulować jednym zdaniem: „apogeum napięcia geopolitycznego skutkującego poważnym konfliktem militarnym wypada w mniej więcej 7 lat po giełdowym dołku związanym z pokoleniowym kryzysem gospodarczym”. Zilustrowałem ją trzema przykładami sprzed jednego, dwu i trzech pokoleń. 

Trzy pokolenia temu I Wojna Światowa wybuchła w lipcu 1914 roku w 6 lat i 8 miesięcy po dołku S&P 500 z listopada 1907 będącego giełdową kulminacją kryzysu finansowego zwanego „Paniką roku 1907„. Był po poważny kryzys (będący w dużej mierze kopią tego sprzed 6 lat), który stał się pretekstem do stworzenia w 1913 roku instytucji, która do dziś trzęsie światową gospodarką i rynkami czyli amerykańskiej Rezerwy Federalnej. 

Pokolenie później II Wojna Światowa wybuchła we wrześniu 1939 w 7 lat i 3 miesiące po dołku S&P 500 z czerwca 1932 będącego giełdową kulminacją „Wielkiego Kryzysu

Na podstawie tych dwóch przypadków można by sformułować hipotezę, że wojny światowe wybuchając w 6 lat 8 miesięcy-7 lat  3 miesiące po giełdowych dołkach pokoleniowych kryzysów finansowo-gospodarczych. 

Test tej hipotezy – gdyby ją ktoś  wtedy postawił – nadszedłby pomiędzy czerwcem 1981 a styczniem 1982, kiedy to miałaby wybuchnąć III Wojna Światowa. 

Na szczęście dla świata skończyło się tylko na Stanie Wojennym w Polsce wprowadzonym w grudniu 1981 czyli w 7 lat i 2 miesiące po dołku S&P 500 będącym kulminacją „Kryzysu naftowego”

Pierwotną hipotezę należy więc ewidentnie osłabić: „w 6 lat 8 miesięcy – 7 lat 3 miesiące po giełdowym dołku pokoleniowego kryzysu finansowego ktoś (czasami obcy czasami swój) napada raczej na Polskę, no chyba że na Serbię (ale wojna do nas i tak dochodzi).

Owe 6 lat 8 miesięcy – 7 lat i 3 miesiące to podwójny cykl Kitchina (czyli 2 razy 3 lata i 4 miesiące), który to cykl pozwoliłem sobie kiedyś stosownie ochrzcić mianem „cyklu 6,(66)”

Związek Wielkiego kryzysu z dojściem do władzy Hitlera i wybuchem wojny światowej jest oczywisty i omawiany w większości podręczników historii dotyczących tej tematyki.

Związek kryzysu naftowego lat 70-tych, który doprowadził do wzrostu stóp procentowych w USA do poziomu kilkunastu procent z kryzysem gospodarczym zadłużonego PRL (kartki na cukier wprowadzone zostały już w 1976 roku), powstaniem Solidarności, zawieszeniem przez władze komunistyczne obsługi długu zagranicznego pod koniec 1981 roku i wprowadzeniem Stanu Wojennego też chyba nie jest specjalnie kontrowersyjny. 

Nasza pamięć nie sięga do czasu Paniki roku 1907-ego, wiec w tym przypadku jej ewentualny związek z wybuchem I Wojny Światowej wymagałby dodatkowych badań. Osobiście jestem przekonany, że taki związek dałoby się wykazać – USA były już wtedy największą gospodarką świata, więc jej kryzys musiał mieć poważne reperkusje również w Europie. 

Dołek S&P 500 związany z ostatnim kryzysem, który rozegrał się – w ramach cyklu pokoleniowego  – w latach 2007-2009 wypadł w marcu 2009. 

Jak łatwo wyliczyć coś a la pierwsza I Wojna Światowa, II Wojna Światowa lub Stan Wojenny powinny rozpocząć się gdzieś tam w okolicach okresu listopad 2015-czerwiec 2016. 

Tak to wygląda na obrazkach:

 

 

 

Na powyższym wykresie pionowe przerywane linie wyznaczają momenty wybuchu konfliktu militarnego, a na poziomem osi znajduje się liczba sesji od giełdowego dna kryzysu. 

Oczywiście wizja wojny za rok-półtora nie jest specjalnie przyjemna. Można pocieszać się na wiele sposobów. Że to tylko nieprzyzwoita  zabawa historią. Że może znowu napadną na Serbię, a my się uchowamy. Że z XIX-wiecznymi kryzysami finansowymi niekoniecznie związać można w podobny sposób jak to uczyniłem wyżej jakieś poważne konflikty militarne. 

Ja osobiście pocieszam się tym, że jeśli prawdą jest, co mówią niektórzy, że USA mają stać się samowystarczalne pod względem zaopatrzenia w surowce energetyczne do końca tej dekady, to jedną z konsekwencji może być to, że kraj ten przestanie pełnić kosztowną rolę policjanta w rejonie Bliskiego Wschodu skąd pochodzi dużą część globalnej produkcji ropy naftowej. To zaś może otworzyć wrota do konfliktu, który wciągnie i regionalne potęgi – marzące o odzyskaniu dawno utraconej imperialnej chwały narody Persów, Arabów i Turków – i lokalnych graczy – dążących do własnego państwa Kurdów, broniących sprawowanej władzy Alawitów, walczących o przetrwanie jazydów czy chrześcijan. Dodajmy do tego interesy największych mocarstw (USA, UE, Chiny, Indie, Rosja), konflikt pomiędzy sunnitami i szyitami, dorzućmy salafitów z ISIS, wsadźmy jeszcze Izrael z jego atomowym arsenałem i otrzymamy wybuchowy koktajl, którym nawet chyba nie trzeba specjalnie potrząsać by wybuchnął.

Dla nas to pocieszenie, bo tym razem może pokryzysowy konflikt nie wybuchnie w Europie Środkowej (bo ta przestała być pępkiem świata, którym była w przeszłości), ale gdzieś daleko, a my pełnić będziemy rolę Argentyny z czasów II Wojny Światowej (no tylko trzeba jeszcze jakoś okiełznać Rosję). 

I jeszcze jedno pocieszenie: przy dzisiejszej demografii konflikty militarne powinny wybuchać raczej w krajach południa, gdzie ciągle jeszcze jest dużo młodych ludzi, a nie w naszych okolicach, gdzie młodzieży, którą można by rzucać do szturmów na okopy przeciwnika, jest coraz mniej. 

Jeśli ktoś się interesuje taką tematyką, to może zacząć np. od teorii cykli hegemonicznych George’a Modelskiego

Dla nas tutaj prognozowanie wojen to poboczne zajęcie a interesować nas powinno raczej zarabianie pieniędzy. Na zakończenie więc przykład jak pieniądze zarabiać można również na wojnie. Poniżej 3 piękne zwiastuny gry The War of Mine wyprodukowanej przez warszawskie 11 Bit Studios:

 

 

 

 

Gra zadebiutowała na serwisie Steam niecałe 2 tygodnie temu zbierając świetne recenzje i trafiając raczej niespodziewanie od razu na drugie miejsce pod względem sprzedaży

Kurs akcji notowanej na rynku New Connect spółki zareagował stosownie potwierdzając tym samym starą mądrość, że wojna bywa dla niektórych świetnym interesem:

 


 

 

 


Dodaj komentarz