Gdzie dołek EUR/USD?

W ostatnich dniach euro trafione zostało dwoma ciosami – najpierw rezygnacją SNB z próby utrzymania kursu EUR/CHF powyżej poziomu 1,20, a następnie oficjalnym ogłoszeniem przez ECB programu skupu aktywów wartego 60 mld euro rocznie i trwającego od marca tego roku do września roku przyszłego. W najbliższych dniach euro czeka jeszcze jedna przeszkoda do pokonania – wybory w Grecji będącej najsłabszym ogniwem strefy euro, a w dalszej perspektywie zapowiadane rozpoczęcie przez FED podnoszenia stóp procentowych. Cały czas tli się konflikt militarny na wschodniej Ukrainie, a więc nie tak daleko od granic strefy euro. Efektem oddziaływania tych czynników było zejście kurs EUR/USD na najniższy poziom od 2003 roku (1,12 wobec prawie 1,4 jeszcze w maju ub. r.).

Oczywiście prawie każdy ruch rynkowy się kiedyś kończy, więc i teraz można zastanawiać się, kiedy nastąpi kulminacja załamania kursu EUR/USD i kiedy rozpocznie się jakaś poważniejsza korekta wzrostowa. 

Trwający od maja spadek kursu euro względem dolara można porównać do trzech poprzednich z ostatnich lat:

 


 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie tych trzech ostatnich fal spadkowych sugeruje, że euro osłabło już za bardzo a korekta wzrostowa już powinna się była rozpocząć (w grudniu na poziomie 1,164):

 

 

W ciągu minionych 8 miesięcy kurs EUR/USD spadł o ponad 16 proc. W ostatnich latach podobne spadki zdarzyły się dwukrotnie: w 2008 roku podczas ostrej fazy kryzysu kredytów hipotecznych na świecie oraz w latach 2009-2010, gdy wyszły na jaw problemy Grecji, co rozpoczęło kryzys strefy euro:

 

 

Projekcja kursu EUR/USD zrobiona na podstawie tych 2 przypadków osiąga minimum na poziomie 1,115 za niecały miesiąc i również wchodzi w silną korektę wzrostową:

 

 

Dwie powyższe projekcje generalnie sugerują bliskość punktu zwrotnego na rynku EUR/USD. Główny problem z nimi polega jednak na tym, że stworzone zostały na podstawie ruchów EUR/USD z lat 2008-2014. Tymczasem wydaje się, że dla ostatniego zachowania dolara znacznie bardziej adekwatne są ruchy ze znacznie wcześniejszych okresów – czyli z dwu analogicznych do obecnej faz cyklu Kuznetsa (rozumianego tu jako cykl inwestycji w infrastrukturę służącą do poszukiwania, produkcji i transportu surowców). 

W takim ujęciu ostatnie załamanie się kursu EUR/USD to odpowiednik ruchów z lat 1996-1997 i 1980-1981 (pamiętamy historyczny rym igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 i Sochi w 2014 roku?). Oczywiście dane sprzed 1999 roku odnoszą się do kursu ECU. 

 

 

Uzyskana na tej podstawie tej analogii projekcja kursu EUR/USD (synchronizacja w szczytach EUR/USD) osiąga lokalne minimum dopiero za niecałe 2 miesiące na poziomie 1,074, a późniejsza ok. 10-miesięczna korekta wzrostowa dociera raptem do poziomu 1,14. Później silny trend spadkowy EUR/USD ulega wznowieniu (odpowiednik lat 1998-2000 i 1981-85) kulminując za 4 lata przy kursie niższym niż 0,8. Te „niecałe 2 miesiące” to marzec, kiedy to ECB ma rozpocząć „druk” euro. Wejście wtedy w euro byłoby zaiste kontrariańskim zagraniem. 

 

 

Do tej wywiedzionej z cyklu Kuznetsa analogii można podejść w nieco inny sposób synchronizując obecny i historyczne ruchy w momencie wychodzenia EUR/USD na wieloletnie minima:

 

 

Tu projekcja osiąga minimum za ok. 2 miesiące na poziomie 1,135 (czyli wyższym niż obecny) po czym koryguje się szybko do 1,227, a potem znowu spada do 0,82 przez następne 4 lata:

 

 

Te dwie „kuznetsowe” projekcje oparte na doświadczenia minionego pokolenia pokazują znacznie mniejszy potencjał wzrostowy EUR/USD niż te oparte na historii ostatnich lat.

Osobiście próbując wyciągnąć jakiś wspólny element z zachowania kursu po wybiciu w dół do wieloletniego minimum w 1981 roku i 1997 roku zakładam, że ewentualna korekta wzrostowa EUR/USD w którymś momencie wyjdzie powyżej poziomu dołka z 2010 roku (1,191) podobnie jak korekta z 1981 roku wyszła o 2,5 proc. powyżej minimum z 1976 roku, a korekta z lat 1997-1998 wyszła o 11,1 proc. powyżej dołka z 1994 roku. To dawałoby 1,22 jako cel ewentualnej korekty wzrostowej do osiągnięcia w przeciągu następnych kilkunastu miesięcy. 

Z jakiego poziomu warto podjąć w ciągu najbliższych 2 miesięcy próbę zagrania na zmianę trendu EUR/USD przy założeniu, że prędzej czy później poziom 1,22 zostanie osiągnięty? Najsłabsza z 4 powyższych projekcji dla EUR/USD spada w krótkoterminowej perspektywie do 1,074. Dzieląc standardowo przedział 1,074-1,22 na ćwiartki i uznając dolną za miejsce, gdzie potencjalna nagroda przewyższa ryzyko spadku ponadtrzykrotnie, otrzymujemy poziomy niższe niż 1,11 jako miejsce, gdzie warto podjąć ryzyko.

Oczywiście otwartą kwestią pozostaje czy gra na potencjalnie 10 proc. korekcyjny ruch w walutę, która ma być aktywnie „psuta” przez najbliższe półtora roku, ma wielki sens. 

Oczywiście nasuwa się pytanie co mogłoby być realną przyczyną takiej ewentualnej korekty? Moim zdaniem mogłaby nim być gra pod to, że FED zostanie w najbliższym czasie zmuszony przez wydarzenia rynkowe (spadek cen ropy naftowej, spadek dynamiki wskaźników inflacji, umocnienie dolara zagrażające koniunkturze w przemyśle USA) do kolejnego przesunięcia oczekiwanego terminu rozpoczęcia podwyższania stóp procentowych. Już teraz po raz pierwszy od 2 lat mamy do czynienia z sytuacją, w której to DAX wyszedł na nowe szczytu zostawiając S&P 500 w tyle, co może być sygnałem, że układ kursów walutowych zaczyna sprzyjać strefie euro. 

Drugim powodem korekty wzrostowej EUR/USD mogłoby być pojawienie się na świecie jakiegoś ogniska kryzysu, które zmusiłoby FED do aktywnej interwencji, tak jak upadek funduszu LTCM w 1998 roku zmusił FED niejako wbrew wcześniej deklarowanym intencjom od nieoczekiwanych obniżek stóp. Faktem jest, że w obu ostatnich cyklach Kuznetsa podobne do ostatniego wyłamanie się (syntetycznego) kursu EUR/USD do wieloletnich minimów związane z wejściem rynku surowców w okres „nadprodukcji” bezpośrednio poprzedzało takie kryzysy finansowe jak bankructwo PRL w 1981 roku, bankructwo Meksyku w 1982 roku, kryzys azjatycki w 1997 roku i kryzys rosyjski w 1998 roku. Na razie pierwszy efekt w postaci kryzysu rubla już się pojawił, ale gdyby historia miała się powtarzać, to nie byłby to koniec globalnych reperkusji wydarzeń z ostatnich miesięcy. 

 


Dodaj komentarz