Rekordowo słaby cykl prezydencki

W okresie minionych 80 lat 5-kwartalna stopa zwrotu z S&P 500 pomiędzy końcem III kw. drugiego roku po wyborach prezydenckich w USA a końcem roku przedwyborczego była zawsze dodatnia. W obecnym cyklu po pierwszych 12 miesiącach stosowania tej strategii spekulacyjnej jest ujemna. Co więcej 2,6 proc. utrata wartości S&P 500 pomiędzy 30 września 2014 a 30 września 2015 oznacza, że obecny cykl jest – po pierwszych 12 miesiącach od zakupu akcji – najsłabszym wśród 21 ostatnich. 

 

 

Zakładając, że wynikająca z „cyklu prezydenckiego” tendencja nadal jest aktualna, można obecną sytuację traktować jako swego rodzaju historyczną opcję put, czyli „gwarancję”, że S&P 500 na koniec grudnia jednak zamknie się powyżej poziomu z końca września ub. r. czyli powyżej 1972,3 pkt. W stosunku do środkowego zamknięcia oznaczałoby to wzrost o przynajmniej 2,7 proc. 

Na 20 ostatnich cykli prezydenckich ostatni kwartał roku przedwyborczego (takiego jak obecny) był wzrostowy 13-krotnie (maksymalnie o 16 proc., średnio +7,3 proc.; mediana +5,3 proc.). W trakcie 7 spadkowych kwartałów S&P 500 średnio tracił 5 proc. (mediana -2,6 proc., raz w IV kw. 1987 spadek był spektakularny -23,2 proc.). W rezultacie stosunek oczekiwanej wartości zysku do oczekiwanej wartości straty w IV kw. wynosi 2,72, czyli całkiem nieźle, chociaż bez rewelacji. 

Średnia zmiana wartości S&P 500 w IV kw. roku przedwyborczego wynosiła w okresie minionych 80 lat +3 proc. (mediana +4 proc.), co dawałoby oczekiwaną na koniec roku wartość S&P 500 w okolicach 1977,5 pkt. 

Szacunek ten jednak można podnieść uwzględniając fakt, że obecny rok to nie tylko – najlepszy z punktu widzenia cyklu prezydenckiego – rok przedwyborczy, ale również rok o dacie kończącej się 5-tką. Podobna konfiguracja – rok przedwyborczy będący zarazem najlepszym dla Wall Street rokiem dekady – zdarza się raz na 20 lat. Stopy zwrotu z S&P 500 w IV kw. 1995, 1975, 1955 i 1935 wyniosły odpowiednio +5,4 proc., +7,5 proc., +4,1 proc. i +16 proc. Średnio było to +8,3 proc. (mediana +6,5 proc.), co dawałoby S&P 500 na koniec roku na poziomie 2078,7 pkt. 

Trzeba jednak przyznać, że przebieg S&P 500 w obecnym cyklu wyraźnie odbiega in minus od tych sprzed 20, 40, 60 i 80 lat i raczej wątpliwe jest by w ciągu następnych 3 miesiący S&P 500 zdołał dorównać do historycznej normy.

 


Oczywiście ktoś ostrożny z faktu rekordowej słabości obecnego cyklu wyciągnie wniosek, że coś z tą prawidłowością jest nie tak. Taki wniosek byłby wzmocniony obserwacją, że wśród 5 cykli, w których stopy zwrotu były najsłabsze po pierwszych 12 miesiącach oprócz obecnego jest również cykl poprzedni. 4 lata temu 30 września 2011 roczna stopa zwrotu S&P 500 również tak jak obecnie była ujemna i wynosiła -0,9 proc. Wtedy „wszystko się dobrze skończyło”, bo w IV kw. 2011 S&P 500 zyskał +11,1 proc., co pozwoliło zamknąć całą 15-miesięczną operację zyskiem na poziomie +10,2 proc. Tak to wygląda w porównaniu do obecnego cyklu:

 



Słabość poprzedniego i obecnego cyklu można interpretować na przynajmniej dwa sposobny.  Albo „cykl prezydencki” systematycznie słabnie (być może zastosowanie komputerów do giełdowej spekulacji stopniowo powoduje zniszczenie tej statystycznej zależności) albo Barack Obama z jakichś względów „nie leży” amerykańskiemu rynkowi akcji. 

Inne słabe po pierwszych 12 miesiącach tego typu okresy to IV kw. 1938-III kw. 1939, IV kw., IV kw. 1946-III kw. 1947 oraz 1978-III kw. 1979. Nie potrafię wskazać tu jakichś wspólnych cech z obecnym i poprzednim cyklem. Teoretycznie 30 września 1939 można było słabość S&P 500 tłumaczyć faktem wybuchu II wojny światowej. Ale obecna sytuacja różni się od tej sprzed 76 lat zauważalnie – teraz rosyjskie wojska zamiast wschodniej Polski bombardowały we wrześniu Syrię.

W tych 3 nędznych po pierwszych 12 miesiącach cyklach ostatni kwartał był również słaby dając na S&P 500 stopy zwrotu -2,6 proc., +1,3 proc. oraz -1,3 proc. Uwzględniają +11,1 proc. z poprzedniego – również bardzo słabego po pierwszych 12-miesiącach cyklu – dostajemy średnią stopę zwrotu w IV kw. na poziomie +2,1 proc. (mediana równa zero), co nie wystarczyłoby do zapewnienia dodatniej stopy zwrotu z całej 5-kwartalnej operacji. Poniżej obecny cykl na tle tych 4 najsłabszych do tej pory po pierwszych 12 miesiącach:

 



Jak widać słabe 4/5 najlepszego z punktu widzenia cyklu prezydenckiego okresu na Wall Street nie musi oznaczać jakiegoś dramatu w przyszłości (powyższy wykres obejmuje mniej więcej 2 lata). Oczywiście pod warunkiem, że Niemcy nie napadną na Francję, bo wtedy nawet na Wall Street robi się nieprzyjemnie. Na szczęście z założenia, że żyjemy w odpowiedniku Belle Epoque wynika, że nie napadną przez jeszcze tak ze ćwierć wieku, więc wydaje się, że generalnie posiadacze amerykańskich akcji mogą raczej spać spokojnie. 


 

 


Dodaj komentarz