USA właśnie wyrównują swój rekord długości ożywienia gospodarczego.

Do tej pory najdłuższy okres ożywienia gospodarczego – okres pomiędzy kolejnymi formalnymi recesjami w gospodarce ogłaszanymi post factum przez National Bureau of Economic Research – w gospodarce USA trwał dokładnie 10 lat i rozegrał się pomiędzy marcem 1991 a lutym 2001 (USA zbierały wtedy globalne owoce swego zwycięstwa w Zimnej Wojnie). Obecne ożywienie gospodarcze w USA rozpoczęło się – zdaniem NBER – w czerwcu 2009 roku, a więc pod koniec bieżącego miesiąca wyrównany zostanie rekord z lat 90-tych.

Wszystko wskazuje na to, że niebawem będziemy świadkami ustanowienia przez gospodarkę USA nowego rekordu długości ożywienia gospodarczego. Na podstawie rocznych zmian indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej publikowanego przez Conference Board łatwo stworzyć sygnał, który w okresie minionego półwiecza poprawnie ostrzegał przed każdą gospodarczą recesją.

Obecna wartość tego wskaźnika jest zdecydowanie wyższa niż ten ostrzegający w przeszłości przed recesją próg, więc szanse na to, że w najbliższym czasie rozpocznie się w USA nowa recesja można chyba uznać za dosyć niewielkie.

Czyżby gospodarka USA dyskontowała już wypłatę przez Polskę reparacji wojennych?

Podsumowanie: bardzo wiele wskazuje na to, że obecne trwające od czerwca 2009 roku ożywienie w gospodarce USA, które na koniec maja wyrówna 10-letni rekord z lat 90-tych, osiągnie ostatecznie rekordową długość.

Trzeba się gotować na sprzedaż obligacji skarbowych

Na wczorajszej sesji rentowność 10-letnich obligacji rządu USA spadła na zamknięcie do nowego cyklicznego minimum (2,38 proc.). Oznacza to, że ci spekulanci, którzy pół roku temu obstawali globalny rynek obligacji skarbowych – „Zbliża się czas obligacji skarbowych” – nadal powinny być „zarobieni”. Nasuwa się pytanie, kiedy sprzedać obligacje skarbowe i zgodnie z logiką cyklu koniunkturalnego przenieść się z kapitałem na rynek akcji?

W trzech ostatnich cyklach Kitchina pomiędzy dołkiem cen akcji na rynkach wschodzących a dołkiem rentowności (szczytem cen) amerykańskich 10-latek upływało kolejno 2 miesiące (październik-grudzień 2008), 9 miesięcy (październik 2011-lipiec 2012) oraz 6 miesięcy (styczeń-lipiec 2016). To daje średnie opóźnienie wynoszące niecałe pół roku (mediana 6 miesięcy).

Zakładając, że dołek MSCI Emerging Markets Index z końca października ub. r. wytrzyma sugeruje to okres grudzień 2018-lipiec 2019 jako okres, w którym globalne ceny obligacji powinny osiągnąć swe cykliczne maksimum (rentowności cykliczny dołek). Mamy połowę maja, więc może spekulować, że na sprzedaż obligacji zostało co najwyżej ok. 2 miesiące (do lipca 2019).

Odnosząc opisane wczoraj sygnały na moim wskaźniku „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie do amerykańskiego rynku obligacji, widać jasno, że czas na sprzedaż obligacji skarbowych już właściwie minął.

Na podstawie doświadczeń z 6 ostatnich cykli można spekulować, że co najwyżej powtórzy się przypadek z 2012 roku, kiedy pomiędzy wspomnianym sygnałem (luty 2012) a dołkiem rentowności obligacji skarbowych w USA (lipiec 2012) minęło 5 miesięcy. Teraz taki sygnał pojawił się w marcu, co daje sierpień br. jako najpóźniejszy termin sprzedaży obligacji skarbowych.

Podsumowanie: rentowności 10-latek rządu USA wyszły w środę na nowe cykliczne minimum. Powyższe rozważania sugerują, że okres lipiec-sierpień br. to najpóźniejszy okres na sprzedaż obligacji skarbowych. Należy oczywiście pamiętać, że przebieg amerykańsko-chińskiej wojny handlowej może istotnie zaburzać występujące w przeszłości typowe zależności.

Kolejny wzrost wskaźnika „szerokości” wzrostu gospodarczego na świecie

Jak pisałem wczoraj w marcu indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla krajów OECD+BRIICS (czyli praktycznie dla świata) spadł po raz kolejny do prawie 10-letniego minimum. Podobne spadki tego wskaźnika do równie niskich poziomów z przeszłości generują projekcję MSCI World Index, która sugeruje wstrzymanie się z zakupami akcji przynajmniej do lipca br.

Równocześnie mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie oparty o dane OECD wzrósł w marcu po raz kolejny oddalając się od swego grudniowego dołka o 12 pkt. W przeszłości ten wskaźnik wyprzedzał zachowanie CLI dla OECD+BRIICS o średnio 5 miesięcy (współczynnik korelacji +0,77).

Jest jasne, że zachowanie mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie sugeruje, że lada moment „oficjalny” CLI dla OECD+BRIICS również minie swoje cykliczne minimum (być może nawet już to zrobił w marcu, o czym dowiemy się za miesiąc).

Może słowo wyjaśnienia jak działa ten mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie. Co miesiąc OECD publikuje Composite Leading Indicators (CLI) dla kilkudziesięciu swoich członków oraz dla szeregu innych ważnych gospodarek. Cześć z nich – np. CLI dla Polski – ciągle spadała w marcu:

… część z nich – np. CLI dla Australii – już dynamicznie wychodziła z dołka:

Mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie zlicza saldo CLI ustanawiających roczne maksima i roczne minima. Fakt, że rośnie od grudnia oznacza, że w coraz większej liczbie istotnych gospodarczo krajów na świecie CLI zachowują się bardziej jak ten dla Australii niż jak ten dla Polski.

Wzrost tego wskaźnika szerokości o przynajmniej 12 pkt. z istotnego dołka pojawiał się w każdym z 6 ostatnich cykli Kitchina. Zaznaczyłem podobne do marcowego sygnały na poniższym wykresie MSCI Emerging Markets Index:

Myślę, że nie ma nawet sensu robić projekcji trajektorii tego indeksu opartej na tych sygnałach. Jest jasne, że pojawiały się one zawsze już po dołku cyklicznej bessy na wschodzących rynkach akcji. Wydaje się, że jedyne na co można liczyć, to co najwyżej silna korekta w ramach nowej hossy taka jak ta z okresu marzec-czerwiec 2012 (patrz komentarz „Zbliża się dobra okazja do średnioterminowych zakupów polskich akcji?„).

Oczywiście uzasadnieniem dla ostatnich spadków jest ponowna eskalacja amerykańsko-chińskiej wojny handlowej. Jej kontynuacja sugerująca, że USA są zdeterminowane do doprowadzenia do Chinageddonu za wszelką cenę, stwarzałaby na tyle poważne zagrożenie dla światowego handlu, że opieranie się na historycznych precedensach zachowania wskaźników stawałoby się bardzo ryzykowane. Z drugiej strony możliwe jest, że warunki amerykańsko-chińskiego porozumienia handlowego są już uzgodnione a ostatnia eskalacja to jedynie teatr dla gawiedzi. Możliwe jednak też jest, że Amerykanie ponownie chcą przetestować relatywną odporność obu gospodarek – USA i Chin – na wojnę handlową i ponownie odpuszczą dopiero po tąpnięciu na swoich rynkach akcji podobnym do tego z grudnia.

Na zdrowy rozum administracja Trumpa będzie jednak chciała zawrzeć w najbliższym czasie jakieś w porozumienie z Chinami, które da szanse uniknięcia recesji w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie za 1,5 roku (co dałoby szanse na cykliczną zwyżkę cen akcji). Inna sprawa, że jest dosyć oczywiste, że kilka miesięcy po wyborach, czyli gdzieś wiosną 2021 porozumienie to zostanie przez Amerykanów zerwane i otrzymamy kolejną rundę amerykańsko-chińskich zmagań o globalną hegemonię (i kolejną cykliczną bessę na rynkach akcji).

Podsumowanie: mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie wzrósł po raz kolejny w marcu, co sugeruje, że ostatnie osłabienie na rynkach akcji jest jedynie pierwszą korektą w ramach rodzącej się cyklicznej hossy.

CLI dla OECD+BRIICS nadal spadał w marcu

W marcu argumentowałem, że moment w którym indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej (Composite Leading Indicators, CLI) dla krajów OECD+BRIICS zakręcał w górę po cyklicznym spadku był w przeszłości generalnie dobrym momentem do zakupów akcji. Równocześnie pokazałem, że mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej, o którym pisałem też wczoraj, wyprzedza CLI dla OECD+BRIICS o średnio 5 miesięcy. („Wskaźnik wyprzedzający wskaźników wyprzedzających OECD„), co sugeruje, że taki sygnał kupna pojawi się w maju o czym dowiemy się w połowie lipca.

OECD podał wczoraj dane na temat swoich wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla rożnych krajów świata za marzec. Sytuacja nie uległa zmianie: CLI dla krajów OECD+BRIICS spadł ponownie do nowego dołka, zaś mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie ponownie wzrósł. Tą ostatnią dobrą wiadomością zajmę się jutro, dziś zobaczmy kiedy w przeszłości CLI dla OECD+BRIICS spadał do tak niskich jak w marcu poziomów i co działo się później na globalnym rynku akcji.

Najpierw wykres Composite Leading Indicator dla krajów OECD+BRIICS.:

W okresie minionych prawie 50 lat do tak niskich jak w marcu poziomów wskaźnik ten spadał 6-krotnie (czerwiec 1974, listopada 1981, listopada 1990, czerwiec 1998, marzec 2001 i lipiec 2008). 5 z tych 6 sygnałów pojawiło się w okresie recesji w gospodarce USA (pionowe szare paski na powyższym obrazku; wyjątkiem był sygnał z 1998 roku).

Zaznaczmy sobie momenty publikacji tych sygnałów na wykresie MSCI World Index:

„Na oko” widać, że zwykle opłacało się z zakupami akcji trochę poczekać (wyjątkiem był sygnał z przełomu 1990 i 1991 roku).

Projekcja uzyskana przez uśrednienie 6 ścieżek MSCI World Index wokół tych sygnałów sugeruje, że z zakupami akcji poczekać należy orientacyjnie do okolic lipca (pierwsze dno) lub okolic przełomu września/października (drugie minimalnie niższe dno projekcji).

W rzeczywistości – jeśli uwzględnić trwający już wzrost mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie, który sugeruje, że już w maju CLI dla OECD+BRIICS zakręci w górę generując sygnał kupna taki jak w lutym 2009, listopadzie 2001, listopadzie 1998, lutym 1991, wrześniu 1982 i lutym 1975, dołek powinien wypaść wcześniej. Ale o tym jutro.

Oczywiście do wszystkich powyższych rozważań należy podchodzić ostrożnie, zdając sobie sprawę, że arbitralne decyzje rządów USA i Chin mogą obecnie silnie zakłócać typowe prawidłowości.

Podsumowanie: indeks wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla krajów OECD+BRIICS nadal spadał w marcu i znalazł się na najniższym poziomie od prawie dekady. Projekcja ścieżki MSCI World Index oparta na 6 historycznych precedensach spadku tego wskaźnika do równie niskiego co w marcu poziomu sugeruje, że z zakupami akcji (i sprzedażą obligacji i dolarów) można się wstrzymać przynajmniej do lipca, ale kolejny wzrost mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie sugeruje, że cykliczny dołek CLI dla OECD+BRIICS jest już bardzo blisko (wypadnie w kwietniu? ale o tym jutro).

Sprzeczne sygnały na temat globalnej koniunktury gospodarczej

Na początku maja traktowałem kwietniowy spadek wartości mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej w krajach Unii Europejskiej do nowego wieloletniego minimum jako argument za przedłużeniem cyklicznego spowolnienia gospodarczego w polskiej gospodarce („To chyba nie koniec spowolnienia gospodarczego„). Zobaczmy ten wskaźnik na tle dynamiki PKB w Polsce jeszcze raz:

„Niestety”, jeśli do oceny perspektyw koniunktury gospodarczej stosuje się wiele różnych narzędzi, to mogą zdarzyć się sytuacje, w których wskazania różnych narzędzi są ze sobą sprzeczne. Z taką sytuacją mam do czynienia obecnie: mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej w krajach OECD (a więc w szerszym uniwersum niż kraje UE), zanotował w lutym 4-ty z rzędu miesięczny wzrost.

Zachowanie tego wskaźnika sugeruje, że negatywny wpływ słabnącej globalnej koniunktury gospodarczej na polską gospodarkę osiągnie apogeum w maju-czerwcu b.r., a od początku III kw. br. rozwój sytuacji w gospodarcze światowej zacznie wpływać pozytywnie na sytuację gospodarczą w naszym kraju.

Być może ta rozbieżność wynika z różnicy zachowania zastosowanych narzędzi – wskaźników ESI dla krajów UE i wskaźników CLI dla krajów OECD.

Oczywiście można też argumentować, że być może nie ma tu wielkiej sprzeczności: koniunktura w krajach rozwiniętych jako całości może okazać się w przyszłości lepsza niż w krajach UE, które dłużej przebywać będą w fazie spowolnienia.

No i prawdą jest, że w kontekście arbitralnych decyzji rządu USA w sprawie ceł nakładanych na chińskie towary, wskazania tych wskaźników wyprzedzających globalnej koniunktury gospodarczej mogą się po prostu nie potwierdzić.

Tak czy siak mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej w krajach OECD wzrósł z wrześniowo-październikowego (przynajmniej 2-letniego) dołka o 9 punktów. Taki sygnał pojawiał się w każdym z 6 poprzednich cykli Kitchina. Daty poprzednich podobnych do lutowego sygnałów to czerwiec 2016, styczeń 2012, luty 2009, sierpień 2005, wrzesień 2001 oraz grudzień 1998. Jutro przedstawię w tym miejscy oparte o te daty projekcje dla zmiany rocznej PKB w naszym kraju i dla WIG-u.

Podsumowanie: mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej w krajach OECD wzrósł w lutym po raz 4-ty z rzędu wychodząc na poziom o 9 pkt. wyższy od wrześniowo-październikowego dołka. Taki sygnał pojawiał się w każdym z 6 poprzednich cykli Kitchina poprawie identyfikując bliskość początku fazy ożywienia gospodarczego.

40 miesięcy minęło jak jeden dzień…

Jeden z czytelników bloga zwrócił mi uwagę, że jego nazwa – „Know Future” – źle brzmi po angielski i jest po prostu błędna: poprawnie powinno być „Know the Future”. Ponieważ jednak jestem przywiązany do gry słów „Know Future”/”No Future”:

… to zmieniłem nazwę bloga na „k(No)w Future. Mam nadzieję, że w tej formie jest mniej rażąca dla przyzwyczajonego do poprawnej angielskiej gramatyki ucha.

Chyba trzeba uznać, że moja ostatnia próba zmierzenia się z cyklem 20-tygodniowym na rynkach akcji zakończyła się w listopadzie porażką („Okolice dołka cyklu 20-tygodniowego„). Sparzony tym niepowodzeniem jestem więc obecnie raczej ostrożny z wyciąganiem mocnych wniosków, ale roboczo proponuję przyjąć, że ówczesny cykl 20-tygodniowy uległ wydłużeniu i zamiast pod koniec listopada osiągnął swe minimum pod koniec grudnia. Przy takiej interpretacji rozpisanie cykli 20-tygodniowych w obecnym cyklu Kitchina wyglądałoby tak:

Ponieważ w moim modelu w jednym średnio 40-miesięcznym cyklu Kitchina mieści się 8 cykli 20-tygodniowych, to szukając inspiracji dla interpretacji obecnej sytuacji należy cofnąć się w czasie o 8 cykli 20-tygodniowych, co oznacza, że ostatni grudniowy dołek cen akcji należy utożsamiać z minimum z 25 sierpnia 2015.

Dla tego utożsamienia można nawet znaleźć dodatkowe uzasadnienie: w ciągu ostatnich lat 6-sesyjny spadek S&P 500 o ponad 9 proc. zdarzył się w grudniu ub. r. a poprzednio właśnie w sierpniu 2015 (kulminował wtedy ówczesnych krach na chińskim rynku akcji).

To oznacza, że obecnie Wall Street powinna być w podobnej sytuacji do tej w ok. 4,5 miesiąca od dołka z 25 sierpnia, czyli do sytuacji ze stycznia 2016.

Tak się składa, że styczeń 2016 był 40 miesięcy temu. To typowa długość cyklu Kitchina generującego fazy hossa-bessa na rynku akcji.

Pomiędzy dołkami z 25 sierpnia 2-15 i 24 grudnia 2018, które chcę utożsamiać upłynęło 1217 dni, co daje średnio 152,1 dzień na cykl 20-tygodniowy. Odłożenie tej odległości od 24 grudnia 2018 daje 25 maja b.r. jako oczekiwany termin domniemanego ostatniego cyklu 20-tygodniowego w obecnym cyklu Kitchina.

Na koniec zsynchronizujmy sobie na S&P 500 dołki z 25 sierpnia 2015 i 24 grudnia 2018. Na oko wygląda to mniej więcej tak:

Tutaj dołek wypada za 24 sesje (ale na początku 2016 roku polski rynek akcji ustanowił dno bessy 3 tygodnie wcześniej).

Oczywiście należy zdawać sobie sprawę, że rynki sterowane „tłitami” Trumpa mogą wybrać zupełnie inną ścieżkę niż ta sugerowana powyżej.

Podsumowanie: możliwa do zaproponowania analogia obecnej sytuacji do tej sprzed 40 miesięcy ze stycznia 2018 sugeruje okolice połowy czerwca jako dobry moment za zakup akcji. Średnia długość cyklu 20-tygodniowego w ramach obecnego cyklu Kitchina sugeruje wcześniejszą datę dołka – okolice 25 maja.

Zbliża się połowa cyklu 6,(66)-letniego na WIG-u

Wczorajszy wniosek:

z przedstawionych w ostatnich miesiącach historycznych analogii wynika, że główne indeksy krajowego rynku akcji powinny w ciągu najbliższego miesiąca ustanowić ważny średnioterminowy dołek

… sugerował „ostateczne” minimum cen akcji w tym cyklu Kitchina w maju-czerwcu.

Inne narzędzie, o którym pisałem w tym miejscu w marcu („Pozycja WIG-u 20 w ramach cyklu 6,(66)-letniego„) sugeruje nieco późniejszy termin dołka. Przypomnijmy sobie o co chodzi.

Cyklem 6,(66)-letnim nazwałem swego czasy podwójny cykl Kitchina (2×40 miesięcy = 6,(66) lat). Ostatni dołek tego cyklu wypadł na GPW w styczniu 2016 czyli 40 miesięcy temu.

Ponieważ w historii GPW mieszczą się tylko 4 dołki tego cyklu: 28 marca 1995, 3 października 2001, 17 lutego 2009 i 20 stycznia 2016, to średnia długość cyklu Kitchina wydłuża się tu do 41,6 miesiąca, co sugeruje, że następnego dołka cyklu Kitchina – wypadający w połowie cyklu 6,(66)-letniego – powinno się szukać dopiero w okolicach 10 lipca br.

Taki dołek byłby odpowiednikiem minimów WIG-u 20 z października 1998:

… maja 2005:

… i maja 2012:

Uśrednienie ścieżek WIG-u 20 w ramach 3 poprzednich cyklu 6,(66)-letnich sugeruje „ostateczny” dołek w lipcu i późniejszą cykliczną hossę na GPW do końca 2020 roku:

Nawiasem mówiąc cofając się o średnią długość cyklu 6,(66)-letniego na GPW z dołka z marca 1995 trafilibyśmy kolejno na kwiecień 1988, maj 1981, czerwiec 1974 i czerwiec 1967, które to daty – mocno naciągając rzeczywistość – można by identyfikować z kluczowymi dołkami na Wall Street z grudnia 1987, sierpnia 1982, października 1974 i października 1966.

Podsumowanie: projekcja trajektorii WIG-u 20 w ramach obecnego cyklu 6,(66)-letniego rozpoczętego w styczniu 2016 oparta na przebiegu 3 poprzednich takich cykli (1995-2001-2009-2016) sugeruje kluczowe średnioterminowe minimum tego indeksu w lipcu br.

Zbliża się dobra okazja do średnioterminowych zakupów polskich akcji?

Przypomnijmy sobie dziś propozycje dla naszego rynku akcji z niedawnej przeszłości, które jakoś tam w miarę się sprawdziły.

W listopadzie w komentarzu zatytułowanym „Dwa wachlarze” zaproponowałem analogię ówczesnej sytuacji na WIG-u 20 do tej ze stycznia 2012. Ta analogia wygląda obecnie tak:

W tej analogii mieliśmy być wtedy o 4-5 miesięcy od dołka cyklu Kitchina, który miał zostać osiągnięty po jeszcze jednym ruchu spadkowym. Średnia długość cyklu Kitchina to 40 miesięcy (3 lata i 4 miesiące), poprzedni dołek cyklu Kitchina na WIG-u 20 wypadł w styczniu 2016, więc następnego można było oczekiwać w okolicach maja br. Mamy maj i mamy jakiś spadek (czy ostatni, to się okaże).

Analogia z – tym razem już lutym/marcem 2012 – wróciła w komentarzu z lutego br. zatytułowanym „Stopa rezerw obowiązkowych w Chinach a giełda polska”. Towarzyszyły jej analogie z grudniem 2008 i kwietniem 2016.

Z każdej z tych analogii z nich wynikało, że polskie akcje należy kupić na dłużej za 2-3 miesiące po jeszcze jednej fali spadkowej.

W marcu – „Najlepszy sentyment krajowych inwestorów indywidualnych od stycznia 2018” – dla ówczesnego zachowania Indeksu Nastrojów Indywidualnych SII udało mi się znaleźć jeden precedens – z marca 2012.

7 lat temu WIG-20 ustanowił najniższe zamknięcie w ówczesnym cyklu Kitchina 24 maja, a WIG 5 czerwca.

Podsumowanie: z przedstawionych w ostatnich miesiącach historycznych analogii wynika, że główne indeksy krajowego rynku akcji powinny w ciągu najbliższego miesiąca ustanowić ważny średnioterminowy dołek.

„Szerokość” koniunktury gospodarczej w UE nie potwierdziła ostatnich wzrostów cen akcji w Europie

W tym roku ceny akcji w Europie zanotowały najsilniejszy od 4 lat 4-miesięczny wzrost. Wartość MSCI Europe Index (w lokalnych walutach) wróciła do poziomu oporu, od którego odbijała się w okresie minionych 20 lat już 4-krotnie. Przełamanie tego oporu otworzyłoby drogę do wielkiej hossy, ale oczywiście w obecnych warunkach takie przełamanie byłoby wielką niespodzianką.

Spadek mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej w UE do nowych wieloletnich dołków w kwietniu nie potwierdził tej ostatniej zwyżki cen akcji („To chyba nie koniec spowolnienia gospodarczego„). W przeszłości zachowanie tego wskaźnika wykazywało najwyższą wartość współczynnika korelacji (+0,62) przy średnio 2-miesięcznym wyprzedzeniu w stosunku do rocznej dynamiki MSCI Europe Index (LC).

Podsumowanie: mój oparty na zachowaniu ESI (Economic Sentiment Indicator) w 25 krajach UE wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej w UE na razie nie potwierdził tegorocznej zwyżki cen akcji w Europie. W przeszłości wskaźnik ten wyprzedzał roczną zmianę MSCI Europe Index (w lokalnych walutach) o średnio 2 miesiące.

Amerykanie odzyskali odwagę

Powrót groźby podniesienia amerykańskich ceł na chińskie towary warte 200 mld dolarów z 10 proc. na 25 proc. (oraz sugestia, że cłami mogłyby zostać obłożone kolejne grupy towarów) świadczy moim zdaniem o tym, że Amerykanie odzyskali nieco pewności siebie mocno nadwątlonej po szoku jakim był najgorszy od czasu Wielkiej Depresji grudzień na Wall Street i późniejsze pojawienie się na tamtejszym rynku inwersji krzywej rentowności.

Moim zdaniem były dwa główne powody tego nawrotu buńczuczności administracji USA. Po pierwsze w kwietniu stopa bezrobocia w USA spadła do najniższego poziomu od 1969 roku (3,6 proc.). Taki rozwój wydarzeń był wcześniej sugerowany przez kwietniowy spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do 50-letniego minimum (patrz również „Czy zachowanie stopy bezrobocia w USA może ostrzec przed recesją?„).

Co prawda w okresie minionego półwiecza zdarzyło się raz (w 1973 roku), że formalna recesja (szare pionowe paski na powyższym obrazku) zaczęła się raptem miesiąc po ustanowieniu przez wysokość stopy bezrobocia w USA nowego cyklicznego dołka, ale jednak mediana odległości czasowej pomiędzy ostatnim cyklicznym minimum wysokości stopy bezrobocia a początkiem recesji wynosiła 11 miesięcy (a średnia 13 miesięcy). A przecież nie mamy pewności, że stopa bezrobocia w USA nie będzie nadal spadać. Z pewnością bardzo niska wysokość stopy bezrobocia w USA będzie wytwarzać napięcia inflacyjne, ale od tego do początku recesji jest jeszcze daleko.

Drugim powodem przypływu śmiałości w negocjacjach z Chinami, który wykazał w ostatnich dniach Donald Trump, było zachowanie rynku akcji w USA. W ciągu 86 sesji od wigilijnego dołka S&P 500 wzrósł o ponad 25 proc. W ciągu minionych 2 pokoleń podobne ruchy zdarzyły się wcześniej jedynie 7-krotnie. W każdym z tych 7 przypadków początek recesji w gospodarce USA odległy był od takiego sygnału o przynajmniej 26 miesięcy (a zwykle znacznie więcej; patrz również „Cuda na Wall Street„).

Podsumowanie: wydaje się, że silny w ostatnich miesiącach rynek pracy w USA i silny tamtejszy rynek akcji przywróciły trochę pewności siebie administracji Stanów Zjednoczonych, co skłoniło ją do ponownego zaostrzenia kursu wobec Chin.