Miesiąc: Lipiec 2019

Świece zostały rzucone: errata

Niektórzy komentatorzy zdradzają już objawy zniecierpliwienia moją ostatnią świeczkową manią, ale czuję się zmuszony znowu poruszyć ten temat. Popełniłem mianowicie błąd i dziękuję panu „wider_swider” za zwrócenie mi na niego uwagi:

„Co do 6 spadkowych świec dziennych to 3 miesiące temu było chyba nawet 7.”

Tak naprawdę byłem świadomy tego błędu, ale sądziłem, że nie wpłynie on na liczbę sygnałów analizowanych wczoraj. Błąd polega na tym, że Macrobond upiera się by uwzględniać jako dni sesyjne różne dni świąteczne, podczas których notowania się nie odbywają. A przynajmniej ja nie umiem go zmusić do pomijania takich dni. W efekcie moja formuła zliczania kolejnych czarnych spadkowych świec zawodzi, gdy w trakcie takiej sekwencji pojawi się dzień świąteczny.

Muszę zaraz pędzić na jakieś spotkanie, więc nie zdążyłem napisać formuły, który będzie ten czynnik uwzględniać. Częściowo na piechotę szukałem epizodów historycznych podczas których WIG-20 spadał czarnymi świecami 7 sesji z rzędu tak jak ostatnio. Znalazłem dwa: 28 maja-8 czerwca 2015 oraz 29 kwietnia-9 maja 2019.

Jak widać raczej nic z nich nie wynika, bo w pierwszym przypadku taka sekwencja 7 czarnych spadkowych świec rozpoczynała falę C ówczesnej cyklicznej bessy, zaś przypadek sprzed 3 miesięcy poprzedzał o 4 sesje początek silnego odbicia indeksu w górę.

Gdy wymyślę formułę radzącą sobie z problemem dni świątecznych, to sprawdzę, co takie długie sekwencje spadkowych sesji z czarnymi świecami oznaczały w przeszłości na głównych indeksach rynków zagranicznych (to znaczy już to sprawdziłem wykorzystując wadliwą formułę; wniosek dla danych z ostatniego pokolenia na podstawie doświadczeń S&P 500: kluczowy dołek za 30 sesji, na podstawie DAX – kluczowy dołek za 33 sesji, na podstawie Nikkei – kluczowy dołek za 104 sesje).

Podsumowanie: WIG-u 20 spadł we wtorek 7-tą czarną świecą, co w przeszłości zdarzyło się – o ile nie popełniłem znowu błędu – jedynie dwukrotnie: takie sekwencje kulminowały 8 czerwca 2015 oraz 9 maja 2019.

Świece zostały rzucone: zmiana planów

Mój plan na ten tydzień dla WIG-u 20 posypał się już pierwszego dnia, więc wypada się do tego odnieść tym bardziej, że rozbieżność rzeczywistości z przedstawioną wczoraj projekcją sama jest interesującym sygnałem. Otóż na poniedziałkowej sesji WIG-20 po raz szósty z rzędu spadł robiąc świecę o czarnym korpusie. W przeszłości tak uporczywa seria czarnych spadkowych świec zdarzyła się tylko raz – pomiędzy 20 a 27 kwietnia 2016.

Synchronizacja obu epizodów daje nam nową projekcję:

Co ciekawe 39 miesięcy temu 27 kwietnia 2012, kiedy pojawił się taki sygnał jak wczoraj rynek był w już w trakcie korekty kulminującej 2 miesiące później referendum w sprawie Brexitu w Wielkiej Brytanii. Obecnie jesteśmy – jak wszystko na to wskazuje na 3 miesiące przed samym Brexitem.

Skoro już jestem przy WIG-u 20, to warto też wskazać na inny sygnał, który również pojawił się dopiero po raz drugi w historii. Jest nim rozgrywający się w przeciągu nie więcej niż 4 miesięcy wzrost salda INI SII o ponad 71 pkt. proc. Taki jak czwartkowy sygnał pojawił się wcześniej 15 marca 2012.

Synchronizacja obu epizodów daje następującą projekcję dla WIG-u 20 na następne 3 miesiące.

Co ciekawe w tym przypadku ówczesny spadek kulminował na WIG-u 20 pod koniec maja 2012 w apogeum lęków przed Eurogeddonem, czyli podobnie jak w 2012 roku powodem korekty były niepokoje związane z europejskim systemem finansowo-politycznym.

W obu przypadkach i w 2012 i w 2016 roku podczas takiego spadku WIG-20 testował poprzedni dołek bessy, a następnie wchodził w cykliczną hossę. Zgodnie z tymi analogiami podobnego wydarzenia można oczekiwać za 2-2,5 miesiąca w związku z faktycznym Brexitem, który może nastąpić 31 października.

Podsumowanie: 6 czarnych spadkowych świec na WIG-u 20 zdarzyło się wcześniej jedynie pomiędzy 20 a 27 kwietnia 2016 a więc na 2 miesiące przed ważnym dołkiem indeksu po referendum w sprawie Brexitu. Podobnie wzrost salda INI SII o ponad 71 pkt. proc. rozgrywający się w ciągu nie więcej niż 4 miesięcy zdarzył się wcześniej jedynie raz – przed 15 marca 2012 na ok. 2,5 miesiąca przed ważnym dołkiem w apogeum lęków przed Eurogeddonem. Te analogie sugerują test minimów bessy pod koniec września/w pierwszej połowie października br. i późniejsze nadejście cyklicznego wzrostu cen akcji na GPW.

Świece zostały rzucone: miłe złego początki

Wniosek z doświadczeń minionego tygodnia jest następujący: nie jest sztuką znaleźć „żyłę złota”, sztuką jest ją rozpoznać. W poprzedni poniedziałek kwękałem na uzyskaną projekcję WIG-u 20, że:

„Ma (…) nierealistycznie czarne świece, co czyni ją trochę podejrzaną (…)”

Tymczasem wszystkie świecie były w minionym tygodniu „czarne” (zamknięcie poniżej otwarcia):

… więc gdybym uzyskany rezultat potraktował poważnie, to powinienem był napisać, że sugeruje on strategię polegającą na otwieraniu na otwarciu każdej sesji krótkiej pozycji i zamykaniu jej na koniec dnia.

Jak to mówią komentatorzy giełdowi „niewykorzystane sytuacje się mszczą”, więc pewnie teraz przydarzy się seria wielu projekcji całkowicie błędnych.

Ale bawmy się dalej. Narzuca się zdefiniowanie obecnej sytuacji jako „5 kolejnych czarnych świec na 5 kolejnych spadkowych sesjach”. Losowo taka sekwencja powinna pojawiać się mniej więcej raz na 4 lata. W rzeczywistości od 2002 roku pojawiła się po raz 20-ty, czyli widać, że w praktyce taki układ występuje częściej.

Tym razem nie będę zbytnio kombinował i ograniczę się do takich sekwencji rozgrywających się od poniedziałku do piątku. Co prawda nie jest jasne, czy przyroda zna się na dniach tygodniach, ale zaryzykuję. Liczba wcześniejszych sygnałów takich jak piątkowych spadła do trzech (chociaż statystycznie powinien pojawiać się jeden raz na ok. 20 lat).

Przyjrzyjmy się im z bliska:

Cechy wspólne tych epizodów? Moim zdaniem:

  1. świeca o białym korpusie w poniedziałek
  2. świeca o czarnym korpusie we wtorek
  3. otwarcie w środę, otwarcie w czwartek, zamknięcie w czwartek i otwarcie w piątek poniżej zamknięcia z poprzedniego piątku

Oto projekcja świec w tym tygodniu oparta o te 3 precedensy:

Czyli dziś wzrost i biała świeca, a potem już z górki na pazurki.

Ponieważ ostatnia krótkoterminowa projekcja wartości WIG-u 20 oparta na zachowaniu INI SII, którą tu 3 tygodnie temu przedstawiłem spada, a w poprzedni czwartek sentyment znowu się poprawił redukując liczbą historycznych precedensów dla obecnej sytuacji do jednego (18 lipca 2019=15 marca 2012), to zgodność pomiędzy tymi dwiema projekcjami czyni obecną sytuację potencjalnie interesującą z praktycznego punktu widzenia.

Oczywiście jest jasne, że o zachowaniu rynków w tym tygodniu zadecydują wyniki posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w USA, które odbędzie się we wtorek i środę, bo jednak nie da się ukryć, że FED ma znacznie większą moc niż wszystkie moje projekcje do kupy. Jeśli FED w środę spłata jakiegoś psikusa, to osoby próbujące dziś złapać krótką pozycję mogą się nadziać w drugiej połowie tygodnia na przykrą niespodziankę.

Podsumowanie: w tym tygodniu moja projekcja dla WIG-20 sugeruje wzrost białą świecą w poniedziałek i późniejszy spadek. Żeby tylko FED chciał współpracować z tą projekcją i nie wyskoczył w środę z jakimś odebranym pozytywnie przez rynku akcji pomysłem.

Realna rentowność 5-latek najniżej od 1996 roku

Wzrost rocznej dynamiki najpopularniejszego wskaźnika inflacji pieniądza czyli CPI do najwyższego poziomu od 6,5 lat czyli 2,6 proc. w czerwcu („Hu hu ha hu hu ha nasza inflacja zła„) w połączeniu z trwającą cykliczną hossą na krajowym rynku obligacji („Zbliża się czas obligacji skarbowych„), która sprowadziła ich rentowności do najniższych poziomów od 4,5 lat:

… spowodował zejście realnej rentowności obligacji do głęboko ujemnych wartości:

Obecna realna (po odjęciu tempa inflacji) rentowność 5-letnich obligacji polskiego rządu spadła do najniższego poziomu od końca 1996 roku.

W 1997 rozegrał się kryzys azjatycki, który zepchnął w dół dynamikę wskaźników inflacji na świecie i podniósł w górę rentowności obligacji na rynkach wschodzących, w efekcie prowadząc do dramatycznego wzrostu realnej wysokości krajowych długoterminowych stóp procentowych.

Trwająca od jesieni obligacyjna hossa jest zrozumiała z punktu widzenia schematu rotacji aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego w gospodarce, ale jedyny scenariusz uzasadniający aż tak silne zachowanie rynku obligacji skarbowych, który przychodzi mi do głowy, to Chinageddon, który pociągając za sobą silną dewaluację juana dałby światu silny impuls deflacyjny – eksportowane przez Chiny na rynki światowe towary by potaniały ponownie dławiąc dynamikę inflacji na świecie. Jeśli Chinageddonu nie będzie w tym roku, a Chińczycy się porozumieją z Amerykanami – choćby tylko na czas potrzebny Trumpowi do reelekcji – m.in. w sprawie umocnienia juana (które byłoby inflacyjne dla reszty świata; patrz „Chiny a giełda polska„), to obecna sytuacja na rynkach obligacji stanie się nie do utrzymania.

Podsumowanie: rentowność 5-letnich obligacji polskiego rządu pomniejszona o roczną dynamikę CPI była ostatnio tak niska jak obecnie w 1996 roku.

Realna wysokość stopy procentowej RPP najbardziej ujemna od 24 lat

RPP nie zmienia wysokości swojej stopy referencyjnej (1,5 proc.) od ponad 4 lat, a tymczasem roczna zmiana głównego wskaźnika tempa inflacji (CPI) wzrosła w czerwcu do najwyższego poziomu od 6,5 roku (2,6 proc.; „Hu hu ha hu hu ha nasza inflacja zła„).

W efekcie realna wysokość stopy RPP spadła do nowego 24-letniego minimum (-1,1 pkt. proc.) poniżej poprzedniego dołka z listopada 2017 (-1 pkt. proc.). Ostatni raz realne stopy naszego banku centralnego były równie ujemne w maju 1995 roku.

Tak niska realna wysokość stóp procentowych oznacza, że w okresie minionego roku trzymanie pieniędzy na rynku pieniężnym czy w bankowych depozytach przyniosło straty.

Powinno to wywoływać odwrót posiadaczy oszczędności od bankowych depozytów i być może trwający od kwietnia lekki spadek rocznej dynamiki przyrostu agregatu pieniężnego M2 (gotówka w obiegu + bankowe depozyty) to początek takiego procesu.

Różnica rocznego tempa wzrostu ilości „gorącego” pieniądza a polskiej gospodarce (M1, gotówka w obiegu + depozyty na żądanie) i rocznego tempa wzrostu M2 (M1+depozyty terminowe) lekko rośnie od lutego, co może sugerować, że proces odwrotu od depozytów terminowych już trwa.

Podsumowanie: realne stopy RPP/NBP są obecnie najniższe od 1995 roku.

Układ kalendarza przyczyną słabych wyników polskiej gospodarki w czerwcu

W czerwcu roczna dynamika produkcji przemysłowej w naszym kraju załamała się do najniższego poziomu od prawie 3 lat (-2,7 proc.), ale jest jasne, że jest to artefakt wywołany mniejszą w tym roku o 2 dni liczbą dni roboczych w tym miesiącu w porównaniu do poprzedniego roku. W okresie minionej prawie dekady niższe niż czerwcowy odczyty dynamiki produkcji – wrzesień 2012, grudzień 2012 i lipiec 2016 – zawsze pojawiały się w miesiącach z mniejszą niż rok wcześniej o 2 liczbą dni roboczych.

Z tego względu również spadku rocznej zmiany produkcji budowlano-montażowej do ujemnych wartości (-0,7 proc.) nie można traktować dosłownie.

Po uwzględnieniu dynamiki sprzedaży detalicznej (+3,7 proc.):

… mój prosty model dynamiki PKB zachował się oczywiście fatalnie:

… ale z wymienionego powyżej powodu nie można tego traktować dosłownie.

Lipiec br. będzie miał dla odmiany jeden dzień roboczy więcej niż lipiec 2018, więc wartość modelu znowu skoczy w górę tak jak w podobnej sytuacji w maju.

Moja projekcja rocznej dynamiki PKB w naszym kraju oparta na doświadczeniach 5 poprzednich cyklu zalicza jeszcze jedną fazę osłabienia pomiędzy lipcem br. a lutym/majem 2020, ale na razie trudno ocenić, czy to się potwierdzi.

Można spekulować, że 6,5-letni rekord tempa inflacji pieniądza w naszym kraju ustanowiony w czerwcu może spowodować pogłębienia spowolnienia gospodarczego (droższych towarów i usług można kupić mniej za daną sumę pieniędzy). W tym sensie polska gospodarka uległaby w najbliższych kwartałach „zatruciu jadem kiełbasianym” (chodzi o kiełbasę wyborczą). Ale tym tematem zajmę się w jednym z najbliższych komentarzy.

Podsumowanie: ze względu na mniejszą o 2 liczbę dni roboczych w czerwcu br. w porównaniu do poprzedniego roku fatalnych wyników polskiej gospodarki w poprzednim miesiącu nie należy traktować dosłownie.

Hu hu ha hu hu ha nasza inflacja zła

W maju zmiana roczna CPI w naszym kraju wzrosła do najwyższego poziomu od 6 lat i 7 miesięcy (+2,6 proc.). W przeszłości takie maksima rocznego tempa tego wskaźnika inflacji w naszym kraju pojawiały się jedynie 2-krotnie: w lipcu 2008 oraz w maju 2011.

Nanieśmy sobie te sygnały na wykres WIG-u:

To tylko dwa historyczne precedensy, ale ciekawe, że w obu przypadkach zachowanie WIG-u (na danych miesięcznych) było identyczne: 4 miesięce spadku, 1 miesiąc wzrostu i 2 miesiące spadku kończącego cykliczną bessę (w odpowiednio lutym 2009 i grudniu 2011).

Podsumowanie: cykliczna hossa na rynku obligacji trwa już 9 miesięcy, wiec nieuchronnie zbliża się następna faza cyklu koniunkturalnego, czyli ta, w której najlepiej radzą sobie akcje, ale przedstawione historyczne precedensy wychodzenia dynamiki CPI w naszym kraju na najwyższy poziom od 6 lat i 7 miesięcy (lipiec 2008 i maj 2011) sugerują, że być może z początkiem agresywnego wejścia w polskie akcje warto się wstrzymać do października, bo do tego czasu akcje nie powinny uciec na północ, a być może jeszcze raz cofną się na południe.

Świece zostały rzucone: nie lubię wtorku

Macrobond zaproponował mi dwukrotne podniesienie opłaty za licencję swego produktu. Doszedłem do wniosku, że bezrobotnego analityka nie stać na takie drogie hobby, więc im podziękowałem. Od października więc mój blog straci znacznie na wartości, bo pewnie nie będzie mi się chciało ręcznie wyszukiwać i obrabiać danych makroekonomicznych, co bez odpowiedniego narzędzia zajmowałoby bardzo dużo czasu. Przy okazji, jeśli ktoś dysponuje kilkoma nudzącymi się programistami sprawnymi w oprogramowywaniu hurtowni danych, to proponuję rozważyć pomysł zrobienia „pluginu” do najpopularniejszych na świecie programów do analizy technicznej udostępniającego dane makro z całego świata. No chyba, że już ktoś to już zrobił, ale osobiście się z takim produktem – zapewne możliwym do zrobienia rozsądnym kosztem i zapewne użytecznym – przy odpowiedniej cenie – dla choćby promila z milionów aktywnych na świecie spekulantów – jeszcze nie spotkałem.

Powstałą lukę będę pewnie wypełniał w większym niż do tej pory stopniu rozważaniami opartymi o analizę techniczną, bo dostęp do cen instrumentów finansowych jest znacznie prostszy. Mając to na uwadze być może będę kontynuował ostatnią tradycję poniedziałkowej zabawy świeczkami na WIG-u 20.

Zgodnie z sugestią wynikającą z ubiegłotygodniowej projekcji WIG-20 szarpnął się w górę, chociaż zrobił to z opóźnieniem, a czas na wzrosty już się – w tej projekcji – skończył.

Popatrzmy jednak czy na świeczkach z ostatnich sesji pojawiły się jakieś charakterystyczne znaki.

Ja przede wszystkim widzę klasyczne objęcie hossy na przedostatniej sesji startujące z 20-sesyjnego minimum. Takich sygnałów było wcześniej od 2002 roku 18.

Trochę za dużo jak na mój gust, więc dodajmy sobie dodatkowe kryteria: biała wzrostowa świeca na ostatniej sesji. Zostało 8 sygnałów:

Jak widać taki układ pojawiał się i w super dołkach (maj 2005, październik 2005, lipiec 2009, czerwiec 2017), podczas korekt w bessie (lipiec i sierpień 2008) czy tuż po ważnym szczycie (styczeń 2013). Widać, że w dłuższym terminie takie jak ostatnio zachowanie indeksu raczej nic konkretnego nie znaczy, co nie jest chyba zaskoczeniem. Ale mnie interesuje raczej bardzo krótki termin najbliższych kilku sesji, bo od dłuższego horyzontu można zastosować inne narzędzia choćby dane na temat sentymentu krajowych inwestorów indywidualnych („Szczęśliwy jak polski inwestor indywidualny„).

Dodajmy więc jeszcze jedno ograniczenie: na ostatniej sesji WIG-20 wychodzi na 11-sesyjne maksimum.

Ups! Na sitku nic nie zostało, więc poluzujmy to ostatnie kryterium do 7-sesyjnego maksimum.

Zostało 5 przypadków: 3 super-dołki i dwie korekty w wielkiej bessie. Nie podoba mi się jednak tak duża rozbieżność („będzie deszcz, no chyba żeby była piękna pogoda”). Zastąpmy więc ostatnio dodane kryterium innym: „WIG-20 notuje najwyższy 2-sesyjny wzrost od miesiąca”.

Co ciekawe mimo zmiany kryterium powtórzyły się 4 sygnały (odpadł ten z czerwca 2017) i zrobiło się już zupełne 50/50: mamy dwa super-dołki i dwie próby korekty przed krachem.

No cóż, nie każde wbicie szpadla w ziemię przez poszukiwacza złota kończy się znalezieniem wielkiej żyły.

Ale przyjrzyjmy się tego, co się w tych 4 przypadkach, wydarzyło w ciągu następnych 5 sesji.

Jedyna wspólna cecha tych epizodów, którą zauważyłem, to pewne tendencja do robienia maksimum we wtorek i późniejszego cofania się indeksu (choćby tylko na 1 sesję jak w lipcu 2009).

Zrobiłem sobie na podstawie tych 4 przypadków projekcję świec na WIG-u 20 w tym tygodniu.

Ma co prawda nierealistycznie czarne świecie, co czyni ją trochę podejrzaną, ale gdyby potraktować ją jako wskazówkę, to można by sądzić, że do czwartku wsparciem dla indeksu będzie zamknięcie z piątku (2344 pkt.), a najwyższy poziom indeksu zostanie osiągnięty we wtorek.

W sumie odrzucony przeze mnie z ostatecznej analizy 5-ty sygnał (ten z czerwca 2017 przy uwzględnieniu 7-sesyjnego maksimum na ostatniej sesji), też sugeruje wtorkowy szczyt:

…, może więc coś w tym jest?

Podsumowanie: lokalny szczyt WIG-u 20 we wtorek?

A teraz coś z zupełnie innej beczki

Zwykle dzielę się w tym miejscu swoimi mniej lub bardziej oryginalnymi przemyśleniami na temat szeroko rozumianych perspektyw cen różnych klas instrumentów finansowych i koniunktury gospodarczej w naszym kraju i na świecie. Dziś zrobię wyjątek i ograniczę się do zachęcenia Państwa do przeczytania umieszczonego dziś przez Coryllusa na jego blogu tekstu profesora Krzysztofa Ostaszewskiego. Ten tekst jest w dłuższym terminie więcej wart niż kilkadziesiąt moich codziennych spekulacji. Oto on:

Spiskowa teoria ubezpieczeń, czyli Imperium tylko dla zuchwałych

Zachęcam do lektury.

Bitcoin jako solid?

W moich niedawnych rozważaniach nad długością czegoś, co nazwałem „cyklem cywilizacyjnym” (cyklem upadków cywilizacji na terenie Europy połączoną z częściową lub całkowitą wymianą ludności; „2128 – rok w którym upadł Londyn„) oszacowałem orientacyjną długość tego cyklu na 1652 lata. Łatwo obliczyć, że 2019 roku to odpowiednik 367 roku po Chrystusie. W imperium rzymskim panował wtedy względny spokój, ale już za 10 lat miał się rozpocząć wielki kryzys migracyjny, wywołany przez Gotów uciekających z terenów obecnej Ukrainy przed nadciągającymi ze wschodu Hunami.

Selekcja Gotów podczas przekraczania Dunaju była okrutna – na pastwę Hunów zostawiono słabych, starych i schorowanych. Ci, którzy przekroczyli rzekę, mieli mieć skonfiskowaną broń, jednak urzędnicy rzymscy zostali przekupieni i broń została w rękach Wizygotów.
Już rok później południowy brzeg Dunaju został dotknięty niewyobrażalnym głodem, a Rzym nie zapewnił Wizygotom ani obiecanych ziem, ani pożywienia – Goci zgromadzeni zostali na terenach tymczasowego przesiedlenia. Zboża wystarczyło tylko dla rzymskiego garnizonu, więc Wizygoci zmuszeni byli głodować. Zaproponowano im jednak ponurą alternatywę – handlowanie dziećmi za psie mięso. Kiedy Fritigern poprosił Walensa o pomoc, ten odpowiedział mu, że jego ludzie mogliby znaleźć pożywienie i handlować w odległym mieście Marcjanopola. Nie mając innego wyboru, Wizygoci odbyli długi marsz śmierci przez Bałkany, grzebiąc chorych i starych po drodze. Kiedy w końcu dotarli do Marcjanopola, garnizon miejski odmówił im wstępu.
Zdesperowani Wizygoci zdecydowali się na bunt. Zaczęli łupić rzymskie miasta i niszczyć garnizony. Walens, który właśnie wrócił z wojny z Persją, natknął się na wojska Wizygotów pod Adrianopolem. 9 sierpnia 378 rozpoczęła się bitwa. Kierując się fałszywymi przesłankami, Walens nie miał pojęcia o prawdziwej liczebności Wizygotów. Germanie, wykorzystując sierpniowe upały, podpalili pole walki i otoczyli rzymską piechotę, dokonując na niej prawdziwej masakry. W trakcie bitwy zginął sam cesarz.


Ten kryzys migracyjny był wstępem do upadku Cesarstwa Rzymskiego na zachodzie, który nastąpił 100 lat później.

Inne rozumowanie sugeruje jednak, że obecna sytuacja „zachodniej cywilizacji” bardziej przypomina nie tą z IV wieku naszej ery, ale wcześniejszą o stulecie. Popatrzmy na wykres siły nabywczej dolara w okresie minionych ponad 200 lat:

A teraz porównajmy to z wykresem historii zawartości srebra w rzymskich denarach:

Ta drastyczna utrata wartości przez rzymski pieniądz była elementem szerszego procesu, który późniejsi historycy określili mianem „kryzysu wieku III„.

Ten kryzys został przełamany reformami Konstantyna Wielkiego, które przedłużyły żywot imperium o kolejne 100 lat. Konstantyn był pierwszym cesarzem, który przeszedł na chrześcijaństwo. Jak znam życie, to celem wprowadzenia nowej „taniej” religii, było umożliwienie rabunku świątyń pogańskich (które w starożytności pełniły również funkcje banków). Umożliwiło to reformę monetarną i zastąpienie upadłego denara nową złotą monetą – solidem, który stał się stabilną walutą Cesarstwa (później już tylko jego wschodniej części) na następne setki lat.

Przyszło mi do głowy, że powstanie Bitcoina i innych kryptowalut to pierwsze zapowiedzi rosnącego zmęczenia społeczeństw trwającą wielką inflacją dotychczas obowiązującej formy pieniądza i pojawiającej się potrzeby znalezienia pieniądza, który gwarantowałby zachowanie wartości w czasie.

BTC spełniał tę rolę do tej pory o wiele za dobrze:

… co paradoksalnie zapewne utrudni jego popularyzację, ale być może jest on tylko pierwszą jaskółką zbliżającej się reformy monetarnej, która zakończy trwający okres wielkiej inflacji kontrolowanego przez rządy papierowego pieniądza, a nowy „solid” będzie miał formę kryptowaluty.

Podsumowanie: być może wielką inflację trwającą od czasu rozpoczęcia postępującego stopniowo od I wojny światowej oderwania obowiązującej formy papierowego pieniądza od kruszcowej kotwicy zakończy reforma monetarna analogiczna do tej przeprowadzonej przez cesarza Konstantyna w pierwszej połowie IV wieku po Chrystusie, ale tym razem nowy stabilny pieniądz będzie miał postać odpowiednio zaprojektowanej kryptowaluty.