Miesiąc: Lipiec 2019

Bitcoin jako solid?

W moich niedawnych rozważaniach nad długością czegoś, co nazwałem „cyklem cywilizacyjnym” (cyklem upadków cywilizacji na terenie Europy połączoną z częściową lub całkowitą wymianą ludności; „2128 – rok w którym upadł Londyn„) oszacowałem orientacyjną długość tego cyklu na 1652 lata. Łatwo obliczyć, że 2019 roku to odpowiednik 367 roku po Chrystusie. W imperium rzymskim panował wtedy względny spokój, ale już za 10 lat miał się rozpocząć wielki kryzys migracyjny, wywołany przez Gotów uciekających z terenów obecnej Ukrainy przed nadciągającymi ze wschodu Hunami.

Selekcja Gotów podczas przekraczania Dunaju była okrutna – na pastwę Hunów zostawiono słabych, starych i schorowanych. Ci, którzy przekroczyli rzekę, mieli mieć skonfiskowaną broń, jednak urzędnicy rzymscy zostali przekupieni i broń została w rękach Wizygotów.
Już rok później południowy brzeg Dunaju został dotknięty niewyobrażalnym głodem, a Rzym nie zapewnił Wizygotom ani obiecanych ziem, ani pożywienia – Goci zgromadzeni zostali na terenach tymczasowego przesiedlenia. Zboża wystarczyło tylko dla rzymskiego garnizonu, więc Wizygoci zmuszeni byli głodować. Zaproponowano im jednak ponurą alternatywę – handlowanie dziećmi za psie mięso. Kiedy Fritigern poprosił Walensa o pomoc, ten odpowiedział mu, że jego ludzie mogliby znaleźć pożywienie i handlować w odległym mieście Marcjanopola. Nie mając innego wyboru, Wizygoci odbyli długi marsz śmierci przez Bałkany, grzebiąc chorych i starych po drodze. Kiedy w końcu dotarli do Marcjanopola, garnizon miejski odmówił im wstępu.
Zdesperowani Wizygoci zdecydowali się na bunt. Zaczęli łupić rzymskie miasta i niszczyć garnizony. Walens, który właśnie wrócił z wojny z Persją, natknął się na wojska Wizygotów pod Adrianopolem. 9 sierpnia 378 rozpoczęła się bitwa. Kierując się fałszywymi przesłankami, Walens nie miał pojęcia o prawdziwej liczebności Wizygotów. Germanie, wykorzystując sierpniowe upały, podpalili pole walki i otoczyli rzymską piechotę, dokonując na niej prawdziwej masakry. W trakcie bitwy zginął sam cesarz.


Ten kryzys migracyjny był wstępem do upadku Cesarstwa Rzymskiego na zachodzie, który nastąpił 100 lat później.

Inne rozumowanie sugeruje jednak, że obecna sytuacja „zachodniej cywilizacji” bardziej przypomina nie tą z IV wieku naszej ery, ale wcześniejszą o stulecie. Popatrzmy na wykres siły nabywczej dolara w okresie minionych ponad 200 lat:

A teraz porównajmy to z wykresem historii zawartości srebra w rzymskich denarach:

Ta drastyczna utrata wartości przez rzymski pieniądz była elementem szerszego procesu, który późniejsi historycy określili mianem „kryzysu wieku III„.

Ten kryzys został przełamany reformami Konstantyna Wielkiego, które przedłużyły żywot imperium o kolejne 100 lat. Konstantyn był pierwszym cesarzem, który przeszedł na chrześcijaństwo. Jak znam życie, to celem wprowadzenia nowej „taniej” religii, było umożliwienie rabunku świątyń pogańskich (które w starożytności pełniły również funkcje banków). Umożliwiło to reformę monetarną i zastąpienie upadłego denara nową złotą monetą – solidem, który stał się stabilną walutą Cesarstwa (później już tylko jego wschodniej części) na następne setki lat.

Przyszło mi do głowy, że powstanie Bitcoina i innych kryptowalut to pierwsze zapowiedzi rosnącego zmęczenia społeczeństw trwającą wielką inflacją dotychczas obowiązującej formy pieniądza i pojawiającej się potrzeby znalezienia pieniądza, który gwarantowałby zachowanie wartości w czasie.

BTC spełniał tę rolę do tej pory o wiele za dobrze:

… co paradoksalnie zapewne utrudni jego popularyzację, ale być może jest on tylko pierwszą jaskółką zbliżającej się reformy monetarnej, która zakończy trwający okres wielkiej inflacji kontrolowanego przez rządy papierowego pieniądza, a nowy „solid” będzie miał formę kryptowaluty.

Podsumowanie: być może wielką inflację trwającą od czasu rozpoczęcia postępującego stopniowo od I wojny światowej oderwania obowiązującej formy papierowego pieniądza od kruszcowej kotwicy zakończy reforma monetarna analogiczna do tej przeprowadzonej przez cesarza Konstantyna w pierwszej połowie IV wieku po Chrystusie, ale tym razem nowy stabilny pieniądz będzie miał postać odpowiednio zaprojektowanej kryptowaluty.

Czy kanarek znów próbuje coś zakomunikować posiadaczom akcji?

W ciągu minionych 3 tygodni kurs Bitcoina wobec dolara spadł o ponad jedną czwartą. Poniżej uaktualniona wersja obrazka z ubiegłego tygodnia („Kanarek wyfrunął z Polski„):

Zgodnie z moją „kanarkową” koncepcją kryptowalut (patrz „Zdechł kanarek„, „Kanarek znowu dostał zadyszki„) ostatnie – najsilniejsze od jesieni ub. r. – spadki kursu Bitcoina mogą być znaczące dla posiadaczy akcji.

Ponad 1,5 roku temu ważny szczyt na BTC poprzedził ważny szczyt na S&P 500 o 41 dni. Ponad pół roku temu ważny dołek na BTC wyprzedził ważny dołek na S&P 500 o 9 dni. Obecnie od szczytu BTC minęło już 21 dni.

W innym ujęciu: w ciągu minionych 7 sesji kurs BTC względem dolara spadł o ponad 24 proc. Taki sygnał pojawiał się po raz pierwszy ostatnio 23 grudnia 2017 oraz 20 listopada 2018.

Zaznaczmy sobie te daty na wykresie S&P 500:

W pierwszym przypadku S&P 500 zakończył wzrost i rozpoczął 10 proc. spadek 34 dni później, w drugim przypadku amerykański indeks przestał rosnąć i zaczął 16 proc. spadek 13 dni później.

Posumowanie: spadek kursu BTC/USD o ponad jedną czwartą w stosunku do poziomu szczytu sprzed 3 tygodni wydaje się stanowić ostrzeżenie dla posiadaczy akcji przed zbliżającą się korektą na S&P 500 (bazując na precedensach z grudnia 2017 i listopada 2018 o 10-16 proc. ze szczytu za 13-34 sesji).

S&P 500 trojcu nie lubit’

W piątek rano straszyłem zabobonnych inwestorów analogiami historycznymi z 1929 rokiem i 1987 rokiem, kiedy to S&P 500 po raz pierwszy przekraczał poziomy odpowiednio 30 pkt. i 300 pkt. („Dziś coś dla miłośników numerologii„). Tego samego dnia wartość S&P 500 po raz pierwszy w historii przekroczyła 3000 pkt. Na stooq.pl można znaleźć zrekonstruowaną historię S&P 500 sięgającą aż 1789 roku, więc postanowiłem sprawdzić, czy zachowanie tego indeksu po przejściu poziomu 3 pkt. przypominało w jakiś sposób wydarzenia, które następowały po osiągnięciu 30 pkt. i 3000 pkt.


Po raz pierwszy w historii ta rekonstrukcja S&P 500 znalazła się powyżej poziomu 3 pkt. w maju 1833 roku (dostępne są tylko dane miesięczne). Osiągnęła wtedy szczyt w lipcu 1833 (3,11 pkt.) a następnie spadła do marca-kwietnia 1834 o 18,3 proc. (gdybyśmy mieli dane dzienne spadek byłby zapewne większy, chociaż raczej nie tak duży jak jesienią 1929 i jesienią 1987; potem nastąpił wzrost do 3,88 pkt. w sierpniu 1835, a później nadeszła depresja – 7-letni spadek o 71 proc.).

Czyli po przekroczeniu przez S&P 500 poziomu 3 pkt. akcje należało sprzedać w lipcu:

… po osiągnięciu 30 pkt. we wrześniu:

… a po przejściu 300 pkt. w sierpniu:

Czy ta „klątwa przedniej trójki” znowu zadziała po dojściu do 3000 pkt.?

A kto to może wiedzieć?

Podsumowanie: wyjściem wartości S&P 500 po raz pierwszy powyżej 3-krotności potęgi dziesiątki można straszyć niegrzecznych inwestorów.

Świece zostały rzucone: electric boogaloo

Skoro przed tygodniem „świece zostały rzucone„, to wypada pociągnąć temat. Na razie koncepcja – WIG-20 zanim spadnie, tak jak to sugeruje moja projekcja oparta na zachowaniu INI SII („Szczęśliwy jak polski inwestor indywidualny„), wykona – jak w styczniu 2002 – jeszcze ruch powrotny do przełamanej linii 2-miesięcznego trendu wzrostowego – nie za bardzo się sprawdza.

Dziś powinien wypaść szczyt takiego ruchu powrotnego, ale do tej pory rynek marudził przy dołkach. Okropnie naciągając całą koncepcję można próbować dać rynkowi jeszcze kolejne 5 sesji czasu. Można to próbować uzasadniać faktem, że S&P 500 właśnie pokonał po raz pierwszy w historii poziom 3000 pkt. („Dziś coś dla miłośników numerologii„), a na horyzoncie mamy pod koniec lipca obniżkę stóp FED.

Ale spróbujmy na zachowanie WIG-u 20 na ostatnich sesjach spojrzeć świeżym okiem.

Co my tu mamy? Znowu objęcie bessy na piątkowej sesji. Przez objęcie bessy rozumiem świecę, której otwarcie jest powyżej maksimum z otwarcia i zamknięcia dnia poprzedniego, a zamknięcie jest poniżej minimum z otwarcia i zamknięcia dnia poprzedniego. Czyli korpus danej świeczki obejmuje ciało świeczki poprzedniej. Prawdę mówiąc terminologii japońskich świec uczyłem się ze 20 lat temu i prawie wszystko poza podstawowymi terminami już zapomniałem, więc moje określenia mogą się różnić od standardowych, ale mam nadzieję, że wszystko jest jasne.

Ale to oczywiście nic nam nie daje, bo takich sytuacji w przeszłości było mnóstwo:

Teoretycznie można by zaprząc komputer do sprawdzenia jak się statystycznie zachowywał indeks po takiej świecy, ale na razie nie komplikujmy spraw.

Dodajmy do tego kryterium (objęcie bessy) jakieś dodatkowe, by zmniejszyć liczbę sygnałów. Jak dla mnie to cechą charakterystyczną ostatnich notowań są dwa relatywnie długie górne knoty na przedostatniej i przedprzedostatniej świecy. Dodajmy więc takie kryterium.

Sygnałów już jest mniej, ale i ciągle za dużo, by się bawić w ręczne analizowanie poszczególnych przypadków.

Długo myślałem, nad dodaniem kolejnego kryterium – co jest niebezpiecznym sygnałem, bo sugeruje, że uzyskany efekt niekoniecznie jest naturalny, a może być rezultatem nieświadomej manipulacji z mojej strony – i zdecydowałem się na taki warunek: dwa objęcia bessy w ciągu 7 sesji.

Czyli ostatecznie mój opis ostatnich wydarzeń na WIG-u 20 brzmi tak: „po dwóch świecach z relatywnie długimi górnymi knotami pojawia się drugie w ciągu 7 sesji objęcie bessy.”

Liczba sygnałów spadła do łatwiejszej do ogarnięcia przez ludzki umysł liczby 3:

Przyjrzyjmy się z bliska tym trzem historycznym przypadkom i obecnej sytuacji.

Co ciekawe znów pojawił się nasz stary znajomy czyli styczeń 2002, mimo że tydzień temu kryteria wyszukiwania podobnych do obecnego układów świec z przeszłości były inne. Poza tym pojawił się 22 grudnia 2008 (przed ostatnią falą spadkową Wielkiej Bessy) oraz 29 marca 2010 (przed „Flash Crash-em”).

Czy rzeczywiście zachowanie WIG-u 20 podczas tych 3 historycznych epizodów jest podobne do ostatniego? Pewnie to zależy od tego, kto patrzy. Ich cechą wspólną jest spadek w krótkoterminowej perspektywie następnych 8-13 tygodni (co zgadza się z projekcjami uzyskanymi na podstawie INI SII). Na bardzo krótką metę (najbliższe sesje) bywa różnie: najwyższy poziom zamknięcia w stosunku do odpowiednika sesji z minionego piątku osiągany jest w odpowiednio 3, 6 lub 10 sesji później.

Projekcja wartości WIG-u 20 uzyskana na podstawie tych 3 wyłuskanych z mroków historii precedensów spada do września, ale wcześniej robi jeszcze jeden kilkusesesyjny wzrost.

Podsumowanie: przedstawiona powyżej zabawa świeczkami nie powinna być traktowana przesadnie poważnie (tym bardziej, ze sugerowany przez nią bardzo krótkoterminowy (3-10 sesji) wzrost stoi w sprzeczności z krótkoterminowymi (najbliższe tygodnie) projekcjami opartymi na sentymencie krajowych inwestorów indywidualnych). Odważniejsze pozycje na rynku należy raczej otwierać, kiedy narzędzia operujące na różnych horyzontach czasowych pokazują to samo. W tym sensie sytuacja stałaby się potencjalnie interesująca z praktycznego punktu widzenia, gdyby WIG-20 zdobył się na taki kilkusesyjny podryg w górę.

Dziś coś dla miłośników numerologii

Czasami wątpliwe metody analizy dają przez przypadek w miarę poprawne rezultaty. Tak było z moim tekstem sprzed prawie 5 lat: „2-ka z przodu dobrze, 3-ka niedobrze„. „Analizowałem” w nim zachowanie S&P 500 po przekraczaniu „okrągłych” poziomów. Dla 10, 100 i 1000 pkt obrazek wyglądał tak:

… i płynął z niego wniosek, że w każdym z 3 przypadków, zanim S&P 500 osiągał poziom odpowiednio 20, 200 czy 2000 pkt. najpierw zaliczał silną pokoleniową bessę.

Ówczesny tekst pisałem, gdy S&P 500 po raz pierwszy w historii zamknął się powyżej poziomu 2000 pkt. Tu wniosek brzmiał następująco:

„W oby przypadkach zachowanie S&P 500 później było podobne. W oby przypadkach następował dalszy wzrost o +59-68 proc. do odpowiednio 31,83 pkt. we wrześniu 1929 i 336,7 pkt. w sierpniu 1987 trwający 16-21 miesięcy. Potem nadchodził krach -86,2 proc. w jednym przypadku lub i -33,5 proc. w drugim przypadku.


Jeśli więc drogi Czytelniku tych słów przywiązujesz do numerologii dużą wagę, to zaprawdę powiadam Ci: nie lękaj się osiąganych po raz pierwszy zdublowanych potęg 10-tki na S&P 500, boć zawżdy niegroźne une som, a wprost przeciwnie na podstawie dawnych dziejów możesz imaginować sobie, że pomiędzy grudniem 2015 a majem 2016 obaczysz jeszcze S&P 500 gdziesik w okolicy 3183-3367 pkt., zaś dopiero potem nadejdzie skaranie boskie w postaci spadku o 33,5-86,2 proc.Innymi słowy: dwójka z przodu – poszczęści Ci się na Wall Street, trójka z przodu – przygotuj się na Armageddon.”

Ta wróżba – jak to wróżby mają w zwyczaju – nie sprawdziła się o tyle, że nie tylko pomiędzy grudniem 2015 a majem 2016 S&P 500 nie osiągnął przedziału 3183-3367 pkt. (maksymalnie było 2130 pkt.), ale nie doszedł do tych poziomów do tej pory.

No ale jednak wzrósł o te 50 proc. bez większego spadku po drodze., bo wczoraj zamknął się na rekordowym poziomie 2999,91 pkt.

Daje to pretekst to ponownego sprawdzenia, co działo się na Wall Street po tym, jak wartość S&P 500 przekraczała 3-krotności potęg 10-tki czyli 30 pkt. :

… i 300 pkt. :

W obu przypadkach za te śmiałe loty powyżej trzykrotności potęgi 10-tki indeks płacił w okresie sierpień/wrzesień – październik/listopad spadkiem o ponad 30 proc. Były to 2 z 6 największych 2-miesięcznych spadków w historii indeksu (pozostałe zdarzyły się w podczas Wielkiej Depresji w latach 1930 i 1931, w 1937 i po upadku Lehman Brothers w 2008 roku).

Czy taki scenariusz po ewentualnym przekroczeniu przez S&P 500 kolejnego tego typu poziomu czyli 3000 pkt. jest możliwy obecnie? No cóż, USA i Chiny grają ze sobą od ubiegłego roku w cykora:

Gra w cykora (w literaturze występuje również jako gra w tchórzajastrząb-gołąb lub dylemat kurczaków) – model niekooperacyjnej gry o sumie niezerowej, w której najwięcej można zyskać lub stracić, wybierając strategię konfrontacyjną. Strategia pokojowa natomiast chroni wprawdzie przed największą stratą, ale nie przynosi też żadnej nagrody.

Klasyczną postać tej gry opisuje przykład:

Dwie osoby wsiadają do samochodów i z dużą prędkością jadą naprzeciwko siebie – ten, kto pierwszy zahamuje lub zjedzie z trasy, jest „cykorem” i przegrywa. Ten, który skręci, ratuje życie, ale traci prestiż, jadący do końca prosto wygrywa prestiżowo, jeśli jednak obydwaj zdecydują się jechać do końca – zginą.

W grze w cykora są tylko dwie niezdominowane strategie proste – jazda do końca lub skręt w ostatniej chwili.

W przeciwieństwie do dylematu więźnia najgorsza jest nie sytuacja asymetryczna (jeden jedzie, drugi ucieka), lecz symetryczna (obaj jadą na siebie) – jeśli koszty honorowe byłyby większe od kosztów wypadku, gra zmienia się w zwykły dylematu więźnia.

(…)
W sytuacjach rzeczywistych, które modeluje gra w cykora, najbardziej opłacalna jest „strategia szaleńca” – trzeba przekonać przeciwnika, że nie myśli się racjonalnie i zamierza jechać bez względu na okoliczności. Właśnie taka jest interpretacja antropologiczna pewnych pozornie irracjonalnych zachowań społecznych. Do tego służy okno Overtona.”

Można więc sobie spokojnie wyobrazić, że druga połowa roku na rynkach akcji będzie wyglądać tak:

Cały „projekt Trump” został tak skonstruowany przez amerykańskich specjalistów od teorii gier, by dać USA zdecydowaną przewagę w grze w cykora prowadzonej z poczciwymi racjonalnymi Chińczykami:

W pewnym sensie miałoby to sens. Poprzedni dołek bessy S&P 500 w ramach cyklu Kitchina wypadł w lutym 2016, a więc następnego należało się spodziewać mniej więcej 40 miesięcy później czyli w okolicach czerwca 2019. Tymczasem ceny akcji spanikowały i rozpoczęły silny wzrost już w grudniu 2018, czyli o pół roku za wcześniej. Spadek do wtórnego dołka w końcówce roku byłby z tego punktu widzenia rozsądną karą za ten falstart.

Czy to jest mój bazowy scenariusz? Nie. Czy go absolutnie wykluczam? Też nie.

W komentarzy sprzed miesiąca („Co może uczynić amerykańskie akcje relatywnie atrakcyjnymi?„) pisałem, że dające silny sygnał kupna akcji poziomy relatywnej atrakcyjności amerykańskich akcji względem tamtejszych długoterminowych obligacji skarbowych z 3 poprzednich dołków cyklicznej bessy w 2009, 2011/12 i 2016 roku można osiągnąć na 3 sposoby:

„1) przeceniając S&P 500 o 38 proc. (CAPE) lub 24 proc. (forward P/E);
2) obniżając rentowność 10-latek amerykańskiego rządu z obecnych 2,11 proc. do 1,3 proc. (CAPE) lub 1,6 proc. (forward P/E);
3) stosownie podnosząc oczekiwania analityków co do zysków amerykańskich firm w ciągu następnych 12 miesięcy. „

Od tamtej pory niewiele się zmieniło, bo rentowności 10-latek po spadku do 1,95 proc. znowu wróciły na 2,13 proc.

Podsumowanie: S&P 500 zbliżył się na 0,09 pkt. na poziomu 3000 pkt. W obu przypadkach z przeszłości, gdy mijał poziomu 30 i 300 pkt. odpowiednio w sierpniu 1929 i marcu 1987 kończyło się to ponad 30 proc. tąpnięciem indeksu w okresie sierpień/wrzesień-październik/listopad. Niby bzdura, ale robi się trochę nieswojo.

Kanarek wyfrunął z Polski

Ponad tydzień temu pisałem w tym miejscu o zachowaniu Bitcoina („Kanarek znowu dostał zadyszki„), a obecnie pojawił się nowy pretekst by poruszyć ten temat. Otóż upadła kolejna polska giełda kryptowalut Bitmarket.

„Na stronie internetowej giełdy Bitmarket kilka minut po północy 9 lipca pojawił się komunikat informujący o zakończeniu działalności giełdy. Podana wiadomość jest bardzo lakoniczna, a jako przyczynę zamknięcia giełdy podaje się utratę płynności.

(…)

Bitmarket to jest jedna z najstarszych polskich giełd, działający na rynku nieprzerwanie od 2014 roku. Wiele osób w Polsce stawiało na niej swoje pierwsze kroki w handlu kryptowalutami. W ofercie giełdy nie było dostępnych wielu kryptowalut natomiast oferowała możliwość handlu lewarowego i w tym szukała swojej przewagi na rynku.

Dzisiejszy komunikat jest dla wszystkich zaskoczeniem.”

Ciekawe, czy komuś uda się namierzyć miejsce przebywania portfeli kryptowalut giełdy i pieniędzy klientów.

9 dni temu drgawki, których dostał BTC skojarzyły mi się z podobnym zachowaniem na szczycie hossy z grudnia 2017.

Dziś na mojej malowance sprzed 9 dni dorysowałem kilka kresek:

Sugeruję nimi fraktalne podobieństwo obecnej sytuacji do tej z przełomu lat 2017/2018. Kontynuacja tego podobieństwa oznaczałaby zejście kurs BTC w najbliższych miesiącach do poziomu poprzedniej korekty, czyli w tym przypadku strefy 7688-8806. Osobiście sądzę jednak, że tym razem droga do tego celu może być bardziej kręta niż ta z okresu styczeń-luty/kwiecień/czerwiec 2018.

Podsumowanie: no cóż, życie cyberpunka nie zawsze jest łatwe i przyjemne.

Inwersja krzywej rentowności w Niemczech

W czerwcu ponownie wzrósł obliczany przez nowojorski odział FED oparty na zachowaniu krzywej rentowności w USA (10 lat i 3 miesiące) wskaźnik prawdopodobieństwa recesji w gospodarce Stanów Zjednoczonych za rok. Osiągnął wartość 32,88 proc. wobec 29,62 proc. w maju (patrz „Rynek szykuje się na obniżkę stóp FED w lipcu” oraz „Perspektywy S&P 500 się pogorszyły„).

Niewiele to zmienia w ogólnym obrazie sytuacji, który znaliśmy do tej pory (ten wzrost zlikwidował jedynie jeden fałszywy sygnał z połowy lat 60-tych). Ciekawa rzecz wydarzyła się w poprzednim tygodniu natomiast na niemieckim rynku finansowym. Przez chwilę w czwartek rentowności niemieckich 10-letnich obligacji skarbowych były poniżej poziomu -0,4 proc. Jest to o tyle ciekawe, że jest to poziom stopy depozytowej ECB (tak, banki mogą lokować swoje środki w ECB z oprocentowaniem minus 0,4 proc. rocznie). Ponieważ ta ostatnia stopa ma taki sam poziom jak stopa dyskontowa Bundesbanku, to możemy skorzystać z długiej historii tej ostatniej serii by porównać zachowanie rentowności bundów i stopy banku centralnego w okresie minionego pokolenia.

Zróbmy sobie wykres różnicy (spreadu) pomiędzy rentownością niemieckich 10-latek a stopą ECB/Bundesbanku:

Jak widać od początku lat 80-tych z inwersją krzywej rentowności w Niemczech mieliśmy do czynienia jedynie raz: w latach 1992-1993. Tą inwersję wywołały niemieckie władze podnosząc stopy do poziomu 8,75 proc. z 2,5 proc. w 1988 roku. Ta zwyżka stóp miała służyć przyciągnięciu kapitału potrzebnego w przejęcia NRD. Ubocznym efektem było rozerwanie „węża walutowego” ERM, dewaluacje walut wielu krajów Europy Zachodniej (w tym brytyjskiego funta) i kryzys Europejskiego Systemu Walutowego. Niemcy za ten wysoki poziom stóp zapłacili głęboką recesją kulminującą wiosną 1993.

W 1992 roku inwersja w tym segmencie niemieckiej krzywej rentowności pojawiła się w styczniu. W lipcu 1992 Bundesbank jeszcze ostatni raz podniósł stopy (do 8,75 proc.), ale już od września 1992 i zaczął je systematycznie obniżać (do 2,5 proc. w 1996 roku.). Wydaje się, że również obecnie – jak by to nie wyglądało absurdalnie za względu na obecny poziom stóp – możemy liczyć na obniżkę stóp ECB w najbliższych miesiącach.

Co ciekawe w okresie czerwiec 1992-marzec 1994, a więc gdy krzywa rentowności w Niemczech była odwrócona, WIG wzrósł 30-krotnie notując najsilniejszą w swojej historii hossą. Ale to zapewne przypadek.

Podsumowanie: na chwilę ostatni czwartek rentowności 10-letnich obligacji rządu Niemiec spadły poniżej poziomu stopy depozytowej ECB (-0,4 proc.). W przeszłości w Niemczech z inwersją krzywej rentowności w tym jej segmencie mieliśmy do czynienia jedynie w latach 1992-1993, kiedy to rozgrywał się kryzys Europejskiego Systemu Walutowego wywołany przez zbyt wysokie stopy procentowe w Niemczech. Wtedy Bundesbank zaczął obniżać stopy w 8 miesięcy po pojawieniu się takiej inwersji, w WIG wszedł w najsilniejszą hossę w swej historii w 5 miesięcy po pojawieniu się inwersji (co zapewne było zbiegiem okoliczności).

2128 – rok w którym upadł Londyn

Czas oczekiwania na to, jak się sprawdzi mój pomysł na WIG-20 z wczoraj wypełnię sobie prognozą daty upadku zachodniej cywilizacji. Dodam, że prognozą znacznie bezpieczniejszą dla autora, bo taką której weryfikacji dożyje bardzo niewiele z obecnie żyjących osób (i raczej nikt z ją właśnie czytających).

W historii Europy zdarzyły się w przeszłości dwa okresy upadku cywilizacji i późniejszych „Wieków Ciemnych” (o których z racji zaniku źródeł pisanych mamy bardzo mało informacji). Początek ostatniego symbolicznie datuje się na rok 476 po Chrystusie, kiedy to ostatni cesarz rzymski na zachodzie został obalony przez barbarzyńskiego przywódcę Odoakra.

Początek poprzedniego okresu wieków ciemnych związanego z tzw. upadkiem cywilizacji epoki brązu („Late Bronze Age collapse„) w rejonie wschodniej części Morza Śródziemnego (w tym pierwszej cywilizacji na terenie Europy czyli cywilizacji mykeńskiej będącej dziedziczką wcześniejszej cywilizacji minojskiej na Krecie) można symbolicznie wiązać z umowną datą zdobycia Troi czyli rokiem 1177 przed Chrystusem.

Obliczamy sobie długość takiego „cyklu cywilizacyjnego” (1652 lata) odkładamy od symbolicznej daty upadku Rzymu (rok 476) i otrzymujemy widoczną w tytule datę upadku Londynu (rozumiem, że wtedy jakiś przywódca barbarzyński zdetronizuje brytyjskiego monarchę).

Dlaczego Londynu ktoś zapyta? No to chyba jest jasne, że w obecnym cyklu cywilizacyjnym odpowiednikiem Rzymu jest Londyn, a odpowiednikiem Konstantynopola (założonego dokładnie w 1500 lat od symbolicznej daty upadku Troi) jest Nowy Jork (założony też ponad 1000 lat po upadku Rzymu.

Czyli z tego wynika, że Nowy Jork powinien być relatywnie bezpieczny, chociaż zapewne Wielki Mur Trumpski, na granicy z Meksykiem, który do tego czasu zostanie wybudowany, zapewne ostatecznie padnie):

Ktoś powie: toż to całkowite bzdury. Że bzdury to się zgodzę, ale zdecydowanie nie całkowite. By zweryfikować ideę „cyklu cywilizacyjnego” można się cofnąć w czasie o wyznaczoną długość cyklu od daty początku upadku cywilizacji epoki brązu i sprawdzić czy wcześniej mieliśmy do czynienia z jakimś tego typu kryzysem). Liczmy więc: 1177 p.n.e. (symboliczna data zdobycia Troi) – 1652 to daje 2828 rok p.n.e. Czy wtedy w Europie wydarzyło się coś ciekawego?

No cóż, myślę, że inwazję nowego ludu i nowej kultury prowadzącą do prawie całkowitego zastąpienia („The Great Replacement” to tytuł manifestu australijskiego terrorysty, które niedawno zastrzelił 50 muzułmanów w ataku w Nowej Zelandii, więc widać, że zachodni Europejczycy już wiedzą jaki los ich niechybnie czeka) poprzedniej ludności na wielkich połaciach Europy z pewnością można uznać za ciekawe wydarzenie:

But some 300 to 500 years after the main phase of Stonehenge was built, that mainly Mediterranean-looking British Neolithic-originating element of the population had declined from almost 100 percent to just 10 per cent of the population.


The new genetic research reveals that the other 90 per cent were a newly-arrived central-European- originating population (known to archaeologists as the Beaker People) who appear to have settled in Britain between 2500 BC and 2000 BC via the Netherlands.

But how this dramatic population change occurred is an almost complete mystery.

Britain’s prehistoric catastrophe revealed: how the 90% of the Neolithic population vanished in just 300 years”.

Coś takiego wydarzyło się nie tylko na wyspach brytyjskich. Przyjrzyjmy się sytuacji na Półwyspie Iberyjskim w III tysiącleciu przed Chrystusem:

„New research indicates all local males on the Iberian peninsula were killed by hostile invaders with superior technology”

„The invasion that wiped out every man in Spain 4500 years ago”

Tak wyglądała wtedy ewolucja częstotliwości poszczególnych linii męskich na Półwyspie Iberyjskim:

Jak widać inwazja nowego plemienia zaczęła się w 2500 roku i po kilkuset latach doprowadziła to prawie całkowitego zaniku linii męskich wcześniejszej ludności, która stworzyła w Europie wielką cywilizację megalityczną (tak, tak, nasze wieżowce to takie współczesne megality).

Uważny czytelnik zwrócił być może uwagę, że ta – z punktu widzenia budowniczych megalitów z Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii – wielka katastrofa rozpoczęła się ok. roku 2500 przed Chrystusem, a mój cykl sugerował, że powinno to było nastąpić ponad 300 lat wcześniej. Warto jednak zwrócić uwagę, że zarówno Wyspy Brytyjskie jak i Iberia to peryferyjne rejony Europy, do których ta inwazja nowego ludu i nowej kultury (tzw. kultury pucharów dzwonowatych) dotarła z opóźnieniem. A początek kultury pucharów dzwonowatych, która wyparła kulturę ludów megalitycznych, datowany jest zwykle właśnie na rok 2800 przed Chrystusem.

Na wschodzie Europy podobną rolę odegrała nieco wcześniej tzw. kultura ceramiki sznurowej (od 2900 przed Chrystusem; według podważanych ostatnio datowań radiowęglowych najstarsze stanowiska na Kujawach i w Małopolsce) wprowadzona również przez ludność pochodzenia stepowego:

Tak więc inwazja nowego typu ludzi i nowych kultur zaczęła się ok. 3000 roku p.Ch. i dotarła do najbardziej peryferyjnych regionów Europy ok. 2500 roku p.Ch. Mój rok 2828 p.Ch. jakoś się w tym przedziale mieści.

Czyli w okolicach upadku Rzymu mamy migracje ludów germańskich uciekających przed przybywającymi ze Stepu Hunami:

… a jakiś czas potem wielką migrację wykorzystujących powstałą okazję Słowian, którzy – będąc wcześniej nieznanym ludem – skutecznie skolonizowali wielką część Europy:

1600-1700 lat wcześniej w poprzednim cyklu (kiedy upadła Troja) mamy inwazję tzw. Ludów Morza, przed którą obronił się jedynie Egipt (poza tym ostało się jeszcze kilka fenickich miast z terenu obecnego Libanu, dzięki czemu na cały późniejszy okres Wieków Ciemnych Fenicjanie zdobyli monopol na handel na Morzu Śródziemnym).

I w jeszcze poprzednim cyklu po roku 3000 migracje ludów pochodzenia stepowego, które objęły całą Europę zastępując ostatecznie twórców kultur megalitycznych w całej Europie (ta ludność przetrwała do naszych czasów jedynie na Sardynii).

Cofnijmy się jeszcze raz o te orientacyjne 1652 lata cyklu cywilizacyjnego. Trafimy wtedy w okolice 4481 roku p. Ch. Może chociaż wtedy życie toczyło się spokojnie i nikt nikomu nie robił jakiegoś „the Great Replacement”? No niestety, trwało wtedy w Europie w najlepsze poprzednie „wielkie zastępowanie” wcześniejszej ludności czyli mezolitycznych łowców-zbieraczy przez pochodzących ostatecznie z terenu obecnej Turcji pierwszych rolników. Najdłużej łowcy-zbieracze trzymali się w rejonie wschodniego Bałtyku, gdzie za względu na klimat rolnikom z południa najtrudniej było zapuść korzenie. W Wielkiej Brytanii to „the Great Replacement” nastąpiło po 4000 roku p. Ch.:

Population replacement in Early Neolithic Britain

Zapewne wrócę do tematu przed 2128 rokiem, by sprawdzić czy Londyńczycy nadal trzymają się mocno i jak radzą sobie z rozpoczętą w 2004 roku wielką migrację Polaków do tego miasta.

Na pewno warto śledzić zmiany klimatu (patrz „Cykle Milankowicza a anthropogeniczny wzrost stężenia CO2„), bo sekwencja wydarzeń zwykle jest przecież taka: zmiana klimatu->migracje zwierząt łownych/pogorszenie warunków uprawy/hodowli->głód->migracje ludów->wojna->zaraza->wymieranie->upadek cywilizacji.

Sądzę, że warto też w tym kontekście obserwować uważniej rynki towarów rolnych, czy na nich nie zaczynają się pojawiać jakieś wywołane zmianami klimatu zaburzenia.

Podsumowanie: wydaje się, że na inwestycje w pochowane po lasach ziemianki, broń, amunicję i żywność jest jeszcze tak ze 100 lat za wcześnie, ale istnieje oczywiście niewielkie prawdopodobieństwo, że się rąbnąłem w obliczeniach, więc warto uważnie śledzić rozwój wydarzeń na świecie, by potem nie być zaskoczonym, kiedy stolica świata finansów upadnie:

… i będzie musiała migrować:

😉

Świece zostały rzucone

Wymęczony po łikendzie (przy okazji polecam towar prima sort – 4,5 godziny polskiej patriotycznej muzyki:

…), nie mam sił na jakieś dogłębne analizy, więc pociągnę tylko temat poruszony w piątek.

Bawiąc się wtedy świeczkami na WIG-u 20 otrzymałem wniosek głoszący, że do sytuacji po sesji czwartkowej podobne były tylko dwa historyczne epizody: ten z 17 stycznia 2002:

… oraz ten z 31 stycznia 2007:

Późniejsze bardzo krótkoterminowe zachowanie rynku w obu przypadkach było niestety odmienne. W piątek rynek robiąc „objęcie bessy” zagłosował za wariantem z 2002 roku:

Z tej zabawy wynika, że dzisiaj powinniśmy dostać niezbyt dużą czarną spadkową świecę, w której dołku rozpocznie się silny tygodniowy wzrost – ostatni już w rozpoczętej w maju sekwencji spadkowej – w trakcie którego WIG-20 wróci do przełamanej w piątek linii 2-miesięcznego trendu wzrostowego.

Podsumowanie: biorąc pod uwagę losowość zachowania rynku w bardzo krótkoterminowym horyzoncie czasowym (nie mówiąc już o jego małpiej złośliwości) wiarygodność otrzymanego wniosku jest oczywiście bardzo niska, ale nic by się pewnie nie stało, gdyby wydarzenia na WIG-u 20 w tym tygodniu przypominały te z okresu 21-25 stycznia 2002.

Szczęśliwy jak polski inwestor indywidualny

Z kolejnego wzrostu salda optymistów i pesymistów w sondażu INI SII do nowego 17-miesięcznego maksimum (+22,8 pkt. proc.) niewiele nowego wynika. Tworzone na podstawie wcześniejszych sygnałów projekcje wartości WIG-u 20 (ta sprzed 3 tygodni i ta sprzed tygodnia) już minęły swoje szczyty, ale WIG-20 nadal walczy w okolicach 2-miesięcznego maksimum:

Dalszy wzrost salda INI SII spowodował, że z poprzednich sygnałów ostały się już tylko dwa z 25 stycznia 2018 (2 sesje po początku ostatniej bessy) i 2 lutego 2012 (2 sesje przed początkiem 4-miesięcznego spadku kończącego cykliczną bessę z lat 2011-2012).

Z oczywistych względów projekcja WIG-u 20 zrobiona tylko na podstawie tych 2 sygnałów wygląda jeszcze gorzej:

Niektórzy z komentatorów sugerowali, że z wyciąganiem wniosków na podstawie ostatnich 8 lat historii sentymentu na GPW należy uważać, bo być może zaczynamy mieć do czynienia z jakąś zmianą paradygmatu na znacznie bardziej byczy i stare prawidłowości mogą zacząć zawodzić. Być może oczywiście „this time is different”, ale ja jednak na razie trzymam się historii i zakładam, że w ciągu najbliższych tygodni WIG-20 nigdzie jeszcze nie ucieknie.

By jednak dodać dzisiejszym wpisem jakiś nowy element zacząłem się przyglądać ostatniemu układowi świeczek na WIG-u 20. Pierwsze co zobaczyłem to 3 kolejne białe wzrostowe świeczki we wtorek, środę i czwartek. No cóż nic ciekawego, takich sekwencji w historii indeksu były dziesiątki. Ostatnio taki układ zdarzył się 2-krotnie w kwietniu:

By ograniczyć liczbę sygnałów dodałem następnie kolejny warunek: pomimo tych 3 wzrostów ceny z poprzednich 3 sesji są poniżej wcześniejszego maksimum z poprzednich kilku sesji (czyli w naszym przypadku maksimum z poniedziałku). Tu już sygnałów podobnych do czwartkowego było oczywiście mniej, ale nadal sporo np. w okresie poprzedniego cyklu osiem:

By jeszcze bardziej ograniczyć liczbę sytuacji jakoś tam podobnych do obecnej dodałem jeszcze jeden warunek: najwyższe zamknięcie od miesiąca (jak w czwartek). Okazało się, że takie sygnały były w przeszłości tylko dwa:

Przyjrzyjmy się z bliska tym epizodom. W przypadku sygnału ze stycznia 2002 po takiej sekwencji 3 wzrostowych białych świec przyszły dwie spadkowe sesje, ale później WIG-20 przebił się przez szczyty i przed spadkiem rósł jeszcze przez kilka sesji.

W drugim przypadku ze stycznia 2007 wszystko rozegrało się inaczej. Zamiast dwóch czarnych pojawiła się duża biała świeca a indeks wyskoczył na nowy szczyt, po czym natychmiast rozpoczął spadek.

Moja „analiza” niby jakoś tam potwierdziła dystrybucyjny – w perspektywie następnych tygodni – charakter ostatniego zachowania rynku, ale na bardzo krótką metę niestety niewiele chyba z niego wynika (no poza tym, że w obu przypadkach miała miejsce jeszcze jedna – ostatnia już – udana próba szturmu na szczyt.

Być może kolejne sesje przyniosą jakieś charakterystyczne zachowanie rynku, które pozwoli wyciągnąć bardziej jednoznacznie wnioski.

Jeśli ktoś ma inny pomysł jak opisać obecny układ świec, to możemy się pobawić szukaniem historycznych precedensów.

Podsumowanie: w przeszłości tylko 2-krotnie w okresie nie więcej niż 3 miesięcy saldo INI SII rosło o ponad 59 pkt. proc. Takie jak czwartkowy sygnały pojawiły się 25 stycznia 2018 (2 sesje po początku ostatniej bessy) i 2 lutego 2012 (2 sesje przed początkiem 4-miesięcznego spadku kończącego cykliczną bessę z lat 2011-2012). Podobny do obecnego układ świec na WIG-u pojawił się w przeszłości 2-krotnie i poprzedzał spadki WIG-u w horyzoncie 1-6 miesięcy, ale w obu przypadkach spadek poprzedzony był jeszcze jednym udanym atakiem na lokalny szczyt.