Miesiąc: Sierpień 2018

Byle do wiosny?

WIG-20, który jeszcze pod koniec czerwca zaliczał ponad roczne dołki, wyszedł w mijającym tygodniu na najwyższe poziomy od ponad 5 miesięcy. Nanieśmy podobne sygnały na historię tego indeksu. 

 

1wig20wychodzina5miesmaks

 

Jak widać 4 historyczne precedensy pojawiały się albo podczas korekcyjnych fal wzrostowych bessy (elliocista nazwałby je „falami B” bessy; patrz sygnały z kwietnia 2015 i lutego 1998) lub podczas pierwszych fal wzrostowych nowej cyklicznej hossy (elliotttowskich „fal pierwszych”; patrzy sygnały z listopada 2001 i kwietnia 1995). Nie jest to specjalnie zaskakujące, bo by spełnić przyjęte kryteria uruchomienia sygnału WIG-u 20 musi najpierw spaść do przynajmniej rocznego minimum (co się zdarza zwykle w bessie, jeśli nie w jej początkowej fazie to w jej końcówce), a potem relatywnie mocno wzrosnąć tak jak ostatnio. 

Ponieważ już wcześniej pojawiły się podejrzenia, że ostatnia zwyżka to korekcyjna wzrostowa fala B bessy, to za najbardziej adekwatne do obecnej sytuacji można uznać sygnały z kwietnia 2015 i lutego 1995 (co ciekawe w obu przypadkach podczas kończącej bessę na rynku akcji fali C dochodziło do „rzeźni” na rynku surowców). 

 

2wig20wychodzina5miesmaks

 

W tych 4 historycznych sytuacjach podobnych do obecnej indeks kończył wzrosty 8 sesji po sygnale (2015 rok), 49 sesji po sygnale (2001/2), 13 sesji po sygnale (1998 rok) oraz 14 sesji po sygnale (1995 rok). W obecnych realiach dawałoby to szczyt we wrześniu (3 przypadki) lub listopadzie (jeden przypadek). Późnej rozpoczynały się spadki (fala C bessy, albo fala 2 hossy w elliottowskiej terminologii) kulminujące odpowiednio 9 miesięcy po sygnale takim jak ten z poniedziałku (w styczniu 2016), 11  miesięcy po sygnale (w październiku 2002), 8 miesięcy po sygnale (w październiku 1998) oraz 8 miesięcy po sygnale (w grudniu 1995). Ten niezbyt duży rozrzut – od 8 do 11 miesięcy – sugeruje okres od kwietnia do lipca – jako oczekiwany termin rozpoczęcia trwalszych i silniejszych wzrostów cen akcji. Zazębia się to ze standardowym oszacowaniem następnego dołka cyklu Kitchina  na WIG-u/WIG-u 20: maj 2019 (40 miesięcy po dołku bessy na WIG-u ze stycznia 2016, luty 2019 (2×40 miesięcy po dołku bessy z czerwca 2012) i luty 2019 (3×40 miesięcy po dołku bessy z lutego 2009). 

Projekcja wartości WIG-u 20 uzyskana przez uśrednienie 4-ech historycznych ścieżek indeksu wokół wspomnianych sygnałów robi potrójny szczyt mniej więcej na obecnych poziomach (wrzesień, listopad i styczeń 2019), po czym nurkuje w dół do przełomu kwietnia i maja 2019, kiedy to rozpoczyna się nowy silny wzrost indeksu. Pasuje to mniej więcej do cyklu 40-tygodniowego, którego ostatni dołek minęliśmy pod koniec czerwca, więc następny powinien wypaść gdzieś mniej więcej w okolicach kwietnia 2019. 

 

3wig20wychodzina5miesmaks

 

Do nominalnych poziomów sugerowanych przez tą projekcję nie ma się co przywiązywać, bo silny wpływ ma na nie ścieżka z lat 1995-1996, kiedy to zmienność WIG-u 20 była znacznie większa niż ostatnio, a chyba nie ma powodu by oczekiwać, że się równie silna dynamika ruchów wróci w najbliższym czasie na GPW. 

 

Podsumowując: przedstawione historyczne precedensy dla obecnej sytuacji na WIG-u sugerują uformowanie w okresie wrzesień-listopad 2018 szczytu ostatnich korekcyjnych wzrostów i późniejszy spadek WIG-u 20 kulminujący w okresie kwiecień-lipiec 2019. 

 

Rekordowo długie przyspieszenie tempa wzrostu PKB w USA

Rekord długości hossy, o którym pisałem 3 dni temu, nie jest jedynym bezprecedensowym osiągnięciem gospodarki Stanów Zjednoczonych w ostatnim okresie. Innymi wartym zauważania jest rekordowo długa sekwencja kolejnych kwartałów wyższej rocznej dynamiki Produktu Krajowego Brutto w USA. Sama roczna dynamika PKB w Stanach Zjednoczonych nie jest jakoś specjalnie imponująca (+2,85 proc. w II kw.), ale jeszcze nigdy w powojennej historii tego kraju nie zdarzyło się, by roczne tempo wzrostu PKB przyspieszało 8 kolejnych kwartałów z rzędu. 

 

1dynamikapKBprzyspiesz8kwartalow

 

 

Poprzedni rekord tego typu padł przy wychodzeniu z recesji z lat 1990-91: pomiędzy I kw. 1991 a IV kw. 1992 roczne tempo wzrostu PKB w USA przyspieszało 7 kolejnych kwartałów z -0,95 proc. do +4,4 proc. Jeszcze wcześniej rekord – 6 kolejnych kwartałów przyspieszenia – padł pokolenie temu przy wychodzeniu z recesji z lat 1981-92 pomiędzy III kw. 1982 a I kw. 1984. W obecnej sekwencji mamy za sobą już 8 kolejnych kwartałów przyspieszenia dynamiki PKB z +1,3 proc. w II kw. 2016 do +2,85 proc. w II kw. br. 

Czy z tej ciekawostki można wyciągnąć jakieś praktyczne wnioski? Trudno powiedzieć. W takich przypadkach zawsze mamy do czynienia z sytuacją podobną do czekania na przystanku na spóźniający się autobus: z jednej strony czekamy rekordowo długo, więc zaraz powinien przyjechać, z drugiej strony może sytuacja jest szczególna (autobus się zepsuł, na trasie był wypadek) i przyjdzie nam czekać jeszcze wyjątkowo długo. Dynamika PKB w USA przyspieszała ostatnio tak konsekwentnie, po części dlatego, że tempo tego przyspieszenia było stosunkowo łagodne. W rezultacie nie doszło na razie do drastycznego wzrostu tempa inflacji, które sprowokowałoby równie silne zaostrzenie polityki pieniężnej. Nie zmienia to faktu, że roczna zmiana CPI w lipcu wyniosła +2,9 proc. Jest to poziom, który dwa cykle Kitchina temu został osiągnięty w kwietniu 2011 (ostatnim momentem na sprzedaż akcji przed sierpniowym tąpnięciem był wtedy lipiec 2011). Również wskaźnik inflacji bazowej („core CPI”) osiągnął w lipcu poziom (+2,33 proc.) najwyższy od prawie 10 lat (od września 2008 roku). To nie są poziomy dramatycznie wysokie, ale jakikolwiek poważniejszy dalszy wzrost z tych poziomów powinien okazać się poważniejszym zagrożeniem dla cen akcji. 

 

Podsumowanie: 8 kolejnych kwartałów wzrostu rocznej dynamiki PKB w USA pomiędzy II kw. 2016 a II kw. 2018 to rekord w okresie powojennym (wcześniej brak danych)

 

Test – proszę zignorować:

 

testtest

Rekord długości hossy na S&P 500

Amerykanie często stosują dosyć prymitywną definicję hossy na rynku akcji jako przynajmniej 20 proc. ruchu cen akcji w górę następującego po przynajmniej 20 proc. spadku i poprzedzającego przynajmniej 20 proc. spadek:

 

„Generally speaking, a bull market happens when (stock) prices rise by 20 percent, usually after a drop of 20 percent and before a 20 percent decline.” 

 

To nie jest dobra definicja, co zaraz pokażę. 

Zgodnie z nią najdłuższa hossa w historii rynku akcji Stanów Zjednoczonych syntetycznie ujmowanego przez indeks S&P 500 trwała niecałe 12,5 roku od października 1987 roku do marca 2000 roku, a więc znacznie dłużej niż obecna hossa rozpoczęta w marcu 2009 czyli prawie 9,5 roku temu. 

Ja stosuję inną definicję. Dla mnie hossa i bessa to odpowiednio faza wzrostowa i spadkowa danego cyklu, więc mówiąc o danej hossie należy wskazać cykl gospodarczy, z którym ta hossa jest związana. W przypadków długich „rynków byka”, o których tu mowa, należy je odnosić do trwającego zwykle 7-11 lat cyklu Juglara czyli cyklu inwestycji w środki trwałe w gospodarce. Cechą charakterystyczną tego cyklu jest to, że w gospodarce USA oddziela on od siebie poszczególne recesje gospodarcze. Tak więc zgodnie z moją definicją hossą (w interesującym nas sensie) jest okres wzrostu cen akcji pomiędzy ich dołkiem związanym z jedną recesją gospodarczą, a szczytem poprzedzającym następną recesję w gospodarce. Na poniższym obrazku pionowe szare paski wyznaczają okresy gospodarczej recesji w USA w okresie minionych 60 lat (zgodnie z klasyfikacją NBER). 

 

1PKBBBB

 

Główną konsekwencją przyjęcia odmiennej definicji jest klasyfikowanie 33 proc. tąpnięcia S&P 500 w okresie sierpień-październik 1987 jako korekty hossy (bo ów spadek nie był związany z gospodarczą recesją – patrz powyższy obrazek), natomiast 19,9 proc. spadek z okresu lipiec-październik 1990 uznaję za bessę (bo nastąpił równolegle z recesją w gospodarce USA). 

O tym, że moje podejście jest właściwsze przekonuje wykres stopy bezrobocia w USA, która oscyluje bardzo pięknie w ramach cyklu Juglara. 

 

4uenmp

 

Wyraźnie widać, że spadek cen akcji w 1987 roku nie zakłócił spadku wysokości stopy bezrobocia (więc była to zwykła korekta cen akcji, bez większych konsekwencji gospodarczych), natomiast spadek cen akcji w 1990 roku związany był z falą wzrostu stopy bezrobocia w okolicach gospodarczej recesji. 

Zastosowanie mojej definicji hossy na rynku akcji w USA jako okresu wzrostu cen akcji pomiędzy poszczególnymi gospodarczymi recesjami zostawia nam troje pretendentów do miana najdłuższej hossy: lata 60-te, lata 90-te i obecną hossę. 

 

2SP500500

 

W latach 60-tych hossa trwała od 25 października 1960 do 14 maja 1969 czyli 8 lat i niecałe 7 miesięcy. To trzecie miejsce. W lata 90-tych hossa rozpoczęła się 11 października 1990 a skończyła się 24 marca 2000. Razem 9 lat, 5 miesięcy i 13 dni. Do piątku był to rekord. Jednakże S&P 500 wychodząc na zamknięcie piątkowej sesji powyżej styczniowego szczytu ustanowił nie tylko nowy historyczny rekord swojej wartości, ale również nowy rekord długości trwania hossy. Rozpoczęła się ona na tym indeksie 9 marca 2009 roku, a więc 9 lat, 5 miesięcy i 16 dni temu. 

Warto zauważyć, że jakkolwiek obecna hossa stała się w piątek dłuższą od tej z lat 90-tych, to jednak jest od niej zauważalnie słabsza: +325 proc. vs. +416 proc.

 

3najdusze_hossy1

 

Żeby oddać Amerykanom sprawiedliwość czasami stosują oni klasyfikację „rynków byka” dającą ten sam rezultat co moje podejście. 

Czy z samego faktu ustanowienia w piątek przez S&P 500 historycznego rekordu długości hossy wynikają jakieś praktyczne wnioski? Trudno powiedzieć. Na pewno obecna hossa jest już bardzo „stara” a ponieważ FED systematycznie podnosi stopy i prowadzi bezprecedensową politykę „ilościowego zaostrzania” polityki pieniężnej, to generalnie do inwestycji w amerykańskie akcje należy podchodzić w wielką ostrożnością. Dla mnie długoterminowym – do okolic 2025 roku? – celem dla S&P 500 jest strefa wyznaczona przez szczyty indeksu z roku 2000 (1527 pkt.) i 2007 (1565 pkt.) oraz dołek z lutego 2016 roku (1829 pkt.). W piątek indeks miał wartość 2874 pkt., więc potencjał spadkowy jest kilkudziesięcioprocentowy i myślę, że zacznie się w części realizować już jesienią. Z drugiej strony ciągle nie widać na horyzoncie kolejnej gospodarczej recesji w USA, wiec na krótką metę można sobie wyobrazić, że S&P 500 będzie oscylować w pobliżu rekordowych poziomów jeszcze jakiś czas, tym bardziej, że trudno obecnie mówić o jakiejś sugerującej bliskość istotnego szczytu euforii inwestorów. Z praktycznego punktu widzenia ewentualny spadek indeksy poniżej silnego wsparcia na poziomie 2800 pkt. powinien być ostrzeżeniem przed nadejściem większych spadków. 

 

Podsumowując: obecna rozpoczęta w marcu 2009 roku hossa na S&P 500 jest najdłuższą w historii rynku akcji w Stanach Zjednoczonych. 

 

 

 

 

 

W tym cyklu nie będzie recesji gospodarczej w USA?

Business Insider Polska kilkanaście dni temu opublikował ciekawy materiał omawiający różnej maści wskaźniki ostrzegającego przed zbliżaniem się gospodarczej recesji („Kryzys gospodarczy zaboli nas wszystkich. Te wykres pokazują, kiedy może do niego dojść„. Warto do niego zaglądnąć. Jednym z „klasycznych” wskaźników tam omawianych jest różnica pomiędzy rentownością 10-cio i 2-letnich obligacji rządu USA. Omawiałem, go w tym miejscu w przeszłości. Podczas ostatniego nasilenia tureckiego kryzysu wskaźnik ten osiągnął wartość +0,22 pkt. proc. (najniższą od 11 lat), a więc 0,3 pkt. proc. powyżej poziomu, którego osiągnięcie w okresie minionych 40 lat 4-krotnie ostrzegało przed zbliżaniem się gospodarczej recesji w USA. Za taki sygnał ostrzegawczy uznaję spadek tej różnica poniżej poziomu -0,08 pkt. proc. Ta dziwna liczba wynika z chęci uniknięcia sygnału z czerwca 1998 roku (-0,07 pkt. proc.), który ostrzegał przed odległym o tygodnie bankructwem Rosji, ale nie poprzedzał bezpośrednio recesji gospodarczej w USA. Przyjęcie tego kryterium daje 4 sygnały ostrzegawcze w sierpniu 1978 (17 miesięcy przed początkiem recesji; według klasyfikacji NBER), styczniu 1989 (18 miesięcy przed początkiem recesji), lutym 2000 (13 miesięcy przed początkiem recesji) oraz w lutym 2006 (22 miesiące przed początkiem recesji). 

 

1102spread

 

Jak widać najkrótszy dystans pomiędzy sygnałem a początkiem recesji to 13 miesięcy (średnia i mediana to niecałe 1,5 roku). Nawet ten najpóźniejszy sygnał okazał się użyteczny z praktycznego punktu widzenia, bo pojawił się w lutym 2000 a wiec na miesiąc przed końcem rekordowo długiej hossy lat 90-tych kulminującej na S&P 500 w marcu 2000 roku. 

Dziś chciałbym przedstawić inny wariant tego wskaźnika, w którym rentowność 2-latek rządu USA zastąpiona jest rentowności 3-miesięczny papierów komercyjnych amerykańskich firm z sektora niefinansowego. Podstawową zaletą tej wersji jest długa historia chociaż niestety w postaci danych miesięcznych. Tu analizie można poddać okresy poprzedzające 6 ostatnich recesji (recesje z lat 1980 i 1981-82 traktuję jako pojedynczą) czyli okres minionych 50 lat. 

 

110commm3

 

Tu za sygnał ostrzegawczy uznaję spadek „spreadu” poniżej poziomu -0,6 pkt. proc. (na koniec lipca wynosił +0,77 pkt. proc.). Takie sygnały pojawiały się kolejno w 17, 5, 14, 16, 7 i 12 miesięcy przed początkiem gospodarczej recesji (średnia 12 miesięcy, mediana 13-miesięcy). 

Do wygenerowania sygnału ostrzegawczego brakuje obecnie dalszego spadku „spreadu” o ponad 1,37 pkt. proc. Spadek o tyle właśnie zajął minione 3 lat (z 2,19 pkt. proc. do 0,77 pkt. proc. obecnie). Oczywiście w każdej chwili może dojść do przyspieszenia tempa spadku tej różnicy. Gdyby jednak do tego nie doszło, to sygnał wyprzedzający początek gospodarczej recesji o średnio rok, pojawiłby się dopiero za kolejno 3 lat. Dołek następnego spowolnienia gospodarczego w ramach cyklu Kitchina powinien pojawić się w drugiej połowie 2019 roku, czyli już za mniej więcej rok. W świetle powyższych rozważań wydaje się wątpliwe, by w faza spadkowa obecnego cyklu kulminowała gospodarczą recesją w USA. 

Dla miłośników historii wykres różnicy pomiędzy rentownością rządowych 10-latek i rentownością 3-miesięcznych papierów komercyjnych sięgający końca XIX wieku. 

 

3duugahistoria

 

Podsumowując: zachowanie różnicy pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji rządu USA a rentownością 3-miesięcznych papierów komercyjnych amerykańskich spółek sektora niefinansowego można potraktować jako argument za tezę, że w fazie spowolnienia obecnego cyklu Kitchina (2018-2019/20) w gospodarce USA nie wystąpi regularna gospodarcza recesja. To przemawiałoby za relatywnie łagodnym/krótkim przebiegiem cyklicznej bessy 2018-2019 odmiennym od związanych z gospodarczymi recesjami „rynków niedźwiedzia” z lat 2000-2001(2) i 2007-2009. 

 

 

Kiedy kupować tureckie akcje?

Dla dzikich wahań kursu tureckiej liry z ostatnich dni (w poprzedni piątek i w poniedziałek USD/TRY +25,6 proc., we wtorek i środę -12,6 proc.) można w okresie minionego pokolenia znaleźć chyba tylko 4 historyczne precedensy w latach 2001 (globalna bessa związana z pęknięciem „internetowej” bańki na giełdach), 1994 (kryzys meksykański), 2008 (Wielka Bessa) oraz 1991 (kryzys Europejskiego Systemu Walutowego). 

 

 

Silna dewaluacja lokalnej waluty…



 

… i spadki cen akcji (w dolarach już najtańszych od prawie 10 lat) składniają do zastanawiania się nad sensownością kontrariańskich zakupów przecenionych tureckich aktywów. Proponuję przyjrzeć się zachowaniu tureckiego indeksu rynku akcji (ISE-100) wyrażonego w dolarach po 4 wymienionych wyżej epizodach silnego wzrostu zmienności kursu tureckiej waluty. Na poniższym wykresie przeliczonej na dolary wartości tureckiego indeksu rynku akcji zaznaczyłem te 4 kryzysowe momenty podobne do ostatniego. 

 

 

Jak widać w 1991 i 1994 roku spadki dolarowej wartości tureckich akcji właściwie się dopiero zaczynały. W 2001 i 2008 roku takie sygnały jak ten z bieżącego tygodnia pojawiły się bliżej końca bessy na rynku akcji, ale i tak widać, że z zakupami nie trzeba było się specjalnie spieszyć. W każdym z tych 4 przypadków dolarowa wartość ISE-100 na 95 sesji (ok. 4,5 miesiąca) po takim sygnale jak środowy była przynajmniej o 17 proc. niższa niż na środowym zamknięciu.

 

 

Projekcja uzyskana przez uśrednienie przebiegu 4 powyższych ścieżek indeksu (przeliczonego na dolary) potwierdza sugestię, że optymalnego momentu do prób wykorzystania kryzysu na tureckim rynku finansowym należy poszukiwać gdzieś w okolicach początku stycznia 2019 roku. Do tego czasu ta projekcja spada o kolejne 39 proc. i dopiero później rozpoczyna 2,5-letni marsz w górę o ponad 100 proc. 

 

 

Oczywiście znacznie lepiej ta projekcja wygląda jeśli ceny akcji wyrazić w lokalnej walucie:

 

 

… ale oczywiście by myśleć o powtórzeniu podobnego wyniku należałoby rozwiązać problem zabezpieczenia się przed dalszą ewentualną słabością tureckiej waluty. Nawet zresztą i tu do podwójnego dna projekcji (koniec września 2018/początek stycznia 2019), kiedy to ostatnia dewaluacja być może zacznie pozytywnie działać na ceny tureckich akcji brakuje jeszcze 18-19 proc. dalszego spadku.

 

Podsumowując: dalszy kierunek tureckiej polityki, koniunktury gospodarczej i cen na lokalnych rynkach finansowych jest oczywiście trudny do przewidzenia, ale historyczne precedensy sugerują okolice stycznia 2019 jako optymalny moment to rozważania sensowności kontrariańskich zakupów przecenionych tureckich akcji. 

 

Pierwsi w Europie

Według obliczeń GUS realny produkt krajowy brutto w naszym kraju był w II kwartale br. wyższy niż rok wcześniej o +5,1 proc. To wynik porównywalny z osiągniętymi w I kw. (+5,2 proc.), IV kw. 2017 (+4,9 proc.) oraz III kw. 2017 (+5,2 proc.). Ta stabilizacja na relatywnie wysokim poziomie stanowi jednak bardzo dobry wynik, jeśli porównamy go z danymi Eurostatu dla innych krajów UE. Brakuje jeszcze kilku wyników dla mniejszych krajów, ale w tym zestawieniu Polska jest zdecydowanie na pierwszym miejscy wyprzedzając Węgry (+4,4 proc.) oraz Rumunię i Łotwę (+4,2 proc.). 

Dynamika PKB w całej UE i w strefie euro wyniosła +2,2 proc., co oznacza, że tempo wzrostu gospodarczego w Polsce było wyższe najbardziej od okresu III kw. 2011-II kw. 2012. 

 

1PKBwPoolsceieuro1

 

Warto zwrócić uwagę, że roczna dynamika PKB w strefie euro lekko spada już trzeci kwartał z rzędu (z +2,85 proc. w III kw. 2017 przez +2,75 proc. w IV kw. i +2,5 proc. w I kw. br.). Jest to zgodne z obserwacją, którą poczyniłem w kwietniu. Poniżej uaktualnienie wykresu przedstawiającego dynamikę polskiego PKB na tle wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej w UE. 

 

2szerokokoniunkturywUE

 

Nie wygląda to jakoś bardzo źle – spadek wskaźnika zatrzymał się na razie w październiku 2018. Gorzej wygląda zachowanie podobnego wskaźnika szerokości koniunktury gospodarczej w uniwersum krajów OECD. Tu pogłębienie negatywnego wpływu zagranicznej koniunktury gospodarczej na Polskę jest kontynuowane do przynajmniej grudnia b.r. 

 3szerokokoniunkturywOECD1

 

Przyczyn dotychczasowej odporności polskiej gospodarki na trwające pogorszenie koniunktury zagranicą można chyba upatrywać w sile krajowego popytu. Widać ją na poniższym wykresie wskaźnika obrazującego bieżącą skłonność polskich gospodarstw domowych do dokonywania dużych zakupów, który w lipcu ustanowił historyczny rekord. 

 

4PKBmajorpurchasesatpresent1

 

Za dwa tygodnie poznamy szczegółowe dane GUS na temat kontrybucji poszczególnych źródeł popytu w II kw. i wtedy można będzie bardziej dokładnie ocenić „jakość” tego 5,1 proc. wzrostu PKB z II kw. (czy nadal wzrost robiony jest przez konsumpcję i przyrost zapasów; ciekawa jest też kwestia czy bliskość wyborów samorządowych wpływa na poziom inwestycji w sektorze publicznym).

Uaktualnienie bazowego scenariusza dynamiki PKB w naszym kraju w obecnym cyklu Kitchina sugeruje osiągnięcie szczytu fazy ożywienia w okolicach lipca 2018, ale równocześnie utrzymanie relatywnie wysokiego tempa wzrostu do okolic października br. 

 

5bazowyscenariuszokb

 

Roczna dynamika WIG-u spadając do wartości ujemnych zdaje się dyskontować bardziej dynamiczne spowolnienie (do poniżej 4 proc. już w drugim półroczu br.), ale być może tym razem rynek akcji trochę przesadził z pesymizmem (a być może jest sceptyczny co do jakości owych +5,1 proc. z drugiego kwartału?).

 

6PKBWIG

 

Podsumowując: dynamika PKB w Polsce w II kw. br. była najwyższa w Europie (zapewne dzięki ciągle silnemu krajowemu popytowi konsumpcyjnemu), ale nasza gospodarka powinna mijać właśnie szczyt dynamiki wzrostu gospodarczego i wchodził w fazę spowolnienia, która – gdyby obecny cykl był „typowy” – powinna kulminować na początku 2020 roku (co uwzględniając typowe wyprzedzenie dałoby koniec cyklicznej bessy na rynku akcji pod koniec 2019 roku).

 

Anty-Grecja czyli Turcja się kurczy

W okresie minionych ponad 40 lat inwestor troszczący się o wartość swojego kapitału powinien był podjąć 6 strategicznych decyzji co do alokacji środków pomiędzy rynkiem USA a „Emerging Markets”: 1) jeszcze przed 1975 rokiem powinien był postawić na rynki peryferyjne korzystające na załamaniu systemu z Bretton Woods i dewaluacji dolara z lat 70-tych; 2) w 1978 roku przełączyć się na inwestycje w USA w oparciu o założenie, że kraj ten w końcu opanuje za pomocą wysokich stóp procentowych problem słabości dolara i rosnącej inflacji, a ofiarą wysokich stóp FED i umocnienia dolara padną różne zadłużone kraje peryferyjne (Polska, kraje Ameryki Łacińskiej itp.); 3) po porozumieniu z Hotelu Plaza w sprawie dewaluacji dolara z 1985 roku i po spadku ceny ropy naftowej do 10 dolarów za baryłkę w 1986 roku (z 40 dolarów w roku 1980) wrócić w 1986 roku z inwestycjami na rynki peryferyjne przygotowujące się do przyjęcia „waszyngtońskiego konsensusu” i w przypadku krajów takich jak Polska wycofania się z komunistycznego eksperymentu; 4) w apogeum euforii na niedawno ochrzczonych tym mianem „Emerging Markets” w 1994 roku wrócić na rynek amerykański przygotowujący się to internetowej rewolucji (rozpoczęte wtedy zaostrzenie polityki pieniężnej FED doprowadziło do umocnienia dolara i serii kryzysów na EM począwszy od meksykańskiego w latach 1994-95, przez azjatycki i rosyjski w latach 1997-98 aż do argentyńskiego w 2001 roku); 5) w 2001 roku wrócić na EM, która właśnie stawały się beneficjentem poluzowania polityki pieniężnej FED wywołanego krachem na rynku spółek technologicznych i związanego z tym osłabienia dolara; 6) ponownie porzucić EM i przełączyć się na rynek amerykański w 2010 roku w antycypacji na kolejną rundę technologicznej rewolucji w globalnym handlu, która doprowadziła do obecnej popularności grupy amerykańskich gigantów internetowego handlu określanych mianem FAANG.

Ten punkty zwrotne kierunku przepływu globalnego kapitału pomiędzy amerykańskim centrum a peryferiami zostały zilustrowane schematycznie na poniższym obrazku:

 

 

Z rozważań prowadzonych tu wynika, że nadejścia kolejnego punktu zwrotnego – momentu, w którym rozsądne będzie zlikwidowanie dużej części lokat na amerykańskim rynku akcji i przerzucenie oszczędności na następne wiele (7-8?) lat na rynki „wschodzące” (w tym GPW, na której koniunktura wróci do stanu z lat 1991-1994 czy 2001-2007?) należy poszukiwać gdzieś w szerokim przedziale czasowym od października br. do grudnia 2018. 

Rozpatrywany w tym kontekście kryzys turecki z ostatnich dni jawi się jako jeden z być może końcowych epizodów potężnej fali odpływu kapitału z EM rozpoczętej prawie 8 lat temu. Jego objawami są na razie najsilniejsza od 2001 roku dewaluacja tureckiej liry (podobna również do spadków z okresu 2008-2009 oraz 1994 roku):

 

 

… wzrost rentowności 10-letnich obligacji tamtejszego rządu do najwyższego poziomu od 2008 roku:

 

 

… i spadek dolarowej wartości tamtejszych akcji do najniższego poziomu od początku 2009 roku:

 

 

Oczywiście poza niesprzyjającą rynkom wschodzącym fazą globalnego cyklu (cykl Kuznetsa) istnieją specyficzne powody tureckich problemów. Jednym z nich jest relatywnie wysokie ujemne saldo w obrotach bieżących (które jednak niebawem powinno zacząć spadać wskutek trwającej dewaluacji i być może nadchodzącej gospodarczej recesji wywołanej ostatnimi – i być może następnymi – podwyżkami stóp (na razie z 8 proc. do 17,75 proc. czyli najwyższego poziomu od 2007 roku). 

 

 

Innym powodem obecnych problemów jest zagraniczne zadłużenie tureckich podmiotów relatywnie wysokie – jak na rynek wschodzący – w stosunku do PKB (ale nie przesadzajmy – Polska ma wyższe), które wskutek ostatniej dewaluacji zapewne przekroczy rekord z 2001 roku (56,5 proc.). 

 

 

Oczywiście do tego dochodzi trzeci czynnik czyli wielka geopolityczna gra, która w ostatnim okresie doprowadziła do konfliktu pomiędzy Turcją, która próbuje „wstać z kolan” i marzy o odrodzeniu chwały imperium osmańskiego, a USA, co z pewnością nie sprzyja zdolności Turcji do przyciągania kapitału (podczas piątkowej paniki na rynkach prezydent USA wbił Turkom nóż w plecy ogłaszając nałożenie na tureckie towary ceł). Oczywiście trudno jest ocenić, jak będą wyglądać następne ruchy w tej wielkiej geopolitycznej grze, która się na naszych oczach rozgrywa (i która chcąc nie chcąc dotyczy również Polski). 

W średnioterminowej perspektywie akcje zwykle najkorzystniej jest kupować na kilka miesięcy przed apogeum gospodarczej recesji. Nie inaczej było w przeszłości w Turcji.

 

 

Wydaje się rozsądne założenie, że destabilizacja finansowa o skali, z jaką mamy do czynienia ostatnio, doprowadzi do recesji w tureckiej gospodarce tak jak w latach 2008-2009 czy 2001-2002. Na razie recesja się jeszcze nie zaczęła, więc chyba nie ma się co na razie z zakupami tureckich akcji specjalnie spieszyć. 

Przy okazji warto zauważyć, że droga jaką wybiera Turcja walcząc z problemami gospodarczymi (dewaluacja/inflacja) jest odwrotna do tej, na którą zdecydowała się lata temu Grecja (utrzymanie twardej waluty czyli euro za cenę wejścia w wieloletnią gospodarczą depresję). Grecy postanowili być bogaci za cenę bycia niekonkurencyjnymi gospodarczo, Turcy wybrali pozostanie konkurencyjnymi gospodarczo za cenę biedy. 

 

Chociaż pewnie nie jest to bardzo eleganckie, ale poważne problemy innych krajów poprawiają relatywną pozycję Polski na świecie. Rok 2017-ty Polska kończyła na 24-tym miejscu na świecie pod względem wielkości nominalnego Produktu Krajowego Brutto. Dzięki silnym dewaluacjom argentyńskiego peso i tureckiej liry oraz relatywnie słabszym wynikom szwedzkiej gospodarki nasz kraj ma szanse na awans o 3 pozycje w tym zestawieniu w tym roku (ale oczywiście do końca roku zostało jeszcze trochę czasu, więc nie należy jeszcze dzielić skóry na niedźwiedziu). 

 

 

Podsumowując: obecna destabilizacja tureckiego rynku finansowego (skala dewaluacji liry i wzrostu stóp procentowych) przypomina wydarzenia z 2001 i 2008 roku. W obu przypadkach skończyło się to recesją w tureckiej gospodarce, której nastanie stwarzało atrakcyjne średnioterminowe okazje do zakupów tureckich akcji. Na razie chyba jeszcze na to za wcześnie. 

Chińczycy trzymają się coraz słabiej

Ponad rok temu w tekście zatytułowanym „Na drodze do Chinageddonu” opierając się na hipotezie zbliżania się światowego systemu finansowego do kolejnego kryzysu w Azji (owego Chinageddonu) przedstawiłem scenariusz dla WIG-u oparty na założenia podobieństwa obecnego cyklu do tego z lat 1995-1998, w którym do cyklu w październiku 1997 wybuchł kryzys azjatycki. 

 

3ChinextKospi

 

Pisałem wtedy tak:

 

„W tej analogii WIG robi obecnie ostatnią (5-tą) falę zwyżki rozpoczętej po ubiegłorocznej referendum w Wielkiej Brytanii (3-ciej fali hossy według elliottowskiej terminologii), we wrześniu zaliczy silniejszą korektę (4-tą falę), a od końca września do stycznia 2018 uformuje się na WIG-u ostatnia (5-ta) fala rozpoczętej w styczniu ub. r. cyklicznej hossy, która wyprowadzi WIG na nowy historyczny rekord.”

 

Pół roku później WIG w trakcie sesji 23 stycznia rzeczywiście na chwilę wyszedł na poziom nowego historycznego rekordu, a później zanotował silny trwający ponad 5 miesięcy spadek wyglądający jak początek nowej cyklicznej bessy.

Obecnie ta analogia zasugerowana w lipcu 2017 wygląda tak:

 

 

1analogia1997

 

Jak widać WIG od stycznia zachował się słabiej niż w okresie luty-lipiec 1997, ale ostatnie mocne szarpniecie indeksu w górę bardzo przypomina podobny ruch z początku sierpnia 1997. Robiąc zbliżenie można tę analogię przedstawić tak:

 

1analogia19972

 

No cóż, z tego że przedstawiona koncepcja ładnie sprawdzała się w okresie minionego ponad roku nie wynika oczywiście, że tak będzie nadal. Jeśli jednak ktoś nie ma lepszych pomysłów, a do września WIG zdoła się wspiąć jeszcze wyżej osiągając poziomy ze stycznia-lutego, to być może warto będzie rozważyć możliwość nadejście początku kolejnej silnej fali spadkowej już od drugiej połowy miesiąca. 

Zależność, która z wyprzedzeniem sugerowała nadejście obecnego odbicia, sugeruje jego kulminację dopiero w okolicach listopada, ale jak pisałem 2 tygodnie temu:

 

„Oczywiście do precyzyjnych dat nie ma się co przywiązywać. W maju 2015 roku szczyt fali B wystąpił w 8 miesięcy po początku fali A z września 2014. W marcu 2012 szczyt fali B wystąpił w 11 miesięcy po początku fali A z kwietnia 2011. W maju 2008 roku koniec fali B (w postaci trójkąta symetrycznego) ustanowiony został w 10 miesięcy po początku fali A z lipca 2007. Te 3 przykłady sugerują szczyt zwyżki od września do grudnia, a przecież cofając się dalej w przeszłość można by znaleźć jeszcze inne warianty.”

 

… więc obecną wrześniową datę można dołożyć do tej kolekcji.

 

W tej analogii w okolicach września 2018 w Azji w ostrą fazę wejdzie kryzys podobny swym charakterem do „kryzysu azjatyckiego”, który rozpoczął się załamaniem na giełdach w Azji Południowo-Wschodniej w październiku 1997 roku. W moim scenariuszu, który przedstawiałem od kilku lat, w trakcie cyklicznej bessy w okresie 2018-2019 miało dojść do „Chinageddonu” czyli jakiegoś poważniejszego kryzysu na rynkach w Chinach. Dopóki indeksy chińskich rynków akcji takich jak poniższy ChiNext zachowują się tak, jak się zachowują, nie chcę rezygnować z tego scenariusza. Ewentualne przyspieszenie tych spadków będę traktował jako sygnał potwierdzający zbliżanie się momentu przesilenia.

 

1analogia19973

 

Podsumowując: w dobrze się sprawdzającej od ponad roku analogii obecnej sytuacji na GPW z tą sprzed wybuchy kryzysu azjatyckiego obecna zwyżka WIG-u kulminuje w drugiej połowie września, po czym na rynkach akcji dochodzi do tąpnięcia wywołanego załamaniem się cen na chińskich giełdach

Kiedy koniec hossy na akcjach spółek wzrostowych?

Chciałbym wrócić do obserwacji analityków Nomury, o której wspomniałem w czwartek: 3-sesyjne relatywne osłabienie sektora spółek „wzrostowych” („growth stocks”) wobec spółek „tanich” („value stocks”) z końca lipca było najsilniejsze od listopad 2008.

 

Na poniższym wykresie S&P 500 zaznaczyłem wszystkie sytuacje, z okresu minionych 23 lat, kiedy S&P 500 Growth Index tracił wobec S&P 500 Value Index ponad 3,5 proc. w ciągu 3 sesji. 

 

 

Zostawmy teraz tylko te z tych sygnałów, które pojawiają się w nie więcej niż miesiąc po przynajmniej rocznym maksimum S&P 500 Growth. 

 

 

A teraz ograniczmy się tylko do tych sygnałów, które pojawiły się w sytuacji, w której S&P 500 Value jest – tak jak obecnie – ponad 5 proc. poniżej swego rekordu (formuje się dywergencja pomiędzy S&P 500 Growth i S&P 500 Value). 

 

 

Jak widać po tych manipulacjach zostały nam tylko sygnały z 6 stycznia 2000 oraz 3, 12, 13 i 14 kwietnia 2000 (na poniższym obrazku zaznaczone na S&P 500). 

 

 

W średnioterminowym horyzoncie sprawa wydaje się w miarę jasna: hossa na spółkach wzrostowych zbliża się do końca. Oczywiście z punktu widzenia krótkoterminowej spekulacji, to czy jesteśmy w styczniu 2000 (2 miesiące przez końcem globalnej hossy na spółach wzrostowych), czy w kwietniu 2000 (globalna bessa już się rozpoczęła) jest w miarę istotne. 

Osobiście skłaniam się ostrożnie do analogii z początkiem stycznia 2000. Tak wyglądają synchronizacje S&P 500 Growth Index i S&P 500 Value Index wokół sygnałów z 30 stycznia 2018 i 6 stycznia 2000:

 

 

Będę stopniowo zmieniał zdanie, gdy:

1) poniższy wykres względnej siły S&P 500 Growth Index wobec S&P 500 Value Index złamie linię wielomiesięcznej linii trendu wzrostowego (jak w kwietniu 2000);

2) wykres względnej siły S&P 500 Growth Index wobec S&P 500 Value Index spadnie do 3-miesięcznego minimum (jak w kwietniu 2000);

3) 3-sesyjne relatywne osłabienie S&P 500 Growth Index wobec S&P 500 Value Index przekroczy 4,1 proc. (lub 2-sesyjne relatywne osłabienie przekroczy 2,7 proc. lub 1 sesyjne relatywne osłabienie przekroczy 1,8 proc.) jak w kwietniu 2000.

 

 

Podsumowując: powyższe stanowi potwierdzenie hipotezy analogi obecnej sytuacji na rynku akcji spółek wzrostowych (w USA FAANG-ów w Polsce CD Projektów) do pierwszej połowy 2000 roku (szczytu hossy zarówno w ujęciu bezwzględnym jak i relatywnie wobec akcji spółek „tanich”). Na razie nie pojawiły się jeszcze techniczne sygnały podobne do tych, które w połowie kwietnia 2000 sygnalizowały koniec hossy na akcjach spółek wzrostowych i rozpoczęcie się 7-letniego okresu przewagi akcji spółek „tanich” („value stocks”), ale oczywiście wzmożona czujność jest wskazana. 

Pobawmy się algorytmami analizy skupień

Wracajmy do naszych baranów. Dzisiejszy wpis nie jest raczej przeznaczony dla osób, które chciałyby uzyskać prostą autorytatywną rekomendację kupna lub sprzedaży. Mam jednak nadzieję, że może zainteresuje i zainspiruje tych czytelników, którym zdarza się samodzielnie analizować sytuację gospodarczą lub rynkową i którzy nie boją się otworzyć Excela czy innego arkusza kalkulacyjnego (chociaż nawet to nie musi być konieczne). Chciałbym mianowicie przedstawić przykład zastosowania przykładowego algorytmu „analizy skupień” (grupowania, klasteryzacji). Brzmi groźnie, ale po prostu chodzi o metody znajdowania w większym zbiorze danych elementów podobnych. Zastosuję jeden z algorytmów tego typu do problemu, którym zajmowałem się tu dwa tygodnie temu („W USA przemysł jak w 2004 roku, usługi jak w 2000”). 

Zanim przejdę do rzeczy chciałbym zwrócić uwagę na najnowszy komunikat Nomury, w którym analitycy tego banku zwracają uwagę na to, że na ostatnich sesjach lipca „The stock market just experienced the most seismic shift from growth to value since Lehman Brothers„. Chodzi o gwałtownie osłabienie akcji spółek z sektora FAANG (Facebook, Amazon, Apple, Netflix, Google/Alphabet) czyli najpopularniejszych spółek wzrostowych względem spółek „wartościowych” („value stocks„).  Czy to ma związek z wnioskiem, który otrzymałem 2 tygodnie temu analizując wartości wskaźników ISM za czerwiec nie wiadomo, ale warto obserwować dalszy rozwój sytuacji. 1,5 miesiąca temu sugerowałem, że dobrym momentem na pęknięcia inwestycyjne bańki w sektorze FAANG byłyby okolice października. Być może ostatnie osłabienie to jeszcze falstart – coś jak dwie 8-10 proc. 3-5 sesyjne korekty Nasdaq Composite w styczniu 2000, a więc na 2 miesiące przed szczytem ówczesnej hossy w sektorze IT, ale oczywiście pewności tu być nie może. 

Ale wróćmy do problemy znalezienia dla obecnej sytuacji w amerykańskim przemyśle analogów z przeszłości. Użyję tego samego co 2 tygodnie temu zestawu 10 subwskaźników z raportów ISM Manucturing (dane do czerwca włącznie, bez wczorajszego raportu za lipiec), ale do znalezienia podobnych do czerwcowego epizodów historycznych użyję innego narzędzia: programu PAST3 autorstwa  Øyvinda Hammera z Muzeum Historii Naturalnej przy uniwersytecie w Oslo („Hammer, Ø., Harper, D.A.T., Ryan, P.D. 2001. PAST: Paleontological statistics software package for education and data analysis. Palaeontologia Electronica 4(1): 9pp.„).

 

Past is free software for scientific data analysis, with functions for data manipulation, plotting, univariate and multivariate statistics, ecological analysis, time series and spatial analysis, morphometrics and stratigraphy.

 

Proponuję od razu klikną tu i ściągnąć sobie ten darmowy programik (5 MB). Uruchomienie go zajmie kilka sekund (nie wymaga instalacji). Oczywiście można też użyć jakiegoś innego programu do analizy statystycznej (Statistica itp.)

Program jest bardzo rozbudowany, ale nas dziś interesować będzie jedynie opcja oznaczona na górnym pasku jako Multivariate (analiza wielowymiarowa) i zawarte tam różne algorytmy klastrujące, którymi posłużę się do znalezienia sytuacji w przemyśle przetwórczym USA podobnych do tej z czerwca. Najbardziej pracochłonną częścią zadania może okazać się ściągnięcie sięgającej lipca 1997 roku historii 10 subwskaźników raportu ISM, którymi posługiwałem się przed tygodniem. Gdy mamy ją już w Excelu, po prostu kopiujemy ją do programu PAST3, który sam wygląda jak arkusz kalkulacyjny, wcześniej zaznaczając w nim w lewym górnym roku opcje włączenie kolumny „Row attributes” i wiersza „Column attributes”, w których znajdą się odpowiednio daty poszczególnych raportów ISM oraz nazwy poszczególnych wskaźników. Potem zaznaczamy wszystkie dane, klikamy Multivariate->Clustering->Classical i dostajemy drzewko wyglądające tak (na czerwono zaznaczyłem nasz czerwiec 2018):

 

pastismmanczeerrwiec20182

 

Ponieważ nic nie widać, to zróbmy sobie zbliżenie na gałąź otrzymanego drzewa, na której siedzi nasz czerwiec 2018 (a którą zaznaczyłem powyżej czerwoną ramką). 

 

pastismmanczeerrwiec2018zoom

 

Jak interpretować otrzymany rezultat działania zastosowanego algorytmu analizy skupień (algorytmy klastrującego)? Bardzo prosto. Do czerwcowej sytuacji w przemyśle USA widzialnej przez pryzmat wartości 10 subwskaźników z raportu ISM Manufacturing najbardziej podobna była sytuacja z lipca 2004, potem z czerwca 2004. Dalej pojawia się luty 2004 oraz maj 2018 (czerwona ramka). Tą ostatnią datę oczywiście ignorujemy, bo jasne jest, że pomiędzy obrazem koniunktury w przemyśle USA w czerwcu i maju tego roku nie zaszły wielkie zmiany. Im dalej od gałązki odpowiadającej czerwcowi 2018 tym podobieństwo maleje (pojawiają się tam takie daty jak sierpień 2004, październik 2004, kwiecień 2010, maj 2010, marzec 2010, grudzień 2004, styczeń, luty i kwiecień 2011 itd. 

To (lipiec 2004) jest podobny wynik, co uzyskany 2 tygodnie temu (luty 2004) za pomocą znacznie bardziej prymitywnej metody. 

Oczywiście niewielu z nas tak naprawdę przejmuje się bardzo koniunkturą w przemyśle USA. Interesuje nas raczej kwestia przyszłego zachowania cen na rynkach. Powtórne pojawienie się analogii obecnej sytuacji do tej z 2004 roku sugeruje łagodny przebieg trwającej najprawdopodobniej cyklicznej bessy na rynku akcji (a la 2004-2005).

Oczywiście na dalszych miejscach pojawiają się takie daty jak kwiecień 2010 (czyli zaraz będzie korekcyjny „Flash Crash”), czy nawet okres styczeń-kwiecień 2011 (w kwietniu 2011 zaczęła się na S&P 500 szybka półroczna bessa), więc nie można tezy o analogii z 2004 rokiem traktować jak słów wyroczni. 

Oczywiście ktoś zapyta się, czy to w ogóle tak działa, to znaczy, czy z faktu podobieństwa danej sytuacji w przemyśle USA do jakiegoś epizodu z przeszłości wynika jakieś podobieństwo zachowania rynku akcji po obu momentach. Postanowiłem zrobić test. Załóżmy, że jesteśmy na początku lutego 2016, czyli znamy dane ISM za styczeń i zastanawiamy się, co one mogą znaczyć dla rynku akcji. Wklejamy dane do PAST3 klikamy Multivariate->Clustering->Classical i otrzymujemy poniższy wynik (wyciąłem interesujący nas fragment drzewa):

 

PASTISMManDoStycznia2016ZOOMZRamk

 

Czyli na początku lutego 2016 otrzymujemy informację, że sytuacja w styczniu 2016 zdawała się być podobna do tej z (w malejącej kolejności) listopada 1998, października 1998, września 1998, sierpnia 1998, lipca 1998 i czerwca 1998. To wynik sugerujący, że nowa cykliczna hossa (odpowiednik hossy październik 1998-marzec/wrzesień 2000) się właśnie rozpoczęła, co jak się okazało było jak najbardziej prawdą:

 

20161998

 

To oczywiście może być przypadek, ale mam nadzieję, że ten obiecujący wynik zachęci kogoś to pobawienia się w podobny sposób na innych zbiorach danych (np. wskaźnikach technicznych dla GPW) i podzielenia się rezultatami w komentarzu. 

Ja ze swej strony pewnie od czasu do czasu będę wrzucał jakieś mam nadzieję interesujące zastosowania tej metody. 

 

Podsumowując: algorytmy analizy skupień mogą być potencjalnie interesującą alternatywną techniką badania gospodarki i rynków. Dla przemysłu w USA analogia z 2004 rokiem została potwierdzona, ale oczywiście należy z nią uważać, bo sektor FAANG zapewne w małym stopniu zależy od tego co się dzieje w przemyśle Stanów Zjednoczonych (a potwierdzenia analogii 2016-1998 sugeruje, że prawdziwa może być analogia 2018=2000).