Miesiąc: Styczeń 2019

FED mięknie, ale nadal redukuje wielkość swego portfela obligacji

Rezerwa Federalna podnosząc w grudniu po raz czwarty ubiegłym roku wysokość stóp procentowych przestraszyła rynek akcji, który zareagował wygenerowaniem serii sygnałów nie widzianych od czasów Wielkiej Depresji albo i dłużej (patrz „Cykl prezydencki – na razie – najsłabszy od lat 30-tych„, „1900 – rynek legenda„, „1987 czy 1929? Wybór nie należy do ciebie„). Tego z kolei przestraszył się FED i jego przedstawiciele najpierw uspokoili rynek sugestiami spadku prawdopodobieństwa dalszych agresywnych podwyżek, a wczoraj po posiedzeniu FOMC deklaracją, że w razie potrzeby możliwe jest dostosowanie tempa skali redukcji sumy bilansowej (od października wynoszącego 50 mld dolarów miesięcznie). Rynek przywitał to wzrostem zarówno cen obligacji i akcji. 

Bardzo łatwo jest podać i to na wiele różnych sposobów proste kryteria, które na podstawie doświadczeń minionych 20 lat dosyć jednoznacznie sugerować będą, że ostatnie odbicie to jedynie korekta w bessie. 

 

 201901311SP500

 

Problem polega na tym, że zastosowanie tych samych kryteriów do wcześniejszych notowań S&P 500 prowadzi do zgoła odmiennych wniosków:

 

201901312SP500

 

Wydaje się, że analiza techniczna nie jest w stanie rozstrzygnąć dylematu, czy mamy obecnie do czynienia z taką sytuacją jak pod koniec października 2015, w drugiej połowie kwietnia 2008 i w drugiej połowie kwietnia 2001, czy też lepszym wzorcem dla przyszłego zachowania cen akcji na Wall Street jest zachowanie S&P 500 po sygnałach z listopada 1990, stycznia 1988 oraz sierpnia 1984.

Dodatkowe informacje muszą pochodzić spoza rynku. 

Wróćmy do działań Rezerwy Federalnej. Rynek wczoraj ucieszył się obietnicą możliwości wyłączenia „autopilota”, który od IV kw. 2017 steruje redukcją posiadanego przez FED portfela obligacji. Ale na razie ten „autopilot” nie został wyłączony czy też przeprogramowany. Przyjrzyjmy się jak działa:

 

201901313FEDobligacje

 

Od szczytu z lat 2014-2017 na poziomie 2456 miliardów dolarów portfel obligacji w posiadaniu FED skurczył się na razie o 245 mld dolarów. Tylko raz w przeszłości mieliśmy do czynienia z podobną nominalnie skalą redukcji – w 2008 roku. Wtedy wartość portfela obligacji FED zaczęła spadać w drugiej połowie 2007 roku z poziomu 790 miliardów dolarów i  tyle co obecnie – czyli o 245 mld – zdołała spaść do maja 2008. 4 miesiące później przyszedł upadek Lehmana i panika rynkowa, która zmusiła FED do zmiany kierunku polityki pieniężnej o 180 proc. (przejścia z redukcji wielkości swego portfela obligacji do ich masowego skupu znanego jako „quantitative easing”). 

Osobiście na podstawie bardzo wielu sygnałów napływających z różnych segmentów globalnego rynku preferują analogię obecnej sytuacji do tej kwietnia 2001. Ale zachowanie wartości portfela obligacji Rezerwy Federalnej podobne do tej pory do tego z lat 2007-2008 sugeruje, że analogia z wiosną 2008 również powinna być brana pod uwagę. Gdyby dalszy rozwój wydarzeń miał przypominać ten z 2008 roku, to FED rzeczywiście wyłączy i przeprogramuje „autopilota” sterującego „quantitative tighhtening”, ale dopiero po jakimś wydarzeniu rynkowym uruchamiającym jeszcze jedną falę wyprzedaży na rynkach akcji. 

 

Podsumowanie: Rezerwa Federalna nadal redukuje wielkość swego portfela obligacji w sposób w przeszłości obserwowany jedynie w latach 2007-2008 (przed upadkiem Lehman Brothers). Dotychczasowa skala redukcji (245 mld USD) wyrównała tą zanotowaną w maju 2008. Wydaje się, że FED zgodnie z wczorajszą obietnicą prędzej czy później (zapewne jeszcze w tym roku) dokona dostosowania skali i tempa trwającego QT, ale nastąpi to dopiero po kolejnym epizodzie rynkowej paniki w najbliższych miesiącach. Takie hipotetyczne złagodzenie polityki pieniężnej polegające na ograniczeniu tempa „ilościowego zaostrzania” polityki pieniężnej powinno stworzyć podstawy do nowej cyklicznej hossy na rynkach akcji. 

 

 

Druga fala wzrostu indeksu WIG-Energia?

Wykres względnej siły globalnego indeksu akcji spółek użyteczności publicznej (Utilities) jest jednym z licznych narzędzi, które sugerują, że obecna sytuacja w światowej gospodarce i na rynkach jest bardzo podobna do tej z 2001 roku. 

 

20190130wzglsiaUtilities

 

1,5 miesiąca temu wywiodłem z tego uzasadnienie dla ówczesnej fali wzrostowej cen akcji wchodzących w skład polskiego indeksu WIG-Energia („WIG-Energia na fali globalnego popytu na akcje defensywnych spółek„). Ówczesne rozważania zakończyłem następującym wnioskiem:

 

„techniczne analogie z sytuacją tego indeksu z listopada 2013 i marca 2017 sugerują korektę do okolic lutego 2019 i późniejsze nadejście drugiej fali zwyżki kulminującej w okresie maj-listopad 2019.”

 

Korekta okazała się znacznie krótsza a ostatnie sesji przyniosły przyspieszenie wzrostu wartości WIG-Energia sugerujące, że być może druga fala zwyżki już się rozpoczęła, chociaż oczywiście możliwe jest, że korekta nadal trwa a jedynie przyjmuje bardziej złożoną postać. 

 

20190130WIGEnergia

 

Zamieszczoną na powyższym obrazku propozycję interpretacji obecnej sytuacji na indeksie WIG-Energia należy jednak traktować z ostrożnością: analogiczne do ostatniego sygnały z 2017 i 2013 roku pojawiały się podczas ogólnej cyklicznej hossy na całym rynku. Obecnie – jeśli analogie z początkiem 2001 roku – są poprawne, cały czas znajdujemy się w obrębie globalnej cyklicznej bessy, w której ostatnie wzrosty są ciągle jeszcze jedynie korektą. 

Jeśli globalny sektor „utilities” jest obecnie przez inwestorów traktowany jako sektor defensywny, to powinien wykazywać ujemną korelację z rentownością obligacji skarbowych. I tak się rzeczywiście ostatnio dzieje w przypadku indeksu WIG-Energia. 

 

 

2019013031WIGEnergiaRent

 

Myślę, że na poziom indeksu WIG-Energia może też wpływać w najbliższym czasie zachowanie cen praw do emisji dwutlenku węgla (na poniższym obrazku w odwróconej skali):

 

201901304WIGEnergiaCO2

 … oraz cen węgla (również w odwróconej skali):

 

201901305WIGEnergiaWgiel

 

Zachowanie tych parametrów powinno wpływać na zdolność wykresu względnej siły WIG-Energia do WIG-u do dotarcia w najbliższych miesiącach do górnego ograniczenia kanału trendu spadkowego, w obrębie którego przebywa od 9 lat. 

 

201901306WIGEnergiaDOwig2

 

Podsumowanie: na zdolność indeksu WIG-Energia do kontynuowania rozpoczętej we wrześniu zwyżki (a przynajmniej umacniania się względem reszty rynku) wpływ powinno mieć zachowanie światowego rynku obligacji skarbowych. Spadek rentowności obligacji skarbowych powinien sprzyjać wzrostom wycen akcji z sektorów defensywnych takich jak sektor przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Wsparciem dla akcji spółek wschodzących w skład indeksu WIG-Energia powinny też być w mniejszym stopniu ewentualne spadki cen praw do emisji dwutlenku węgla oraz cen węgla. 

 

 

Sknerus McKwacz a ceny akcji w Imperium Brytyjskim

Z jakichś powodów nie istnieją chyba dobrej jakości dane na temat historycznych cen akcji w Wielkiej Brytanii. Jakieś fragmentaryczne serie skompilowane zostały przez amerykańskie NBER i dostępne są w NBER Macrohistory Database. Można je znaleźć też w bazie danych FRED oddziału Rezerwy Federalnej z Saint Louis. Wybrałem cztery z nich i prezentuję je poniżej. 

 

 201901291uk

201901292uk

201901293uk

201901294uk

 

Jak widać ceny instrumentów finansowych w Wielkiej Brytanii osiągnęły szczyt w latach 1896-1900 i rozpoczęły systematyczny spadek kulminujący dopiero w apogeum Wielkiej Depresji latem 1932 roku. 

Nasuwa się pytanie co takiego wydarzyło się w latach 1886-1900? Na razie jedyne co mi przychodzi do głowy to  druga największa w historii USA „gorączka złota” wywołana odkryciem złóż tego kruszcu na Alasce w 1986 roku:

 

„W komiksach i filmach ze Skerusem McKwaczem opowiada się, że stał się bogaty po tym jak znalazł złoto na działce w Klondike, którą kupił za niewielkie pieniądze. Nie ono go jednak uczyniło najbogatszym kaczorem na świecie, ale inwestycje, które dzięki niemu dokonał, a pieniądze z nich przeznaczył na kolejne.” 

 

… oraz wojna amerykańsko-hiszpańska z 1898 roku, która kończyła okres izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych. 

 

„In many ways, the gold rush was a media event, and newspapers did very well fueling the public’s insatiable appetite for information from the land of gold. William Randolph Hearst, the father of “yellow journalism,” who is credited with starting the Spanish-American war through his inflammatory news coverage, put the Klondike on the front page of his newspapers.

 

 

 

Intuicyjnie czuję, że kwestia złota może mieć tu rzeczywiście jakieś znaczenie, bo w 1899 roku wybucha również II Wojna Burska, której przyczyną było odkrycie na południu Afryki największych na świecie zasobów złota. 

 

„The Witwatersrand Gold Rush was a major contributing factor of the failed Jameson Raid of 1895 to 1896, and of the outbreak of the Second Boer War in 1899. Boer resentment over the large number of foreigners (Uitlanders) in the Witwatersrand led to heavy taxes and the denial of voting rights for the gold miners, and in response the Uitlanders and the British owners of the mines began to pressure the overthrow of the Boer government.”

 

Pomijając rozważania historyczne i szukając jakiegoś praktycznego wniosku z powyższego można próbować postawić ryzykowną (bo opartą na jednym przypadku) tezę, że początek wojny hegemonicznej w ramach cyklu Modelskiego (w tym przypadku I i II Wojny Światowej) następuje dopiero w 14-18 lat po szczycie cen instrumentów finansowych w kraju pełniącym rolę globalnego hegemona.

Poziom cen instrumentów finansowych na danym rynku można tu traktować jako wskaźnik ogólnego zdrowia i siły gospodarczej kraju. Różni pretendenci do roli nowego hegemona odważają się zaatakować „basiora” („samca alfa„) dopiero zauważając wyraźne objawy jego słabnięcia. Kilkunastoletni okres spadku cen instrumentów finansowych na rynku Wielkiej Brytanii rozpoczęty w latach 1896-1900 można uznać za taki właśnie sygnał, który został zinterpretowany przez różnych pretendentów do globalnej hegemonii za objaw wejścia Imperium Brytyjskiego w okres terminalnego osłabienia.

Jak się później okazało był to wniosek słuszny, chociaż zanim Wielka Brytania ostatecznie utraciła swój status globalnego hegemona zdołała jeszcze pokonać swoich bezpośrednich wrogów w dwu straszliwych wojnach światowych. Wyczerpało to jednak jej siły na tyle, że USA, które w trakcie obu wojen próbowały maksymalnie długa „stać z bronią u nogi”, ale ostatecznie opowiadały się po stronie Brytyjczyków, zdołały po zakończeniu tych wojen odebrać Wielkiej Brytanii status globalnego hegemona niczym dziecku lizaka. 

Biorąc pod uwagę, to że ceny akcji na rynku obecnego globalnego hegemona – USA – osiągnęły historyczny szczyt w 2018 roku – na podstawie brytyjskiego precedensu można spekulować, że konkurenci USA nie zdecydują się na rozpoczęcie nowej wojny hegemonicznej w ramach cyklu Modelskiego przynajmniej do lat 2032-2036. 

 

Podsumowanie: początek poprzedniego pokolenia wojny hegemonicznej (I i II Wojna Światowa) nastąpił po 14-18 latach spadających cen instrumentów finansowych na rynku ówczesnego globalnego hegemona czyli Wielkiej Brytanii. 

 

 

 

Czy nasz rynek akcji zachowa się typowo?

Pod koniec października ub. r. roczna zmiana WIG-u przekroczyły -17 proc. Taka sytuacja zdarzała się podczas każdego z poprzednich cyklicznych spadków cen akcji na GPW za wyjątkiem bessy z lat 2004-2005, która przyjęła postać wyjątkowo łagodnej „pędzącej” korekty. W każdym z tych przypadków spadek rocznej dynamiki WIG-u poniżej poziomu -13 proc. pojawiał się zwykle podczas pierwszej fazy bessy, po której przychodziła jakaś forma korekty wzrostowej, poprzedzająca drugą i ostatnią falę spadku (o zróżnicowanej skali). 

 

201901281WIG

 

W tych 6-ciu zilustrowanych na powyższym obrazku przypadkach ostateczny koniec bessy następował w odpowiednio 4, 9, 9, 11, 9 i 7 miesięcy po sygnale podobnym do październikowego. W obecnych realiach daje to okres pomiędzy lutym a wrześniem br. jako oczekiwany termin końca bessy. To wynik, który zwykle tu otrzymuję generalnie niezależnie od metod, które stosuję. Średnia z tych liczb to 8 miesięcy (dołek bessy w czerwcu), a mediana 9 miesięcy (dołek bessy w lipcu). 

Jedyną wątpliwość jaką można mieć to przypadek poprzedniej bessy z lat 2015-2016, kiedy to analogiczny do październikowego sygnał wystąpił w grudniu 2015 tuż przed końcem bessy na WIG-u a wtórny – „brexitowy” – dołek 7 miesięcy później był już tylko korektą nowej hossy. Jest to o tyle intrygujące, że już w bessie z lat 2011-2012, wtórny spadek też był bardzo umiarkowany i przyjął jedynie formę testu dołków z drugiej połowy 2011 roku.

Czyżby rynek stopniowo uczył się powstrzymywania ataku paniki w końcówce cyklu?

Warto jednak zauważyć, że nawet w tym przypadku z lat 2015-2016 ten wtórny dołek WIG-u z lipca 2016 był 1) 4,5 proc. poniżej poziomu, na którym w grudniu 2015 pojawił się omawiany sygnał (powtórka obecnie oznaczałaby WIG na poziomu 53000 pkt. w maju  (wobec 60000 pkt. obecnie), 2) WIG-20 zaliczył w lipcu 2015 nowy dołek  bessy i 3) ówczesny sygnał pojawił się w 2 miesiące po oczekiwanym na poziomie typowej długości cyklu Kitchina terminie końca bessy, gdy tymczasem obecnie pojawił się na 4-7 miesięcy przed takim terminem. 

Te trzy ostatnie argumenty osłabiają nietypowość poprzedniego cyklu, ale oczywiście trzeba dopuścić myśl, że rynek się powoli uczy anatomii cyklu Kitchina, co powoduje zmianę jego charakterystyki. Osobiście jestem sceptyczny. Co prawda nie posunąłbym się aż do trawestowania jednego z polskich dziennikarzy „Rynek nie jest głupi. Jest jeszcze głupszy!”, bo to mogłoby się boleśnie zemścić, ale raczej jednak trzymam się ostrożnego założenia, że w obecnym cyklu wszystko rozegra się jednak generalnie w ramach najbardziej typowego schematu, a nawet jeśli zostanie on naruszony, to zwlekanie z decyzją o przenosinach z obligacji skarbowych na akcje, nie przyniesie dużych strat. 

Oczywiście obecny cykl może okazać się zupełnie nietypowy, ale nie posiadając jakichś szczególnych przesłanek na poparcie tej tezy, chyba bezpieczniej jest jednak trzymać się standardowego scenariusza. 

 

Podsumowanie: we wszystkich dotychczasowych cyklach hossa-bessa na WIG-u poza jednym (2004-2005) optymalny moment na kupno akcji przychodził w 4-11 miesięcy po takim sygnale jak ten z końca października („zmiana roczna WIG po raz pierwszy w danym cyklu spada poniżej -13 proc.”). W obecnych realiach daje to okres od lutego do września jako dobrze znajome oszacowanie terminu początku nowej hossy na krajowym rynku akcji. 

 

 

Rynek drewna w USA dyskontuje spadek stóp?

Pod koniec października ub. r. w tekście zatytułowanym „Donald Trump jak puszczyk plamisty” komentując ówczesny krach na amerykańskim rynku kontraktów terminowych na drewno sugerowałem, że

 

rynek ten znajduje się w bardzo podobnej pozycji jak na przełomie czerwca i lipca 1993 roku. Ćwierć wieku temu taka sytuacja bezpośrednio poprzedziła wzrost cen kontraktów o ponad 100 proc. w przeciągu 6 miesięcy.”

 

Na razie po 3 miesiącach cena kontraktów na drewno na giełdzie chicagowskiej wzrosła jedynie o 25 proc. do najwyższego poziomu od 4 miesięcy, ale sytuacja chyba nie uległa wielkiej zmianie więc po prostu uaktualniam dziś wykresy z października. 

 

201901251lumber

201901252lumber 

Żeby jednak nie było nudno obejrzyjmy sobie jeszcze wykres Housing Market Index publikowany przez National Association of Home Builders (NAHB) i Well Fargo. W grudniu 2017 miał on wartość (74 pkt.) w przeszłości obserwowaną jedynie w latach 1998-1999. W grudniu 2018 spadł do poziomu (56 pkt.). W przeszłości takie zejście z równie wysokiego co w grudniu 2017 poziomu do poziomu obserwowanego w grudniu 2018 zdarzyło się wcześniej jedynie raz – w styczniu 2001 roku. Czyli obecnie mamy sytuację podobną do tej z lutego 2001. Brzmi znajomo?

 

201901253NAHB

 

Co robiły wtedy kontrakty na drewno na CME? Co ciekawe, również zakręcały w górę po silnym spadku szykując się do wzrostu o ok. 100 proc. w ciągu 4 miesięcy. Powtórka tego schematu wyglądałaby tak:

 

201901254NAHB

 

Ubiegłoroczny krach na kontraktach na drewno był spowodowany pogorszeniem się koniunktury w sektorze deweloperskim w USA (patrz spadek wartości Housing Market Index) spowodowanym podwyżkami stóp FED i wzrostem rentowności długoterminowych obligacji do najwyższych poziomów od kilku lat (kredyty hipoteczne podrożały).

Ostatnie odbicie cen w górę na rynku drewna związane jest zapewne z nadziejami, że FED ewentualne spowolnienie gospodarcze, krach na rynku ropy naftowej czy spadki na rynku akcji zmniejszają prawdopodobieństwo silnego wzrostu stóp procentowych w najbliższym czasie.

W 2001 roku krach na rynku Nasdaq wymusił na FED rozpoczęcie obniżek stóp, które ostatecznie spadły do 2003 roku do wysokości 1 proc., co uruchomiło szaloną falę spekulacji na rynku nieruchomości.

Na razie do obniżek stóp FED takich jak te, które się rozpoczęły w styczniu 2001 (z 6,5 proc. do 1 proc. 2,5 roku później), co uruchomiło ówczesny rajd na cenach drewna, jest zapewne raczej daleko, ale ostatnie wyjście cen drewna na 4-miesięczne maksimum sugeruje, że rynek nie wyklucza powtórki schematu sprzed 18 lat (z poprzedniego cyklu Kuznetsa). 

Jak będzie tym razem oczywiście nie wiadomo, ale wydaje się, że ewentualne spadki rentowności obligacji skarbowych powinny wspierać rynek drewna. 

 

Podsumowanie: ceny kontraktów na drewno na CME wzrosły do 4-miesięcznego maksimum zgodnie z analogią proponowaną 3 miesiące temu (wzrost o 100 proc. w ciągu 6 miesięcy). Ostatni spadek wartości NAHB-Wells Fargo Housing Market Index z bardzo wysokich poziomów rok wcześniej przypomina podobne zachowanie z początku 2001 roku. Wtedy również ceny drewna podrożały o ok. 100 proc. w ciągu 4 miesięcy. 

 

 

Takie rzeczy się zdarzają w bessie

W środę rosnący od końca października WIG-20 dodarł do strefy oporu wyznaczonej przez szczyty z sierpnia 2018 i maja 2017 oraz dołki z grudnia 2017 i lutego 2018 wychodząc zarazem na najwyższy  poziom od prawie 11 miesięcy.

 

201901240WIG20

 

Ta ewidentna siła naszego rynku akcji największych spółek skłoniła niektórych do postawienia tezy głoszącej, że od października mamy już do czynienia z nową cykliczną hossą. Nie pasuje to oczywiście do większości rozważanych przeze mnie tu scenariuszy, ale biorąc pod uwagę fakt, że kondycja polskiej gospodarki wydaje się ostatnio raczej dobra, a tempo wzrostu gospodarczego w naszym kraju było w ub. r. najwyższe w Unii Europejskiejto przecież nie można a priori odrzucić i takiej wersji rozwoju wydarzeń

Postanowiłem sprawdzić, czy takie rzeczy się zdarzały się w przeszłości w trakcie cyklicznej bessy, w której – zgodnie z preferowanym przeze mnie scenariuszem – nadal krajowy rynek akcji się znajduje. Zaznaczmy sobie te okresy cyklicznych „rynków niedźwiedzia” na wykresie WIG-u 20 (na czerwono na poniższym obrazku). 

 

201901241WIG20bessy

 

Sprawdźmy teraz, czy w którymś z tych okresów WIG-20 wychodził podczas korekty (zapewne „fali B”) na przynajmniej 10 miesięczne maksima. 

 

201901243WIG20na10miesmax

 

Jak widać sytuacja podobna do obecnej zdarzyła się w okresie minionego ćwierćwiecza dwukrotnie: w lutym 1998 na 3 tygodnie przed początkiem późniejszego silnego 7-miesięcznego załamania wywołanego kryzysem rosyjskim oraz w grudniu 2004 podczas ówczesnej bardzo łagodnej „pędzącej” bessy trwającego do maja 2005. 

Jeśli osłabimy nieco powyższe kryterium szukając jedynie 7-miesięcznych maksimów dostajemy jeszcze dodatkowy sygnał w szczycie fali B w maju 2015 roku. 

 

201901244WIG20na7miesmax

 

Spójrzmy na obecną sytuację jeszcze z innej strony: pod koniec października WIG-20 był na najniższym poziomie od 20 miesięcy. W ciągu niecałych 3 miesięcy wyszedł na 10-miesięczne maksimum. Coś takiego w przeszłości zdarzyło się jedynie raz: w lutym 1998 roku, a więc podczas korekcyjnej fali wzrostowej rozdzielającej spadki cen akcji wywołane kryzysem azjatyckim i kryzysem rosyjskim. 

 

201901246WIG20wychodzina10miesmaw3mieszrocznegominninmum

 

Jeśli damy na ten wzrost nie 3 a 4 miesiące, to pojawi się dodatkowy sygnał z września 2012 – tym razem już w trakcie hossy (bardzo słabej na WIG-20). 

 

201901245WIG20wychodzina10miesmaw4mieszrocznegominninmum

 

Co ciekawe powtarzającą się przy obu podejścia analogię obecnej sytuacji do tej z lutego 1998 przypomniałem tu 3 dni temu komentując informację o najwolniejszym od 1990 roku tempie wzrostu chińskiej gospodarki w ub. r. („Chiny zwalniają ale nadal unikają kryzysu„). 

Oczywiście nie wiadomo, czy wersja bessy przerabiana w latach 1997-1998 zostanie ponownie wdrożona w latach 2018-2019. Można jedynie stwierdzić, że dotychczasowe zachowanie rynku tego nie „wyklucza”. 

A co jeśli w jakiś magiczny sposób problemy z trwającym na świecie spowolnieniem gospodarczym, restrykcyjną polityką FED, Brexitem i amerykańsko-chińskim sporem handlowym zostaną w jakiś magiczny sposób rozwiązane i rzeczywiście mamy już hossę, albo przynajmniej tak łagodną bessę jak ta z lat 2004-2005? No cóż, zarówno w 2005 jak i 2012 roku można było jeszcze trochę poczekać z decyzją o kupnie akcji: po sygnale z grudnia 2004 WIG-20 był niżej 1,5 miesiąca później i 5,5 miesiąca później, a po sygnale z września 2012 WIG-20 był niżej 2 miesiące później. Wydaje się więc, że gdyby zaszła taka potrzeba, to na ewentualną zmianę zdania co do średnioterminowych perspektyw rynku akcji jeszcze będzie czas. 

 

Podsumowania: wyjście WIG-20 na najwyższy poziom od prawie 11 miesięcy dowodzi dużej siły segmentu akcji dużych spółek krajowego rynku, ale nie jest sprzeczne z preferowanym scenariuszem, w którym jest to jedynie korekta cyklicznej bessy. Obecna sytuacja wykazuje największe podobieństwo do tej z lutego 1998 roku, na 3 tygodnie przed początkiem kolejnej fali ówczesnej cyklicznej bessy wywołanej kryzysem rosyjskim. 

 

 

 

Polskie akcje na ziemi niczyjej

Postanowiłem nieco zmodyfikować metodę poszukiwania sygnałów do dystrybucji i akumulacji akcji notowanych na GPW opisywaną wcześniej w tym miejscu kilkukrotnie („Tuż poza strefą akumulacji akcji„, „Cykl nadal w obszarze sprzedaży dla akcji„, „Inflacyjna faza ożywienia – czas dystrybucji akcji„). Metoda sprowadzała się do traktowania dezinflacyjnych faz spowolnienia gospodarczego (kiedy spada tempo i wzrostu PKB i dynamiki CPI) w gospodarce naszego kraju jako okresów kupowania polskich akcji, zaś inflacyjnych faz ożywienia gospodarczego (kiedy rośnie tempo i wzrostu PKB i dynamiki CPI) jako okresów dobrych do sprzedaży akcji. Jej wadą było wykorzystywanie kwartalnych danych GUS na temat rocznego tempa wzrostu PKB, które publikowane są co 3 miesiące. Pomyślałem, że skoro co miesiąc liczę sobie na podstawie miesięcznych danych GUS na temat produkcji w przemyśle, produkcji budownictwa i sprzedaży detalicznej przybliżenie rocznej dynamiki PKB, to mogę wykorzystywać tę aproksymację nie czekając na oficjalny raport GUS na temat PKB. 

W grudniu mój model dynamiki PKB sugerował relatywnie niskie +3,7 proc. roczne tempo wzrostu. Rok wcześniej w grudniu 2017 wartość modelu również była niska i wyniosła +3,8 proc. Mamy więc spadek tempa wzrostu PKB, ale niewielki wynoszący jedynie ok. -0,1 pkt. proc. 

Silniej – o 1 pkt. proc. – spadła roczna dynamika CPI (+2,1 proc. w grudniu 2017 do +1,1 proc. w grudniu 2018). 

Pisząc na ten temat w grudniu 2017 zdefiniowałem uruchomiony wtedy sygnał sprzedaży dla WIG-u jako sytuację, w której:

 

„(…) roczna dynamika PKB rośnie w ciągu roku o przynajmniej 2,1 pkt. proc. a równocześnie roczna dynamika CPI rośnie w ciągu roku o nie mniej niż 1,5 pkt. proc. (…)

 

… a sygnał kupna dla WIG-u jako sytuację, w której:

 

„(…) roczna dynamika PKB spada w ciągu roku o więcej niż 0,8 pkt. proc., a równocześnie roczna dynamika CPI spada w ciągu roku o przynajmniej 1 pkt. proc. (…)”

 

Jak widać mamy już wystarczający do uruchomienia sygnału kupna spadek dynamiki CPI (-1 pkt. proc.), ale skala spowolnienia gospodarczego (-0,1 pkt. proc. od grudnia 2017 do grudnia 2017) jest na razie niewystarczająca. 

Wrzućmy sobie miesiące z ostatnich 20 lat na wykres. 

 

201901231PCA

 

Każda kropka to jeden miesiąc. Miesiące z inflacyjnych faz ożywienia gospodarczego będą pojawiać się po prawej stronie wykresu, miesiąc z deflacyjnych faz spowolnienia gospodarczego po lewej stronie wykresu. Zielony obszar (wokół litery „k”) wyznaczony jest przez miesiące, w których WIG ustanawiał cykliczne dna bessy (październik 1998, październik 2001, maj 2005, luty 2009, czerwiec 2012, styczeń 2016). Czerwony obszar (wokół litery „s”) wyznaczony jest przez miesiące, w których WIG ustanawiał cykliczne szczyty hossy (marzec 2000, kwiecień 2004, lipiec 2007, kwiecień 2011, wrzesień 2014 i styczeń 2018). Niebieski kwadrat blisko centrum wykresu to grudzień 2018. 

Jak widać grudzień 2018 wyszedł z obszaru „dystrybucji akcji”, ale nie znalazł się w obszarze „akumulacji akcji”, lecz na terenie „ziemi niczyjej”. Myślę, że można to potraktować jako brak sygnału kupna po wcześniejszych sygnałach sprzedaży. 

Oczywiście wadą oparcia się na danych miesięcznych jest podwyższona zmienność i brak odporności na sezonowe wahania wywołane różnicami w liczbie dni roboczych w poszczególnych latach. Innymi słowy mogą się zdarzać przypadkowe fluktuacje wartości modelu dynamiki PKB generujące – lub nie – być może fałszywe sygnały. 

Np. jeśli w styczniu br. tempo wzrostu gospodarczego okaże się równie niskie jak w grudniu, to biorąc pod uwagę bardzo wysokie wskazania mojego modelu dynamiki PKB ze stycznia 2018 (+5,8 proc.) otrzymalibyśmy zapewne zdefiniowany powyżej sygnał kupna (o ile dynamika CPI spadłaby również do przynajmniej +0,9 proc. z grudniowych +1,1 proc.). 

Gdyby taki sygnał kupna się pojawił, to należy go oczywiście odnotować, ale traktować tylko jako jedną ze wskazówek, która może okazać się niedoskonała. Na przykład podczas bessy z lat 2000-2001 tak zdefiniowany sygnał kupna pojawił się już w grudniu 2000, a więc całe 9-10 miesięcy zbyt wcześnie. 

 

Podsumowanie: akcje zwykle należy akumulować podczas dezinflacyjnej (spada roczna dynamika wskaźnika inflacji) fazy spowolnienia gospodarczego (spada roczna dynamika wzrostu gospodarczego), ale zastosowane powyżej metody nie sugerują, by w grudniu ub. r. polska gospodarka już osiągnęła etap cyklu, na którym w przeszłości kupowanie akcji okazywało się zwykle dobrym pomysłem. 

 

 

W grudniu 2018 polska gospodarka rosła najwolniej od 20 miesięcy

Kilkadziesiąt minut temu GUS podał dane na temat realnej dynamiki sprzedaży detalicznej w grudniu ub. r. Okazała się ona relatywnie niska – +3,9 proc. wzrost był drugim najsłabszym rezultatem w okresie minionych ponad 2,5 lat. 

 

201901221sd

 

W poprzednim tygodniu poznaliśmy dane na temat rocznej realnej zmiany produkcji w przemyśle przetwórczym i w budownictwie. Również okazały się relatywnie słabe – dynamika produkcji przemysłowej (+2,7 proc.) była drugą-trzecią najniższą w okresie minionych 20 miesięcy:

 

201901222pp

… a produkcji budowlano-montażowej była najniższa od 19 miesięcy:

 

201901223pb

 

W grudniu ub. r. było tyle samo – 19 – dni roboczych co w grudniu 2017, więc tych wyników nie można chyba zwalić na jakieś czynniki sezonowe. 

Te dane można wrzucić do prostego modelu regresyjnego rocznej dynamiki PKB w naszym kraju. Jego grudniowa wartość – +3,7 proc. – okazała się najniższa od 20 miesięcy. 

 

201901224model

 

Uśredniając wskazania modelu z października (+5,16 proc.), listopada (+4,42 proc.) i grudnia (+3,69 proc.) dostajemy +4,4 proc. prognozę dynamiki PKB w IV kw. Trzeba tu jednak być ostrożnym, bo szacunek GUS dynamiki PKB w III kw. ub. r. okazał się aż o 0,5 pkt. proc. wyższy niż podobne szacunki oparte o dane miesięczne z lipca, sierpniu i września. 

Grudniowe spowolnienie nie jest wielkim zaskoczeniem – już od dawna zachowanie krajowego rynku akcji – który wyprzedza zachowanie gospodarki o 5-6 miesięcy – sugerowało zejście tempa wzrostu gospodarczego bliżej poziomu 3 proc. niż 5 proc. rejestrowanych w poprzednich kwartałach. 

 

201901225pkbWIG

 

Można wręcz powiedzieć, że uzyskany wynik jest bardzo dobry, jeśli uwzględnić fakt, że już w listopadzie ub. r. gospodarka naszego największego partnera gospodarczego czyli Niemiec znalazła się na granicy recesji

Grudniowe spowolnienie pasuje do projekcji dynamiki PKB w Polsce, którą prezentowałem w tym miejscu wielokrotnie (ostatnio tutu i tu). Wygląda ona tak:

 

201901226pkbproj

 

Ponieważ obecny cykl rozpoczęty w dołku spowolnienia w lipcu 2016 (czyli w pół roku po początku cyklicznej hossy ze stycznia 2016) jest na razie dosyć typowy, czyli trzyma się dosyć blisko ścieżki wyznaczonej przez przebieg 5-ciu poprzednich cykli Kitchina, to można ryzykować wiarę, że ta projekcja tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju jest nadal potencjalnie użytecznym narzędziem. 

Sugeruje ona teraz trwającą do lipca stabilizację tempa wzrostu gospodarczego w strefie 4,1-4,6 proc., po czym nadejście drugiej fali spowolnienia kulminującej gdzieś w okresie listopad 2019-maj 2020 w strefie 2-2,3 proc. Zakładając utrzymanie typowego 5-6-miesięcznego wyprzedzenia rocznej dynamiki WIG-u w stosunku do rocznej dynamiki PKB sugeruje to osiągnięcie przez WIG dołka rocznej dynamiki – czyli zapewne dna cyklicznej bessy – gdzieś w szerokim przedziale maj-grudzień b.r. 

Podsumowanie: dane GUS na temat wyników polskiego przemysłu, budownictwa i handlu detalicznego sugerują, że tempo wzrostu gospodarczego w naszym kraju spadło w grudniu do najniższego poziomu od 20 miesięcy (ok. +3,7 proc.), a dynamika PKB w całym IV kw. spadła do okolic +4,4 proc. (gdyby się to potwierdziło, byłoby to najniższe tempo wzrostu od 1,5 roku). Projekcja dynamiki PKB oparta na doświadczeniach 5 poprzednich cykli Kitchina sugeruje do lipca stabilizację tempa wzrostu gospodarczego w naszym kraju w strefie 4,1-4,6 proc., a później pogłębienie spowolnienia i jego kulminację w strefie 2-2,3 proc. w okresie listopada 2019-maj 2020. 

 

 

 

Chiny zwalniają, ale nadal unikają kryzysu

Dziś podano oficjalne dane na tema tempa wzrostu PKB w Chinach w 2018 roku. Okazało się najniższe od 1990 roku (+6,6 proc. za cały roku; w IV kw. zmiana roczna wyniosła +6,4 proc., a więc tyle samo co w dołku z I kw. 2009). 

 

201901211ChinyPKB

 

Ten słaby jak na Chiny wynik (średnia od 1953 roku to +8,4 proc.) przypomniał mi o moich snutych od bodajże 2012 roku kasandrycznych wizjach Chingeddonu pod koniec tej dekady. Konkretyzowałem je półtora roku temu w tekście „Na drodze do Chinageddonu„. Proponuję wrócić do ówczesnych sugestii i ocenić stopień ich materializacji.

Próbując w lipcu 2017 doszukać się słabych punktów chińskiego systemu finansowego wskazywałem na tamtejszy odpowiednik amerykańskiego Nasdaqa czyli rynek Chinext. Tu można uznać, że sugestie kontynuacji słabości się sprawdziły i na razie nie ma powodów odwoływać tezy o trwaniu bessy. 

 

201901212Chinext

 

Nie zmienia to faktu, że proponowana 1,5 roku temu analogia z przebiegiem kryzysu azjatyckiego z lat 1997-1998 trochę kuleje, bo dynamika spadku wartości indeksu Chinext zdecydowanie ustępowała tej obserwowanej 21 lat temu np. na koreańskim Kospi, a czas przeznaczony na kryzys już się właściwie wyczerpał. 

 

201901213KospiChinext

 

Tę analogię wykorzystałem wtedy do zaproponowania scenariusza dla WIG-u na następne lata. Sprawdził się o tyle, że szczyt ówczesnej hossy wypadł dokładnie wtedy, kiedy miał wypaść, czyli w styczniu 2018, a i późniejsze ruchy WIG-u były jakoś tam podobne do tych z 1997 roku. W tej analogii WIG znajduje się obecnie w trakcie korekty wzrostowej analogicznej do tej z okresu styczeń-marzec 1998, a przed finalną falą spadkową, która powinna rozpocząć się w lutym i kulminować w okolicach września br. 

 

201901214WIGt

 

Na ile ten scenariusz sprzed 1,5 roku może być jeszcze użyteczny? Trudno niestety powiedzieć, bo wiele powinno zależeć od przebiegu i wyniku trwających negocjacji handlowych pomiędzy USA i Chinami, które jednak bardzo trudno jest przewidzieć nie mając dostępu do poufnych informacji. Trump grożący Chinom podniesieniem do 25 proc. wprowadzonych w ub. r. 10 proc. ceł na chińskie towary (jeśli nie dojdzie do porozumienia ta podwyżka ceł wejdzie w życie 1 marca), pasuje do tej układanki, ale oczywiście nie ma pewności, czy Amerykanie zdecydują się na tak ostrą zagrywkę, czy też sprawa się rozmydli w jakimś kompromisie. Na i oczywiście nie ma pewności, że na brak porozumienia rynki zareagowałby wyprzedażą akcji (chociaż oczywiście tak zakładam). 

Jak widać w Trumpie ulokowana jest obecnie cała moja nadzieja, bo mamy już początek 2019 roku, więc do końca dekady zostało już niewiele czasu. Gdyby w ciągu następnych powiedzmy 3 kwartałów nie doszło w ChRL do jakiegoś negatywnego przełomu, to będę zmuszony termin Chinageddonu przesunąć na lata 2014-2015, kiedy to na rynkach powinien rozegrać się zgodnie z rytmem cyklu Kuznetsa kryzys klasy tego z lat 1990-1992 (rozpad bloku komunistycznego/pęknięcie inwestycyjnej bańki w Japonii/I Wojna w Zatoce Perskiej/rozpad ZSRR/kryzys ERM)

 

Podsumowanie: w 2018 roku PKB ChRL urósł najmniej od 28 lat, a na tamtejszych rynkach akcji nadal trwa bessa, ale ciągle nie doszło do wydarzeń, które zasługiwałyby na miano kryzysu (nie mówiąc o Chinageddonie). 

 

 

Kiedy ostatnio WIG-20 był o tyle mocniejszy od spadającego S&P 500?

W okresie od końca września do wigilii Bożego Narodzenia WIG-20 okazał się aż o prawie 20 proc. mocniejszy od S&P 500. Taka przewaga polskiego rynku akcji nad amerykańskich nie zdarza się często, ale jednak co jakiś czas się zdarza. Ostatni raz pojawiła się na przełomie 2016 i 2017 roku. Wcześniej w pierwszej połowie 2009 roku. Jeszcze wcześniej dwukrotnie w latach 2005-2006 a także wiosną-latem 2003 roku. 

 

201901181WIG20aSP500

 

Problem z porównywaniem obecnej sytuacji do tych historycznych precedensów polega na tym, że wszystkie te 5 wymienionych epizodów równie mocnego co ostatnio wzrostu względnej siły WIG-u 20 wobec S&P 500 w ciągu nieco ponad 3 miesięcy wystąpiły podczas hossy na amerykańskim rynku akcji. Obecny przypadek jest odmienny: S&P 500 zanotował w tym czasie spadek o prawie 20 proc. W okresie minionego pokolenia większe spadki miały miejsce jedynie 4-krotnie: w 1987 roku, w 1990 roku, w latach 2000-2002 oraz latach 2007-2009. 

Dodajmy wiec dodatkowy warunek – interesować nas będą tylko te historyczne epizody, w których w ciągu 68 sesji WIG-20 będzie mocniejszy od S&P 500 o ponad 19 proc., w trakcie których S&P 500 spada o przynajmniej 10 proc. Kiedy tak było w przeszłości?

 

201901182WIG20aSP500

 

Jak widać, coś takiego zdarzyło się w przeszłości tylko raz: w okresie wrzesień 2000-styczeń 2001. Precyzyjnie mówiąc taki sygnał jak w wigilię pojawił się jedynie 2 stycznia 2001. 

Czy to się z czymś kojarzy? Ano oczywiście. Wczoraj pisałem, że:

 

pallad był relatywnie droższy niż obecnie wobec platyny jedynie w styczniu-lutym 2001.

 

Trzy dni temu sugerowałem, że:

 

najbardziej podobny do grudniowego układ zachowania cen akcji na świecie, cen surowców na świecie, kursu dolara względem innych walut oraz rentowności 10-latek rządu USA występował w lipcu 2015, marcu 2001 oraz lipcu 2001.

 

W poprzednim tygodniu argumentowałem, że:

 

„CEO Confidence Index zanotował właśnie największy w swojej historii 3-kwartalny spadek. Poprzedni rekord tego typu padł w IV kw. 2000 roku. (…) Z tego punktu widzenia obecna sytuacja w USA jest podobna do tej ze stycznia 2001.”

 

W listopadzie zauważałem, że:

 

równie niska jak ostatnio korelacja pomiędzy zachowaniem cen ropy i gazu przy silnym spadku ceny ropy i silnym wzrośnie ceny gazu w przeszłości zdarzyła się jedynie raz – w grudniu 2000.”

 

No i oczywiście kojarzyć się to powinno z tym co pisałem w tym miejscu w październiku ub. r.: „S&P 500 jak w październiku 2000?„. 

Możliwe jest, że rynek nas za pomocą tych wszystkich sygnałów zwodzi i dalszy rozwój wydarzeń w trakcie 2019 roku będzie odmienny od tego, który pamiętamy z 2001 roku. Tym niemniej wydaje się, że na razie formuła „2019=2001” powinna być traktowana jako jeden z bardziej interesujących scenariuszy.

Jak na mój gust tych koincydencji jest po prostu za dużo. 

Chociaż oczywiście jest możliwe, że znajduję tylko to, czego szukam.

Pozwalając sobie też na lekki odlot można wyznaczyć datę kolejnego casus belli dla USA (odpowiednika ataków na USA z 11 września 2001) na przełom lata i jesieni br. To chyba teraz kolej na Iran?

Nie jest to oczywiście nic nowego: wynikającą z mojej interpretacji pozycji globalnej gospodarki w ramach cyklu Kuznetsa analogię obecnej sytuacji do tej z przełomu lat 90-tych i 2000-nych prezentowałem w tym miejscu od bardzo dawna (patrz np. tekst z kwietnia 2015 „DAX a la 1998„). Warto jednak zwrócić uwagę, że o ile niecałe 4 lata temu przesunięcie w fazie oceniałem na 16 lat i 11 miesięcy (dołek DAX-a z października 2014 utożsamiałem z minimum z listopada 1997), to obecne opisane powyżej analogie sugerują wydłużenie się cyklu do około 18 lat („2019=2001”).

Bessa sprzed 18 lat skończyła się na „rynkach wschodzących” i na GPW we wrześniu/październiku 2001 testowaniem minimum z października 1998 (którego odpowiednikiem są dołki ze stycznia/lutego 2016). Prezentowane powyżej analogie obecnej sytuacji z tą z początku 2001 roku sugerują późny – letnio-jesienny – dołek obecnej cyklicznej bessy. Stoi to w sprzeczności z koncepcją wczesnego – zimowo-wiosennego – dołka sugerowaną przez typową długość cyklu Kitchina („Bo to już za 4 miesiące i 3 dni!„). 

 

Podsumowanie: WIG-20 tylko raz w historii był – w okresie spadku S&P 500 o przynajmniej 10 proc. w ciągu 68 sesji – mocniejszy od tego amerykańskiego indeksu o przynajmniej 19 pkt. proc. Zdarzyło się to w okresie wrzesień 2000-styczeń 2001. Ta analogia sugeruje późny – letnio-jesienny – dołek rozpoczętej rok temu cyklicznej bessy na rynkach wschodzących i na GPW (w 2001 roku bessa skończyła się po ataku terrorystycznym na USA z 11 września na przełomie września i października 2001 po teście dołków cen akcji z października 1998, którym w obecnym cyklu odpowiadają minima ze stycznia/lutego 2016).