Miesiąc: Listopad 2018

Dwa wachlarze

Na poniższym obrazku starałem się zilustrować podobieństwo obecnej sytuacji technicznej WIG-u 20 do tej ze stycznia 2012 roku (niebieskie strzałki). 

 

201811301wachlarz

Ta analogia zasadza się na kilku elementach:

1) WIG-20 dotarł właśnie do trzeciej linii oporu formacji „wachlarza” rysowanej na jego wykresie od stycznia, co przypomina podobną sytuację z połowy stycznia 2012; 

2) jesteśmy obecnie w 2 lata i 10 miesięcy po poprzednim dołku cyklicznej (cykl Kitchina) bessy na WIG-u 20 ze stycznia 2016; w styczniu 2012 byliśmy w 2 lata i 11 miesięcy po wcześniejszym dołku cyklicznej (cykl Kitchina) bessy na WIG-u 20 z lutego 2009;

3) „reguła zmienności” sugeruje, że obecna cykliczna bessa nie będzie podobna do ostatniej (tej z lat 2014-16) ale raczej do jeszcze wcześniejszej (tej z lat 2011-12);

4) rzecz rozgrywa się obecnie na podobnych poziomach indeksu co na początku 2012 roku;

5) poziom 2000 pkt. to ważny poziom wsparcia wyznaczony przez minimum bessy z maja 2012 (2036 pkt.) i szczyt z marca 2016 (2000 pkt.);

6) cykliczna bessa z lat 2011-12 kulminowała w maju 2012 w apogeum obaw przed „Eurogeddonem”; można sobie wyobrazić, że obecna cykliczna bessa powinna kulminować w apogeum – grożącego „Chinageddonem”? – sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami (jeśli nie dojdzie wcześniej do porozumienia, to w styczniu nałożone przez USA cła na chińskie towary warte 250 mld dolarów mają wzrosnąć z 10 do 25 proc.).

 

Z powyższej analogii wynikają oczekiwania ok. 3 tygodni relatywnej siły WIG-u 20 (następne spotkanie FED odbędzie się 18-19 grudnia) i późniejszego nadejścia ostatniej fali słabości kulminującej gdzieś w pierwszej połowie kwietnia 2019, podczas której jednak okolice poziomu 2000 pkt. na WIG-u 20 zostaną ostatecznie obronione. Później powinna rozpocząć się nowa cykliczna hossa. 

Karty zostały wyłożone, teraz można już tylko przyglądać się sposobom, w jakie rynek będzie się odchylał od przedstawionego scenariusza. 

Podsumowanie: analogia obecnej sytuacji na WIG-u 20 do tej z połowy stycznia 2012 wydaje się potencjalnie użyteczna. 

 

Trum(p)=Trum(an)

Niecałe 2 tygodnie temu postawiłem w tym miejscu tezę o zbliżaniu się globalnego cyklu do początku jego sprzyjającej obligacjom skarbowym „ćwiartki” („Zbliża się czas obligacji skarbowych„). Koncepcję tę zilustrować można w następujący sposób:

 

201811291trumprtuman

 

Na razie na rynku obligacji nic się specjalnego nie dzieje, więc jest czas by spojrzeć nań z lotu ptaka.

Oto moja propozycja interpretacji długoterminowych perspektyw rynku obligacji skarbowych w USA:

 

201811292trumprtuman

 

W tym ujęciu pojedynczy cykl Kondtratiewa składa się z dwu kolejnych cykli pokoleniowych – jednego bardziej inflacyjnego, drugiego bardziej deflacyjnego. Odnosząc do do realiów minionego stulecia tempo inflacji w ramach takiego podwójnego cyklu pokoleniowego (cyklu Kondratiewa) kulminowało na początku lat 20-tych i na początku lat 80-tych wynosząc rentowności amerykańskich obligacji skarbowych do wielodekadowych maksimów. Analogicznie procesy deflacyjne kulminowały na początku lat 40-tych oraz na początku obecnej dekady co skutkowało ustanawianiem przez rentowności obligacji skarbowych w USA rekordowo niskich poziomów w latach 1941 oraz 2012. 

Cofając się od szczytu tempa inflacji w USA z 1920 roku (po I wojnie światowej) trafiamy oczywiście w ramach takiego dwupokoleniowego cyklu na poprzedni szczyt tempa inflacji z okresu Wojny Secesyjnej z lat 1861-65, a wykonując kolejny taki krok wstecz na szczyt tempa inflacji z okresu wojen napoleońskich. Ale to temat na inną okazję. 

Obecnie mamy rok 2018 a więc jesteśmy w 6 lat po tym apogeum trendów deflacyjnych (które o mało wtedy nie doprowadziły do Eurogeddonu) czyli w sytuacji analogicznej zgodnie z tą koncepcją do tej z 1947 roku (wtedy było już po dokonanym Eurogeddonie).  

Od 2 lat prezydentem USA jest niejaki Donald Trump, którego nazwisko ładnie się kojarzy z nazwiskiem Harry’ego Trumana, który prezydentem USA był latach 1945-1953 (okresy tych prezydentur zaznaczyłem na powyższym obrazku pionowymi szarymi paskami). Tak więc, jakkolwiek w ramach cyklu pokoleniowego Donald – „Make America Great Again” – Trump kojarzy się z Ronaldem „Let’s Make America Great Again” – Reaganem (w obu przypadkach to wynajęci do odegrania roli prezydenta celebryci), to znacznie silniejszy historyczny rym zachodzi pomiędzy Trum(pem) i Trum(anem). 

Zastosowanie ten koncepcji do rynku obligacji w Stanach Zjednoczonych sugeruje, że w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy rentowności obligacji skarbowych w USA spadną (ceny wzrosną), ale będzie to już tylko korekta inflacyjnego trendu, który w ciągu nadchodzących ponad 30 lat będzie stopniowo pchał rentowności w gorę aż do kulminacji na początku lat 50-tych obecnego stulecia. 

Podsumowując: niezależnie od – jak się wydaje – relatywnie bardziej optymistycznych średnioterminowych (w ramach obecnego cyklu Kitchina) perspektyw rynku obligacji skarbowych, obecna pozycja tego rynku w Stanach Zjednoczonych w ramach cyklu dwupokoleniowego (cyklu Kondratiewa) sugeruje, że spadek rentowności (wzrost cen) oczekiwany w 2019 roku okaże się jedynie korektą długoterminowego trendu wzrostowego, który w ciągu najbliższych ponad 30 lat będzie systematycznie pchał rentowności obligacji skarbowych w USA w górę. 

 

 

 

W okresie listopad-maj nie ma nic specjalnego

W zeszłym tygodniu zasugerowałem, że znacząca przewaga strategii sezonowej polegającej na kupnie WIG-u 20 w listopadzie i sprzedaży w maju jest iluzją wynikającą z sezonowości przydziału dywidend i z faktu, że te ostatnie nie są wliczone do wartości WIG-u 20 („Iluzja sezonowości?„). Krótka historia WIG-u 20 Total Return (który uwzględnia wypłacane dywidendy), którą dysponuję, nie pozwalała na wiarygodną weryfikację tej hipotezy, więc postanowiłem ją przetestować na WIG-u.

Porównałem ze sobą wyniki 12 strategii kupujących WIG na pół roku: od tej, która kupowała na początku stycznia, do tej która to robiła na początku grudnia. W całej rozpoczętej w kwietniu 1991 historii tego indeksu najlepsza okazała się sezonowa strategia zakładająca kupno na początku grudnia i sprzedaż na początku czerwca, a najgorsza strategia odwrotna (kupno w czerwcu, sprzedaż w grudniu). 

 

201811281

 

Co prawda wynik tej najlepszej strategii był gorszy niż stopa zwrotu ze strategii „kup i trzymaj” w tym okresie, ale można by tego jakoś bronić wskazując na to, że w strategii sezonowej angażujemy kapitał tylko przez połowę czasu (chociaż z drugiej strony 2 razy do roku musimy zapłacić prowizje). 

Ponieważ, jak się okazało wcześniej optymalnym momentem na kupno WIG-u 20 jest pierwsza sesja po 19-tym listopada („Remember, remember the 20th of November„) a tu najlepszy wynika dała strategia kupująca WIG na początku grudnia, to można by sądzić, że hipoteza sezonowości krajowego rynku akcji znalazła jednak jakieś potwierdzenie. 

Ponieważ jednak szalone zmiany wartości WIG-u z pierwszych lat istnienia GPW (ponad 30-krotny wzrost wartości indeksu pomiędzy czerwcem 1992 a marcem 1994) mogły w nadmierny sposób wpływać na uzyskany wynik, postanowiłem powtórzyć to ćwiczenie pomijając pierwsze 3 lata historii WIG-u. Tu zwycięzcą okazała się strategia kupująca na początku listopada i sprzedająca na początku maja. Co więcej była w tym okresie nieco lepsza od WIG-u! Czyżby jednak rzeczywiście koniunktura na rynku akcji była systematycznie lepsza w okresie listopad-maj nie przez pozostałe pół roku?

 

 201811282

 

Niestety iluzja pryska, gdy przetestujemy tę listopadowo-majową strategię od 2003 roku. Okazuje się ona wyraźnie gorsza od WIG-u. W tym okresie najlepszą strategią jest kupno na początku marca i sprzedaż na koniec września. Łatwo zrozumieć, że wynika to z rewelacyjnych momentów na kupno akcji z marca 2003 i marca 2009. 

 

201811284

 

Czy strategię, która nie działała dobrze w okresie minionych 15 lat można uznać za interesującą? Chyba nie za bardzo, nawet gdyby się okazało, że działa ona (chociaż nie jakoś specjalnie rewelacyjnie) ale dopiero w okresach dłuższych niż 20-letnie. 

Dajmy jej jeszcze jedną szansę omijając specjalne przypadki lat 2003 i 2009 i zaczynając eksperyment od listopada 2009. 

 

2018112842

Nie ma tu chyba nic specjalnego – w okresie minionych 9 lat – najlepsza była strategia sezonowa oparta na zakupach lipcowych, drugie miejsce dały zakupy w październiku, trzecie – wrześniowe, czwarte – sierpniowe, a strategia „listopadowo-majowa” zajęła dopiero piąte miejsce będąc przy tym gorsza od WIG-u. 

Podsumowanie: moim zdaniem powyższe potwierdza wcześniejszą hipotezę iluzoryczności efektu sezonowego będącej skutkiem sezonowości przydziału dywidend. 

 

P.S. Jeśli ktoś myślał, że to ostateczny koniec tego tematu (przynajmniej do przełomu kwietnia i maja) to się pomylił. Pan mac-erson zadał pytanie o strategie sezonowe zakładające 3-miesięczne wejścia. Napiszę o tym pewnie w przyszłym tygodniu. 

 

 

 

 

 

 

 

Primum non nocere!

Niecałe dwa tygodnie temu we wpisie zatytułowanym „Zbliża się czas obligacji skarbowych” przedstawiłem teoretyczny wynik bliskiej optymalnej strategii rotacji aktywów w trakcie obecnego cyklu koniunkturalnego polegającej na alokacji całości środków w kolejne główne klasy globalnych aktywów czyli obligacje, akcje, surowce i gotówkę. Ta hipotetyczna strategia dałaby w okresie minionych 40 miesięcy przyzwoity zysk nieco przekraczający 100 proc., ale oczywiście w dużej mierze jest to tylko teoria, bo wyboru momentów przeskakiwania z jednej klasy aktywów do drugiej dokonałem post factum. 

By pokazać, że uzyskany wtedy rezultat nie jest całkiem bezużyteczny postanowiłem dziś pokazać wyniki testu  strategii „najgorszej” z punktu widzenia klasycznego schematu rotacji aktywów w ramach cyklu. Co rozumiem przez taką „najgorszą” strategię? Przyjrzyjmy się jeszcze raz schematowi rotacji aktywów w ramach cyklu gospodarczego:

 

Schemat

 

Cóż tu nowego możemy wypatrzyć? Otóż proponuję skojarzyć te 4 klasy aktywów w pary ze sobą „zaprzyjaźnione” i pary sobie „wrogie”. Jak to rozumieć? Otóż przyjrzyjmy się np. dołkowi spowolnienia gospodarczego (dół schematu). Zgodnie z logiką cyklu trzymany wtedy jeszcze obligacje skarbowe (po dobrze sobie one radzą w dezinflacyjnej fazie cyklu), ale już akumulujemy akcje (bo będą sobie one zwykle dobrze radzić podczas fazy ożywienia gospodarczego). Nazwijmy więc obligacje i akcje „zaprzyjaźnioną” parą klas aktywów. Podobnie „zaprzyjaźnione” będą akcje i surowce, surowce i gotówka oraz gotówka i obligacje (też sąsiadujące ze sobą w powyższym schemacie). 

Które pary aktywów są sobie wzajemnie „wrogie”? Te które dobrze sobie radzą w przeciwnych (nie sąsiadujących ze sobą) „ćwiartkach” cyklu. Są to po pierwsze obligacje skarbowe i surowce a po drugie akcje i gotówka. Szczególnie łatwo zrozumieć wzajemną „wrogość” tej pierwszej pary: obligacje skarbowe dobrze zwykle sobie radzą w fazie spadku tempa inflacji (gdy zwykle spada wysokość krótkoterminowych stóp procentowych), który zwykle następuje podczas bessy na rynku surowców. I odwrotnie surowce dobrze sobie radzą w inflacyjnej fazie cyklu, kiedy w bessie zwykle są obligacje skarbowe. Innymi słowy surowce i obligacje skarbowe z jednej strony i akcje oraz gotówka z drugiej strony najlepiej sobie radzą w fazach cyklu, które ze sobą zwykle nie sąsiadują w cyklu koniunkturalnym. 

Innymi słowy dosyć często mogą się zdarzać momenty cyklu, w który sensowne wydaje się trzymanie (jeszcze) obligacji skarbowych i (już akcji), albo trzymanie (jeszcze) akcji i (już) surowców, albo trzymanie (jeszcze) surowców i (już) gotówki, albo trzymanie (jeszcze gotówki) i (już) obligacji skarbowych, natomiast w typowym cyklu nie będzie miało sensu równoczesne trzymanie obligacji skarbowych i surowców albo równoczesne trzymanie akcji i gotówki. 

Trzeba tu zauważyć, że „przyjaźń” klas aktywów nie jest „przechodnia”: obligacje skarbowe są „zaprzyjaźnione” z akcjami, a akcje z surowcami, ale obligacje skarbowe nie są „zaprzyjaźnione” z surowcami (wprost przeciwnie). 

Przetestujmy tę hipotezę dokonując zamiany w przedstawionej 2 tygodnie temu strategii klas aktywów trzymanych w danej fazie cyklu przez klasy im „wrogie”. To znaczy zamiast umieszczać całości środków w globalnych obligacjach skarbowych w lipcu 2015 (jak to założyłem poprzednio) kupimy wtedy surowce, zamiast przenosić się na globalne akcje w lutym 2016 kupimy wtedy gotówkę (rozumianą tu jako Dollar Index), zamiast realokować środki w surowce w czerwcu 2017 kupimy wtedy obligacje skarbowe, a zamiast wybierać gotówkę (czyli USD) w lutym 2018 decydujemy się wtedy na akcje.

Poniżej porównanie wyników przedstawionej poprzednio „dobrej” strategii i opisanej powyżej odwrotnej „złej” strategii:

 

20181127

 

Jak widać zamiast +103 proc. zysku mamy -34 proc. straty. To spora różnica. 

Jaki morał płynie z tej historii? Bardzo prosty: zwykle nie należy kupować akcji w szczycie ożywienia gospodarczego, zwykle nie należy kupować surowców w szczycie dynamiki inflacji, zwykle nie należy kupować gotówki w dnie spowolnienia gospodarczego i zwykle nie należy kupować obligacji skarbowych w dnie dynamiki inflacji. 

Innymi słowy obowiązuje tu zasada znana z medycyny: po pierwsze nie szkodzić. 

Podsumowanie: 1) spekulacja na głównych klasach aktywów zgodna ze klasycznym schematem cyklu koniunkturalnego jest trudna i nie zawsze daje satysfakcjonujące rezultaty, ale powyższy przykład sugeruje, że postępowanie odwrotne (kupowanie akcji w okolicach szczytu ożywienia gospodarcze, surowców w okolicach maksimum tempa inflacji, gotówki w okolicach dna spowolnienia gospodarczego i obligacji skarbowych w okolicach minimum tempa inflacji) to przepis na systematyczne porażki. 2) w realiach obecnego cyklu można sądzić, że w „optymalnym” portfelu mogą się jeszcze znajdować dolary (odpowiednik gotówki) i równocześnie mogą do niego już trafiać obligacje skarbowe (gotówka i obligacje skarbowe to „zaprzyjaźniona” para klas aktywów; faza gotówkowa zaczęła się w lutym br. czyli 9 miesięcy temu, więc globalny cykl powinien być już niedaleko od początku fazy obligacyjnej). 

 

 

 

Ropa versus gaz jak w grudniu 2000

Gwałtowność ostatnich ruchów na cenach ropy naftowej (WTI) i gazu naturalnego (Henry Hub) sugeruje, że nie mamy tu do czynienia ze zjawiskiem o czysto fundamentalnym charakterze (zmiany popytu na oba surowce; chociaż ten aspekt też wystąpił), ale że jacyś duzi gracze aktywni na rynku surowców energetycznych zostali złapani przez rynek w pułapkę, z której się gwałtownie próbowali w ostatnich tygodniach wydostać. Już kilka dni temu pojawiły się zresztą informacje o bankructwie jednej z firm zajmującej się wystawianiem opcji na rynku gazu (jeszcze kilka tygodni temu zmienność na nim była najniższa od początku lat 90-tych). Prawdopodobnie mamy tu do czynienia z klasycznym „short squeeze„. 

Dramatyczny rozjazd pomiędzy cenami ropy i gazu w ostatnim okresie spowodował spadek wartości współczynnika korelacji pomiędzy cenami ropy i gazy w okresie miesiąca do poniżej -0,9. Coś takiego zdarza się zaledwie po raz 5-ty w okresie od początku lat 90-tych. 

 

201811261gazropa

 

Oczywiście analogie z sygnałami z listopada 1999 oraz stycznia 2006 są niezbyt interesujące, bo wtedy skrajnie silna ujemna korelacja pojawiała się wtedy podczas wzrostów cen ropy i spadków cen gazu czyli odwrotnie niż obecnie. Jeśli dodamy jedno kryterium – przekraczającą 30 pkt. proc. przewagę miesięcznej zmiany ceny gazu na takąż zmianą ceny ropy – to zostanie nam już tylko jeden historyczny precedens dla obecnej sytuacji – grudzień 2000.

 

201811262gazropa

 

Oczywiście ten rezultat skojarzył mi się z komentarzami sprzed kilku tygodni: „Zaplanujmy przyszłość DAX-a„, „S&P 500 jak w październiku 2000„. 

Preferencja dla analogii pomiędzy obecną sytuacją a tą z końca 2000 roku wynikająca z mojej oceny obecnej pozycji rynków w ramach cyklu  Kuznetsa prowadziła ostatnio na rynku ropy do błędnych wniosków krótkoterminowych, bo jakkolwiek sugerowała spadek ceny ropy naftowej w okolice poziomu 50 dolarów, to jednak w ciągu następnych 10 miesięcy a nie 3 tygodni, a na krótką metę podpowiadała korekcyjne odbicie, które nie nastąpiło („Projekcja dla ceny ropy naftowej„). 

Teraz analogia z grudniu 2000 powraca w analizie zachowania ropy i gazu. Przypominając o ryzyku opierania krótkoterminowych spekulacji o średnioterminowe projekcje (i to jak w tym przypadku bazujące na pojedynczej analogii historycznej) przedstawiam ponownie hipotetyczne ścieżki ceny ropy (WTI) i gazu (Henry Hub) bazujące na założeniu, że rynki nadal będą się zachowywały w sposób podobny do tego sprzed ok. 18 lat. 

 

 201811263gazropa

 

Jak widać za wtedy przewaga siły gazu nad ropą zdołała utrzymać się jeszcze przez następne dwa tygodnie, a później  cena gazu podążyła za ropą doświadczając w ciągu następnych 3 kwartałów jednego z największych krachów w historii (ok. -80 proc.). Nie sądzę, by obecnie stało się podobnie, bo trzymam się wersji, że w obecnym cyklu jednak nie dojdzie w gospodarce USA do gospodarczej recesji (inaczej niż w 2001 roku), ale oczywiście sugestię, że rynek gazu niebawem zacznie słabnąć w ślad za ropą traktuję poważnie. 

Podsumowanie: 1) cena ropy naftowej nadspodziewanie szybko osiągnęła średnioterminowe cele wynikające z przedstawianych tu wcześniej historycznych analogii; 2) równie niska jak ostatnio korelacja pomiędzy zachowaniem cen ropy i gazu przy silnym spadku ceny ropy i silnym wzrośnie ceny gazu w przeszłości zdarzyła się jedynie raz – w grudniu 2000. Ta analogia sugeruje, że za ok. 2 tygodnie okres przewagi gazu nad ropą powinien się zakończyć i ceny gazu powinny podążyć na południe w ślad za ceną ropy, a końca cyklicznej bessy na rynku surowców energetycznych można oczekiwać za 10-14 miesięcy. 

 

 

Remember, remember the 20th of November

Co prawda wczoraj w swoim tekście o sezonowości na WIG-u 20 zasugerowałem, że jest ona swego rodzaju iluzją wynikającą z sezonowości wypłat dywidend („Iluzja sezonowości?„), to jednak z ciekawości postanowiłem dokonać dalszej optymalizacji najlepszej strategii sezonowej polegającej na kupnie WIG-u 20 w listopadzie i sprzedaży w maju. Przetestowałem w tym celu 30 strategii. Każda z nich sprzedawała WIG-20 na pierwszej sesji maja, ale różniły się momentami kupna. Pierwsza kupowała na pierwszej sesji listopada, druga po 1-ym dniu listopada, trzecia po drugim listopada itd. aż do ostatniej, która kupowała na ostatniej sesji listopada. 

 

201811231strategielistopad

 

Jak widać skrajne wyniki się różnią dosyć znacząco: najgorszy wynik od listopada 1994 roku to ok. 5-krotne pomnożenie kapitału, najlepszy to ok. 11,5-krotny zysk. Ten ostatni wynik to rezultat o 5,5 proc. wyższy średniorocznie od średniorocznej stopy zwrotu z WIG-u 20 (bez dywidend), która wynosi 5 proc.. Ciekawe ile wynosiła średnioroczna stopa dywidendy na WIG-u 20 w ciągu minionych 24 lat. 

Najgorsze były strategie (mniejszy niż 8-krotny zysk) kupujące w pierwszej dekadzie listopada. Wszystkie pozostałe strategie kupujące po 10-tym listopada dały zysk przynajmniej 8-krotny. Pojawiały się dwa szczyty z ponad 10-krotnym zyskiem: strategia kupująca na pierwszej sesji po 12-tym listopada (10,27) i dwie strategie kupujące na pierwszej sesji po odpowiednio 18-tym (10,48) i 19-tym (11,55). 

By upewnić się, że strategia kupowania WIG-u 20 na pierwszej sesji po 19-tym listopad jest rzeczywiście optymalna zrobiłem sobie ze ścieżek indeksu z lat 1994-2017 wzorzec sezonowy WIG-u 20, który rzeczywiście mija swe minimum 20-listopada. 

 

201811232strategielistopad

 

Jak widać dzisiejszy wpis jest spóźniony o 3 dni. Trochę szkoda, bo w trakcie pierwszych dwu sesji po sezonowym dołku 20-tego WIG-20 urósł o 3,5 proc. (chociaż zapewne to zbieg okoliczności). 

Tak ta najlepsza z najlepszych strategia sezonowa na WIG-u 20 zakładająca kupno na pierwszej sesji po 19-tym listopada wygląda na tle WIG-u 20:

 

201811233strategielistopad

 

Pan „dociekliwy54” zasugerował wczoraj porównanie wyniku strategii sezonowej ze stopą zwrotu WIG-u 20 Total Return (czyli indeksu, który uwzględnia wypłaty dywidend). Niestety dysponuję danymi dla WIG-u 20 TR jedynie od 2013 roku. Poniżej porównanie wyniku strategii sezonowej, WIG-u 20 TR oraz zwykłego WIG-u 20 w okresie minionych 5 lat. Strategie sezonowa była najlepsza (+20,5 proc.), WIG-20 Total Return był drugi (-0,3 proc.) a najgorszy był WIG-20 (-13,8 proc.). 

 

201811235strategielistopad

Czyżby jednak sezonowość rynku akcji nie była zupełną iluzją?

 

Podsumowanie: w przeszłości sezonowym dołkiem na WIG-u 20 była średnio pierwsza sesja po 19-tym listopada. 

 

 

Iluzja sezonowości?

Mamy listopad więc warto coś napisać o sezonowości rynku akcji. Przeanalizujmy sobie 12 sezonowych strategii na WIG-u 20 zakładających trzymanie indeksu przez pół roku i gotówki przez kolejne 6 miesięcy. W pierwszej kupujemy WIG-20 na początku stycznia i sprzedajemy pół roku później na początku lipca, w drugiej kupujemy na początku lutego i sprzedajemy na początku sierpnia, itd, aż do 12-tej strategii, w której kupujemy na początku grudnia i sprzedajemy na początku czerwca. 

 

201811221strategiesezonowegonaWIG20

 

Jak widać w okresie minionych 24 lat najlepszą z tych 12 strategii była ta, w której kupujemy WIG-20 w listopadzie a sprzedajemy w maju. Przyniosła ona w tym czasie mniej więcej 6-krotny zysk. Najgorsza była strategia zgodnie z którą, kupujemy w maju i sprzedajemy w listopadzie (od 1994 roku strata 67 proc.). 

Uzyskany wynik jest zgodny z amerykańskim folklorem giełdowym (tu i tu). 

Wydaje się raczej oczywiste, że ta sezonowość ma ścisły związek z sezonowością wypłat dywidend

Tak wygląda porównanie WIG-u i wyników listopadowo-majowej strategii:

 

201811222strategiesezonowegonaWIG20

 

W ciągu 24 lat mieliśmy tu 16 zysków i 8 strat, ale w ciągu minionych 11 lat już tylko 5 zysków i 6 strat. Sugeruje to, że znaczenie sezonowości słabnie (przyczyną spadek wysokości stopy dywidendy w ślad za spadkiem stóp procentowych?).

Można spekulować, że strategia „kupno w listopadzie, sprzedaż w maju” na WIG-u była w tym okresie lepsza od WIG-u 20 (+497 proc. vs. +180 proc.), gdyż sprzedając akcje wchodzące w skład indeksu na początku maja pozbywaliśmy się prawa do większości dywidend. Takie prawo nabylibyśmy trzymając te akcje dłużej, ale zapłacilibyśmy za to spadkiem wartości indeksu (WIG-20 jest indeksem cenowy, który nie uwzględnia wartości wypłacanych dywidend). Innymi słowy możliwe jest, że opisana strategia sezonowa wydaje się działać tylko dlatego, że nie uwzględnia wartości dywidend

Porównamy przebiegi linii kapitału tej strategii i WIG-u 20:

 

201811224strategiesezonowegonaWIG20

 

Jak widać po fenomenalnym starcie z lat 1994-2002 „przewaga” strategii sezonowej nad „gołym” (pozbawionym dywidend) WIG-iem 20 słabnie, ale się nadal jednak przyrasta.

Jaki wynik strategia sezonowa da w tym roku? Ostatnie projekcje dla WIG-u 20 i WIG-u, które się tu pojawiały raczej nie sugerują wielkiego sukcesu („Byle do wiosny„, „Typowa ścieżka WIG po szczycie cyklicznej hossy„). 

 Podsumowanie:  1) WIG-20 wkroczył w listopadzie w sprzyjający wzrostom cen akcji okres trwający do początku maja; 2) przewaga sezonowej strategii kupowania WIG-u 20 (który jest indeksem cenowym) na początku listopada i sprzedawania na początku maja jest zapewne iluzją wynikającą z sezonowości przyznawania praw do dywidend przez spółki wchodzące w skład indeksu. 3) w ciągu minionych 11 lat WIG-20 6-krotnie tracił na wartości w „dobrym” dla akcji okresie listopad-maj, co sugeruje spadek znaczenia sezonowości; 4) różne wcześniejsze argumenty sugerują, że w obecnym cyklu wynikająca z sezonowości również może ulec zaburzeniu. 

 

 

Okolice dołka cyklu 20-tygodniowego

Pod koniec października przedstawiłem w tym miejscu moją interpretację układu cyklu 20-tygodniowego na DAX-ie. Ówczesny wniosek brzmiał następująco:

 

(…) następny dołek cyklu 20-tygodniowego na DAX-ie powinien wypaść w okolicach 19 listopada. Późniejsza korekcyjna zwyżka powinna dotrzeć do poziomu średniej 200-sesyjnej indeksu.

 

Po ponad trzech tygodniach przedstawiony wtedy wykres wygląda tak:

 

201811211DAXcykl20tyh

 

Można więc uznać, że pierwsza część cytowanego powyżej wniosku ma nadal szanse się zrealizować, ale oczywiście dwie kwestie, to znaczy, czy wczorajszy (20 listopada) dołek DAX-a ma rzeczywiście szanse okazać się z czasem minimum cyklu 20-tygodniowego i czy ewentualne późniejsze odbicie okaże się silnym korekcyjnym ruchem do relatywnie wysokiego poziomu podobnym do ruchu sprzed 38 miesięcy (wrzesień-listopada 2015?) pozostają nadal otwarte. 

Z pewnością w domniemanych okolicach dołka cyklu 20-tygodniowego należy szukać okazji do zajęcia spekulacyjnej długiej pozycji lub skrócenia pozycji krótkiej, ale należy pamiętać o projekcji dla DAX-a przedstawionej w październiku („Zaplanujmy przyszłość DAX-a„), która obecnie wygląda tak:

 

201811212DAX20182000

Tu też otrzymujemy sugestię możliwości jakiegoś odbicia w górę, ale już znacznie mniej dynamicznego niż w analogii z wrześniem 2015. Przy próbach gry na odbicia należy więc zachowywać dużą ostrożność dopuszczając możliwość np. zachowania DAX-a w sposób zbliżony do tego z okresu luty-marzec br., gdy pomimo minięcia w lutym oczekiwanego terminu dołka cyklu 20-tygodniowego indeks jeszcze dwukrotnie w marcu „straszył” nowymi minimami. 

 

Podsumowanie: osiągnięcie oczekiwanego wcześniej terminu minimum cyklu 20-tygodniowego na DAX-ie sugeruje możliwość jakiegoś bardziej dynamicznego korekcyjnego odbicia, ale z racji trwania spadkowej fazy cyklu Kitchina na rynkach akcji przy ewentualnych próbach wykorzystania takiego hipotetycznego ruchu w górę należy zachować dużą ostrożność. 

 

Jeszcze raz o różnicy rentowności 10-latek rządów USA i Niemiec

Tydzień temu pisałem o wzroście różnicy pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji skarbowych rządów USA i Niemiec do najwyzszego poziomu od lat 80-tych jako argumencie za dalszą aprecjacją dolara względem euro („EUR/USD najniżej od 18 miesięcy„). Chciałbym dziś wrócić do tego tematu tym razem przyglądając się długoterminowemu – od 1957 roku – wykresowi tego spread-u. Wygląda on tak:

 

201811201spread

 

W ramach cyklu pokoleniowego trzy minima tej różnicy z lat 1958, 1966 i 1974 skojarzyły mi się z dołkami z lat 1992, 2002 i 2009 (odległości odpowiednio 34, 36 i 35 lat), maksima z lat 1959 i 1970 ze szczytami z 1999 i 2006 roku (odległości odpowiednio 40 i 36 lat), a wybicie do wieloletniego maksimum z 1977 roku z podobnym wybiciem z 2014 roku (odległości 37 lat). Średnia z tych odległości – 36 lat – jest nieco większa niż ostatnia długość cyklu pokoleniowego (34-letnia odległość pomiędzy pokoleniowymi kryzysami z 1974 i 2008 roku), ale myślę, że można na tę różnicę przymknąć oko. 

W tej analogii uwzględniając te przesunięcia w czasie spread pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji skarbowych rządów USA i Niemiec znajduje się w podobnej sytuacji co w latach 1981-1982 czyli okresie pierwszej kadencji Ronalda – „Make America Great Again” – Reagana. I obecnie i wtedy na stanowisko prezydenta USA wstawiony został – ku oburzeniu lewicowych intelektualistów – odgrywający rolę nieobliczalnego świra aktor/celebryta. 

Co ciekawe wartość tej różnicy rentowności obecnie i w latach 1981-82 była bardzo podobna. 

Po wybiciu z konsolidacji w 1977 roku spread ten wzrósł do lat 1982/84 o rozmiar tej konsolidacji. Gdyby obecnie po wybiciu z 2014 roku ten schemat został powtórzony, to w latach 2019/2021 spread ten powinien sięgnąć poziomu +3,77 pkt. proc. wobec obecnych +3,69. W takim scenariuszu jeszcze przez 1-3 lata – dopóki spread nie wzrośnie jeszcze o kolejny punktu procentowy – bezpieczniejszą opcją byłoby kupowanie niemieckich długoterminowych obligacji skarbowych.

Oczywiście wnioskowanie na podstawie jednego precedensu historycznego obarczone jest dużym ryzykiem. 

Jeśli nałożymy ten wykres (tym razem w odwróconej skali) na wykres kursu EUR/USD, to zobaczymy, że gdy spread ten osiągnął na przełomie lat 70-tych i 80-tych obecne poziomy dolar zaczął się silnie umacniać i kontynuował tę aprecjację przez następne 5 lat. 

 

 201811202spreadEURUSD

 

Nie sądzę, by to był scenariusz na najbliższe lata – uważam raczej, że rozpoczęta w 2008 roku aprecjacja dolara względem euro zbliża się do końca – ale powyższego precedensu można użyć jako argumentu za tym, że do końca okresu siły dolara zostało jeszcze trochę czasu. 

Podsumowując: na podstawie analogii wywiedzionych z doświadczeń z okresu poprzedniego pokolenia można wnioskować, że 1) spread pomiędzy rentownością 10-letnich obligacji skarbowych rządów USA i Niemiec będzie się w ciągu następnych 1-3 lat nadal rozszerzać, aż osiągnie okolice poziomu 3,77 pkt. proc. (o ok. 1 pkt. proc. więcej niż obecnie) i 2) tak wysoki spread sprzyja utrzymaniu się siły dolara względem euro. 

BTC’s dead baby, BTC’s dead

lutym proponowałem by tąpnięcie na rynku kryptowalut traktować jako sygnał ostrzegający przed rozpoczynającym się spadkiem globalnej płynności i zapowiedź pojawienia się z czasem problemów w bardziej znaczących segmentach rynku. Poprawnie wtedy sugerowałem, że na najbardziej płynnym rynku czyli na Wall Street po tym lutowym wstrząsie ostrzegawczym nadejdzie (po teście dołka, który nastąpił w marcu) kolejna fala wzrostowa, podczas której poniesione straty zostaną odrobione. Zgodnie z przedstawioną wtedy projekcją następna fala słabości na S&P 500 miała rozpocząć się w październiku. 

Obecnie mamy do czynienia z nowym sygnałem osłabienia rynku kryptowalut. Kurs bitcoina względem dolara przełamał w minionym tygodniu poziom wsparcia, którego bronił od końca czerwca i spadł do najniższego poziomu od ponad roku. Ostatni raz z takim sygnałem mieliśmy do czynienia jesienią 2014 roku. 

 

201811191btc

 

Ścieżka BTC/USD od szczytu z grudnia ub.r. (19487 USD) do teraz (5280 USD) jest dosyć podobna do tej z 2014-tego roku. Synchronizując oba epizody w momentach wybić w dół do rocznych minimów otrzymamy poniższy obrazek:

 

201811193btc

 

W tej analogii obecnej sytuacji z październikiem 2004 kurs bitcoina spada do kwietnia przyszłego roku w okolice poziomu 2843 dolarów i stabilizuje się powyżej tego poziomu. 

Ale jeśli ktoś woli, to można sobie oba historyczne epizody zsynchronizować w szczytach poszczególnych fal hossy (grudzień 2013 i grudzień 2017) – co zresztą daje w okresie minionego roku wyższy wskaźnik korelacji (0,85 vs. 0,59) – i uzyskać następującą projekcję zachowania BTC/USD w przyszłości:

 

201811194btc

 

Tu kurs bitcoina spada – po wykonaniu ruchu powrotnego – do poziomu 3017 dolarów w lutym przyszłego roku. 

Tak czy siak przynajmniej na krótką metę nasz domniemany kanarek w kopalni wydaje się być nadal całkiem nieżywy

Obecna bessa na bitcoinie jest już trzecią w jego historii. Podczas pierwszej – z 2011 roku – kurs BTC/USD spadł o 89 proc. Podczas drugiej – z 2014 roku –  kurs spadł o 85 proc. Gdyby obecna bessa była podobna do dwu poprzednich to powinna się skończyć w przedziale 2081-3015 USD. Można to porównać do przedziału 2843-3017 uzyskanego powyżej. 

 

Podsumownie: bitcoin kontynuuje rozpoczętą w grudniu 2017 bessę. Na podstawie analogii z zachowaniem USD/BTC w 2014 roku można sobie wyobrazić po obecnym wyłamaniu w dół do rocznego minimum ruch powrotny do okolic poziomów przełamanych wsparć i późniejsze dokończenie bessy kulminujące w okresie lutym-kwiecień 2019.