Miesiąc: Marzec 2019

Czy obligacje pociągną dolara?

W okresie minionej dekady kurs EUR/USD wykazywał silną pozytywną korelację z rentownościami długoterminowych obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Innymi słowy dolar umacniał się, gdy obligacje drożały (ich rentowności spadały) oraz słabł, gdy ceny obligacji spadały (ich rentowności rosły) i vice versa.

Ostatnio rentowności długoterminowych obligacji wielu krajów rozwiniętych spadły do najniższego poziomu od prawie 3 lat. Na przykład rentowność 20-latek niemieckiego rządu tak nisko jak ostatnio była latem 2016 i wiosną 2015. W 2016 roku kurs EUR/USD spadł do 1,038 a wiosną 2015 do 1,052. Obecnie wynosi ponad 1,12.

Można spekulować, że gdyby obecna fala zakupów obligacji skarbowych wywołana pojawieniem się oczekiwań obniżek stóp FED jeszcze w tym roku utrzymała się jeszcze przez jakiś czas to – zgodnie z powyższą zależnością – mogłaby przełożyć się na dalsze umocnienie dolara względem euro (spadek kurs EUR/USD).

Skracając horyzont tę tezę można by zilustrować w następujący sposób:

Taka hipotetyczna (ostatnia w tym cyklu Kitchina?) fala umocnienia dolara stworzyłaby chyba dobrą okazję do pozbycia się waluty i zamiany obligacji skarbowych na akcje z rynków wschodzących (w tym i GPW).

Podsumowanie: w okresie minionej dekady kurs EUR/ USD silnie dodatnio korelował z rentownościami długoterminowych obligacji skarbowych krajów rozwiniętych. Marcowy spadek tych ostatnich można więc potraktować jako argument za nadejściem w najbliższych dniach fali umocnienia dolara.

Historyczne minima rentowności obligacji na antypodach

Przyglądając się tu codziennie kawałkom rynkowym puzzli mam ostatnio wrażenie, że ktoś pomieszał dwa różne zestawy układanek. Zobaczmy, do którego zestawu pasuje dzisiejszy kawałek.

W ostatnich dniach na nowe historyczne minima poniżej poprzednich dołków z sierpnia 2016 równocześnie wyszły rentowności 10-letnich obligacji rządów Australii i Nowej Zelandii.

Nanieśmy sobie takie sygnały z przeszłości na wykres indeksu cen akcji na rynkach wschodzących.

Jak widać otrzymaliśmy ładny sygnał kupna, który pojawiał się w okolicach początku faz wzrostowych cen akcji na rynkach wschodzących w 5 z 6 ostatnich cykli Kitchina.

Ryzyko spadku po tych sygnałach było bardzo małe:

… a projekcja uzyskana przez uśrednienie ścieżek indeksu wokół tych 5 sygnałów wygląda bardzo optymistycznie:

Warto jednak zauważyć, że w obecnym cyklu ceny akcji na EM wystartowały do wzrostu „za wcześnie” z punktu widzenia obserwowanych wcześniej zależności. Kusi myśl, że ten „falstart” musi zostać ukarany w najbliższym czasie jakąś głębszą korektą.

Zaznaczmy sobie teraz te same sygnały z antypodów na wykresie rentowności 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych.

Ty sytuacja jest nieco mniej jednoznaczna, bo o ile w 4 przypadkach (październik 1998, czerwiec 2003, grudzień 2008 i czerwiec 2016) można te sygnały uznać za dobre momenty na sprzedaż obligacji rządu USA w okolicach cyklicznego dołka, o tyle sygnał z grudnia 2011 był ewidentnie przedwczesny (dołek rentowności wypadł dopiero w lipcu 2012).

W każdym jednak przypadku 1,5 roku po sygnale rentowności amerykańskich 10-latek były przynajmniej 0,65 pkt. proc. powyżej poziomu obserwowanego w momencie generowania sygnału z antypodów.

… a projekcja uzyskana przez uśrednienie trajektorii rentowności 10-latek rządu USA wokół tych sygnałów z przeszłości właśnie mija swój dołek i rośnie o ponad punktu procentowy w ciągu najbliższego roku.


Jak widać dzisiaj wylosowałem kawałek puzzla z innego zestawu niż ten wczorajszy.

Który zestaw jest (bardziej) „prawdziwy”? Daję sobie jeszcze jakiś czas na wyrobienie „ostatecznego” zdania.

Podsumowanie: takie jak obecne równocześnie ustanawiane historyczne minima rentowności 10-letnich obligacji rządów Australii i Nowej Zelandii były w przeszłości pozytywnymi średnioterminowymi sygnałami dla rynków akcji i negatywnymi dla obligacji skarbowych.

Grudniowa podwyżka stóp FED była ostatnią w tym cyklu?

W 3 miesiące po ostatniej podwyżce stóp FED rynek zaczął oczekiwać pierwszej obniżki stóp. Jej prawdopodobieństwo na czerwcowym posiedzeniu FOMC szacowane jest na razie na 24 proc.

Prawdopodobieństwo tego, że za pół roku stopy FED spadną o ćwierć punktu procentowego w porównaniu do obecnego poziomu rynek szacuje na 41 proc. Szansa na spadek o pół punktu procentowego oceniana jest na 12 proc.

Załóżmy, że rynek się nie myli i grudniowa podwyżka stóp była ostatnią w serii przed obniżką stóp FED. Załóżmy też, że grudniowa podwyżka była odpowiednikiem ostatnich podwyżek z 3 poprzednich cykli Juglara czyli podwyżek stóp FED z 29 czerwca 2006, 16 maja 2000 i 17 maja 1989. Z ciekawości sprawdźmy, co po takiej ostatniej podwyżce stóp robiły ceny akcji w USA i rentowność tamtejszych obligacji skarbowych.

Przede wszystkim należy zauważyć, że w 3 ostatnich cyklach ostatnia podwyżka stóp FED poprzedzała początek formalnej recesji w gospodarce USA o kolejno 18 miesięcy, 10 miesięcy i 14 miesięcy. Średnia i mediana z tych 3 liczb to 14 miesięcy, co sugeruje, że początku następnej recesji należałoby oczekiwać już w okolicach lutego 2020 (tu wyszedł mi kwiecień 2020). Osobiście jestem sceptyczny co do tego wyniku, ale dzielę się z nim, bo sądzę, że warto zdawać sobie sprawy z historycznych prawidłowości.

Na dwu poniższych obrazkach widać porównanie ostatniego zachowania S&P 500 i rentowności 10-latek rządu USA z trajektorią tych parametrów wokół powyższych dat ostatnich w danym cyklu podwyżek stóp FED.

Jak widać perspektywy amerykańskiego rynku akcji po ostatniej w danym cyklu podwyżce stóp FED nie są jakoś przesadne rewelacyjne, chociaż w 2 na 3 przypadkach początek związanego z recesją załamania cen akcji następuje dopiero rok po ostatniej podwyżce stóp FED. Znacznie lepiej prezentowały się perspektywy rynku obligacji, gdzie – gdyby historia 3 ostatnich cyklu się powtórzyła – można by oczekiwać już w maju br. spadku rentowności 10-latek do poziomu 2 proc. (pomijam dalszą historię).

Można to uznać, za argument za dalszym przetrzymywaniem obligacji skarbowych kupionych w oczekiwaniu na rozpoczęcie „obligacyjnej” ćwiartki obecnego cyklu.

Poniżej projekcje S&P 500 i rentowności amerykańskich 10-latek uzyskane przez uśrednienie trajektorii tych parametrów wokół wspomnianych powyżej dat ostatnich w danym cyklu Juglara podwyżek stóp FED.

Podsumowanie: rynek pieniężny zaczął uwzględniać możliwość obniżki stóp FED już w czerwcu, a prawdopodobieństwo tego, że stop FED będą po wrześniowym posiedzeniu niższe niż obecnie szacuje na 53 proc. Przyjęcie założenia, że grudniowa podwyżka stóp FED była ostatnią w obecnym cyklu prowadzi do raczej optymistycznych wniosków dla amerykańskiego rynku długoterminowych obligacji skarbowych. Perspektywy cen na rynku akcji w USA po ostatnich podwyżka stóp w 3 ostatnich cyklach były raczej skromne, ale w 2 z tych 3 przypadkach dyskontujące recesję spadki cen akcji rozpoczynały się dopiero w rok po ostatniej podwyżce. W 3 ostatnich cyklach recesja w gospodarce USA zaczynała się kolejno 18 miesięcy, 10 miesięcy i 14 miesięcy po ostatniej w danym cyklu podwyżce stóp FED.

S&P 500 po inwersji krzywej rentowności

Nawet jeśli uzyskany wczoraj wniosek – obecne inwersje krzywej zapowiadają gospodarczą recesję w USA – potraktować poważnie, to niekoniecznie musi to oznaczać konieczność wpadania przez posiadaczy akcji w natychmiastową panikę. Nanieśmy sobie 4 wczorajsze sygnały na wykres S&P 500 (szare pionowe pasy to okresy recesji gospodarczych w USA).

Jak widać tylko sygnał z lipca 2000 roku jednoznacznie bezpośrednio poprzedzał silny spadek cen akcji w USA. W przypadku pozostałych 3 sygnałów rok później S&P 500 był wyżej o ponad 10 proc. niż w momencie pojawiania się sygnału.

W rezultacie projekcja wartości S&P 500 uzyskana przez uśrednienie zachowania indeksu wokół 4 historycznych sygnałów podobnych do obecnego nie wygląda jakoś specjalnie dramatycznie.

Uzyskany wczoraj na podstawie doświadczeń minionych 40 lat rezultat podpowiadał orientacyjny początek gospodarczej recesji w USA za ok. 13 miesięcy. Można to porównać z wnioskami przedstawionymi w komentarzu „S&P 500 przed początkiem gospodarczej recesji„, sugerującymi moment na pół roku przed początkiem recesji jako historycznie optymalny okres na sprzedaż akcji.

Podsumowanie: w rok po z 3-ech z 4-ech ostatnich podobnych do obecnego sygnałach inwersji krzywej rentowności w USA z okresu minionych 40 lat S&P 500 był ponad 10 proc. wyżej niż w momencie generowania sygnału. Wyjątkiem był sygnał z lipca 2000 roku, kiedy silne spadki cen akcji rozpoczęły się już 2 miesiące później. Z tego względu jakkolwiek obecne inwersje krzywej rentowności w USA trudno uznać za sygnał pozytywny dla gospodarki USA i tamtejszego rynku akcji, to jednak historyczne doświadczenia sugerują, że giełdowa koniunktura potrafi utrzymywać się
na przyzwoitym poziomie nawet przez rok po takim sygnale.

Dlaczego rynek akcji przestraszył się w piątek inwersji krzywej rentowności w USA?

Najsilniejszy od 3 stycznia spadek cen akcji w USA w piątek tłumaczony był powszechnie pogłębieniem się „inwersji” krzywej rentowności (rentowność długoterminowych obligacji poniżej rentowności krótszych papierów skarbowych), do którego doszło na amerykańskim rynku akcji tego samego dnia. Do tego pogłębienia doszło w wyniku wzrostu cen długoterminowych obligacji skarbowych (spadku ich rentowności). W przeszłości tego typu inwersja krzywej zawsze poprzedzała wejście gospodarki USA w gospodarczą recesję.

Osobiście w ostatnich miesiąca skłaniałem się w tym miejscy do tezy, że w obecnym cyklu Kitchina, którego faza spowolnienia gospodarczego powinna kulminować gdzieś tam w okolicach przełomu 2019 i 2020 rok, gospodarka USA nie zdąży już wejść w recesję („W tym cyklu nie będzie gospodarczej recesji w USA?„).

Równocześnie sugerowałem by perspektywą recesji w USA się przesadnie nie przejmować, dopóki różne obligacyjne „spready” w USA nie zejdą do poziomów, które w przeszłości „gwarantowały” gospodarczą recesję (nie generowały fałszywych sygnałów; „Typowa kolejność pojawiała się inwersji„). Jest to o tyle istotne, że taki fałszywy sygnał (inwersja, po której nie było recesji) pojawił się jesienią 1998 roku, czyli w jednym z momentów historycznych, które w zeszłym tygodniu uznałem za podobne do obecnej sytuacji.

Powyższe argumenty pozostają w mocy – nadal nie pojawiły się poziomy inwersji, które można by uznać za jednoznacznie zapowiadające recesję.

Dziś chciałbym jednak nieco osłabić wymowę powyższych rozumowań, gdyż pracowicie manipulując ostatnimi danymi napływającymi z rynku obligacji udało mi się uzyskać jednoznaczny sygnał zapowiadający recesję gospodarczą w USA.

Analizowałem różnicę pomiędzy rentownością 10-latek i 2-latek, 5-latek i 2-latek, 10-latek i stopy 3-miesięcznych bonów skarbowych i 2-latek i stóp FED. Sprawdziłem, kiedy w przeszłości każdy z tych „spreadów” był na nie wyższym poziomie niż obecnie (na poniższym obrazku pionowe szare pasy oznaczają okresy formalnych recesji w gospodarce USA według klasyfikacji NBER).

Okazało się, że takie sytuacje jak obecna pojawiały się w okresie minionych 40 lat wcześniej jedynie 4-krotnie zawsze przed recesją w gospodarce USA. Takie sygnały jak piątkowy pojawiały się po raz pierwszy w danym cyklu Juglara (cyklu od recesji do recesji) kolejno: 20 lipca 2006, 13 lipca 2000, 31 maja 1989 oraz 22 listopada 1978.

Nanieśmy sobie te daty na wykres rocznej dynamiki PKB w USA.

No cóż, w takim ujęciu wygląda to już dosyć jednoznacznie.

Formalnie – zgodnie z klasyfikacją NBER – początki recesji gospodarczej w USA (grudzień 2007, marzec 2001, lipiec 1990 i styczeń 1980) odległe były od tych 4 sygnałów z rynku obligacji o odpowiednio 13 miesięcy, 13 miesięcy, 8 miesięcy i 16 miesięcy (średnia i mediana 13 miesięcy).

Otrzymujemy w ten sposób okolice kwietnia 2020 jako oczekiwany termin początku gospodarczej recesji w USA.

Stoi to oczywiście w wyraźnej sprzeczności z różnymi wnioskami uzyskiwanymi w tym miejscu w przeszłości (np. tu , tu czy tu), zgodnie z którymi w najbliższych kwartałach raczej należy rozglądać się za dołkiem cyklicznego globalnego spowolnienia, a nie za jego początkiem.

Jak podejść do tych prezentowanych tu ewidentnie sprzecznych koncepcji? No cóż, uczciwie mówiąc na razie nie ma pojęcia.

Podsumowanie: w przeszłości spadek każdego z 4 głównych obligacyjnych spreadów USA do poziomów nie wyższych niż obecnie jednoznacznie sygnalizował początek gospodarczej recesji za kolejno 13 miesięcy, 13 miesięcy, 8 miesięcy i 16 miesięcy (średnia i mediana 13 miesięcy). Stoi to w wyraźnej sprzeczności z proponowaną w tym miejscy w przeszłości tezą o braku formalnej recesji w USA w obecnym cyklu Kitchina, którego faza spowolnienia powinna skończyć się w jeszcze w tym roku, a najpóźniej na początku roku przyszłego.


Zagrożenie dla rynku obligacji skarbowych

Z rozumowania, które przeprowadziłem wczoraj – obecna sytuacja po „jojo” na S&P 500 w warunkach relatywnie silnego wzrostu PKB w USA i przy relatywnie płaskiej krzywej rentowności jest podobna do tych z lutego 1988 i listopada 1998 – płynęły optymistyczne wnioski dla rynku akcji w USA w perspektywie następnych ok. 21 miesięcy. To samo rozumowanie prowadzi do negatywnych wniosków w odniesieniu do cen długoterminowych obligacji rządu USA.

Na pozór zapowiedź FED zakończenia po 2 latach operacji wyprzedaży obligacji i sugestia braku zamiaru podnoszenia stóp w 2019 roku to dobra wiadomość dla rynku obligacji skarbowych. I tak na nią zareagowali inwestorzy posyłając spadające od października/listopada (patrz „Zbliża się czas obligacji skarbowych„) rentowności obligacji skarbowych na większości rynków rozwiniętych na nowe cykliczne minima.

Być może jest to trwalszy trend. W końcu od początku „obligacyjnej” ćwiartki cyklu upłynęło dopiero 4-5 miesięcy.

Jednakże jeśli weźmiemy za dobrą monetę rozumowanie przedstawione wczoraj, to zobaczymy, że po sygnałach z lutego 1988 i listopada 1998 rentowności 10-letnich obligacji rządu USA rosły o przynajmniej 1,3 pkt. proc. w ciągu następnych ok. 13 miesięcy.

Projekcja rentowności 10-latek oparta na tych dwu historycznych precedensach już za 2 tygodnie rozpoczyna trwały wzrost kulminujący na poziomie 4 proc. (ostatni raz tyle było przez chwilę w kwietniu 2010 roku) w maju 2020.

W poprzednim cyklu Kitchina cykliczna hossa na rynkach obligacji skarbowych kulminowała zaraz po panice wywołanej wynikami referendum w Wielkiej Brytanii w sprawie Brexitu z końca czerwca 2016, a zarazem w 5 miesięcy po globalnym dołku cen akcji z lutego 2016. Być może w obecnym cyklu podobna kulminacja cyklicznej hossy na rynku obligacji skarbowych nastąpi w podobnym apogeum niepokojów wywołanych faktycznym Brexitem.

Według najnowszych doniesień wydaje się, że jeśli brytyjski parlament nie przyjmie porozumienia z UE – a dwa razy już je odrzucił – to Wielka Brytania wyjdzie z UE 12 kwietnia. Gdyby tak się stało, to przedstawione wczoraj i dziś rozumowanie sugeruje, że powinno to stworzyć dobrą okazję do przenosin – zgodnie z logiką klasycznego schematu rotacji głównych klas aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego w gospodarce – z rynku obligacji skarbowych na rynek akcji.

Podsumowanie: przedstawione wczoraj analogie obecnej sytuacji do tych z lutego 1988 i listopada 1998 sugerują negatywny scenariusz dla amerykańskiego rynku długoterminowych obligacji skarbowych w perspektywie następnych ok. 14 miesięcy (rozpoczynający się już w kwietniu wzrost rentowności do ok. 4 proc.). Na razie rozpoczęty jesienią ub. r. trend spadkowy rentowności obligacji (wzrostowy ich cen) jest kontynuowany, więc nie ma powodów do paniki, ale być może warto się przygotować do realizacji zysków na rynku obligacji skarbowych w przypadku możliwej kulminacji tego trendu po ewentualnym Brexicie.

FED zapowiedział koniec QT

Na wczorajszym posiedzeniu Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) ogłosił koniec operacji redukcji wielkości portfela posiadanych obligacji we wrześniu (a już w maju ograniczenie skali wyprzedaży z 30 do 15 mld dolarów miesięcznie) i zasugerował brak podwyżek stóp w tym roku. My zajmijmy się spekulacją na temat tego, co to znaczy w praktyce dla amerykańskiego rynku akcji.

Zacznijmy od sygnałów generowanych przez sam rynek. W ciągu 56 sesji do wigilijnego dołka S&P 500 najpierw spadł o ponad 16 proc., a później również w ciągu 56 sesji wzrósł o ponad 16 proc. Od 1940 roku takie jojo S&P 500 zrobił wcześniej 11 razy.

Jak – być może – widać na powyższym obrazku na te 11 sygnałów tylko jeden – ten z 7 grudnia 2001 – nie był bardzo dobrym średnio- lub długoterminowym sygnałem kupna. Ale nawet w przypadku sygnału z grudnia 2001 pomimo, że był on pułapką na rynkach rozwiniętych, to pojawił się już po zakończeniu bessy na rynkach wschodzących (EM nie ustanawiały już w 2002 i 2003 roku nowych dołków).

Krótkoterminowa projekcja wartości S&P 500 uzyskana przez uśrednienie ścieżek indeksu wokół tych 11 historycznych sygnałów podobnych do tego z 12 marca sugeruje, że ostatnim momentem na zakupy na Wall Street powinny być okolice maja, kiedy to kulminować powinna korekta ostatnich wzrostów.

Jak chciałbym jednak z tych 11 historycznych precedensów podobnego do tego z okresu ostatniego półrocza zachowania S&P 500 wybrać te, które pojawiały się w relatywnie podobnej do obecnej sytuacji w gospodarce USA i ich systemie finansowym.

Ograniczając się do okresu minionych 40 lat zacznijmy od wybrania takich epizodów, które miały miejsce przy relatywnie płaskiej – tak jak teraz – krzywej rentowności.

Jak widać z 7 sygnałów po 1975 roku zostały tylko dwa – ten z lutego 1988 (po pamiętnym październikowym krachu) i ten z listopada 1998 (po kryzysie rosyjskim/LTCM).

Teraz sprawdźmy, które z tych sygnałów pojawiały się przy dynamice PKB w gospodarce USA w poprzednim kwartale przekraczającej +2 proc.

Otrzymujemy ten sam rezultat: luty 1988 i listopad 1998.

Porównajmy sobie ścieżkę S&P 500 ostatnio z tymi wokół tych dwu sygnałów.

Jak widać w obu przypadkach zachowanie indeksu było podobne – wzrost przez następne ok. 21 miesięcy po sygnale.

Projekcja uzyskana przez uśrednienie trajektorii S&P 500 wokół tych dwu sygnałów, które pojawiły się w okresie minionych 40 lat, gdy kształt krzywej rentowności i dynamika PKB w USA były podobne do obecnych, rośnie do grudnia 2020 roku osiągając w szczycie poziom 3724 pkt.

Jak się będzie miała rynkowa rzeczywistość do tej projekcji przekonamy się w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy. Ponieważ obie projekcje – i ta na podstawie 11 sygnałów i ta na podstawie wyselekcjonowanych dwu sygnałów – robią w maju dołek korekty, to najbliższe dwa miesiące będą testem siły amerykańskiego rynku akcji. Niezależnie jednak od tego, co się w tym czasie wydarzy, przedstawione rozumowanie sugeruje raczej optymistyczny rozwój wydarzeń na Wall Street do końca 2020 roku.

I jeszcze jeden wniosek: następna recesja w gospodarce USA rozpocznie się dopiero za 28-29 miesięcy czyli w lipcu-sierpniu 2021 roku!

Podsumowanie: od 1940 roku S&P 500 11 razy robił podobne do ostatniego „jojo” (spadek o ponad 16 proc. w 56 sesji i późniejszy wzrost o ponad 16 proc. w 56 sesji). W 10 przypadkach były do dobre średnio- lub długoterminowe sygnały kupna (wyjątkiem był sygnał z grudnia 2001). Jeśli ograniczyć się do okresu minionych 40 lat i spośród 7 sygnałów technicznych z tego okresu wybrać te, które pojawiły się przy podobnie płaskiej co obecnie krzywej rentowności (5-2 poniżej 0,56 pkt. proc.) w USA i podobnie silnej dynamice PKB (powyżej 2 proc. r/r) to zostaniemy z sygnałami z lutego 1988 i listopada 1998. W obu przypadkach następne 21 miesięcy po sygnale przyniosło wzrost S&P 500 o +33 proc. Trajektoria uzyskanych projekcji sugeruje maj br. jako apogeum korekty pierwszej fali cyklicznego wzrostu. Analogia z lutym 1988 i listopadem 1998 sugeruje początek następnej recesji w gospodarce USA dopiero za 28-29 miesięcy czyli latem 2021.

Pojawił się sygnał kupna

Tak jak pisałem wczoraj pomimo tego, że wskaźnik wyprzedzający koniunktury gospodarczej dla krajów OECD+BRIICS nadal spadał w styczniu i znajdował się na najniższym od 2009 roku poziomie – co sugeruje silne spowolnienie gospodarcze na świecie – to mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie, który w przeszłości wyprzedzał wskaźnik CLI publikowany przez OECD o średnio 5 miesięcy już w grudniu zanotował wzrost z 10-letniego dołka.

Zaznaczmy sobie na wykresie WIG-u sygnały zdefiniowane jako przynajmniej 5-punktowy wzrost tego wskaźnika startujący z poziomu nie wyższego niż -11 pkt.

Jak widać taki jak grudniowy sygnał sygnał pojawiał się w okolicach dołka fazy spadkowej każdego z 6-ciu ostatnich cykli Kitchina na WIG-u. W połowie przypadków sygnał pojawiał się już po dołku bessy (październik 1998, czerwiec 2006, marzec 2016), w połowie – na 1-7 miesięcy przed dołkiem (lipiec 2001, styczeń 2009, listopad 2011).

Jedna rzecz, która się z pewnością „nie zgadza” to fakt, że ostatni dołek wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie wypadł na poziomach równie niskich co te rejestrowane jedynie podczas dwu wcześniejszych cykli spadkowych czyli w latach 1999-2001 i 2006-2008. Jak widać na powyższym obrazku odpowiadające tym silnym globalnym spowolnieniem (którym towarzyszyła recesja w gospodarce USA) cykliczne bessy na WIG-u był silne (-49 proc. i -69 proc.). Tymczasem w obecnym cyklu WIG spadł w porównaniu do szczytu ze stycznia ub. r. jedynie o 20 proc., a wiec mniej niż podczas cyklicznych spadków z lat 2015-2016 (-26,5 proc.) i lat 2011-2012 (-27,4 proc.). Ale oczywiście tę anomalię można próbować tłumaczyć specyfiką obecnego – opartego o popyt krajowy – cyklu gospodarczego w naszym kraju.

Na poniższym obrazku porównałem ostatnią ścieżkę WIG-u do ścieżek wokół tych 6 sygnałów.

Projekcja trajektorii WIG-u uzyskana przez uśrednienie ścieżek indeksu wokół tych 6 sygnałów wygląda bardzo optymistycznie (minęła swój dołek już 2 miesiące temu).

Oczywiście w niektórych przypadkach po takich sygnałach kupna zdarzały się na WIG-u znaczące korekty. Tak było po sygnale z listopada 2011 roku, kiedy to ostateczny dołek cen akcji ustanowiony został dopiero w czerwcu 2012.

Osobiście dopóki WIG pozostaje poniżej kluczowej strefy oporu wyznaczonej przez poziomy szczytów z maja 2018 (60784 pkt.), sierpnia 2018 (61427) i lutego 2019 (61319), a kwestie Brexitu i amerykańsko-chińskiego porozumienia handlowego nie zostały rozstrzygnięte, to liczę na jeszcze jedno osłabienie (a la marzec-czerwiec 2012). Tym niemniej pojawienie się wspomnianych sygnałów o historycznie bardzo optymistycznej wymowie zmusza mnie do dopuszczenia myśli, że czas na jakieś negatywne dla rynków scenariusze już się właściwie skończył, a czekanie na jakąś falę wzrostu awersji do ryzyka wywołaną kwestią Brexitu czy przebiegiem amerykańsko-chińskiej wojny handlowej może okazać się błędem.

Technicznie WIG zaczyna wyglądać jak jesienią 2016:

… co z mojego punktu widzenia kompletnie nie ma sensu, bo gospodarka była już wtedy po dołku cyklicznego spowolnienia (w Polsce lipiec 2016), a tymczasem obecnie według wszelkich znaków na niebie i na ziemi dołek spowolnienia jest dopiero przed nami. Tak więc WIG „powinien” odpaść od kluczowego oporu i jeszcze przez kilka miesięcy „grać na czas” czekając na wyraźniejsze sygnały końca spowolnienia gospodarczego na świecie i dopiero po ich pojawieniu się zakończyć fazę akumulacji. Problem oczywiście polega na tym, że WIG może po prostu nie wiedzieć jak się „powinien” zachować (a w najbardziej złośliwym scenariuszu wykona najpierw fałszywe wybicie w górę, by potem zwalić się w dół pod byle jakim pretekstem).

Podsumowanie: taki jak grudniowy wzrost mojego wskaźnika „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie o 5 pkt. z dołka był w przeszłości dobrym sygnałem kupna dla WIG-u. Problemem jest bardzo mała skala cyklicznej bessy na WIG-u od stycznia 2018 (-20 proc.) w porównaniu do -49-69 proc. spadków notowanych w latach 2000-2001 i 2007-2009, gdy mój wskaźnik „szerokości” koniunktury gospodarczej na świecie spadał do tak niskich poziomów jak w obecnym cyklu.

Wskaźnik wyprzedzający wskaźników wyprzedzających OECD

Pod wpisem sprzed dwóch dni pan animal_slave zamieścił komentarz, w którym przywołał wskaźnik wyprzedzający koniunktury gospodarczej publikowany przez OECD dla krajów OECD i 6 dużych gospodarek krajów niebędących członkami tej organizacji (BRIICS – Brazylii, Rosji, Indii, Indonezji, Chin i RPA).

„OECD Plus Non-Member Economies Composite Leading Indicator poniżej 100 i leci w dół. Trwa to już 5 miesięcy, a średnio przebywał pod 100 ok. 11 miesięcy (ostatnie 30 lat próba). Zgodnie z tym, koniec bessy za ok. 6 miesięcy” 

Rzeczywiście wartość tego wskaźnika spadała do stycznia osiągając wtedy najniższą wartość od 2009 roku. W okresie minionego półwiecza spadek wartości tego wskaźnika do równie niskich lub niższych co w styczniu wartości (99,235 pkt.) zawsze towarzyszył wejściu gospodarki USA w recesję (szare pionowe pasy na poniższym obrazku). Takie sygnały jak styczniowy pojawiały się odpowiednio w sierpniu 2008, marcu 2001, październiku 1990, wrześniu 1981, czerwcu 1974 oraz maju 1970).

Takie zachowanie tego wskaźnika wyprzedzającego światowej gospodarki można oczywiście interpretować jako sygnał potwierdzający spowolnienie gospodarcze.

Tak się jednak składa, że już wiele lat temu opracowałem wskaźnik, który wyprzedza – przy współczynniki korelacji 0,78 – zachowanie wskaźnika wyprzedzającego OECD o całe 5 miesięcy. To wskaźnik „szerokości” wzrostu gospodarczego na świecie sumujący indywidualne zachowanie indeksów wskaźników wyprzedzających OECD dla kilkudziesięciu krajów świata.


Rzeczywiście mój wskaźnik we wrześniu, październiku i listopadzie ub. r. znalazł się na najniższym poziomie od 2008 roku sugerując dla świata spowolnienie gospodarcze silniejsze niż te z lat 2011-2012 czy 2015-2016. Ale w grudniu ten wskaźnik wyraźnie wzrósł. To sugeruje, że pierwszego wzrostu wartości CLI dla krajów OECD+BRIICS można oczekiwać w okolicach maja br. Gdyby tak się stało, to dowiedzielibyśmy się o tym z dwumiesięcznym opóźnieniem czyli w okolicach lipca.

Zaznaczmy sobie na wykresie WIG-u momenty, w których CLI (Composite Leading Indicator) rośnie po raz pierwszy o przynajmniej 0,05 pkt. z 1,5-rocznego dołka (co obecnie jeszcze nie nastąpiło).

Jak widać ten prosty sygnał pojawiał się na początku faz wzrostowych wszystkich 7 ostatnich cykli Kitchina na WIG-u!

A my – dzięki mojemu wskaźnikowi „szerokości” wzrostu gospodarczego na świecie – możemy ze sporym prawdopodobieństwem wnioskować, że taki sam sygnał otrzymamy od OECD w okolicach maja br. (o czym dowiemy się z 2-miesięcznym opóźnieniem br.). „Wiemy” to, bo mój wskaźnik „szerokości” wzrostu gospodarczego na świecie wyprzedzający CLI OECD średnio o 5 miesięcy już w grudniu odbił się w górę o 5 pkt.

Jutro będę kontynuował temat robiąc projekcje oparte na takich jak grudniowy sygnałach na moim wskaźniku „szerokości” gospodarczej na świecie.

Podsumowanie: indeks wskaźników wyprzedzających OECD dla krajów OECD+BRICS znalazł się w styczniu na najniższym poziomie od 2009 roku, ale mój wskaźnik „szerokości” wzrostu gospodarczego na świecie wyprzedzający CLI OECD o średnio 5 miesięcy już w grudniu zanotował wzrost z poziomu 10-letniego minimum. Zapowiada to podobny wzrost CLI dla OECD+BRIICS w okolicach maja br. W przeszłości taki sygnał zawsze pojawiał się na początku wzrostowej fazy Kitchina na krajowym rynku akcji.

Pozycja WIG-20 w ramach cyklu 6,(66)-letniego

W lutym 2016 roku przedstawiłem w tym miejscu swoją interpretację cyklu 6,(66)-letniego – czyli podwójnego cyklu Kitchina – na WIG-u 20. Wyglądała ona tak:

Ponad 3 lata później ten obrazek wygląda tak:

Jak widać cykl zadziałał w miarę prawidłowo, chociaż po 37 miesiącach od ówczesnego komentarza skala wzrostu WIG-u 20 ustępuje tym obserwowanym w trakcie trzech poprzednich cykli (na osi poziomej mamy liczbę sesji):

Ponieważ po 38 miesiącach od dołka cykl 6,(66)-letni powinien zbliżać się do swojej połowy, czyli do dołka cyklu Kitchina nie będącego dołkiem cyklu 6,(66)-letniego, proponuję dziś porównać przebieg obecnego cyklu 6,(66)-letniego na WIG-u 20 do tych z przeszłości. Zacznijmy od porównania obecnego cyklu rozpoczętego w dołku 20 stycznia 2016 z cyklem rozpoczętym w dołku 28 marca 1995 roku. 

Oczywiście obie trajektorie WIG-u umieściłem na różnych skalach manipulując ich zakresami tak by obecny poziom WIG-u pokrył się z odpowiadającym my czasowo poziomem indeksu z poprzedniego cyklu. Jak widać mamy obecnie odpowiednik drugiej połowy czerwca 1998 roku, za 2 miesiące w sierpniu zbankrutuje Rosja, miesiąc później na granicy bankructwa znajdzie się gigantyczny zarządzany przez noblistów fundusz spekulacyjny Long-Term Capital Management, a po kolejnym miesiącu będziemy już po bessie. W obecnych realiach temu dołkowi bessy z października 1998 odpowiadałby lipiec br. 

Teraz porównajmy przebieg obecnego cyklu do tego rozpoczętego w dołku bessy z 3 października 2001. 

Tutaj mamy obecnie odpowiednik przełomu 2004 i 2005 roku, od ponad pół roku jesteśmy w UE, a do początku nowej cyklicznej hossy (maj 2005) zostało nam ok. 4,5 miesiąca. 

I wreszcie porównajmy sobie obecny cykl 6,(66)-letni do tego rozpoczętego w dnie wielkiej bessy 17 lutego 2009. 

Tu obecna sytuacja odpowiada pierwszej dekadzie maja 2012 i zbliżamy się do apogeum obaw przed „Eurogeddonem”. W tej analogii akcje należy kupić już w przyszłym miesiącu. 

Otrzymaliśmy więc 3 daty: lipiec, lipiec/sierpień i kwiecień br. jako oczekiwany moment zakończenie „połówkowej” bessy w ramach podwójnego cyklu Kitchina. 

Zróbmy sobie teraz projekcję trajektorii WIG-u 20 uśredniając przebieg 3 poprzednich cykli 6,(66)-letnich:

Jak widać zastosowana metoda daje projekcję nowej cyklicznej hossy rozgrywającej się na WIG-u 20 pomiędzy lipcem br. a grudniem 2020 roku. Oczywiście jest to jedynie wypadkowa przebiegu trzech poprzednich cykli nie uwzględniająca ewentualnej specyfiki obecnej sytuacji, długoterminowego trendu spadku zmienności rynku, czy ewentualnych efektów związanych z „regułą zmienności” (obecny cykl bardziej podobny do tego rozpoczętego w 2001 roku, niż do tych rozpoczynających się w 1995 i 2009 roku). 

Podsumowanie: porównanie zachowania WIG-u 20 w obecnym cyklu 6,(66)-letnim (podwójnym cyklu Kitchina), do ścieżek indeksu z trzech poprzednich takich cykli sugeruje okolice lipca br. r. (kwiecień, lipiec, lipiec/sierpień) jako optymalny momentu zakupów akcji przed kolejną cykliczną hossą (drugą połową cyklu 6,(66)-letniego).