WIG-20 a ceny ropy naftowej

W okresie minionych ponad 8 laty wartość współczynnika korelacji pomiędzy WIG-iem 20 z cenami wysokorentownych („high yield”) obligacji w USA przekraczała 0,8, a więc była bardzo wysoka. 

 


Wydaje się, że tym co łączy polski rynek akcji i amerykański rynek obligacji wysokontownych to cena węglowodorów. Jednym z głównych czynników, który w okresie minionych ponad 2 lat powodował bessę na amerykańskim rynku obligacji wysokorentownych, był spektakularny spadek cen ropy podcinający rentowność amerykańskich firm wydobywających gaz i ropę z łupków, które w przeszłości finansowały się emitując obligacje.

 

 

Na WIG-u 20 pośrednio ciążą nasze kopalnie węgla, którego jesteśmy 9-tym producentem na świecie. 

  


 

Wydaje się, że hossa powinna powrócić i na rynek obligacji wysokorentownych i na polski rynek akcji mniej więcej równolegle z początkiem trwalszego odbicia w górę cen surowców energetycznych. 

Od dosyć dawna mówi się, że jedną z przyczyn trwającego spadku ceny ropy naftowej jest wojna wydana amerykańskim producentom ropy z łupków przez Arabię Saudyjską. Jest pewnym paradoksem, że ze względu na strukturę kosztów produkcji ropy to właśnie jej czołowy konsument czyli USA mogą być obecnie siłą zainteresowaną wzrostem ceny ropy naftowej.


 

 

Niskie ceny surowców energetycznych per saldo są bardzo korzystne dla USA jako całości, ale stawką w tej grze jest na krótką metę przyszłość 1000 miliardów dolarów ulokowanych w obligacjach amerykańskich firm wydobywających ropę, a na dłuższą całej „rewolucji” łupkowej, która dawała USA perspektywę zbliżenia się do energetycznej samowystarczalności.

Na razie zapasy ropy w USA są najwyższe od przełomu lat 20-tych i 30-tych poprzedniego stulecia. 

 

 

W przeszłości tylko dwukrotnie ropa spadała w ciągu 2 lat o tyle ile ostatnio. Najpierw w latach 1985-1986 (wtedy mówiło się, że ofiarą polityki Arabii Saudyjskiej miał być zależny od sprzedaży surowców energetycznych ZSRR), a potem w latach 1997-1998 (kryzysy azjatycki i rosyjski). 

 

 

Gdyby cena ropy zachowywała się po takim sygnale z sierpnia tego roku tak jak po sygnałach z marca 1986 czy grudnia 1998, to w pierwszej połowie 2017 roku ropa kosztowałaby powyżej 80 dolara za baryłkę, a więc ponad 2-krotnie więcej niż obecnie. Na razie jednak cena ropy porusza się słabszą ścieżką niż 17 lat temu i niż 30 lat temu (czyli jeden i dwa cykle Kuznetsa wstecz). 

 

 

Trudno prognozować dalsze losy tych tytanicznych zmagań, ale wykres sezonowego zachowania ceny ropy naftowej sugeruje, że apogeum słabości na rynku ropy naftowej powinno zostać osiągnięte w okolicach lutego. 


 

 

Dodaj komentarz