Dziesięć argumentów (i pół).

Nie będzie chyba zbytnim nadużyciem, jeśli w skrócie scharakteryzuję stanowisko dużej części rynkowych „niedźwiedzi” za pomocą poniższego rysunku:

 

 

Jak widać obecna sytuacja techniczna amerykańskiego S&P 500 jest właściwie kopią tej z początku czerwca 2008 roku. Indeks był wtedy już w 8-mym miesiącu poprzedniej bessy (która na S&P 500 rozpoczęła się w październiku 2007) i lada moment miał się załamać do nowych minimów wskutek eskalacji ówczesnego kryzysu na rynku kredytów hipotecznych, który niebawem miał wymusić nacjonalizację amerykańskich gigantów Freddie Mac i Fannie Mae a 3 miesiące później bankructwo banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Obecnie również od kwietniowego szczytu hossy minęło już 8 miesięcy i po odbiciu się S&P 500 od opadającej średniej 200-sesyjnej scena wydaje się być obecnie przygotowana do kolejnego załamania a la lato 2008….

W niniejszym komentarzu chciałbym przedstawić argumenty przemawiające za tym, że tak się nie stanie, to znaczy, że analogia z wiosną 2008, choć bardzo atrakcyjna z punktu widzenia technicznego obrazu rynku, po rozważeniu w szerszym kontekście obejmującym zjawiska gospodarcze okazuje się zupełnie nieadekwatna.

W pewnym sensie niniejszy tekst ma być swego rodzaju odpowiednikiem komentarza z lipca 2010 roku zatytułowanego „‚Krzyże śmierci’ nad giełdami i inne strachy na Lachy”, choć tym razem daruję sobie bezczelność, od której 2,5 roku temu nie mogłem się powstrzymać:

 

Wszystko to sugeruje, że delikatne wyjęcie akcji z drżących łapek przerażonych inwestorów powinno okazać się obecnie tym z gestów miłosierdzia, który nie pozostanie bez nagrody wypłaconej jeszcze tego lata.”  

 

… jako że – jak się wydaje – tym razem sytuacja jest skomplikowana nieco bardziej niż latem 2009 i odrzucenie natychmiastowego Armagedonu jako preferowanego scenariusza nie oznacza automatycznie konieczności dokonywania gorączkowych zakupów już teraz. Ostrożność jest wskazana – wszak analitycy – w tym i niżej podpisany – czasami się jednak mylą tak jak np. lekarze

Oto

– argument pierwszy – diametralnie odmienna obecnie od tej z wiosny 2008 roku sytuacja na amerykańskim rynku pracy:

 

 

O ile wiosną 2008 liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrastała właśnie do wieloletnich maksimów, to w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy sygnał dokładnie odwrotny – spadek liczby „initial jobless claims” do najniższego poziomu od wiosny 2008.

– Argument drugi – zaczerpnięty od Jarka Niedzielewskiego z Investors TFI, który posłużył się nim w ostatniej debacie Parkietu, w której miałem zaszczyt uczestniczyć, a której zapis ma się ukazać jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia – zaprzeczający trwaniu bessy na rynku akcji wzrostu produkcji przemysłowej w USA:

 

 

Jak widać „warunkiem koniecznym” „prawdziwej” bessy na Wall Street jest spadek produkcji przemysłowej w USA w ujęciu nominalnym. Tymczasem obecnie produkcja sobie żwawo rośnie, co każe oczywiście kojarzyć obecna sytuację z 1987 rokiem.

Nawiasem mówiąc gorąco polecam wszystkim analizy Jarka prezentowane w miesięcznych biuletynach, które można znaleźć na stronie Investors TFI. Moim zdaniem na polskim rynku rzadko można znaleźć towar podobnej jakości.

Z poprzednim związany jest

– argument trzeci – w przeciwieństwie do wiosny 2008, kiedy to USA przygotowywały się właśnie do wejścia w 1,5-roczną recesję, gospodarka amerykańska wenerowała niedawno sygnał wyjścia z recesji, w którą nie zdążyła wpaść:

 

 

– Argument czwarty: wyjście gospodarki USA z recesji zostało potwierdzone charakterystycznym „wykopem” cen akcji w górę:

 

 

W przeszłości takie „wykopnięcie” cen akcji w górę sygnalizowało zawsze początek wieloletniej gry na zwyżkę. W przypadkach z 1974, 1982, 1991 oraz 1998 roku skuteczny był już pierwszy „wykop”. W przypadkach z lat 2002 i 2008/2009 potrzebny był jeszcze drugi – tym razem skuteczny – następujący w 3-4 miesiące po pierwszym. To oznacza, że z prawdopodobieństwem 2/3 hossa na Wall Street już trwa, a z prawdopodobieństwem 1/3 zacznie się w styczniu-lutym.

– argument piąty: wiosną 2008 w przeciwieństwie do chwili obecnej Zachód/USA nie był(y) po poprawiającej nastroje społeczne wygranej wojnie.

Ktoś powie „no dobrze, ale dlaczego wszystkie dotychczasowe argumenty dotyczyły USA. Czy ten ‚amerykocentryzm’ nie jest w dzisiejszych czasach przestarzały”? Proszę więc

– argument szósty – w przeciwieństwie do wiosny 2008, kiedy to przed nami była jeszcze jedna podwyżka stóp w wykonaniu ECB (lipiec 2008), teraz jesteśmy już po drugiej obniżce stóp ECB w tym cyklu:

  

 

Z podobną do obecnej sytuacją – tuż po drugiej w danym cyklu obniżce stóp ECB – mieliśmy do czynienia w przeszłości w listopadzie 2008 oraz we wrześniu 2001. W obu przypadkach zbiegło się to w czasie z początkiem hossy na rynkach „wschodzących” (MSCI Emerging Markers). W trzecim przypadku – drugiej obniżce z kwietnia 1999 – cykliczna hossa na „Emerging Markets” trwała już od pół roku.

Warto zauważyć przy okazji, że opóźnienie z jakim cykliczne hossy na rynkach „wschodzących” zaczynały się w przeszłości po ostatniej w danym cyklu podwyżce stóp procentowych ECB/Bundesbanku wynosiło – odpowiednio – 1 rok (październik 1997-październik 1998), 1 rok (październik 2000-październik 2001) oraz 3 miesiące (lipiec 2008-październik 2008). W tym ostatnim przypadku drugi prawie równorzędny dołek wypadł na początku marca 2009, co pozwala sformułować hipotezę, że nowa cykliczna hossa na rynkach „wschodzących” powinna rozpocząć się 8 do 12 miesięcy po ostatniej w danym cyklu podwyżce stóp ECB/Bundesbanku. W obecnej sytuacji – ostatnia podwyżka w lipcu tego roku – daje to okres pomiędzy marcem a lipcem 2012 jako termin początku nowej hossy. To trochę późno, ale pamiętajmy, że wcześniejsza analiza typowego opóźnienia początku hossy w stosunku do terminu drugiej obniżki stóp, zasugerowała, że hossa powinna właśnie się zaczynać lub wręcz już trwa. To sugeruje poważniejsze znaczenie dołka z początku października, który być może jest odpowiednikiem dna z października 2008.

Za tym ostatnim wnioskiem przemawia

– argument siódmy – w przeciwieństwie do wiosny 2008 paniczna ucieczka od „ryzykownych” aktywów (akcji na rynkach „wschodzących”) do aktywów „bezpiecznych” (dolarowej gotówki) już się odbyła:

 

 

W przeszłości takie jak ostatnio paniczne fale ucieczki do dolarowej gotówki (3-mies. zmiana M1 w USA przekraczająca 6 proc.) występowały latem 2001 oraz zimą 2008/2009 precyzyjnie wyznaczając apogea „rynków niedźwiedzia” na „Emerging Markets” (będących dobrą aproksymacja pojęcia „ryzykownych aktywów”).

– Argument ósmy – europejskie rynki akcji zachowują się tak jak jesienią 2008, a nie wiosną 2008:

 

 

Proszę zauważyć, że ten ostatni wykres daje „niedźwiedziom” jeszcze odrobinę nadziei, że w Europie bessa skończy się dopiero za 3 miesiące w marcu 2012:

Na koniec wypada coś napisać o naszym rynku, stąd

– argument dziewiąty – od dwóch miesięcy rośnie już dynamika roczna liczonego przez OECD indeksu wskaźników wyprzedzających koniunktury gospodarczej dla Polski:

 

 

  … co po uśrednieniu zachowania WIG-u 20 po takich sygnałach z przeszłości daje następującą projekcję wartości WIG-u 20 w przyszłości:

 

 

To narzędzie sugeruje początek cyklicznej hossy na WIG-u 20 już pod koniec stycznia.

Zapewne jednym z głównych powodów tego wzrostu dynamiki rocznej OECD-owskiego indeksu wskaźników wyprzedzających dla Polski było osłabienie złotego, do którego doszło od kwietnia. Ta obserwacja prowadzi nas do

– argumentu dziewiątego i pół – wiosną 2008 złoty jeszcze się umacniał (do lipca 2008), gdy tymczasem obecnie mamy już za sobą  prawie 8 miesięcy osłabienia złotego poprawiającego relatywną konkurencyjność polskiej gospodarki:

 

 

Ten argument zostawia otwartą możliwość jeszcze jednej fali osłabienia złotego a pierwszych tygodniach 2012 roku.

Ukoronowaniem tych wszystkich przesłanek jest

– argument dziesiąty, który znalazłem w dzisiejszej prasie:

 

„183 mld zł – polskie firmy jeszcze nigdy w historii nie miały tyle pieniędzy na kontach. Obrosły w gotówkę, bo nie inwestowały. – Szykują się na kryzys – mówią ekonomiści”

 

Kłania się tu „zasada zmienności”. Jak to mówią: „zarządy/zarządzający są zawsze przygotowani do poprzedniej recesji/bessy”, czy jakoś tak…

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Dodaj komentarz